Nie szok i nie przerażenie

Gadżety, gadżety i gadżety. A co naprawdę ciekawego dzieje się w technologii? Co przemyka pod radarem sensacji? O kilku złośliwostkach w nowym felietonie!

Internet rzeczy i skrypty

Zacznijmy od tego, że w ostatnim akapicie się przedstawiam, co może być dość istotne dla dalszego czytania felietonu. Wróćmy jednak do początku. Felietony mogą być różne. Niektóre są pełne emocji, inne sensacji, jeszcze inne mają cechy osobistej krucjaty. Są takie, które ogłaszają, że „dziś już jestem pewny – ta technologia zmieni świat” albo „przekonałem się - Facebook pożera czas”.

Ile razy daliście się nabrać, że nowa przeglądarka zdjęć to jest „zmiana, która dotknie wszystkie następne pokolenia”, ile razy daliście wiarę zapewnieniom, że nowe tapety w systemie operacyjnym utwierdziły autora, że dobrze wybrał? Bywa, że piszący walczą z nieistotnością swoich wniosków robiąc sporo zamieszania, używając wielkich słów i stosując zabieg nazywany przeze mnie językiem czarnoksięznika, czyli niejasne sugestie, aluzje i zachowywanie się jakby znało się tajemnicę fatimską czy zakończenie Gry o tron.

Czasami media piszące o technologii zapominają, że nie są tabloidem czy programem typu reality show. Oczywiście wiem że to konieczność, że się musi klikać, ale czy to znaczy że trzeba się na to zgadzać? Nie trzeba.

Internet rzeczy

Internet małych rzeczy

Dlatego spróbujmy rozejrzeć się za czymś, co jest ciekawe, a jednocześnie nie wymaga opisania w tytule że jest przerażające lub że wzrusza autora. 

Wszyscy z niecierpliwością czekamy na finalne wejście do użytku internetu rzeczy. Czekamy, prawda? No dobra, jeśli nie czekacie, to uznajmy że właśnie zaczynacie czekać. Obietnica jest wspaniała, chociaż nie do końca jasna. Bo co właściwie to ma nam dać, oprócz tego że ze smartfonu można sobie zrobić kawę w kuchni czy włączyć ogrzewanie. Tylko posiadacze dużych domów właściwie na razie tego potrzebują, ale oni muszą ogarniać piece centralnego ogrzewania, garaże, duże rzeczy. Co z resztą nas, którzy raczej mają małe rzeczy i mniejsze możliwości skorzystania z IoT?

Otóż ostatnio zwróciłem uwagę na fantastyczne narzędzie: https://ifttt.com . Najkrócej mówiąc, jest to oparte na serwisie webowym narzędzie do prostych skryptów zarządzających innymi usługami. Brzmi skomplikowanie? Nie jest.

Oskryptuj swoje życie

Przykład – w kilku kliknięciach można stworzyć skrypt, który będzie „patrzył” np. na Facobooka i jeśli ktoś oznaczy nas na zdjęciu, skrypt pobierze to zdjęcie do wybranego katalogu na naszym dysku sieciowym. Albo na podstawie naszego położenia pobranego ze smartfona skrypt może wiedzieć że wyszliśmy z pracy i wysłać e-mail do kogoś, że za „x” minut będziemy w domu, albo wysłać sygnał do urządzenia, dajmy na to grzejnika, żeby zaczął ogrzewać pokój. Albo żeby po „x” godzinach w pubie blokować messengera do ex-narzeczonej... Czujecie fun? ;) Na razie to brzmi odlegle, ale jeśli pomyślimy jak szybko urządzenia stają się „connected”, to zrozumiemy, jakie fajne to może być w niedalekiej przyszłości. Będziemy mogli oskryptować swoje życie!

internet of things

Do sieci są teraz podłączane żarówki, lodówki, pralki, telewizory – sprzęt który każdy z nas ma w domu. Skryptów też zasadniczo nie trzeba pisać samemu od początku – już jest dostępnych wiele gotowych receptur na sprytną automatyzację – od włączania świateł w domu po zmroku do zdalnego drukowania zdjęć z wakacji na drukarce rodziców. Po pierwsze, to pokazuje, że znajomość prostego chociaż programowania za chwilę będzie tak samo istotna jak jak posługiwanie się językiem obcym czy obsługa bankomatu. Po drugie, taka perspektywa przywraca wiarę, że technologia ma nas wyzwolić a nie zniewolić.

Trzeba tylko uważać, żeby rynku IoT nie zdominował pomysł zamkniętych ekoststemów pod wodzą jednej firmy. Lepiej żeby rynek regulowało wiele firm na bazie otwartych i przejrzystych standardów oraz protokołów. Żeby każdy mógł się tym bawić i zmieniać. To jest ta technologia, jaką lubię – przygoda i obietnica, które nie czynią ze mnie tylko konsumenta, ale też uczestnika.

O autorze

Od lat zajmuję się analizą rynku nowych technologii. Kiedyś pisałem więcej, teraz mniej. Teraz pracuję dla firmy technologicznej, co oczywiście stawia mnie w specyficznej sytuacji. Bardzo się staram, żeby moje pisanie nie było tym dotknięte, żebym nie pisał pod tezę, nawet nieświadomie. Na szczęście forma felietonu to forma subiektywna i wszystkie rzeczy tu napisane są wyłącznie moją opinią. Jeśli zauważycie, że coś naginam, że czegoś nie widzę to przepraszam i się poprawię. Tymczasem dziękuję że przeczytaliście. W potencjanym następnym odcinku chciałbym napisać o tym, jaka technologia zabija najwięcej ludzi.

Wybrane dla Ciebie
ZANIM WYJDZIESZ... NIE PRZEGAP TEGO, CO CZYTAJĄ INNI!