Huawei wprowadził na polski rynek smartfon o wdzięcznej nazwie Huawei Shot X, o czym informowaliśmy we wcześniejszym newsie. Warto tu zauważyć, że na niektórych rynkach ma on nazwę Honor 7i. To przykład jak bliskie sobie są Huawei i Honor, mimo poczynań Huawei by wypozycjonować Honor jako całkowicie oddzielną markę. To także dowód, że mimo wszystko Honor 7 i 7i to w praktyce odmienne konstrukcje.
Więc może to i dobrze, że w Polsce będziemy mieli do czynienia z Huawei Shot X, a nie Honor 7i. Mogłoby to prowadzić do nieporozumień.
Wiemy już, że smartfon ma sugerowaną cenę 1399 złotych (średni segment cenowy). Osoby, które zechcą kupić go w ofercie operatorskiej najbliższe trzy miesiące znajdą go jedynie w Orange. W abonamencie, który po rabatach wynosi niespełna 50 zł kupimy go za 609 złotych. Są też oferty za złotówkę, ale to już w najwyższym abonamencie za 150 zł.
Podczas polskiej premiery mogłem przez chwile sprawdzić jak działa Huawei Shot X i ocenić praktyczność zastosowanego rozwiązania obrotowego obiektywu. Parametry już znacie, wiecie też, że Snapdragon 616 jest zauważalnie szybszy od 615, co widać także podczas pracy z aparatem. Smartfony ze Snapdragonem 615 potrafiły czasem niedomagać podczas podglądu wykonanych zdjęć. Huawei Shot X nie ma tego problemu.
Nie jest to tytan wydajności, ale wystarczająco sprawnie działająca maszynka z Androidem 5.1 i tą samą nakładką Emotion UI 3.1 co w innych smartfonach Huawei. Najważniejszym elementem jest aparat inny niż w pozostałych produktach Huawei. Dlatego przyjrzyjmy się Huawei Shot X
z perspektywy fotografującego
Po pierwsze wyświetlacz. Z doświadczenia wiem, że pomiędzy ekranem QHD i FHD przy kadrowaniu jest istotna różnica, to jednak blednie ona gdy okaże się, że aparat z panelem FHD robi ostatecznie lepsze zdjęcia. Dlatego nie narzekam na rozdzielczość wyświetlacza, a 5,2” przekątna mieści się w optymalnym przedziale dla fotosmartfonów.
Rozdzielczość 13 Mpix i jasny obiektyw f/2,0 to rozsądne posunięcie. Zastosowanie modułu Sony CMOS BSI (nie ma danych o modelu) pozwala oczekiwać dobrej, a nawet bardzo dobrej jakości zdjęć. A kąt widzenia? To odpowiednik obiektywu 28 mm, czyli dość rozsądnie. Szeroko, ale nie przesadnie, co potrafi odbić się czasem negatywnie na perspektywie obiektów fotografowanych z niezbyt dużej odległości.
Zanim jednak zaczniemy testy foto, trzeba pochylić się nad pewną kwestią. Obrotowym modułem obiektywu. Elementem, który budzi wiele kontrowersji. Był to również jeden z głównych tematów dyskusji po oficjalnej konferencji.
Z jednej strony to świetne posunięcie gdyż mamy do dyspozycji ten sam aparat, zarówno w trybie standardowego fotografowania jak i selfie. Na dodatek moduł można odchylić o dowolny kąt od 0 do 180 stopni, może on służyć np. jako podstawka i jednocześnie wykonywać zdjęcia. Osoby, które nie lubią unosić dłoni do góry podczas kadrowania, lub wyczekują na idealny moment tak długo, że ręce mogą rozboleć docenią możliwość trzymania smartfona w wygodniejszej pozycji.
Ta druga strona to wytrzymałość mechaniczna. Jak długo będzie sprawny zawias, na którym umocowano aparat? Deklarowane 100 tysięcy odchyleń daje nam mniej więcej 55 zmian położenia codziennie przez 5 lat. To znacznie dłużej niż spodziewany cykl życia produktu. Zawsze jednak istnieje ryzyko, że zapomnimy złożyć aparat, upadnie on w rozłożonej konfiguracji, albo zwyczajnie zahaczymy nim o wystający przedmiot. I to właśnie niefrasobliwość użytkownika jest tu największym zagrożeniem.
Z pewnością tylko długoterminowy test pozwoli rzetelnie ocenić przydatność takiego rozwiązania i rolę zmęczenia sprzętu. Osobiście nie jestem na nie, nie jestem też w 100% na tak. Część osób za istotniejszą kwestię może uznać wystający nieco moduł z tylnej ścianki. Należy to uzasadnić potrzebą wygodnego odchylania modułu z pierwotnej pozycji, aczkolwiek można to zrobić również naciskając na moduł w okolicy zawiasu.
Huawei Shot X ma także inną zaletę. Można go postawić na jednej z bocznych krawędzi co ułatwia fotografowanie bez statywu pod ręką. Tą gładką krawędzią jest lewa krawędź z modułem czytnika linii papilarnych, który jednak nie wystaje, a tworzy z pozostałą częścią rantu jedną płaszczyznę.
A skoro mowa o czytniku linii papilarnych to trzeba powiedzieć, że zmiana jego pozycji pozwala wygodnie wykorzystać go jako fizyczny spust migawki. Czytnik na tylnej ściance, na przykład w Honor 7 czy Mate S, ma tę samą funkcję, ale taka lokalizacja spustu nie jest najlepsza.
Jako osobie, która zwraca szczególną uwagę na możliwości foto, w Huawei Shot X zabrakło, przynajmniej na pierwszy rzut oka, rozbudowanego menu fotografowania. Aplikacja aparatu jest identyczna jak w przypadku pozostałych produktów Huawei, lecz przy tak dobrym aparacie wolałbym mieć pod ręką tryb ręczny, a nie tylko automatykę. A przynajmniej tryb Supernoc, który Huawei opanował do perfekcji i udostępnia w Honor 7, a nawet w starszych modelach jak Mate 7.
Ponieważ to tylko omsknięcie softwareowe liczę, że szybko pojawi się aktualizacja wprowadzająca dodatkowe opcje foto. Odpowiednią petycję złożyłem na ręce przedstawicieli firmy.
Wizualnie Huawei Shot X prezentuje się bardzo atrakcyjnie, przypomina stylem większość obecnie oferowanych smartfonów Huawei. Z tą różnicą, że jako pierwszy ma czytnik linii papilarnych na bocznej ściance. Tylną pokryto szafirową szybką podobnie jak w specjalnych wersjach flagowców Huawei. Do wyboru będziemy mieli trzy wersje kolorystyczne - śliwkową, złotą i białą (oficjalne nazwy kolorów są nieco inne).
Źródło: Huawei, Inf. własna