Kto w 2022 roku naprawdę potrzebuje aparatu fotograficznego?

Czy w czasach instagramowych filtrów, smartfonowych aparatów robiących cudowne zdjęcia z kadrów upolowanych na rodzinnym ogrodzie działkowym, ktoś jeszcze realnie potrzebuje aparatu fotograficznego?

Image
Przemysław Jankowski

Kto potrzebuje aparatu fotograficznego

Po co mi aparat fotograficzny? Po co Tobie aparat fotograficzny? Po co komukolwiek aparat fotograficzny? Konsumencki użytek sprzętu fotograficznego to dziś stosunkowo trudny temat. Z jednej bowiem strony, gadżeciarstwo sprawia, że kupujemy obiektywnie niepotrzebne rzeczy, z których nie korzystamy. Z drugiej jednak strony, czy nie na tym polega konsumpcjonizm? Na tym właśnie kupowaniu rzeczy z gruntu niepotrzebnych?

zamyślona studentka
Kupić aparat, czy może najpierw spodnie? ;)

Rozważałem ostatnimi czasy sens kupna nowej, szerokiej stałki do aparatu, coby pośmigać nieco po mieście. I kiedy już miałem kliknąć “Kup teraz”, dodało mi się, że jak kilka lat temu przechodziłem na bezlusterkowca, to uznałem, że dziś nie potrzebuję pełnej klatki. I było to dobre posunięcie. Kierowany tą logiką uznałem, że skoro mam szkło, które przy 18 mm oferuje przysłonę f/2.8, a swoich zdjęć nie drukowałem już od dawna, to dam sobie spokój z kupnem nowego szkła. 

Zamiast obiektywu kupiłem rower do miasta, więc potrzeba zakupowa została zrealizowana… Niemniej ten wewnętrzny dylemat pchnął mnie w rozważania na temat zasadności kupowania sprzętu fotograficznego przez kogoś, kto nie ma tego skrzywienia charakteryzującego pasjonatów. I jak tak sobie dywagowałem w głowie, dotarło do mnie, że złoty wiek fotografii konsumenckiej w klasycznym rozumieniu, dawno już był przeminął.

era selfie

Oczywista oczywistość?

Nikogo nie zdziwi, że aparatu fotograficznego potrzebują osoby, które zarabiają na życie fotografując ludzi, krajobrazy, zwierzęta, samochody, nieruchomości i co tam jeszcze można fotografować. W tym przypadku pytanie brzmieć powinno raczej: bezlusterkowiec czy lustrzanka? Zresztą, patrząc na branżowe trendy, to odpowiedź i na to pytanie jest prosta, gdyż bezlusterkowce tak rozepchały się na rynku, że lustrzanki stały się pewną ekstrawagancją nawet w rękach znacznej większości zawodowców. 

Użytkownik zaawansowany ma problem!

To jest ciekawa sprawa, powiem Wam. Lata temu strzelałem zdjęcia do banku twarzy czy innej agencji modelek. Zwykłe polaroidy, ale też sesje plenerowe, tematy modowe z ludźmi, co to chcieli być modelami i modelkami w czasach sprzed Instagrama. Potem zarabiałem na jedzenie i uciechy życia fotografując śluby - fajna to była robota, ale przestała się spinać finansowo, gdy branżę nawiedzili fotografowie za 300 zł od ślubu, co zbiegło się w czasie z popularyzacją smartfonów robiących przyzwoite zdjęcia. 

Okazało się wtedy, że często komuś wystarczy papranina w cenie weekendowego obiadu dla rodziny oraz bonusowe zdjęcia z telefonu wujka, ciotki, kuzyna. E tam, nieważne. Poza fotografowaniem za hajs, od kiedy pamiętam, lubiłem wyskoczyć sobie na miasto o jakiejś abstrakcyjnej godzinie, kiedy to do pracy jeżdżą smutni ludzie i fotografować owo miasto. Taki miejski reportaż żywej i martwej tkanki aglomeracyjnej to fajna sprawa jest! 

Po co ten biograficzny fragment? Ano po to, by stworzyć jakiś typ użytkownika aparatu fotograficznego. Taką personę zaawansowaną, co to nie jeden aparat w życiu miała, a fotografia zawsze była jakimś elementem jej codziennego funkcjonowania. I dziś taki były lub prawie pros ma problem. Bo z jednej strony aparat ciągle w domu jest, szkła jakieś w domu są, ale czasu jakoś tak mniej i okazji do robienia zdjęć też mniej. Poza tym, w czasach, kiedy zdjęcia pokazuje się na Instagramie i mało kto myśli, by je “wywoływać”, nie chce się tego aparatu ze sobą tachać. 

Dawniej każdy spacer w ciekawym miejscu wiązał się z targaniem aparatu. Każde wakacje, od majowego weekendu nad jeziorem, po łazęgowanie po górach - aparat do torby i jazda. A dziś, no nie chce się. Człowiek woli się skupić na tym, co dzieje się wokół, tu pobiegać z psem po ścieżkach, tam uwalić się na polanie z tymże psem, wypić piwo i zjeść oscypka. Zdjęcia się robi w trakcie filmy się nagrywa również też w trakcie, coby rodzinie pokazać, że nie tylko Zakintos to miejsce warte zobaczenia. A aparat, choć jest pod ręką, to wyciąga się go sporadycznie, od wielkiego dzwonu. 

Obiektywizując zatem, zaawansowany fotograf, który pasję ma, a i owszem, ale hajsu z fotografii nie robi, aparatu kompletnie nie potrzebuje. Ten aparat i tak ma, a jak nie ma, to kupi, bo czuje, że musi, że chce go mieć, ale w dychotomii potrzebuje - nie potrzebuje, zdecydowanie wygrywa to drugie stanowisko. 

Umówmy się, praktycznie każdy kto ma w kieszeni smartfon, nie potrzebuje aparatu fotograficznego. Ot smutna rzeczywistość branży foto.

Czy wakacyjny turysta potrzebuje aparatu?

Jeśli zapytamy o to sprzedawcę w sklepie, to usłyszymy pewnie:

- Panie! Aparat Pan potrzebujesz na pewno, no i kamerka się przyda, taka na gimbalu fikuśnym, i sportowa kamerka z obudową, to se Pan ponurkujesz!

- Ale ja w Góry Stołowe jadę! Tam nie ma gdzie nurkować! - odpowiedzieć mógłby hipotetyczny klient.

- To se Pan kamerkę do czajnika włoży i na YouTube nagra filmik, jak te influencery robią!

No dobra, nie wiem, czy tak wyglądałaby taka rozmowa ze sprzedawcą, ale faktem jest, że przekonywałby on nas z niezdrowym zapałem do tego, że aparat to jest nam potrzebny, jak 13 emerytura. Nie jestem jednak względem tego przekonany, a raczej życiowe doświadczenie mnie do tego nie przekonuje. O, niech będzie przykład! 

Znajoma parka pofrunęła w zeszłym roku na bogate wakajki na jakiejś tam greckiej wyspie. Urlop na wypasie, więc zapytali, jaki aparat kupić, żeby zdjęcia porobić, które będą taką super pamiątką. Uprzejmy i miły jestem z natury, więc odpowiedziałem, sugerując, że może taki aparat to jednak średni pomysł, skoro z nowymi topowymi smartfonami żyją na co dzień. Uparli się, że aparat musi być, bo dużo dobrych zdjęć chcą zrobić. No to podpowiedziałem ze 3 modele, oni kupili jeden z nich, pojechali na wakacje, robili zdjęcia i potem pokazali te zdjęcia. I co?

I, po pierwsze - babole niemożebne im powychodziły na tym aparacie, że tego oglądać się nie da. A po drugie, zdjęcia z telefonów są tak z milion razy lepsze niż te z aparatu, z całkiem przyzwoitym szkłem. Wnioski?

  • Aparat nie robi zdjęć, zdjęcia robi fotograf,
  • żeby zdjęcia były ładne, trzeba potrafić je zrobić (rozwinięcie poprzedniego punktu),
  • smartfony robią ładniejsze zdjęcia niż aparaty,
  • zrobienie ładnego zdjęcia smartfonem jest prostsze niż zrobienie przyzwoitego zdjęcia aparatem fotograficznym.

Reasumując, jeśli ktoś nigdy nie robił zdjęć, to kupowanie aparatu na wakacje nie ma sensu. Lepiej dołożyć kabzy i kupić topowy smartfon albo prawie topowy smartfon, którego soft tak cudnie dopieści nawet najprostsze zdjęcia pasących się owiec, że będą cudną, cieszącą oko pamiątką.

Moim zdaniem aparat też robi zdjęcia, nie tylko fotograf, ale……ten drugi musi umieć zrobić pożytek z zalet posiadanego sprzętu, które z kolei zależą od klasy aparatu.

A to wbrew pozorom nie jest proste, nie wystarczy do tego jedynie lektura instrukcji użytkownika, czy nawet intensywne kursy fotograficzne.

Bo robić zdjęcia, które zapierają dech w piersi i są dobre nie tylko technicznie, trzeba również chcieć. A tego nie chce się nawet wielu rzekomym profesjonalistom. Sam zresztą uważam, że nie ma fotografów amatorów i profesjonalistów, są jedynie zdjęcia wykonane amatorsko lub profesjonalnie. A i to nie dyskredytuje tych pierwszych jako ciekawych. To ile na nich zyskamy (ew. zarobimy) to jeszcze inny temat.

Podobnie jest z aparatem. Dlatego odpowiedź na pytanie czy go potrzebujemy zależy od tego, czy będziemy chcieli, a nadto umieli wykorzystać jego możliwości i na dodatek potrafili odczuć satysfakcję z jego użytkowania. Gdy tak jest, aparat taki jak lustrzanka czy bezlusterkowiec nam się przyda.

Jeśli lubimy jedynie szpanować posiadanym sprzętem, dużo lepsze wrażenie zrobimy ciekawymi zdjęciami z równie ciekawego wyjazdu krajoznawczego, które zrobione zostały telefonem, niż gdy poświęcimy całą przeznaczoną nań kwotę na aparat, w którym interesuje nas jedynie spust migawki.

Czy turysta-podróżnik potrzebuje aparatu?

Czy turysta-podróżnik, taki wagabunda z wyboru potrzebuje aparatu? Jeśli jest takim samym fotografem, jak wspomniana wcześniej parka znajomych moich, to wystarczy mu iPhone. Ba, będzie nawet lepszy, bo co zrobi zdjęcie, to wepchnie je na Instagram (jak tylko rozsiądzie się w miejscu, w którym można połączyć się z siecią), coby followersi klikali i hajs z akcji sponsorowanych się zgadzał. A bez plucia jadem, to jeśli taki pasjonat podróży większych i mniejszych nie ma fotograficznych aspiracji - smartfon w zupełności wystarczy.

Sprawa zmienia się, gdy mamy do czynienia z podróżnikiem, co to zdjęcia robić potrafi. Wtedy targanie aparatu ma jakiś sens, ale znowu trudno określić ten sens mianem “potrzeby”. Czy nam się to podoba, czy nie - miejsce i sposób ekspozycji naszych fotografii w dzisiejszych czasach sprawia, że w 90% porządny aparat z porządnym szkłem jest po prostu zbędny. 

widok tatry
fotka z gór zrobiona telefonem

Gwoli ścisłości…

Wiadomo, że kto będzie chciał aparat kupić, ten go po prostu kupi, ale rozważanie go w kontekście potrzebnego sprzętu - potrzebnego do tego, by nasze zdjęcia miały jakąś przynajmniej przyzwoitą jakość, to temat, który zdezaktualizował się kilka dobrych lat temu. Od kiedy soft w smartfonach składa HDR-y, montuje jedno zdjęcie z kilku, odszumia, podnosi nasycenie, wyostrza i w ogóle upiększa to, co przed obiektywem - aparaty w kontekście czysto konsumenckim nie mają większego sensu. 

Co z twórcami wszelakimi? Wystarczy iPhone?

Co już wiemy, a raczej co usilnie staram się zobrazować w tym takim prawie-felietonie? Profesjonaliści potrzebują aparatu tak, jak kierowca wyścigowy samochodu wyścigowego. Proste. Pasjonaci i/lub zaawansowani amatorzy, którzy radość czerpią z fotografii, dla których fotografia jest czymś ważniejszym niż choćby sama idea wyjazdu w nieznane - potrzebują aparatu, jak kurczaki karmy bez GMO. Dla nas wszystkich, poza jednym wyjątkiem, ze smartfonami w kieszeniach aparat fotograficzny jest zbędnym bajerem. W dużym uogólnieniu.

Wyjątkiem, o którym rzuciłem wcześniej, są twórcy wszelkiej maści. Czasy, kiedy można było zostać internetową gwiazdą z kamerką z kalkulatora, minęły bezpowrotnie, a vlogerzy wygrywający treścią, a nie formą to dziś dramatyczna nisza. Tu potrzebna jest jakość! Jeśli chcesz być twórcą, nie obowiązują Cię konsumenckie ramy zasadności przy wybieraniu sprzętu. Kupujesz, co możesz najlepszego, bo jakość się sprzedaje i nie zastanawiasz się nad tym, czy coś jest Ci realnie potrzebne. Jest i koniec tematu.

Wybrane dla Ciebie
NIE WYCHODŹ JESZCZE! MAMY COŚ SPECJALNIE DLA CIEBIE