Kuszące nowości: Ultramobilny notebook Asus U2E

Chciałbym zaprosić dzisiaj na spotkanie z najnowszym dzieckiem firmy Asus. Jest nim model U2E, który został niedawno zaprezentowany podczas targów CES 2008. Nowy U2E jest kontynuatorem sprzętu spod ręki współpracujących ze sobą garbarzy i kaletników, którzy wcześniej pochylili się nad serią S6. Udało im się stworzyć naszpikowany najnowszą technologią mininotebook, który oprawiono w wysokogatunkową skórę. Ale czy urządzenie warte jest ponad 8000 zł?

Wstęp

  • Orientacyjna cena:
    Asus U2E: ~8500 zł

Chciałbym zaprosić dzisiaj na spotkanie z najnowszym dzieckiem firmy Asus. Jest nim model U2E, który został niedawno zaprezentowany podczas targów CES 2008. Czymże takim specjalnym jest linia skórzanych notebooków? Tak naprawdę notebookowa galanteria skórzana nie jest wcale taka nowa. Nowy U2E jest kontynuatorem sprzętu spod ręki współpracujących ze sobą garbarzy i kaletników, którzy wcześniej pochylili się nad serią S6. Udało im się stworzyć naszpikowany najnowszą technologią mininotebook, który oprawiono w wysokogatunkową skórę. Tak więc oprócz garbarza i kaletnika, w Asusie U2E widać także dotyk tapicera.

po lewej Asus U2E - po prawej Asus X55SV

  Asus U2E
procesor
Core 2 Duo ULV U7500 (1.06 GHz, 2MB cache)
przekątna ekranu
11.1 (1366x768)
typ ekranu
matowy
pamięć RAM
1 GB
dysk twardy
32 GB SATA SSD (TPM)
napęd optyczny
DVD+/-RW DL
karta graficzna
Intel Graphics Media Accelerator 950 (965GM)
czytnik kart pamięci
SD, SM, MS, MS Pro
komunikacja
Intel WiFi Link 4965AGN; LAN 1 GBps; Bluetooth; modem analogowy
interfejsy
3 x USB, ExpressCard
dodatkowe wyposażenie/funkcjonalność
czytnik linii papilarnych
zainstalowany system operacyjny
Microsoft Windows Vista Ultimate
wymiary
77 x 194 x 249-290 mm
waga
1250 g

Zanim otrzymałem nowego skrzata do testów, zostałem lojalnie uprzedzony, że jest to egzemplarz pokazowy, tak więc nie powinienem się spodziewać po nim pełnej funkcjonalności. Zresztą udostępnianie do testów przedprodukcyjnych modeli to jak najbardziej naturalne zjawisko, które nie jest obce żadnemu producentowi. Dlatego też nie zdziwiłem się, gdy testowy notek dotarł do mnie schowany w kartonie trochę jak sierota. Opatulono go jedynie w bardzo zgrabny i przyjemny dla oka futerał. Z myślą o higienie dołączono delikatną ściereczkę. Nie ma się co jednak na tym zbytnio rozwodzić ponieważ jak zdążył już przyzwyczaić nas do tego Asus, to skromne wyposażenie na pewno będzie wzorowe w przypadku finalnego produktu.

Porównanie rozmiarów Asus U2E (mniejszy) oraz Asus X55SV

Niestety, jeśli ktoś odczuwa naglącą pokusę nabycia nowego Asusa U2E tuż po przeczytaniu tego tekstu będzie chwilowo zawiedziony. Nie od dziś wiadomo, że aby jak najszybciej uporać się z pokusą wystarczy jej ulec. Tym razem nie jest to takie proste. Jak można przeczytać na wielu portalach internetowych, firma Asus zdecydowała się wstrzymać oficjalną premierę tego modelu. Producent zapewnia, że absolutnie u podstaw opóźnienia nie leżą żadne problemy techniczne, ale daję głowę, że pod groźbą dekapitacji żaden z inżynierów nie zgodziłby się tu ze mną założyć. Po spędzeniu kilkunastu dni sam na sam z U2E, wciąż ma on przede mną tyle samo tajemnic, ile U2 przed radzieckimi kontrwywiadowcami. Tak jak i oni nie mogli zrozumieć wielu rozwiązań technologicznych z supersamolotu, ja nie mogę pojąć dlaczego Asus postawił w kilku kwestiach na takie, a nie inne rozwiązania. Ale po kolei.

Pierwsze wrażenia

Asus U2E przyciąga wzrok od pierwszego spojrzenia. Jest to jeden z tych komputerów, które robią odpowiednie wrażenie na otoczeniu. W chwili spotkania z właścicielem U2E, uczucie ciekawości użytkowników innych komputerów miesza się z uczuciem zazdrości. Materiały użyte do produkcji tego modelu są najwyższej próby. Skórzane obicie dodaje mu elegancji i sprawia, że notebook należy do grona ekskluzywnych komputerków, z którymi można się "pokazać." W oczy rzuca się cienki ekran, który dzięki zastosowaniu technologii LED, ma grubość zaledwie kilku milimetrów.

Tuż pod ekranem umieszczono stylową ramkę wykonaną z polerowanego metalu. Dzięki niej, gdy U2E jest zamknięty dowiemy się, że model ten należy do skórzanej kolekcji Asusa. Po rozchyleniu matrycy i klawiatury, pod wyświetlaczem odkrywa się delikatna kratka, która skrywa głośniki. W związku z tym, że nie tylko kij ma dwa końce, los ten przypadł i kratce. Po obu jej stronach umieszczono po jednym przycisku. Lewy pozwala na zmianę trybu zarządzania energią, natomiast prawy to włącznik i wyłącznik w jednym. Tapicer poszedł na całość i obił skórą nie tylko zewnętrzną część matrycy. Również otok klawiatury zabezpieczono i uszlachetniono w ten sposób. Artysta tapicer nie miał łatwego zadania, ponieważ w napiętą niczym na afrykańskim tam-tamie skórę wkomponowano panel dotykowy i czytnik linii papilarnych. Trzeba przyznać, że precyzja i jakość spasowania organicznych elementów z zaawansowaną technologią są klasą samą dla siebie.

Na moment przeskoczmy wzrokiem nieco wyżej, czyli na ramkę ekranu. Znajdująca się na jej szerokim szczycie kamera internetowa przypomina oko cyklopa osadzone na wysokim czole. Gdy oglądałem zdjęcia U2E, wydawało mi się, że rozwiązanie w postaci szerokiej ramy kolorowego okna będzie psuło piękny powab tego minikomputera, albo maxikalkulatora. W rzeczywistości wcale tak nie jest, choć pojawia się pytanie dlaczego inżynierowie nie zdecydowali się upchnąć nieco większej matrycy kosztem niewykorzystanej przestrzeni wokół ekranu. Nie ma co się jednak zastanawiać bo i tak się nie dowiemy. Jest jak jest i jest bardzo dobrze.

Wróćmy teraz wzrokiem na bazową część U2E. Sam przód przestrzeni odpowiedzialnej za kontakt z dłońmi zabezpieczono metalową listwą. Grawer postanowił wykorzystać ją jako nośnik informacji. Po bardziej dogłębnym przyjrzeniu się dowiedziałem się, że mam do czynienia z serią U2 Deluxe.

Z przodu po lewej stronie wspomnianej listwy umieszczono pięć migających diod. Bardzo to zmyślne rozwiązanie, ponieważ nawet jeżeli mały Asus odpoczywa z przymkniętym okiem, użytkownik bez problemu dostrzeże co się z nim dzieje. Po pierwsze od razu można zobaczyć, czy przypadkiem U2E nie wyzionął ducha z braku prądu, czy bateria się ładuje, czy WiFi zasysa prąd, czy dysk odpoczywa, czy też czyta coś ciekawego. Dowiemy się także, czy komputer chce, aby tekst wpisywany miał większą wagę i pojawiał się na ekranie w dużym formacie. Trochę na prawo od świecidełek znajduje się część skrzeli, którymi oddychają rozgrzane trzewia mikrusa. Z kolei pod diodową dyskoteką znalazło się miejsce na czytnik kart pamięci.

Lewa ściana Asusa U2E to wymarzone miejsce dla telefonistki starej daty. Tu niczym w telekomunikacyjnej centrali z ubiegłego wieku można wtykać najróżniejsze kable. Zacząć można od eksperymentów z mikrofonem i słuchawkami, nad którymi znalazło się miejsce na karty rozszerzeń w standardzie ExpressCard. Dalej znajduje się bardzo przydatne w erze cyfrowych technologii microDVI. Dzięki niemu prześlemy bezstratnie obraz na przykład do monitora albo projektora. Nieco bliżej tylnej krawędzi znalazły się dwa porty USB 2.0, kratka wentylacyjna, a nad nią suwak włączający moduł sieci bezprzewodowej. Na sam koniec pozostawiono wyjście VGA i gniazdo dla ładowarki.

Z prawej strony umieszczono tylko nagrywarkę DVD, jeden port USB oraz kompletną przewodową komunikację, czyli kartę sieciową i modem.

Tył okupuje sama bateria, więc za bardzo nie ma o czym tu pisać.

Wyposażenie i ergonomia

Sercem nowego Asusa jest procesor Intel Centrino, który stara się jak może, aby współpracować z systemem Windows Vista Ultimate. No cóż, chyba nikogo nie zaskoczy fakt, że procek taktowany z częstotliwością 1.06GHz nie za bardzo nadaje się na konia pociągowego dla Windowsa Visty. Do tego dochodzi jeszcze problem w postaci 1GB pamięci i kłopoty murowane.

Komputer został wyposażony w odporny na wstrząsy dysk twardy Solid State Disc o pojemności 32GB. Moduł ten jest lżejszy i wydajniejszy od standardowych twardych dysków HDD i pozwala na wykonywanie operacji szybciej, zżuwa przy tym mniej energii i wydłuża czas pracy na baterii. No i co z tego, że wydajniejszy i wsuwa mniej energii. Powiedzcie sami, co można przechować na komputerze mając do dyspozycji tak mało miejsca? Nie dość, że użytkownik ma do zagospodarowania tylko 22GB miejsca, to okazuje się, że producent przewidział na indywidualnie instalowane aplikacje całe imponujące 6,5GB. taa, office plus jeden film, tyle uda nam się tu zapisać. Oczywiście dokumenty należy nosić na przenośnym pendrivie. Krótko pisząc, porażka. Zdecydowanie lepiej skorzystać z konfiguracji przewidującej dysk twardy o odpowiedniej pojemności, nawet za cenę nieco mniejszej wydajności.

Producent informuje, że skrzata wyposażono w matrycę podświetlaną diodami LED, która jest o połowę cieńsza i o jedną trzecią jaśniejsza niż zwykły ekran LCD. Zastosowany system ma zużywać mniej energii i jednocześnie oferować szybszy czas reakcji. Panoramiczny ekran przeciwodblaskowy jest wyposażony w mechanizm Splendid Color Enhancement Engine, który wyświetla żywe kolory i wyraźne szczegóły, tak aby zapewnić jak największy komfort podczas pracy. Rzeczywiście tak jest. Obraz wyświetlany na niezwykle cienkiej matrycy jest bardzo wyraźny, żywy, a kolory intensywne. Szkoda tylko, że jeżeli chcemy zaoszczędzić trochę energii musimy pamiętać, aby stopień podświetlenia matrycy nie był niższy niż 8 procent, ponieważ poniżej tego progu obraz staje się niestabilny. Ta drobna wada nie przeszkadza jednak w niczym. Co więcej, prawdopodobnie gdyby nie skórzane obicie, matryca byłaby jeszcze cieńsza. Inżynierowie Asusa spisali się tu na medal, ponieważ delikatność technologii matryc LED w połączeniu ze skórzanym wiekiem zaowocowało solidną konstrukcją. Nie ma więc obaw, że ekran złamie się w rękach podczas otwierania wieka.

Mimo tak niewielkiego rozmiaru matrycy udało się na niej upchnąć całkiem sporo pikseli. 11.1 calowy ekran ma rozdzielczość WXGA i liczy 1366 x 768 punktów. Wystarcza to do normalnej pracy, ale muszę uprzedzić, że dogadanie się z tak małym komputerkiem wymaga przyzwyczajenia, szczególnie jeżeli wcześniej pracowało się na większych komputerach. Z drugiej strony może to kwestia nawyków. Wystarczy sięgnąć pamięcią w niedaleką przeszłość, żeby przypomnieć sobie jakiej wielkości ekranami raczyli nas producenci jeszcze parę lat temu. Standardem było wówczas 1024 x 768 pikseli, dlatego rozdzielczość WXGA oddaje użytkownikowi sporo miejsca na pulpicie. Na uwagę zasługuje również oprogramowania służące do zarządzania stopniem podświetlenia matrycy i nasyceniem kolorów. Asus Splendid Video Enhancement Technology pozwala na ustawienie jednego z kilku trybów wyświetlania. Są nimi normal, gamma, vivid, theater, soft i własny. Krótko pisząc, matryca U2E to jedna z jego najmocniejszych stron. Jedyne co można jej zarzucić, a właściwie konstruktorom, to to, że nie wykorzystali w pełni przestrzeni przeznaczonej dla matrycy i szeroki otok bardziej przypomina elektroniczną ramkę na zdjęcia niż ekran komputera.

Kolejnym bardzo udanym podzespołem U2E jest jego klawiatura. Gdy pierwszy raz usiadłem przed tą kruszyną zastanawiałem się czy moje ręce zmieszczą się na tym pomieszanym alfabecie. Dodam jeszcze gwoli wyjaśnienia, że łapy nie mam jak bochen chleba, ale też używane przeze mnie formy czasownika zdradzają, że kobietą nie jestem. Bardzo się ucieszyłem, gdy okazało się, że nowy Asus wyposażony został w jedną z bardziej przyjemnych klawiatur z jakimi miałem okazję się zetknąć. Palce automatycznie przystosowały się do rozmiaru klawiszy. Mimo że może i są one nieco mniejsze od standardowych spotykanych w innych notebookach, ale mają jedną cechę, która wyróżnia je zdecydowanie, mianowicie ma się wrażenie, że same znajdują właściwe opuszki. Z pewnością żaden użytkownik nie będzie narzekał na brak wygody podczas wpisywania danych, oczywiście pod warunkiem, że ma dłonie mniejsze od Pudziana. Czasem zdarzało mi się pomylić przez przypadek klawisz ctrl z function, ale zwalam to na karb mojego braku zdolności szybkiego przystosowania się do układu klawiatury. Bardzo za to ucieszyło mnie, że klawisze Windows i menu znalazły się w niedalekim sąsiedztwie spacji, przez co ułatwiło mi to obsługę systemu bez konieczności macania myszki. Niestety nie można mieć wszystkiego. W związku z tym, że U2E mierzy niewiele więcej niż zeszyt pierwszoklasisty, konieczne było zrezygnowanie z dedykowanych klawiszy służących do przewijania stron, szybkiego przeskoku na koniec lub początek linii. Szkoda, ponieważ jeżeli ten leciutki i superprzenośny komputer trafi w ręce dziennikarza, pisarza, lub jakiegokolwiek artysty często bawiącego się słowem, szczególnie pisanym, może wymagać od niego sporych umiejętności manualnych. Wspomniane przeze mnie klawisze, a w zasadzie akcje im przypisane można osiągnąć wciskając kombinację klawiszy function i kursorów, nie należy zapominać przy tym o wciśnięciu ctrla, jeśli na przykład zechcemy skoczyć na początek bądź koniec tekstu. Nie ma co z drugiej strony załamywać rąk, wszak do wszystkiego można się przyzwyczaić. Ta kombinacja nie będzie szczególnie trudnym wyzwaniem dla dłoni, ale na pewno będzie wymagać od piszącego skupienia, przynajmniej na początku.

Ciekawie rozwiązano korzystanie z funkcji dostępnych po naciśnięciu kombinacji klawisza function z wieloma innymi na klawiaturze. Niby to nic nowego, ale cieszy i pozwala upewnić się, że udało się osiągnąć kolejny poziom jogi palców. Mam tu na myśli graficzne symbole informujące o wywoływanej przez użytkownika opcji, które pojawiają się na ekranie w chwili naciśnięcia danej kombinacji. Z kolei nie wiem w jakim celu zdublowano na przykład możliwość uruchomienia za pomocą klawiszy różnych trybów oszczędzania energii. Tak jak pisałem wcześniej, dietę energetyczną ustalamy za pomocą klawisza umieszczonego nad klawiaturą po lewej stronie. Ale, jakby to miało nie wystarczać, Ci, którzy wzniosą się na wyższy stopień panowania nad swoimi palcami, mogą skorzystać z kombinacji klawisza function i spacji. Hmm, tylko po co? Może chodziło o to, aby żaden klawisz nie był nieopisany. Zresztą większość z nich gości przynajmniej kilka znaków. Akurat to dobrze, bo dzięki temu łatwiej odnaleźć to czego szukamy. Brak klawiatury numerycznej obok normalnej nie powinien nikogo dziwić, przecież przy tym rozmiarze komputera musiałaby się ona wysuwać jak tacka napędu, w przeciwnym wypadku Asus wyglądałby raczej jak skórzany futerał na cymbałki. Nawet nosilem kiedyś podobny na znienawidzone lekcje muzyki w szkole podstawowej. Wszak oba te wkłady mają klawisze, ale U2E łatwiej dyrygować palcami niż pałeczkami. Tak naprawdę jedyną rzeczą, no może oprócz paru często wykorzystywanych kombinacji klawiszy, która trochę mi przeszkadzała był brak klawisza del w dolnym rzędzie klawiatury. Zapewne wielu użytkowników znajdzie tę uwagę jako mało merytoryczną ponieważ dowodzi ona tylko tego co już dawno temu próbował przekazać Cyceron pisząc o przyzwyczajeniu i drugiej naturze człowieka.

Niestety komputer ten ma też i pewne przypadłości, do których nie sposób się przyzwyczaić. Dla mnie osobiście torturą było okiełznanie touchpada. Wydaje mi się, że praca z nim to najgorsze co może spotkać właściciela U2E. Nawet nie chodzi mi tu tyle o precyzję panelu dotykowego, jakość materiałów czy jego klawiszy, ale o możliwość przewijania tekstu, a raczej jej brak. Teoretycznie istnieje, nawet parę razy udało mi się z niej skorzystać, ale niestety nigdy wtedy, gdy tego chciałem. Konieczność przewijania stron internetowych bądź tekstu za pomocą suwaka w oknie lub kursorów jest najzwyczajniej w świecie męcząca. No cóż, nie można mieć wszystkiego. Nie mogę tylko zrozumieć skąd wzięło się takie niedopatrzenie. A może to czysta złośliwość inżyniera, przecież nie ma rzeczy doskonałych, dlaczego zatem miałby nim być touchpad?

W tak mobilnym zestawie nie mogło zabraknąć mikrofonu. Rzeczywiście jest on na pokładzie U2E i potwierdzam, że działa bez zarzutu. Do pełnej komunikacji ze światem potrzebna jest jeszcze kamera internetowa. Takowa też się tu znajduje. Cyklop patrzy dość dokładnym okiem, bo aż 1.3 megapikselowym, dzięki czemu nas rozmówca może zobaczyć czy mamy na przykład śpiocha w oku. Bardzo miło jest przecież zobaczyć bliską osobę trochę większą niż pudełko zapałek bez przykrego efektu pikselozy. Kamera wspomagana jest przez bardzo zmyślne oprogramowanie, nazwane przez Asusa SmartLogon Manager. O co w nim chodzi? Gdy pojawia się ekran logowania do Visty, mamy do wyboru albo tradycyjną metodę, czyli ręczne wpisanie hasła, możemy musnąć czytnik linii papilarnych i tym przekonać system, aby wpuścił nas do środka, albo też, uwaga, popatrzyć w kamerkę i poczekać aż skrzat nas rozpozna. Ta trzecia metoda jest z pewnością najmniej męcząca, ale niestety jeszcze nie działa jak powinna. Dlaczego? Jak łatwo się domyślić, aby U2E wiedział z kim ma do czynienia, trzeba najpierw pozwolić mu zarejestrować twarz. Jeśli więc wykonamy skan wypoczęci i szczęśliwi przy dobrym dziennym oświetleniu, komputer zapamięta właśnie taki nasz obraz. Niestety, jeżeli pierwszą czynnością jaką wykonujecie rano jest logowanie do systemu, mogą pojawić się kłopoty. Może nie u wszystkich, ale nie sądzę, że wyglądacie rano tak jak bohaterowie seriali, którzy budzą się pod kołdrą i wyglądają jakby całą noc czuwali nad nimi styliści. Gwarantuję, że rozczochrana fryzura nie zostanie zaakceptowana przez U2E. Ale niech nikt mi nie zarzuci, że się czepiam. Przecież to chyba dobrze, że Asus dba o higienę użytkowników i tym samym zmusza ich do porannej toalety zanim zasiądą przed ekranem. Gorzej natomiast, jeżeli rejestracja facjaty miała miejsce przy słabszym oświetleniu, ponieważ gdy będziemy logować się w innych warunkach, system może najzwyczajniej dać nam bana. Tak czy siak, gadżet jest bardzo przyjemny i dzięki niemu można poczuć się jak bohater niejednego filmu popularnonaukowego. W małej ramce pojawia się obraz widziany okiem kamery. Gdy tylko wejdziemy w jej kadr, głowa od razu zostaje wzięta na celownik, a proces rozpoznawania rozpoczęty. Jeśli wszystko pójdzie tak jak powinno po kilku sekundach pojawia się pulpit Visty. Jeśli nie, zawsze możemy uciec się do unikatowych odcisków palców, bądź hasła. Moim zdaniem daktyloskopijny system logowania sprawdza się tu zdecydowanie najlepiej. Może nie jest najbardziej bezpieczny, ale z pewnością najbardziej wygodny. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, aby korzystać równocześnie z nowatorskiego skanowania twarzy. A nóż Asus przypomni sobie kto jest jego właścicielem i udzieli nam dyspensy od łazienki, tym samym oszczędzając siły potrzebnej na wysunięcie ręki i zweryfikowanie linii papilarnych. Zatem ktoś kto ma tzw. szybki poranny rozruch, nie powinien w ogóle przejmować się logowaniem, przecież tak czy siak znajdzie w sobie dość determinacji, aby zagłębić się w system za pomocą jednej z trzech metod.

Do Asusa U2E dołączone jest eleganckie etui

Tak jak wcześniej pisałem, Asus jest kompletnie wyposażonym komputerem. Mimo że wszystkie gadżety upchnięto w tak niewielkiej kubaturze, znalazło się tu miejsce także na czytnik kart pamięci. Wystarczy powiedzieć o nim, że jest, że działa szybko i bezproblemowo. Właściciel nakarmić go może prawie wszystkim co dostępne jest na rynku. Tak więc możemy mu zaaplikować karty SM, SD, MS i MSPro. Bardzo to wygodne rozwiązanie, czytnik działa bez zarzutu i chętnie zaprzyjaźnił się ze wszystkimi moimi kartami, nawet tymi, które bywają za szybkie dla innych notebooków. Slot został zabezpieczony plastikową zaślepką, więc pylica mu raczej nie grozi. Bardzo miło ze strony inżytnierów, że przewidzieli obsługę dla kilku standardów. Unikniemy dzięki temu konieczności podpinania na przykład aparatu za pomocą kabli.

Dawno temu minęła epoka komputerów niemych. Asus U2E, ze względu na niewielkie rozmiary bardzo sprytnie ukrył swój aparat mowy. Głośniki schowane są nad klawiaturą pod metalową listwą. Oczywiście nie ma co oczekiwać od nich jakości godnej zestawu odsłuchowego, ale jak na taki komputer grają one bardzo przyjemnie. Osobiście uważam, że wysokie tony są nieco zbyt drażniące i z reguły zmniejszałem natężenie dźwięku, aby ograniczyć czasem zbyt świdrujący dźwięk. Niemniej jednak w dalekim hotelu posłuchamy muzyki, pogadamy ze znajomymi przez skype, a także obejrzymy film. Mimo że nie oferują one jakości godnej audiofila spełniają swoje zadanie tak jak powinny, jeśli nawet nie lepiej. Brakuje mi tu tylko pokrętła do regulacji głośności, ale pewnie w tak szczelnie wypełnionej obudowie brakło już dla niego miejsca. Oczywiście każdy szybko przyzwyczai się do skrótów klawiszowych i brak ten będzie raczej niezauważalny.

W praniu

Pora na smutny rozdział dla Asusa. Zanim zacznę pisać to czego wolałbym nie pisać przypomnę, że testowany przeze mnie model jest egzemplarzem przedprodukcyjnym, dlatego też nie należy wymagać od niego pełnej funkcjonalności. Hmm, trudno mówić o przyjemnej pracy i wydajności w przypadku komputera, który jest niestabilny. Niestety winę za to ponosi nie producent z Tajwanu, a Microsoft. Poniższy zrzut ekranu mówi sam za siebie.

Bałagan na pulpicie systemu Windows Vista na Asusie U2E

Tak naprawdę U2E działał bez zarzutu tylko wtedy, gdy uruchomione były na nim komunikatory. Zresztą zainstalowanie pakietu Office lub jakichkolwiek innych aplikacji, szczególnie takich, które wymagają sporo miejsca i tak jest karkołomne ze względu na mały dysk. Wgranie katalogu z dokumentami, jeżeli jest dość obszerny, wypełni przestrzeń po brzegi. Co gorsza, uruchomienie większej liczby programów wywołuje wszystko tylko nie to czego się od komputera oczekuje. Jednym słowem dramat i to przez duże D. O dysku lepiej nie będę pisać, bo jest tak mały, że nie ma o czym. Moim zdaniem montowanie pamięci masowej o takiej pojemności sprawdzi się tylko wtedy jeżeli ktoś używa notebooka jako kalkulatora i sprzętu do komunikacji ze światem, niestety dość ograniczonej. Skoro brakuje miejsca na potrzebne dane to chyba nie muszę wspominać o tym, że zabranie w podróż filmów lub muzyki jest po prostu niemożliwe. Na szczęście będzie można zamówić ten komputer z tradycyjnym napędem prawdopodobnie o pojemności od 80 do 120 GB. Wtedy absolutnie nie będzie na co narzekać. Niestety w tej odsłonie nie jest dobrze. Co gorsza, karta grafiki również pozostawia co nieco do życzenia. W przypadku niektórych kodeków na ekranie zobaczyłem pokaz slajdów, a nie płynną animację. Na pewno nie bez udziału jest tu 1GB pamięci operacyjnej, który jak powszechnie wiadomo służy bardziej do uruchomienia systemu, a nie pracy z nim. Jeżeli tylko przyciśniemy troszkę bardziej U2E od razu poczujemy przypływ ciepłego powietrza wytłaczany ze środka obudowy przez dość głośny wiatrak. Trochę to męczące. Na szczęście notebook nie rozgrzewa się do niebezpiecznych temperatur. Na pewno nie poparzy nikomu kolan, ewentualnie nie pozwoli im zmarznąć.

Najgorsza jednak w tej superprzenośnej maszynie jest bateria. Bywa, że przy maksymalnym wykorzystaniu możliwości komputera, a o taką sytuację nietrudno zważywszy, że mamy tu do czynienia z procesorem Intel Core Duo Processor ULV U7500, prądu wystarcza na 1 godzinę i 15 minut. Oczywiście jeżeli skorzystamy z dołączonego przez Asusa oprogramowania służącego do zarządzania energią uda się pociągnąć na baterii nawet 2h i 20 min. Mimo wszystko wydaje się, że od komputera, który jest przede wszystkim przenośnym narzędziem pracy, można oczekiwać więcej. Oczywiście bateria U2E jest również samplowym produktem. Oby produkcyjny był bardziej wydajny, a wszystko będzie w porządku. Jej zaletą jest to, że szybko odzyskuje moc, mniej więcej 1% na minutę, może dwie.

Próbowałem przetestować wydajność Asusa za pomocą programu PCMark Vantage. No cóż, bezskutecznie. W sumie nie dziwię się, bo gdyby mnie zapędzono do takiej pracy też starałbym się za wszelką cenę od niej uwolnić. Pięciokrotnie uruchomiony program, dodam, że raz po razie, nie równocześnie, wieszał się, gdy tylko starał się przetestować pamięć U2E. Szkoda, bo przez to nie możemy go porównać z konkurencją. Taki już jego kaprys.

PCMarkowi Vantage nie spodobał się nasz notebook

Porozmawiajmy teraz o zaletach tego komputera. Na szczęście jest ich o wiele więcej niż drobnych wpadek. Przede wszystkim jest to komputer, który na pewno na każdej osobie zrobi wrażenie. Jeżeli więc podczas spotkania pojawi się na biurku, wszyscy go zauważą.

Producent trafnie opisał swój produkt: ASUS U2 został zaprojektowany i wykonany zgodnie z najlepszymi wzorcami luksusowych akcesoriów, dzięki czemu jest również użyteczny oraz uniwersalny. Ręcznie polerowana ramka obudowy wykonana z najwyższej jakości stali nierdzewnej i detale wykonane z trawionego metalu pozostają w wysublimowanej harmonii z najlepszą skórą stanowiącą wykończenie obudowy, tworząc w ten sposób niespotykane połączenie miękkości i ciepła z najnowszą technologią wypełniającą wnętrze U2. Finalny efekt odzwierciedla perfekcjonizm oraz przywiązanie do szczegółów, z których znani są projektanci notebooków ASUS. Rzeczywiście tak jest. Asus prezentuje się świetnie.

Dobre wrażenie wspomaga także dołączone oprogramowanie. Pozwala ono na zarządzanie energią w ramach kilku trybów oszczędzania prądu: high performance, entertainment mode, quiet office i battery saving. Do tego mamy jeszcze soft pozwalający na zarządzanie obrazem Asus Splendid, ochroną danych Asus Data Security, LifeFrame, mobile PhoneTools, CopyProtect i Nero. Jak widać, sporo tego.

Największą zaletą, którą docenią często podróżujący jest waga i rozmiar U2E. Jest on mniejszy niż kartka A4 i waży tyle co nic. Przy 1.25kg wpisuje się świetnie w nurt superprzenośnych komputerów. Do tego mnogość łącz 3xUSB, miniDVI + VGA, ExpressCard czyni z niego bardzo wszechstronny produkt. Miło, że porty te umieszczono w większości po lewej stronie, w związku z czym nie będą przeszkadzały praworęcznym osobom podczas pracy z myszką. Całe szczęście, że U2E wyposażono w nagrywarkę DVD. To na pewno ułatwi korzystanie z tego komputera, szczególnie jeżeli ktoś zdecyduje się na zakup tego modelu z dyskiem SSD. Rewelacją w U2E jest ekran LED. Pisałem już o nim wcześniej więc nie ma sensu się powtarzać. Jeśli dodać do tego wbudowaną kamerę i mikrofon, świetną klawiaturę oraz czytnik kart pamięci, od razu widać, że mamy do czynienia z kompletnie wyposażonym notebookiem, który stanowi bardzo wszechstronne narzędzie pracy.

Niestety są też i wady, o których nie sposób nie wspomnieć. Przede wszystkim pamięć. 1GB to stanowczo za mało. Dysk. lepiej będzie jeżeli nie będę o nim za dużo pisał, bo po co się denerwować. Zrzut ekranu mówi sam za siebie.

Po instalacji Visty na dysku twardym zostaje bardzo mało miejsca

Na pokładzie U2E zainstalowano system Windows Vista Ultimate. W sumie, byłoby najlepiej gdyby udało się przeprowadzić downgrade systemu do XP. Nie sądzę jednak, aby Asus przewidział taką opcję. Nie uprzedzajmy jednak faktów, raz, że może uda się usprawnić działanie U2E, a dwa może ktoś pomyśli o poszerzeniu oferty o starszy system. Również bateria w tej formie jest raczej nie do przyjęcia, ale tak jak pisałem już kilka razy, jest to egzemplarz testowy, więc trzeba poczekać na finalny produkt, żeby można było stwierdzić jaka jest jej faktyczna wydajność. Do minusów zaliczam także touchpad, który napsuł mi trochę krwi. Gadżet w postaci kamery rozpoznającej twarz również nie zawsze działał, ale z tym naprawdę da się żyć. Przeszkadzał mi brak możliwości edycji adresu MAC bezprzewodowej karty sieciowej. Szkoda, bo jeśli pojawimy się w zasięgu sieci i jedynym warunkiem podłączenia do niej będzie odczytanie lub zmiana adresu, nie uda nam się to.

Podsumowanie

Na koniec najgorsze, cena. Powiem tak: w obecnej formie, U2E opatrzony jest wręcz porażającą metką. Podobno sugerowana cena za ten model ma wynieść 8499 złotych. Mimo całego blasku i blichtru jakim łudzi i mami U2E, inżynierowie Asusa mają jeszcze przed sobą trochę pracy zanim na rynek trafi wygładzona wersja tego komputera. W przeciwnym wypadku wróżę jej raczej porażkę.

W powodzi nowinek z dziedziny superprzenośnych notebooków, Asus U2E prezentuję się dobrze. Trudno powiedzieć, gdzie jest jego miejsce w tej stawce. Na pewno nie wygląda on przeciętnie na tle swoich konkurentów, ale z drugiej strony w tym gronie przeciętniaków nie ma wcale więc na próżno ich szukać. Od konkurencji mimo całej gracji nie odróżnia go wyjątkowy design, wystarczy zerknąć na Apple MacBook Air czy Sony Vaio serii TZ by stwierdzić, że one także nie mają się czego wstydzić, szczególnie jeżeli chodzi o ich wygląd. Ma podobną cenę i niestety często system. Wszyscy zainteresowani zakupem tej miniatury komputera muszą liczyć się z wydatkiem rzędu ośmiu i pół tysiąca złotych, co, nie da się ukryć, jest kwotą astronomiczną.

U2E przypomina bardziej wygładzoną wersję serii S6. To męskie narzędzie pracy emanuje żeńską delikatnością. Mimo kilku niedociągnięć komputer ten ma olbrzymi potencjał, wystarczy tylko, że producenci poświęcą mu jeszcze trochę czasu. Waga i wymiary tego notka czynią z niego świetny gadżet, który nigdy nie będzie ciężarem. Jeśli tylko poprawiona zostanie stabilność i wydajność, będzie świetnym kompanem do pracy i rozrywki.

Niestety póki co praca z nim wymaga olbrzymich pokładów cierpliwości ze strony użytkownika. Możliwe, że nowy Service Pack rozwiąże kilka problemów, ale nie sądzę, że będzie panaceum na całe microsoftowe zło. Myśl o bardziej skomplikowanych pracach, czy uruchamianiu złożonych programów, podsuwają jeszcze jeden wniosek. Ekran U2E, mimo że ma rozdzielczość WXGA, czyli 1366 x 768 pikseli, może okazać się za mały. Trzeba to brać pod uwagę i mieć tego świadomość, by uniknąć późniejszych rozczarowań. Najważniejsze to zdawać sobie sprawę jakie ma być przeznaczenie tego komputera, a łatwo będzie z niego korzystać w zgodzie z samym sobą.

Przyznam, że gdyby nie system, zdecydowałbym się na zakup U2E. Jednak w związku z tym, że potrzebuję komputera do pracy, nie podjąłbym ryzyka użerania się z oprogramowaniem. Poczekajmy na oficjalną premierę i trzymajmy kciuki, że Asus poradzi sobie z bolączkami wieku dziecięcego U2E.

Wady:
  • za mało pamięci
  • dysk o śmiesznej pojemności, po zainstalowaniu systemu pozostaje 6GB wolnego miejsca
  • mało wydajna bateria
  • nieprecyzyjny touchpad
  • kamerka nie zawsze działa przy rozpoznawaniu twarzy
  • zaporowa cena jak na faktyczne możliwości
Zalety:
  • ekskluzywny wygląd
  • ekran LED
  • świetna klawiatura
  • bogate oprogramowanie
  • niewielka waga i wymiary
  • dużo złącz: 3xUSB, miniDVI + VGA, ExpressCard
Wybrane dla Ciebie
NIE WYCHODŹ JESZCZE! MAMY COŚ SPECJALNIE DLA CIEBIE