Laptopy do grania? To nie są tanie rzeczy
Nie ma lepszego chyba tematu na wzbudzenie fali komentarzy niż rzucenie hasła - „laptop do gier”. W zasadzie na tym mógłbym zakończyć cały artykuł, zamówić popcorn i czekać na burzę w komentarzach. Nie próbujcie zaprzeczać, siedzę w temacie na tyle długo, by wiedzieć, że jakiekolwiek stwierdzenie łączące „laptopa do gier” z pozytywną konotacją, kończy się oburzonymi, ironicznymi głosami okraszonymi w najlepszym przypadku wirtualnym wzruszeniem ramion, a częściej niewybrednymi określeniami, które pozostawiam Wam do zamieszczenia pod tym artykułem. I dare you :)
A jednak. Wbrew temu wszystkiemu, rynek mobilnych komputerów projektowanych i tworzonych z myślą o graczach rozwija się całkiem prężnie. Praktycznie każdy liczący się producent ma w swojej ofercie modele gamingowe, które (o zgrozo!) naprawdę pozwalają na płynną rozgrywkę w nowe i wymagające tytuły. Wiem, bo mam z nimi na co dzień do czynienia testując kolejne egzemplarze. I wiecie co? One naprawdę mają sens – pod warunkiem, że nie odrzuca się ich bez większego zastanowienia oraz że nie odmawia się im sensu istnienia dla samej zasady.
Pan płaci, Pani płaci – to są nasze pieniądze Proszę Pana
Dlaczego tak się dzieje? Jak ktoś już zdążył powiedzieć, kiedy nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Chociaż jestem przeciwnikiem wszelkiego rodzaju generalizowania, to w tym przypadku do tego można sprowadzić większość zarzutów wobec laptopów do gier. Są one po prostu drogie i trudno z tym polemizować.
Przy czym określenie „drogie” jest oczywiście względne. To, co dla jednego jest sufitem, dla innego jest podłogą. Tak, są droższe od klasycznego peceta o zbliżonych podzespołach, a w cenie wydajnego gamingowego modelu, można spokojnie złożyć blaszaka o większych możliwościach (wliczając w to monitor, klawiaturę i inne niezbędne akcesoria). To wszystko prawda. Pytam jednak ponownie – i co z tego? Kto bogatemu zabroni? I czy nie ma sposobu, aby pogodzić zwaśnionione obozy?
Dlaczego odmawiać komukolwiek możliwości zakupienia takiego sprzętu, jaki najbardziej mu odpowiada? Nie każdy przecież potrzebuje zajmującego sporo miejsca na biurku zestawu komputerowego. Wiele osób wyżej cenić będzie mniej lub bardziej kompaktowego laptopa. Tak wiem, że większość tych laptopów gabarytami przypomina maszyny do pisania, ale wciąż są nieporównywalnie bardziej mobilne od swych pecetowych braci. Nawet jeśli ta mobilność oznacza przeniesienie laptopa z salonu do drugiego pokoju – spróbuj to samo zrobić z blaszakiem. I dare you!
Cały ten hejt i klimat negatywnych emocji przywodzi na myśl urządzenia firmy Apple. Każdy wie, że logo nadgryzionego jabłka ma swoją wymierną wartość, ale też prawda jest taka, że jeśli ktoś dołączył do grona użytkowników iPhonów i MacBooków, to raczej nie wróci do Windowsa i Androida. Z jednego prostego powodu – są one po prostu dobrze zaprojektowane, a korzystanie z nich jest wygodne, komfortowe.
Nie zestawiam tutaj ekosystemu Apple i laptopów do gier w stosunku jeden do jednego (zwłaszcza, że na MacBookach się nie gra), ale pewne podobieństwa jednak istnieją. Głównie w postaci wątpliwości odnośnie relacji ceny do możliwości. W myśl zasady, że przecież wszystko da się zrobić/kupić taniej. Ponownie zapytam? I co z tego?
Rachunek proszę
No dobrze, to podliczmy, ile ten straszny laptop do gier kosztuje. Odpowiedź na to pytanie jest podobna do reakcji na pytanie o to, ile kosztuje samochód. To zależy! Za laptopa do gier o parametrach pozwalających na płynną rozgrywkę w rozdzielczości Full HD przy wysokich ustawieniach graficznych trzeba obecnie zapłacić od 4,5 tysięcy złotych w górę. Od tej granicy zaczynają się modele wyposażone w kartę graficzną nowej generacji Nvidia Geforce GTX 1050. Na tyle wyceniono na przykład Acera Aspire VX 15, który na pewno utrzyma stabilne 30 klatek w każdej grze. Czy słyszę żachnięcie się na taką ich liczbę? Nie, musiało mi się wydawać.
Chcąc uzyskać kilka klatek więcej, trzeba już rozejrzeć się za modelami z grafiką Geforce GTX 1050 Ti. Trzeba będzie jednak sięgnąć do kieszeni nieco głębiej i dorzucić do wymienionej wcześniej kwoty kolejne kilkaset złotych.
Tak naprawdę jednak płynne i komfortowe granie w Full HD zaczyna się od grafiki GTX 1060. Jak łatwo można przewidzieć, cena rośnie tutaj dość szybko, przekraczając sześć, a najczęściej i siedem tysięcy złotych.
Podane ceny dotyczą producentów takich jak MSI, czy Asus. Jeśli nie zależy nam na efektownej stylistyce obudowy i logo znanego producenta, to można rozejrzeć się w ofercie jednego z wielu producentów oferujących laptopy zbudowane na bazie kadłubków Clevo. W Polsce są to m.in. Hyperbook oraz Dream Machines. Można je praktycznie dowolnie skonfigurować, dobrać podzespoły (dysk, pamięć itd.), a gotowy komputer będzie zazwyczaj co najmniej o kilkaset złotych tańszy. Oczywiście kwoty te wciąż małe nie będą :)
Prawdziwa zabawa zaczyna się jednak dopiero w momencie, kiedy zdecydujemy się na model z najwyższej półki. W tym przypadku oznacza to GTX 1070 lub najlepiej 1080. Laptop z „siedemdziesiątką” to wydatek co najmniej 8 tysięcy złotych (przy czym będzie to okazja), a w praktyce raczej bliżej 9.
Natomiast „osiemdziesiątka” oznacza wkroczenie w inny pułap cenowy. Pięciocyfrowy. Żarty się kończą, ale przecież ostrzegałem, że tanio nie będzie. Decydując się na taki zakup, zyskuje się jednak pewność, że każda, absolutnie każda gra chodzić będzie jak złoto. I to nie w marnych 30 klatkach, ale upragnionych 60. No i oczywiście korzystać z tych dobrodziejstw można gdzie tylko dusza zapragnie. Nie tylko w zaciszu swojego pokoju, gdzie na biurku stoi pecet, ale także w salonie, sypialni. Ba, wyjeżdżając na weekend do teściów, też można go ze sobą zabrać i umilić sobie ten jakże wyjątkowy czas. Nawet na urlop go można spakować i nabijać kolejne poziomy doświadczenia, wykonując niezliczone zadania i questy. Czyż to nie piękne? Czyż nie jest to warte swojej ceny?
Igrzyska czas zacząć
No dobrze, a co Wy myślicie o laptopach do gier? Czy to zło wcielone, zbyt drogie, za mało wydajne, czy może jednak dopuszczacie do siebie myśl, że jest dla nich miejsce na rynku?