Bezzałogowe samoloty to nie tylko gadżety dla zapaleńców. Amerykański koncern zbrojeniowy Lockheed Martin zaprojektował autonomiczny, latający system gaszenia pożarów, który może pozytywnie wpłynąć na szybkość, skuteczność i bezpieczeństwo takich akcji.
Samoloty od dawna wykorzystywane są podczas akcji strażackich. Rozwiązanie to ma jednak pewne ograniczenia – po pierwsze piloci nie mogą latać całą dobę, po drugie nie na każdym skrawku ziemi da się przeprowadzić skuteczną akcję. Lockheed Martin proponuje zatem – wykorzystajmy bezzałogowce.
Najnowszy pomysł Lockheed Martin to system, na który składa się bezzałogowy helikopter K-MAX oraz dron Indago. Ten drugi (i zarazem mniejszy) służy jako zwiadowca, czyhając na potrzebę interwencji. Gdy ta nastąpi, nadlatuje K-MAX z „wiadrem” i stara się ugasić ogień. Co więcej, samodzielnie potrafi też uzupełnić swoje zbiorniki wody.
Z jednej strony system ten odciąża człowieka – ten musi tylko nadzorować z bezpiecznej odległości przebieg całej akcji. Z drugiej natomiast sprawia, że operacja nie stanowi dla niego większego zagrożenia. Według Lockheed Martin rozwiązanie to jest też wydajniejsze niż w przypadku obecnie stosowanych śmigłowców.
System znajduje się obecnie w fazie testów. Pierwsza ma już za sobą. króciutką wideorelację możecie zobaczyć poniżej:
Źródło: Engadget, Wired, Lockheed Martin