Po raz trzeci w Katowicach
Intel, ESL, dobra robota - tak można określić tegoroczne finały Intel Extreme Masters w Katowicach. Ale to nie tylko zasługa głównego organizatora i mentora imprezy. Podziękowania należą się również firmom związanych z gamingiem, które myślały nie tylko o własnej promocji, ale też zapewnieniu odwiedzającym niezapomnianych przeżyć. A także widzom, którzy jak zwykle dopisali.
Finałowe rozgrywki IEM w Katowicach obserwuję od 2014 roku, gdy po raz pierwszy ta impreza odbyła się w Polsce. Przeniesiono je z Hanoweru i ta decyzja okazała się strzałem w dziesiątkę. Dwa lata temu, gdy jeszcze nie istniało Centrum Kongresowe, gracze, widzowie i wystawcy zgromadzeni byli w hali Spodka.
Tak było dwa lata temu. Gracze byli na wyciagnięcie ręki. Były trzy sceny
Miałem wtedy wrażenie, że hala spokojnie wytrzyma napór gości również w kolejnych latach. Byłem w błędzie, co dostrzegłem już rok temu, jednak cieszy mnie to, bo przyjemnością jest oglądać jak ludzie, których łączy miłość do gier, wspólnie jednoczą się na te kilka marcowych dni.
Entuzjazmem jaki towarzyszy IEMowi można się zarazić. Uważajcie. Mnie się udzielił.
Nie tylko spodkowe emocje i rosnąca rola kobiet
Pamiętacie w co grało się na e-sportowych arenach IEM kilka lat temu? Początkowo był to CS 1.6 i Warcraft III. W piątym sezonie IEM pojawił się Starcraft II, a rok później League of Legends. Finał rozgrywek w tę zespołową grę to zwieńczenie całego turnieju. W niedzielny wieczór publiczność szalała oglądając starcie FNATIC (zespół LoL) i SKTelecom T1.
Z kolei Counter Strike: Global Offensive doczekał się w tym roku statusu oficjalnego turnieju podczas IEM. W roku 2014 i 2015 był to turniej dodatkowy.
Nawet jeśli jest skromniejszy w formie
W 2014 roku wszystkie turnieje, w StarCrafta, LoL, CS:GO i Hearthstone, odbywały się w Spodku. Spodek ponownie był główną sceną, ale podobnie jak rok temu część rozgrywek przeniesiono do Centrum Kongresowego. Znajdowały się w nim trzy dodatkowe areny, gdzie toczyły się boje w Heroes of the Storm, kobiecym CS:GO, a także Hearthstone.
W tym roku na IEM po raz kolejny pojawiły się kobiety. Co prawda wiele osób traktuje kobiece rozgrywki jako mniej emocjonujące, a nie da się zaprzeczyć, że ich charakter faktycznie jest odmienny od męskich zmagań, to nie ulega wątpliwości, że z roku na rok grają one coraz lepiej i z pewnością w przyszłości staną się jeszcze większą siłą. Już obecnie 48% graczy to kobiety.
W trakcie zakulisowych dyskusji padały pytania kiedy doczekamy się kobiecych postaci w CS:GO. Nie powinno to być dla Valve dużym problemem, a na pewno przyczyniłoby się do zwalczania stereotypu, że kobiety nie nadają się do gier typu strzelanka. Na IEM swoją obecność zaznaczyła organizacja AnyKey, której celem jest walka z dyskryminacją kobiet i stworzeniem odpowiednich dla nich warunków do rywalizacji. Padły także sugestie, że najwyższy czas, by dopuścić do najważniejszych turniejów mieszane drużyny.
E-sport łączy ludzi
Nie chodzi tu jedynie o grupowe wycieczki i legendarną już kolejkę stojących prawie do ostatniej chwili przed Spodkiem. Ci, którym nie udało się wejść, mogli śledzić jak zwykle przebieg rozgrywek na ogromnym telebimie przed wejściem.
Ta kolejka może wydać się niewielką, ale to już popołudnie i szanse na znalezienie wolnego miejsca w środku znikome. Najbardziej zagorzali kibice ustawiali się już w nocy
Spóźnialscy na szczęście nie marzli
Ciekawe czy projektant tych sal przewidział jakim sukcesem będzie IEM?
Wystarczy przyjrzeć się drużynom e-sportowym. Choć w podsumowaniach wymieniane są one jako reprezentujące dany kraj, często są to zespoły złożone z graczy należących do różnych krajów. Mimo że nie w każdej z gier prymat należy do Europejczyków, nie przeszkadza to kibicom. Dopingowali oni koreański zespół SKTelecomT1 z równym zaangażowaniem, jak naszych graczy. Podobnie hasło FNATIC niosło się po hali spodka, gdy odbierali puchar w CS:GO.
Oczywiście, gdy na scenie pojawiali się Polacy, emocje sięgały zenitu. Tak było podczas rozgrywek CS:GO, w których tym razem Virtus:PRO uległo FNATIC już w ćwierćfinale. Wynik 2:0 nie odzwierciedla jednak zaciętej rozgrywki, która dowodzi bardzo wyrównanego w tej kategorii poziomu.
Równie duże emocje towarzyszyły grze Nerchio, czyli Artur Bloch, który trafił w półfinale StarCrafta II na mur nie do przebycia jakim był Polt. Mimo że, jak to określał komentator, postaci kierowane przez Nerchio powoli umierały, kibice do końca podtrzymywali Nerchio na duchu. Echo, które niosło się po Spodku długo dzwoniło mi w uszach.
Może to i gra, ale poziom koncentracji u obu graczy najwyższy
Cieszy fakt, że nasi przegrywali z późniejszymi tryumfatorami. W CS:GO tryumfował właśnie FNATIC, który po zaciętej walce, szczególnie w pierwszej finałowej rundzie, pokonał Luminosity Gaming. Warto też zwrócić uwagę, że tym razem finał StarCraft II nie był finałem koreańskim. Przeciwnikiem Polta w finale StarCrafta II był Snute z Norwegii. Koreańczycy nadal dominują w zmaganiach Zergów z Terranami, ale ich przewaga nie jest już tak duża jak kiedyś.
Zwieńczeniem soboty był finał CS:GO. Pierwsza runda była wyjątkowo zaciekła, choć pokonani do końca nie chcieli dobrowolnie złożyć broni.
Finał CS:GO
Ostatni dzień to przede wszystkim finał finałów, czyli zakończenie turnieju League of Legends. Ta gra tylko w ubiegłym roku zarobiła 1,6 miliarda dolarów. Miesięcznie do grupowych zmagań online staje 67 milionów graczy, a w szczytowym momencie w ciągu dnia jest to 7,5 miliona osób.
Potwierdzeniem fenomenu LoL jest szaleństwo jakie towarzyszyło finałowi pomiędzy FNATIC oraz SKTelecomT1. Były okrzyki zachwytu, zmartwienia, meksykańska fala na trybunach i zgiełk towarzyszący wręczeniu pucharu. Troszkę szkoda, że w późniejszych etapach gry FNATIC jakby stracił wiarę w wygraną, ale dzięki temu finał zakończył się o rozsądnej godzinie, czyli przed 22 :).
W poprzednich dniach rozgrywki były tak zacięte, że przeciągnęły się do późnej nocy. Mimo iż z perspektywy reprezentanta prasy, IEM to czas wytężonej pracy, każdy z nas z chęcią powtórzy to jeszcze raz. Zapewne widzowie, którzy odwiedzili w tym roku Spodek i Centrum Konferencyjne, są tego samego zdania.
W czasie IEM grać mógł każdy, wygrywać wszyscy
Wedle danych Intela 40% miłośników e-sportu to aktywni gracze. Można zatem powiedzieć, że 40 tysięcy z odwiedzających turniej miało ochotę nie tylko oglądać rozgrywki, ale też zagrać. Firmy, które wystawiały swoją gamingową ofertę w Centrum Kongresowym zadbały o to, by zadośćuczynić oczekiwaniom gości.
Na każdym stoisku czekały na nich komputery, nie tylko z CS:GO, LoL czy StarCraftem. Można było zagrać też w Fifę, a nawet Star Wars Battlefront. Przez całe cztery dni IEM organizowane były mini turnieje, w których można było wygrać nie tylko koszulki czy firmowe gadżety, ale również płyty główne, monitory, tablety czy gamingowe laptopy z serii G, jak miało to miejsce na stoisku ASUSa.
Gra na 3 telewizory 55 cali
Jedne z największych stanowisk dla graczy przygotował BenQ oraz MSI. W praktyce jednak, każdy wystawca oddał do dyspozycji zwiedzających co najmniej kilkanaście stanowisk komputerowych.
BenQ i jego strefa gier
A tu królowało Gigabyte
Nie mogło zabraknąć Alienware
Kto nie chciał toczyć walk na ekranie komputera, mógł zdać się na łut szczęścia w quizach czy loteriach. Czasem by wygrać wymarzony gadżet trzeba było wykazać się szybkością, jak podczas konkursu mobilnego foto na stoisku Gigabyte - wygrywała ta osoba, która najszybciej odnalazła cosplayera i zrobiła sobie z nim selfie.
Jeden z tych kuponów udało się zamienić na monitor Zowie - czyli BenQa
Wygranym podczas IEM był jednak praktycznie każdy kto odwiedził Spodek i Centrum Kongresowe. Nawet jeśli szczęście nie dopisało, to okazja spotkania swoich youtubeowych idoli, poznania co piszczy w świecie gamingu, co najciekawszego mają do zaoferowania producenci i niesamowite emocje na trybunach, warte były zakupu biletów.
Cosplay - tego nie mogło zabraknąć
Osoby, które przebierają się za postaci z gier, filmów, od lat tworzą koloryt każdej imprezy poświęconej grom komputerowym. Nie braknie ich również na IEM w Katowicach. Co roku pojawiają się cosplayerzy, żądni nie tylko podziwu, który słusznie się im należy, ale również emocji turniejowych. Specjalnie dla nich organizowane są konkursy na najlepsze przebranie, a nagrody, coż hmm, można tylko pozazdrościć.
Prowadzące konkursy także dopasowały się do klimatu
Stoisko z krzesłami podczas IEM - tak to nie pomyłka
Spokojnie, IEM nie zmienia się w targi meblarskie. Krzesło to przecież jeden z bardzo ważnych elementów stanowiska gracza. Dobrze wyprofilowane, dbające o nasz kręgosłup, powinno znaleźć się przez każdym komputerem. Osoby, które były zmęczone podróżami od stoiska do stoiska, mogły wypocząć na stanowisku Need for Seat, gdzie reklamowane były fotele dla graczy.
Tak, to nie są tanie fotele, i na pewno nie każdy zechce wydać ponad 1200 złotych na siedzisko. Jednak widok dziesiątek osób rozpostartych podczas chwil błogiego odpoczynku na fotelach Maxnomic był niezapomniany.
Marki gamingowe mają się w jak najlepsze
IEM to niewątpliwa okazja dla producentów sprzętu gamingowego, by poszukiwać potencjalnych klientów, poprawić rozpoznawalność, choć w przypadku niektórych wcale nie jest to chyba potrzebne. Jednym z najbardziej obleganych stoisk, dopchanie się do sceny w trakcie konkursów było prawie niemożliwością stało się Republic of Gamers. W korytarzyku za sceną ASUS pokazał swoje najpotężniejsze maszyny, kartę graficzną, którą każdy chciałby mieć, a także nowe słuchawki ROG Strix Wireless i mysz Spatha.
MSI we współpracy z Komputronikiem przygotowało efektowną wystawę swoich (i nie tylko) najlepszych produktów, podzespołów, laptopów jak i niewielkich, ale wydajnych komputerów do gier.
IEM to także dobry moment by ygnalizować nowe marki , jak miało to miejsce w przypadku Zowie - marki dla graczy, którą wprowadził BenQ. Firma, której logo widoczne było prawie na każdym monitorze używanym przez wystawców.
Wprowadzenie marki Zowie, która znajdzie się na akcesoriach dla graczy - w tym monitorów, klawiatur, myszek, słuchawek, dało nam do zrozumienia, że gaming jest bardzo atrakcyjny dla coraz większej liczby firm. Popularna marka HyperX, która podczas IEM pokazała nowe słuchawki Cloud Revolver czy dedykowane konsolom HyperXy, choć świetnie sobie radzi w branży, nie może spocząć na laurach. Depczących jej po piętach będzie coraz więcej. HyperX to także przykład, że przemyślana strategia i zaangażowanie fachowców może wykreować świetną markę praktycznie z niczego.
A tak wyglądają słuchawki na głowie Pawła
Pojawiły się również zapowiedzi przydatnych dla graczy produktów. Na przykład myszka Steel Series Rival 700. Co w niej takiego ciekawego? Ekran OLED, na którym można wyświetlić dowolny obrazek to mniej istotna cecha. Mnie zainteresowała modułowość, która oznacza możliwość wymiany podkładek pod dłoń, a także zmianę modułu czujnika. Domyślnie Rival 700 dysponuje czujnikiem optycznym, ale można go będzie zmienić na czujnik laserowy. Steel Series zwróciło też uwagę na takie szczegóły jak wtyk kabla USB, który tym razem ma się nie wypinać pod żadnym pozorem.
Słuchawki to już od dawna nie tylko domena melomanów. Nie tylko HyperX był obecny na uszach graczy, ale również Steelseries. Poniżej demonstrujemy jak ładne są ;) nowe słuchawki Siberia 350.
Niektórych wielkich w branży IT nie było, ale czy można powiedzieć że zabrakło? Świetnym przykładem jest Samsung, który jeszcze rok temu miał swoje stoisko, a tym razem był nieobecny. To jednak nie zaskakuje, gdyż strategia tej firmy jest obecnie mocno mobilna. A IEM to przede wszystkim impreza dla pecetowych graczy.
Znamienne jest także to, że wiele firm łączyło siły, wystawiając się na wspólnych stoiskach wraz ze sklepami, które zajmują się dystrybucją produktów. Jak zwykle nie zabrakło również stoisk, w których można było kupić koszulki, plakaty i inne gadżety, a na chętnych do zakupu sprzętu czekały oferty promocyjne i rabaty.
Steam Machine i Intel Real Sense - od gier do…
No właśnie do czego. Oprócz komputerów typu SteamMachine, które można było zobaczyć na stanowiskach Zotac czy Alienware (Dell) oraz Intela pojawiły się również technologie Intela. Nie było może szaleństwa na tym punkcie, bo gry to właśnie to po co odwiedzamy IEM. Lecz nie zabrakło okazji do poobcowania z tym do czym Intel chce się pochwalić, wszak to też jego święto.
I już jesteśmy w komputerze
Szczególnie z RealSense, które wbrew pozorom z grami może mieć wiele wspólnego. Nie tylko jako interfejs użytkownika, ale także łatwy sposób na zaistnienie w grze. Jak to możliwe? Wystarczyło na stanowisku Intela poddać się krótkiej procedurze skanowania naszego wizerunku, by po chwili trafił on jako cyfrowy model 3D do Fallouta 4. Tak zapisane modele każdy otrzymywał na swój adres e-mail.
Sprzęt do gier na bogato
Granie może nielicho kosztować. Szczególnie gdy chcemy skorzystać z najnowszych technologii i zrobić to z fasonem. Na IEM prezentowany był jeden z najdroższych laptopów gamingowych ASUS ROG GX700VO, który kosztuje prawie 26 tysięcy złotych.
Tu gdzieś jest ROG GX700VO
Złożony przypomina? No właśnie, co wam przypomina
Niewiele mniej kosztowne są kompletne systemy dla graczy, które przygotował Komputronik. Widok rozkładającej i składającej się obudowy komputera z nie mniej efektownym wnętrzem był hitem IEM. Podobnie jak cena, prawie 25 tys. złotych.
Na e-sporcie można zarobić. Ile?
Gramy, bo to przyjemny sposób spędzania wolnego, i nie tylko wolnego, czasu. Na świecie jest około 1,2 miliarda osób, które deklarują się jako gracze. To czyni z tej grupy ogromną społeczność, nawet jeśli wyjąć z niej tylko fanów e-sportu, których w ubiegłym roku było 160 milionów, a w przyszłym ma być już ponad dwa razy więcej.
Przyjemność może stać się w końcu również źródłem dochodu, zarówno dla pojedynczych osób, jak i firm oraz organizacji. Globalna wartość e-sportu szybko rośnie, dlatego dla porządku przytaczam kilka oficjalnych liczb.
W ubiegłym roku przychody z e-sportu wyniosły 325 milionów dolarów, w tym roku szacuje się, że wyniosą 463 miliony, a za trzy lata ma to być już tort o wartości około 1,07 miliarda dolarów. E-sport rośnie znacznie szybciej niż sam rynek gier. Ten co prawda to ogromna kwota 91 miliardów dolarów w 2015 roku, a w nadchodzącym będzie to prawdopodobnie już 107 miliardów dolarów.
Gracze wydają rocznie około 100 miliardów dolarów na sprzęt, dlatego nie zaskakują tłumy, które przetaczały się przez Centrum Kongresowe i zasiadało na trybunach w Spodku. Nie zaskakuje również duże zainteresowanie firm e-sportem, o czym wspomniałem już wcześniej.
Choć rozgrywki prowadzone są w wirtualnym świecie, to zarobki najlepszych są jak najbardziej realne. W tym roku pula nagród w IEM 2016 wyniosła ponad dwa miliony złotych. Cały tegoroczny IEM to 56 zawodów, z których największe to SanJose i finałowe Katowice. O pulę 4,6 miliona dolarów walczyło 1000 zawodowych e-graczy.
Oczywiście, jak to bywa w każdym sporcie, najwięcej zarabiają najlepsi. Największą sławą cieszą się gracze z Korei Południowej. Jang „MC” Min Chul, gwiazda StarCraft II dotychczas zarobił ponad pół miliona dolarów. A nie mówimy tu, jak zwykle ma to miejsce w sporcie, o innych dodatkowych dochodach.
Nieznacznie mniej, bo 480 tysięcy dolarów ma na koncie Lee „Faker” Sang-Hyek, gracz w League of Legends. W tym roku po raz kolejny miał okazję wznieść puchar zwycięzców, wraz ze swoimi kolegami z drużyny SKTelecomT1.
Zwycięska drużyna w LoL podczas IEM 2016. Faker udziela wywiadu
Nasze polskie Virtus.PRO, choć w tym roku uległo na wcześniejszym etapie rozgrywek późniejszym tryumfatorom turnieju CS:GO, drużynie FNATIC, to również zespół dobrze opłacanych e-sportowców. Filip „neo” Kubski w dotychczasowych rozgrywkach CS:GO zarobił prawie 300 tysięcy dolarów. Prawie tyle samo ma na koncie Wiktor „TaZ” Wojtas. Mniejszymi kwotami mogą pochwalić się Jarosław „pasha” Jarząbkowski, Paweł „byali” Bieliński i Janusz „snax” Pogorzelski. Jednak 200, 152 i 148 tysięcy dolarów, także piechotą nie chodzi.
A jak to się zaczęło?
Tegoroczne finały IEM w Katowicach to 10. jubileusz. W ciągu ostatniej dekady finałowe rozgrywki zmieniły się diametralnie. Na zdjęciu, które pokazał nam John Woo z Intela podczas oficjalnej konferencji, widać, że w 2006 roku finały w SanJose zaszczyciła niewielka grupka zadeklarowanych już podówczas fanów. Początki były skromne, ale to co dzieje się dziś, jest ewenementem na skalę światową.
Po 10 latach liczba odwiedzających Spodek w Katowicach przekroczyła znacznie 100 tysięcy, aczkolwiek oficjalne dane poznamy dopiero pod koniec tygodnia.
Od strony organizacyjnej katowicki Spodek spisał się znakomicie, choć widać, że stajemy przed ogromnym wyzwaniem. Jeśli wzrost się utrzyma, a wydaje się, że nic temu nie przeszkodzi, to już za rok, jeśli IEM 2017 ponownie zagości w Katowicach, mury Spodka i pobliskiego Centrum Kongresowego będą pękały w szwach. Już w tym roku miałem kłopoty z przeciskaniem się pomiędzy tysiącami odwiedzających. W chwilach, gdy na poszczególnych stoiskach odbywały się ceremonie wręczenia nagród w konkursach dla graczy amatorów czy quizach z wiedzy o grach i sprzęcie dla graczy, przecisnąć się przez tłum było niemożliwością.
Ci, którzy nie dotarli do Katowic, mogli oglądać transmisje z zawodów, po raz kolejny świetnie zorganizowane przez Twitch. Jak się dowiedziałem, dokładne policzenie liczby oglądających i strumieni zajmie kilka dni. Tymczasem przypomnijmy sobie liczbę 134. Tyle milionów osób oglądało rozgrywki e-sportu w 2014 roku.
Nie można zapomnieć również o rosnącym zainteresowaniem mediów. Nie tylko Twitch czy serwisy growe, ale również przedstawiciele typowo sportowych tytułów, jak Przegląd Sportowy, czy traktujących świat z przymrużeniem oka, jak ASZDziennik, nie mogą już ignorować finałów IEM. Zauważyłem też sporo znajomych dziennikarzy z zagranicy, których w poprzednich latach nie widywałem na IEMie. To świadczy o tym, że marka IEM rośnie w siłę nie tylko dzięki Intelowi, ale też dzięki nam wszystkim.
Rozwój technologii przekazu jedną z podwalin sukcesu IEM i e-sportu
E-sport łączy graczy i kibiców, dlatego jego sukces jest tym większy im lepszy jest kontakt jednych i drugich. Gdyby nie rozwój technologii strumieniowej transmisji danych, wzrost przepustowości łączy, coraz większe ekrany, nie tylko monitorów, ale i telewizorów na których można śledzić rozgrywki, e-sport i sam IEM mogłyby wyglądać całkowicie inaczej.
IEM 2016 - każdy czuł się tu dobrze
Starzy czy młodzi, choć tych drugich było niewątpliwe więcej, gracze czy tylko widzowie, chłopaki czy dziewczyny - podczas IEM każdy czuł się dobrze. Śmiech, skupienie podczas gier, radosne okrzyki na cześć idoli, zdarte gardła prezenterów i tony konfetti, to wszystko uczyniło IEM 2016 po raz kolejny imprezą niezapomnianą.
Zwycięzcy jednego z miniturniei organizowanych na stoisku MSI
Gracze amatorzy, choć skupieni, to zawsze z uśmiechem na twarzy
Na IEM przychodzą także całe rodziny
Dlatego sam…
…z chęcią powrócę do Katowic jeszcze raz
Jak wspomniałem, IEM rozrasta się w niesamowitym tempie i dotychczasowe areny zmagań oraz przestrzeń wystawowa mogą okazać się niewystarczające w przyszłych sezonach. Mimo to liczę, że finały IEM nadal będą miały miejsce w Polsce, bo atmosferę potrafimy stworzyć jak mało kto. Czekam z niecierpliwością na IEM 2017. I mam nadzieję, że Wy również.