Injustice 2, czyli więcej, mocniej i lepiej
Nowa bijatyka nie ma łatwo. Ledwie ujrzała światło dzienne, a już znajduje się w towarzystwie nieśmiertelnych mistrzów tego gatunku, takich Tekken 7, Street Fighter V czy Mortal Kombat X. No, no, to nie lada konkurencja! Dlatego też cztery lata temu, kiedy na rynku bijatyk już było tłoczno, wielu zastanawiało się, jak w bojach z tymi legendami poradzi sobie świeżak od NetherRealm Studios.
Jak się okazało, wyszło mu to nie najgorzej, a teraz Injustice 2 nie tylko powtarza ten sukces, ale i go przebija. Do tego celu twórcy bijatyki z superbohaterami dążą dwoma ścieżkami. Pierwsza z nich to poszerzanie znanych z „jedynki” motywów, druga to zupełnie nowe pomysły… Nowe? Mało powiedziane – to chwyty na wskroś awangardowe!
Fabularny nokaut
Oczywiście, po bijatyki sięga się głównie dla fabuły. He, he, he… No, dobrze, pośmialiśmy się, ale akurat w przypadku Injustice 2 to stwierdzenie wcale nie jest tak dalekie od prawdy. Opowieść, jak zwykle w tym gatunku, jest tutaj tylko pretekstem dla beztroskiego mordobicia, ale – do diabła! - taki pretekst to cudo samo w sobie.
Zresztą, tego można było się spodziewać, bo twórcy z NetherRealm Studios już w Injustice: Gods Among Us udowodnili, że potrafią spleść wciągającą intrygę, a w uniwersum DC czują się jak Aquaman w wodzie. Jednak tym razem ta ekipa przeszła sama siebie.
Żeby trochę ostudzić tę niebezpiecznie szybko nagrzewającą się opinię o kampanii w Injustice 2, wyleję na nią zdanie zimnej wody: arcydzieło to nie jest. No, dobra, ale – raz jeszcze: - kto oczekuje fabularnego majstersztyku po bijatyce? Starczy, że ta opowieść wciąga bez reszty.
Dialogi kuleją, logika też, ale napięcie utrzymuje się na jednostajnie wysokim poziomie. Konia z rzędem temu, kto bez mrugnięcia okiem oderwie się od ekranu i nie będzie potem zachodził w głowę, jaki też zwrot akcji może się przydarzyć w niewidzianej jeszcze przez niego cut-scence.
Bo i jest, czego się domyślać. Cały galimatias, jaki obserwujemy w Injustice 2 zaczyna się w momencie, kiedy „jedynka” jakoś ułożyła chaos, który był jej motywem przewodnim. Jednak na jego zgliszczach narodził się nowy nieporządek. Utworzyły się nieoczekiwane sojusze, łotrów przerzuciło na jasną stronę Mocy, herosi znaleźli się po tej gorszej moralnie stronie barykady…
A na domiar złego nad Ziemią zawisło nowe niebezpieczeństwo. Innymi słowy: kompletne szaleństwo, ale takie, w którym jest reguła. W dodatku w moich rękach pozostawiono część wyborów, niewielkich, bo niewielkich, ale jednak sprawiających, że chciałoby się tę historię prześledzić raz jeszcze.
Joker krzywi się do Wonder Woman
Można by pomyśleć, że historia, jakkolwiek wciągająca, jest tak naprawdę tylko festiwalem lubianych, acz nieco płaskich, postaci. I tutaj pojawia się kolejne zaskoczenie Injustice 2, jakim jest grafika. Dlaczego wspominam o niej akurat w kontekście bohaterów?
Bo spektakularnych bitew i przewalających się po ekranie eksplozji mogłem się spodziewać, natomiast kompletnie zbiła mnie z pantałyku mimika wirtualnych „aktorów”. Za jej sprawą zbieranina komiksowych ikon zamienia się w gromadę ludzi (a w wielu przypadkach nadludzi) z krwi i kości.
Swego czasu zachwycałem się ekspresją Geralta, Yennefer i Ciri. W dniu premiery Wiedźmina 3 nawet nie przypuszczałem, że „miniastą” rękawicę w 2017 roku rzuci mu właśnie Injustice 2. A tak się stało i nie przesadzę chyba, jeśli powiem, że takich grymasów, mniej lub bardziej subtelnych, w świecie gier jeszcze nie widziałem.
Tutaj niemal każdy mięsień twarzy znajduje swój cyfrowy odpowiednik i choć cała oprawa audiowizualna stoi na najwyższym poziomie, czasem trudno ją dostrzec spoza wygiętych dwuznacznymi uśmiechami ust bohaterów czy też zmarszczonych nosków bohaterek.
Kosmiczne ciosy i przyziemne areny
Zdaję sobie sprawę, że w dziwnym kierunku zmierza ta recenzja. Można by pomyśleć, że mowa o grze przygodowej – tutaj coś o historii, tam o modelach postaci. Czas więc wyprostować azymut tego tekstu, a więc przejść do mechaniki potyczek w Injustice 2 i aren, na których przyszło mi walczyć.
Jeśli chodzi o tę pierwszą, to mamy do czynienia z rozwinięciem znanej z poprzedniej części formuły. Rewolucji nie ma, ale dodano garść nowych ruchów, których wyćwiczenie to nie lada frajda. Trochę czasu zajęło mi opanowanie odpowiedniego tempa, żeby wstrzelić się w czasowe okienko, które pozwala czy to odwinąć się po obalającym ciosie, czy też złożyć z pojedynczych ciosów przygwożdżającego „kombosa”.
Nie sposób też pominąć w tej wyliczance superciosów, które przeszły już do legendy za sprawą Injustice: Gods Among Us. Rozjeżdżanie przeciwnika batmobilem, wyrzucanie wroga w przestrzeń kosmiczną, korzystanie z orbitalnego lasera… Pamiętacie to prawda?
„Jedynka” wzbijała się w tym aspekcie na wyżyny efektowności i dobrze rozumianego absurdu. Injustice 2 pozostaje wierne tej regule wyprowadzając na arenę działka batwinga, wściekłe psiaki Harley Quinn, a nawet pole asteroidów, w które wylatuje Supergirl.
Jednak w kosmos czy inną alternatywną przestrzeń przenosimy się z rzadka, toteż warto w tym miejscu co nieco wspomnieć o samych arenach. Prezentują się one wyśmienicie, z tym zastrzeżeniem, że niczym mnie nie zaskoczyły. Ani pozytywnie, ani negatywnie. Są dokładnie takie, jak sądziłem, że będą.
Mało tego, niektóre z nich do złudzenia przypominają plansze z poprzedniej części. Mam na myśli między innymi obskurne uliczki Gotham, korytarze azylu Arkham czy też siedzibę Aquamana. Pewnie naszpikowano je nowymi elementami interaktywnymi, ale można było zaprojektować miejsca znacznie bardziej „szalone”, niż te, które koniec końców znalazły się w Injustice 2. Zwłaszcza, że zarówno fabuła, jak i sama formuła tworzone z przymrużeniem oka w pełni upoważniałyby takie posunięcie.
Oczywiście, nie znaczy to, że spotkało mnie jakieś tragiczne rozczarowanie. Wprost przeciwnie, niektóre z aren urzekły mnie swoim klimatem. Do moich faworytów zalicza się, dajmy na to, chatka na bagnach, gdzie mogłem między innymi przydzwonić przeciwnikowi w zęby truchłem upolowanego przez kłusowników aligatora.
Mimo to jednak pewien niedosyt we mnie pozostał. Być może zawiniły wybujałe oczekiwania, jakie chcąc nie chcąc rozbudziła we mnie kampania reklamowa Injustice 2. Zamiast pakietu sumiennie wykonanych „miejscówek”, liczyłem na ringi nie z tej ziemi. Co tu dużo mówić, trochę się przeliczyłem.
Z ekwipunkiem w Multiwersum
Do tej pory Injustice 2 rysuje się jak świetnie wykonana kontynuatorka pierwszej części, która jednak nie dodaje od siebie nic szczególnie nowego. Do tej pory! Czas uzupełnić ten obraz o nowinkę, która może nie obraca całej rozgrywki o sto osiemdziesiąt stopni, ale czyni ją zdecydowanie bardziej złożoną i wciągającą.
Otóż, w Injustice 2, niczym w blizzardowskim Diablo przyszło mi zbierać ekwipunek dla moich postaci. Jasne, nie szukałem go po ukrytych w lochach skrzynkach, jak to w erpegach bywa, ale dostawałem w pakietach po kolejnych toczonych w pocie czoła potyczkach.
Ciekawy zabieg, jak na bijatykę, nieprawdaż? I nie chodzi tu tylko o kwestie estetyczne, ale też o podbijanie statystyk postaci. Co więcej, nie każdy element rynsztunku mogłem wykorzystać od razu. Niektóre z gadżetów musiały cierpliwie zaczekać na awans któregoś z bohaterów, a to z kolei staje się niebagatelną zachętą do kontynuowania wirtualnego mordobicia.
Gdzie najskuteczniej zbiera się wspomniane skarby? No właśnie, w kolejnej nowince, jaką wprowadza Injustice 2, a więc trybie Multiwersum. Zastąpił on znane z poprzedniej części „drabinki” czy też „wieże” turniejowe. W telegraficznym skrócie chodzi o serie potyczek dostępne przez ograniczony czas, które dodają do serii starć króciutkie opowiastki ze świata DC.
Nie są to może perły scenariopisarstwa, ale na pewno stanowią one ciekawe urozmaicenie. Przed naszymi oczami pojawia się bowiem wiele równolegle wersji naszej znajomej Ziemi, które borykają się z własnymi problemami. A najlepszym remedium na te ostatnie jest, rzecz jasna, „superbohaterskie” okładanie się piąchami.
Jeszcze jednym akceleratorem pozyskiwania łupów staje się uczestnictwo w sieciowych gildiach. Zrzeszeni w nich gracze wspólnie osiągają założone przez twórców gry cele i tym samym pozyskują nagrody, które w pojedynkę byłoby znacznie trudniej zdobyć.
Niestety, system ekwipunku otworzył też drogę do praktyki, która w moim przekonaniu znacznie lepiej sprawdza się w produkcjach free-to-play, aniżeli w płatnych tytułach. Mam na myśli mikrotransakcje. Na domiar złego, twórcy Injustice 2 zdecydowali się poszerzać świat swojej bijatyki o DLC.
Oczywiście, ta praktyka sama w sobie jest ogólnie przyjęta i trudno czynić z niej zarzut. Gorzej, że tym razem pozostawiono luki na przykład w liście bohaterów, które sprawiały na mnie wrażenie, jak gdybym nie był posiadaczem pełnego produktu, ale jakiejś jego dziurawej wersji. Nie uprzykrza to rozgrywki w stopniu znacznym, ale wprowadza posmak dziegciu do tej superbohaterskiej beczki miodu, jaką bez wątpienia jest Injustice 2.
Czarny koń w rzeczy samej?
O ile w przypadku Injustice: Gods Among Us, można było mieć wątpliwości, czy to czempion gatunku, czy raczej czarny koń zawodów mocujący się z potężniejszą konkurencją, o tyle druga część serii rozjaśnia tę sytuację. To tytuł z najwyższej półki, który aż ugina się od ekscytującej zawartości.
Pewnie, wielbiciele bijatyk wytkną mu parę błędów, niedopatrzeń czy też uproszczeń, ale dla graczy, którzy nie aspirują do miana profesjonalistów, to propozycja idealna. W każdym razie ja znalazłem w niej niemal wszystko, czego mogłem chcieć.
W dodatku rozgrywka okazała się tak doskonale nagradzająca, że trudno było mi się od niej oderwać. Kiedy tylko chciałem odłożyć pada, gdzieś w tyle głowy pojawiało się pytanie: „To co, jeszcze jeden pojedynek?”. No i odpowiedź na nie mogła być tylko jedna.
Ocena końcowa:
- wciągająca kampania
- świetna grafika (zwłaszcza mimika bohaterów)
- nowe, spektakularne ruchy, animacje superciosów i interaktywne elementy aren
- nagradzający system ekwipunku i awansowania postaci
- nowy, ciekawy tryb Multiwersum
- urozmaicające rozgrywkę gildie sieciowe
- zestaw aren mógłby być nieco bardziej oryginalny...
- ...i mniej podobny do plansz znanych z "jedynki"
- system mikropłatności i dosadnych zachęt do zakupu DLC może zniechęcać
- Grafika:
bardzo dobry - Dźwięk:
bardzo dobry - Grywalność:
dobry plus
96% 4,8/5