"Małe czerwone kropki" to bardzo kompaktowe, intensywnie czerwone źródła światła widoczne na obrazach JWST. Do tej pory nie było jasne, czy są one samodzielnymi obiektami, czy raczej stanowią jasne jądra większych struktur galaktycznych. Przełom przyniosły nowe analizy oparte na zestawieniu ponad 200 obserwacji, co pozwoliło lepiej "wydobyć" ich otoczenie i przybliżyć procesy zachodzące w najwcześniejszych galaktykach.
Najważniejszy wniosek jest taki, że te obiekty nie "wiszą" samotnie w przestrzeni. Analiza statystyczna wskazała, że w ich sąsiedztwie — w różnych długościach fal rejestrowanych przez teleskop — pojawiają się zwarte galaktyki pełne gwiazd. To sugeruje, że "kropki" mogą wpisywać się w typowy scenariusz rozwoju młodych galaktyk, a być może są też sygnałem obecności zalążków supermasywnych czarnych dziur.
Za podejście odpowiadają prof. Xuheng Ding z uniwersytetu w Wuhan oraz Lilan Yang z uczelni w Changsha. Naukowcy połączyli sygnatury 217 "małych czerwonych kropek", dzięki czemu uzyskali wyraźniejszy obraz struktur, które dotąd ginęły w szumie obserwacyjnym. Z ich wyliczeń wynika, że w bardzo dużych odległościach wykryte, ukryte masy mają rozmiar zaledwie 685 lat świetlnych, a ich masa gwiazdowa sięga ok. 1 mld mas Słońca. To zdecydowanie mniej niż w Drodze Mlecznej, ale przy tym obiekty te okazują się wyjątkowo zbite jak na galaktyki sprzed ponad 10 mld lat.
WIDEONagrał zaćmienie Słońca. Niesamowity widok z balkonu w Warszawie
Istotne okazało się również to, jak duża jest gęstość tych galaktyk w porównaniu z innymi obiektami o podobnej masie. Według analizy są one około 2,5 razy bardziej skondensowane niż inne aktywnie gwiazdotwórcze galaktyki z tego samego okresu kosmicznej historii. Badacze wskazują, że może to być ważny trop w badaniach powiązań między wczesnym formowaniem się galaktyk a wzrostem czarnych dziur w ich centrach.
W ostatnim czasie pojawiły się też przypuszczenia, że w samym jądrze "małych czerwonych kropek" mogą znajdować się tzw. gwiazdy czarnych dziur. To obiekty, które z zewnątrz mogą przypominać zwykłe gwiazdy: są otoczone gazem, podgrzewają go i świecą, jednak zamiast klasycznego wnętrza mają czarną dziurę. Najnowsze ustalenia nie wykluczają takiego scenariusza, choć w tym podejściu nacisk położono przede wszystkim na struktury otaczające te źródła.
Zespół podkreśla, że wyjaśnienie natury "małych czerwonych kropek" wciąż wymaga kolejnych kroków. Naukowcy spodziewają się dalszych obserwacji i analiz, które mogą przynieść następne odkrycia dotyczące tego, jak wyglądały i ewoluowały najwcześniejsze galaktyki.