Niedawno wspominaliśmy o 2,5 miliardowym kontrakcie HP na modernizację infrastruktury IT w NASA. Dzięki niemu na biurka pracowników agencji kosmicznej trafią nowe komputery, z których każdy jest tysiące razy wydajniejszy niż to, co 50 lat temu znajdowało się w centrum kontroli lotów. Cała infrastruktura komputerowa NASA połączona jest siecią o przepustowości liczonej w gigabitach na sekundę. Astronauci na stacji kosmicznej ISS mają do dyspozycji łącze o prędkości kilku - kilkudziesięciu megabitów na sekundę (zależnie od typu przesyłanych danych). Wydaje się, że pionierzy zdobywania Kosmosu mają czego nam zazdrościć. Czy jednak na pewno?
Cztery lata po locie Alana Sheparda, Gordon Moore zdefiniował dobrze nam znane prawo opisujące tempo wzrostu poziomu skomplikowania układów scalonych. Niestety, my sami nie zawsze dotrzymujemy kroku rozwojowi elektroniki. 50 lat temu stworzenie na potrzeby projektu Merkury łącza o przepustowości 1000 bitów/s (łącze 2 Mbps jest 2 tysiące razy szybsze) było nie mniejszym wyzwaniem niż wprowadzenie dziś nowej generacji procesorów. I co najważniejsze, wystarczyło, aby wysłać człowieka w Kosmos.
IBM 7090
Główną rolę w tamtych czasach odgrywał IBM i jego oddział kosmiczny kierowany przez Arthura Cohena. To właśnie ci ludzie zaprojektowali wspomniane łącze - IBM 7281 - oraz komputery IBM 7090 (kontrola trajektorii lotu) i IBM 709 (nadzorował start i pierwszą fazę lotu), a także ekrany, które wyświetlały dane otrzymywane z kapsuły Merkury, w której siedział Sheppard.
Centrum kontroli lotów podczas misji Merkury
Dla zaznajomionych z "językiem Szekspira" mamy krótkie wideo, w którym Arthur Cohen opowiada o swojej przygodzie z IBM i projektem Merkury.
Źródło: NASA, IBM