Specyfikacja i pierwsze wrażenia
Opis klawiatury Razer Tarantula na stronie polskiego dystrybutora wprawił mnie w osłupienie, dlatego pozwolę sobie go zacytować:
"Klawiatura Razer Tarantula wyróżnia się spośród innych klawiatur przede wszystkim efektownym, niebieskim podświetleniem boków."
Po przeczytaniu czegoś tak zabawnego na wstępie, nie dość, że poprawił mi się humor, to byłam też w 100% pewna, że wydatek rzędu 300 zł na najnowszą zabawkę marki Razer będzie doskonałym wyborem. W końcu świeci, czyż nie? A to, że jej koszt niemal osiąga wysokość minimum socjalnego, powinniśmy uznać za mało znaczący detal. No przecież świeci... Świeci! Halo?
- Możliwość wciśnięcia do 10 klawiszy jednocześnie
- 32KB Razer Synapse pamięci wbudowanej w klawiaturę
- Przełączanie pomiędzy setką dostępnych profili "w locie"
- 10 klawiszy typu "Macro"
- Taktowanie 1000Hz/Reakcja 1 ms
- Hyperesponse gaming keytop with fully interchangeable keys
- Headphone-out and microphone-in jacks
- Klawisze multimedialne
- 2-portowy HUB USB
- Pozłacane wtyki USB
- Battledock na dodatkowe akcesoria
- Wymiary: 522mm (szerokość) x 220mm (długość) x 33mm (wysokość)
Otwarcie pudełka, w którym dumnie w me skromne progi wkroczyła klawiatura Razer Tarantula, pogłębiło jeszcze moje obawy, gdyż jest ona płaska - fuj! Po trzykroć fuj! Wszystko, co płaskie, od płaskostopia, przez płaskie piersi, aż po płaskie klawiatury budzi moją nieufność. No, ale czego się nie robi dla dobra redakcji?
Koniec końców podłączyłam ją do wolnego portu USB w moim komputerze i doznałam stanu osłupienia, bowiem przyjemność tej operacji się powtarza, się powtarza. Z klawiatury rubasznie merda do nas ogonkiem druga wtyczka usb - której podpięcie nie ma charakteru obligatoryjnego - oraz ponadpodstawowe, stosowne "jacki" dla mikrofonu i słuchawek, czy też głośników.
Efektem takich, rzec by można, innowacyjnych rozwiązań jest wzrost komfortu pracy przy komputerze, bo słuchawki i mikrofon można podpiąć bezpośrednio do klawiatury, bez pełzania pod biurkiem.
Ale to nie wszystko. Do Razer Tarantula podłączyłam nie tylko mikrofon i słuchawki, lecz również i drukarkę, dzięki wbudowaniu w klawiaturę dwuportowego hub'a USB. Niestety, obsługuje on wyłącznie standard 1.1, niemniej jednak nie doświadczyłam z tego powodu żadnych problemów.
Dziwy, dziwadła, huby, światełka, jakoś pozwoliły mi przeboleć pierwszy, niepewny kontakt z klawiaturą i zebrać się w sobie w celu spisania wrażeń, powstałych na bazie obcowania z Razer Tarantula. I co też takiego poczułam? Otóż bezsprzecznie doświadczyłam ogromu naszego pajączka. Tarantula jest jeszcze większa niż Zboard Merc! W sumie jest w tym jakiś plus, bowiem klawiatura zyskuje dzięki temu na masie i w ogóle nie porusza się po biurku.
Wrażenia z testów. Podsumowanie
Klawiatura, jak już wspominałam, jest płaska. Na szczęście nie ma tu efektu deski, gdzie można w nią walić głową, a przeskoku klawiszy i tak wyczuć się nie da. Tarantula to taki półplatfus, do którego przyzwyczaja się zdecydowanie prościej.
Co dziwne, przechodząc z Merca na zabawkę Razera, nie poczułam się nieswojo, tak jak miało to miejsce w przypadku Logitech G11. Ba, nie było sekundy, bym miała jakikolwiek problem z trafieniem w odpowiednie klawisze, których wymiary - swoją drogą - są ludzkie. Pełnowymiarowy "shift", normalny "ctrl", sensowny backspace, powiększony "delete", tradycyjna klawiatura numeryczna - to mi się podoba, nie tylko dlatego, że często coś kasuję. Malutkie są tylko klawisze "alt", lecz ze względu na swą specyfikę - przyciska się je kciukiem - ich obsługa nie nastręcza kłopotów.
Problemy pojawiają się dopiero przy próbie wciśnięcia klawiszy funkcyjnych "f" lub "insert", "scroll lock", "print screen", "pause/break". Nie to, żeby nie dało się ich wbić w klawiaturę. Po prostu stawiają większy opór przy wciskaniu niż pozostałe, co mi osobiście przeszkadza. Takowy problem nie występuje już, o dziwo, przy dokonywaniu operacji na 10 klawiszach makro po lewej i prawej stronie klawiatury.
Wychodząc dalej na boki klawiatury, na jej nieszczęście problem przycisków funkcyjnych się powtarza. Umieszczone tam apetycznie wyglądające klawisze wciskają się z trudem. Są ładne i przydatne, aczkolwiek to nie wszystko, czego użytkownik oczekuje od klawiatury. I na koniec jeśli chodzi o klawisze, producent twierdzi, że można na niej wcisnąć 10 klawiszy za jednym zamachem bez ryzyka zablokowania tego drogocennego sprzętu. Jednak na moim komputerze testowym klawiatura blokowała się po wciśnięciu około 7-8 klawiszy jednocześnie, zależnie od sytuacji. Mimo wszystko jest to wynik bardzo dobry.
Tarantula ma swoje słabostki. Ma też mocne, czysto gamingowe strony - klawisze do tworzenia makr, powiększone przyciski, przyjemny i szybki klik oraz tajemniczy button "PROFILE". Z konsekwencją pomijałam go do tego momentu, gdyż chciałam połączyć jego obecność ze sterownikami dedykowanymi dla klawiatury. Służy on bowiem do przełączania się pomiędzy setką zapisanych w 32kb pamięci na "pokładzie" urządzenia profili, które mogą zawierać skonfigurowane przez posiadacza Tarantuli układy, np. makr.
Nawiązując do opcji "MACRO", czyli przypisania sekwencji przycisków jednemu klawiszowi klawiatury, działa ona wyłącznie w połączeniu ze specjalnymi buttonami - L1, L2, L3, L4, L5 po lewej stronie klawiatury i R1, R2, R3, R4, R5 po prawej - przez co omawiana makra są dosyć ograniczone. Ich możliwości pomniejsza dodatkowo pojemność buttonów specjalnych. Mieszczą one 8 znaków, co w praktyce przekłada się na możliwość obsłużenia przez jeden przycisk 4 baraków - zaznaczenie budynku i wybranie jednostki x 2 = 8 akcji. Pozostałym, "pozamakrowym" klawiszom przypisać można funkcje klawiszy tradycyjnych.
Sterowniki Tarantuli nie oferują na wzór "Z Engine" modów do gier, a szkoda. Z drugiej strony nie są tak ramożerne. No i jak na drivery spod znaku Razer, są - o dziwo - bardzo stabilne. Oferują udogodnienia do obsługi programów graficznych i odtwarzających dźwięk. Pozwalają zapisywać w pamięci klawiatury własne konfiguracje i profile, dzięki czemu gracz jadący na lanparty nie musi wklepywać ich po dotarciu na miejsce, są przecież wgrane do "środeczka". To znaczące ułatwienie. Szkoda tylko, że makra ograniczone zostały do 8 znaków na przycisk i liczbą buttonów specjalnych. Widocznie nie można mieć wszystkiego.
Jaką klawiaturą jest Razer Tarantula? Po tygodniowych testach stwierdzam, że jest urządzeniem bardzo brudnym. Plastik, z którego została zbudowana, przypomina mi najgorsze wspomnienia z kontaktu z Logitech G1. Brudzi się, łapie kurz, pracuje nawet jako policjant zdejmujący odciski palców, kiedy poczuje odrobinę potu. Pomijając higienę obsługi oraz to, że nie lubię grać na płaskich deskach, Razer Tarantula w jakiś dziwny sposób przekonała mnie do siebie. Jest wygodna, szybka, ma przyjemny, miękki klik klawiszy głównych. Pozwala komfortowo wywoływać makra przyciskami na bokach. I - co ważne - nie jest udziwniona.
Obsługuje się ją naprawdę intuicyjnie, szczególnie w grach FPP typu War Rock, Counter-Strike, czy Quake IV. W RTS-ach - moim zdaniem - sprawdzi się w nieco mniejszym stopniu, głównie u użytkowników przyzwyczajonych do urządzeń płaskich. W końcu w strategie czasu rzeczywistego gra się zupełnie inaczej.
W związku z powyższym, powstaje pytanie ostateczne: czy warto nabyć Razer Tarantula? Producent kusi nas BattleDock, miniportem USB znajdującym się nad klawiszami funkcyjnymi, który ma być sposobem na podłączenie do klawiatury dodatkowych akcesoriów-rozszerzeń spod znaku Razer. Niestety, na chwilę obecną takowych urządzeń na rynku nie ma... 2-portowy hub USB daje nam de facto tylko jeden dodatkowy port, bo jeden (w komputerze) przecież zajmuje. Drogie gadżety są zatem w tym przypadku przede wszystkim... drogie. Jednak klawiaturze nie mogę odmówić udogodnień dla graczy, które w ręku profesjonalisty będą zabójcze dla rywali. Dlatego nie biorąc pod uwagę nieprzyzwoicie wysokiej ceny, oceniam Razer Tarantula na 4 z minusem.