Ludziom o ukraińskich korzeniach Rosjanie zawdzięczają swój program kosmiczny, Amerykanie śmigłowce
Związek Radziecki w czasach zimnej wojny, a potem Rosja jako spadkobierca komunistycznego dziedzictwa, czerpały całymi garściami z talentu ludzi, którzy urodzili się i wychowali na terenach podległych ZSRR lub Imperium Rosyjskiemu. Wśród nich byli mieszkańcy Ukrainy
Ukraina dzielnie stawia czoła rosyjskiej inwazji od prawie dwóch tygodni. Czołówki prasy internetowej, także na benchmark.pl zdominowały materiały związane z tą agresją. Rosja chce przejąć kontrolę nad Ukrainą nie tylko ze względu na szalone plany Putina, któremu marzy się powrót do epoki zimnowojennej i podziału świata na dwie główne strefy wpływów. To jednak nie jest takie proste jak mu się wydaje, bo dziś mamy trzeciego gracza na arenie, czyli Chiny.
Tymczasem Ukraina, a przede wszystkim jej mieszkańcy, dla Rosji zawsze była cennym zasobem, a potwierdza to choćby historia technologii lotniczych i kosmicznych, w której wyróżniają się dwie osoby - Igor Sikorski i Siergiej Korolew.
Jednak dyskusja nad ich narodowością jest niełatwa. Lata rosyjskiej (sowieckiej) dominacji wpłynęły na rozmycie się tożsamości mieszkających tam ludzi. Zarówno Sikorski jak Korolew traktowani są dziś jako bohaterowie zarówno w Rosji jak i w Ukrainie. Ten pierwszy na dodatek wyemigrował na stałe do USA i tym samym stał się dla wielu amerykaninem.
Igor Sikorski to człowiek, którego nazwisko dla wielu stało się synonimem śmigłowca
Igor Sikorski urodził się w 1889 roku w Kijowie, ostatecznie finalizował swoje projekty pierwszych seryjnie produkowanych śmigłowców w Stanach Zjednoczonych i stąd nazwa firmy Sikorsky Aero Corp., która obecnie jest oddziałem Lockheed Martins. Podkreślał, że jego rodzina była ukraińska. Lecz sam równie często uważał się za Rosjanina, jak i Ukraińczyka zależnie od sytuacji.
Początkowo Igor Sikorski pracował w Imperium Rosyjskim, gdzie powstawały prototypy śmigłowców (w 1910 odbył pierwszy lot śmigłowcem S-2), ale także udane konstrukcje lotnicze jak Ilja Muromiec. Oblatany w 1913 roku samolot, największy w tamtych czasach, był przeznaczony do transportu ludzi i towarów, a w wersji wojskowej pełnił rolę ciężkiego bombowca. Wtedy jedynego w swoim rodzaju.
Już w Stanach Zjednoczonych, w 1933 roku Igor Sikorsky zbudował słynną łódź latającą S-42 Flying Clipper, którą być może widzieliście w filmie Poszukiwacze Zaginionej Arki. W 1943 roku firma Sikorskiego rozpoczęła pierwszą w historii seryjną produkcję śmigłowca R-4. Dziełem Sikorskiego był też śmigłowiec transportowy HRS-2 (S-55), który z kolei pojawia się w wojennym dramacie Full Metal Jacket. Igor Sikorski zmarł w USA w 1972 roku.
Sergiej Korolew, faktyczny ojciec radzieckiego i rosyjskiego programu kosmicznego
Drugiemu z bohaterów tego tekstu, Sergiejowi Korolewowi, ZSRR, a w praktyce również dzisiejsza Rosja, zawdzięcza dużo więcej. Urodził się on w Żytomierzu w Ukrainie w 1907 roku jeszcze w czasach Imperium Rosyjskiego. Pochodził z mieszanej etnicznie rodziny, jednak nie ulega wątpliwości, że Ukraina to jego korzenie. Jako siedemnastolatek zbudował swój pierwszy szybowiec. Edukację zdobywał na politechnice Kijowskiej, a potem Uniwersytecie Moskiewskim.
Początkowo jego zainteresowania były czysto teoretyczne, lecz ostatecznie to właśnie jemu ZSRR zawdzięcza swój program kosmiczny, konstrukcje pierwszych rakiet, załogowych kapsuł, w tym Wostok 1, którą Jurij Gagarin jako pierwszy człowiek poleciał w kosmos.
Gdyby nie Sergiej Korolew, ZSRR nie dominowałby w tak dużym stopniu w pierwszej dekadzie eksploracji kosmosu. Prawdopodobnie nie powstałaby także stacja kosmiczna MIR, a amerykanie mieliby utrudnione zadanie po zakończeniu programu wahadłowców.
Przyjaciel Korolewa, który stał się oponentem
Korolew w trakcie swojej kariery pracował nad przeróżnymi konstrukcjami samolotów i pojazdów napędzanych silnikami rakietowymi. Wraz z Walentynem Gluszko (de facto również pochodzenia ukraińskiego) stworzył pierwszy radziecki rakietowy samolot RP-318.
Życie Korolewa pomimo jego oddania pracy nie było proste. Tak jak wielu naukowców, także i on stał się ofiarą czystek organizowanych przez Stalina. To właśnie współtwórca RP-318, który sam trafił do więzienia zadenuncjował Korolewa. Sprawił, że Korolew spędził wiele lat w więzieniach, a nawet kilka miesięcy w kopalni złota na Kołymie.
Z opresji wyratował go Andriej Tupolew, a po powrocie do łask, choć wciąż pod kontrolą, Korolew wykorzystał swój talent inżynierski i obserwacyjny, by osiągnąć podobne sukcesy jak amerykanie z pomocą Wernera von Brauna.
Złoty czas Korolewa i radzieckie kosmiczne sukcesy
Część kariery Korolewa wiąże się z radzieckim programem militarnym, choć on sam wolał budować konstrukcje o innym przeznaczeniu. Załogowy Wostok 1 był na przykład adaptacją projektu satelity szpiegowskiego Zenit.
Dlatego najciekawsze miało przyjść, gdy powstała pierwsza balistyczna rakieta międzykontynentalna R-7. Była to rakieta na tyle potężna, by nieść nie tylko zniszczenie, ale po przystosowaniu także wynieść satelitę w kosmos, a w przyszłości także ludzi.
I tak dzięki zespołowi Korolowa udało się umieścić w kosmosie Sputnika 1, pierwszego sztucznego satelitę Ziemi. Potem były: pierwsza sonda, która poleciała na Księzyc, pierwsze zdjęcia niewidocznej z Ziemi jego części, pierwsze pojazdy, które poleciały w kierunki Wenus i Marsa, żeby tylko nazwać te niektóre.
Księżycowa rakieta N-1, czyli wielki niedokończony projekt Korolewa
Zwieńczeniem kariery Korolewa miała być budowa ponad stumetrowej wysokości rakiety N-1, która zapewniłaby ZSRR wygraną w wyścigu człowieka na Księżyc. Korolew zakładał, że wykorzysta paliwo kriogeniczne podobnie jak w przypadku Saturna V.
To jednak nie podobało się jego adwersarzowi, Gluszko, który na początku lat 60. XX wieku kierował radzieckim programem budowy silników rakietowych. Skutecznie uniemożliwił Korolewowi dostęp do odpowiednio potężnych silników. Musiał on polegać na dużej liczbie małych silników co znacząco komplikowało konstrukcję, czyniło podatną na awarie, a w efekcie w kolejnych latach doprowadziło do klęski radzieckiego projektu lotu człowieka na Księżyc. Próby podejmowano jeszcze w czasie, gdy kolejne misje Apollo lądowały na Księżycu, ale było to już jedynie xxxx.
Śmierć Korolewa sprawiła, że Rosjanie przestali dzierżyć pałeczkę pierwszych w kosmicznym wyścigu
W roku 1965 Korolew usłyszał diagnozę, rak jelita grubego. Kilka miesięcy później na początku 1966 roku zmarł na stole operacyjnym. Jego odejście zbiegło się w czasie z ostatnim wielkim osiągnięciem ZSRR, lądowaniem Łuny 9 na Księzycu.
Pomimo smutnego końca kariery Korolowa, jego dziedzictwo do dziś wybrzmiewa w konstrukcjach rosyjskich pojazdów kosmicznych. A konkretnie w konstrukcji załogowej rakiety i kapsuły Sojuz, które, choć stale unowocześniane, wciąż bazują na projekcie Korolewa sprzed ponad 50 lat. Od 1967 roku różne generacje rakiet i kapsuł Sojuz, prawie 150 razy zawiozły ludzi w Kosmos, a także wyniosły niezliczoną liczbę towarów i satelitów.
Dlatego Rosjanie, którzy poddają się putinowskiej propagandzie powinni wziąć głęboki oddech i zastanowić się, komu zawdzięczają sporą część swojej „wielkości”. I nie chodzi tu wyłącznie o ludzi narodowości ukraińskiej. Tak jak USA jest krajem emigrantów, w którym wszyscy po pewnym czasie uważają się za amerykanów, tak Rosja na przestrzeni lat stała się zlepkiem podbijanych państw, których obywatele poprzez ciągłą rusyfikację i mieszanie często tracili swoją tożsamość narodową.
Źródło: inf. własna