I w końcu karton się zjawił, a wraz z nim kurier. Niestety nie ja miałem ten zaszczyt przyjęcia go (podziękowania dla kumpla). Wróciłem z egzaminu i jeszcze w garniturze zabrałem się za rozpakowanie kartonu. Na pierwszym planie były jakieś instrukcje w języku rosyjskim, ale one szybko ustąpiły pierwszeństwa kolumnom. Całkiem sporym muszę rzec i dość ciężkim, katon ważył jakieś 10 kilogramów. Oczywiście prawa kolumna ze względu na posiadanie wbudowanego wzmacniacza wraz z radiatorem była dużo cięższa. Jedną z pierwszych czynności po wyjęciu ich z folii ochronnej było zdjęcie maskownicy, a wtedy… mina mi całkowicie zrzedła. W pierwszej chwili pomyślałem, że jest to chińska podróbka chińszczyzny. Głośnik wydał mi się niesamowicie mały. Miał mieć 5 cali, czyli jakieś 13cm. Linijka w dłoń i wyszło mi 10 cm dla średnicy membrany oraz 13 cm dla membrany plus „obudowy głośnika”. No cóż, moja niewiedza, albo chwyt marketingowy. Byłem wtedy jednak sceptycznie nastawiony, co do jakości dźwięku, głównie niskich tonów.
JAKOŚĆ WYKONANIA, BUDOWA, FUNKCJE
Na wrażenia z odsłuchu będziecie jednak musieli poczekać, bo najpierw przedstawię jakość wykonania, co dla niektórych, słusznie zresztą, ma ogromne znaczenie i mam nadzieję, że sprostam ich oczekiwaniom, nie uważam się bowiem za specjalistę w tej dziedzinie.
Kolumny słyną z drewnianego wykonania, może nie tyle, co z drewna, ale z płyty MDF, która i tak ma dużo lepsze właściwości niż plastik stosowany w większości muzycznych zestawów komputerowych. Spasowanie odpowiednich desek nie budzi zastrzeżeń, zrobione to zostało odpowiednio solidnie, prosto i szczelnie.
Same głośniki przykręcone zostały dość równo, jednak szpara momentami jest minimalnie większa (widać to na zdjęciach), nie powoduje to jednak żadnych rezonansów, ulotów powietrza itp. Niedoróbkę znalazłem na lewym głośniku, na krawędzi membrany coś na kształt gumy/kleju odchodziło. Był to chyba fragment powłoki jakiegoś typu, którego odstający fragment zdrapałem. Biały fragment głośnika jest chropowaty, czerń jest gładka, materiał na kopułce wygląda jak niedokładnie nałożony.
Otwory bass reflex zrobione zostały z tyłu kolumn, co uniemożliwia ich dostawienie do ściany, nie ma też żadnej opcji, aby je zawiesić na ścianie. Sam tunel bass reflexu organoleptyczne zbadałem palcem, wszystko wskazuje na to, że jest on tekturowy(tekturo-podobny), a jego ujście jest błyszczącym plastikiem.
Tył lewej kolumny to, prócz otworu wypychającego powietrze, wejście na kabel typu DIN. Sam kabel jest bardzo gruby i sprawia wrażenie solidnego, jest jednak dość krótki, w większości przypadków jednak wystarczy, jeśli kolumny stać będą na biurku. Może być jednak problem, jeśli chcieli byśmy poprowadzić kabel blisko podłogi, u mnie jest to raczej niemożliwe.
Nalepka z listą nagród znajdująca się na lewej kolumnie.
Tył prawej kolumny jest dużo bardziej rozbudowany. W oczy rzuca się oczywiście radiator, prawie na całą szerokość tylnej ścianki. Moim zdaniem powinien być on jednak nieco większy, bo po dłuższej, głośniejszej sesji jest on dość ciepły, ale nie na tyle, aby oparzyć. Mam nadzieję, że wzmacniacz się nie spali, jednak gdybym chciał robić imprezę z ich wykorzystaniem, pewnie zamontowałbym jakiś wiatraczek. Kabel łączący kolumny ze sobą jest odpinany przy obu kolumnach, co znacznie ułatwia ich rozstawienie, odpowiednie wejście znalazło się też z tyłu prawej satelity. Ponadto mamy 2 pary gniazd chinch, co pozwala na podłączenie dwóch źródeł dźwięku. W pudełku jednak był tylko jeden kabel Jack-chinch, w dodatku nie powala on jakością i długością. Póki co nie miałem z nim problemów, ale słyszałem, że takowe mogą wystąpić. Niestety nie podzielę się z wami wpływem kabla na jakość dźwięku, aż tak wymagający i słyszący nie jestem.
Jest włącznik, a obok niego na stałe wmontowany kabel zasilający zakończony cienką końcówką. Ten jest bardzo krótki, ledwie mi go starczyło.
Z tyłu też znalazło się pokrętło głośności, plusem jest skokowość. Z przodu natomiast mamy czytelny wyświetlacz, wskazujący na stałe poziom głośności, a także poziom basu i trebli, gdy zmieniamy ich ustawienia. Nawet z nałożonymi maskownicami cyfry są widoczne.
Maskownice również wykonano z czegoś drewnopodobnego. Wewnętrzne ranty mają kilka niedoróbek(krzywo wycięte), jednak nie jest to chyba powodem do zmartwień. Znalazła się „belka” oddzielająca głośnik średnio-niskotonowy od głośnika wysokotonowego. Pewnie ma to na celu lepsze ukierunkowanie pasm, ale ja nie słyszę różnicy pomiędzy zdjętymi a założonymi maskownicami.
Najgorzej wykonany został jednak bezprzewodowy pilot. Sam w sobie jest oczywiście plusem, niestety po dwóch dniach warstwa farby pod przyciskami Volume +/- zaczęła odpadać. Po niecałym tygodniu ściszanie już przestało działać. Po kilku dniach nie działało też zwiększanie głośności. Byłoby to tragedią, gdyby nie fakt, że mamy 3 pary przycisków służące do regulacji głośnością. Jednakże po tym zajściu staram się ograniczać korzystanie z pilota, gdy siedzę przy biurku, sięgam wtedy za kolumnę do pokrętła.
Na pilocie, i tylko na nim, mamy możliwość regulacji tonów niskich oraz wysokich. Gdy więc one przestaną działać, będzie kaplica, bowiem po każdym wyłączeniu i włączeniu głośników ustawienia się zerują.
Głośność regulujemy w przedziale 0 - 60, natomiast pasma mają zakres -8 – 8.
Umieszczono przycisk Mute, którego działania nie muszę tłumaczyć, oraz Input, który przełącza pomiędzy źródłami dźwięku. Zabrakło natomiast funkcji Sleep/Stand by. W trybie wyciszenia radiator jest minimalnie ciepły. Ciekawi mnie, ile w takim stanie głośniki pobierają prądu, nie mam niestety miernika.
JAKOŚĆ DŹWIĘKU
Po długim opisie budowy, jakości i funkcji w końcu mogę podzielić się z Wami wrażeniami z odsłuchu. Wykorzystałem w tym celu standardowe ich zastosowanie, mianowicie muzyka, filmy oraz gry. Kolumny ustawione w pokoju jak poniżej, podłączone były do karty Creative Soundblaster Audigy SE.
Pierwsze wrażenia nie były zbyt pozytywne. Dźwięk był dość ubogi i płaski. Brakło basu, środek był niedokładny, przy górze również odczuwałem pewien niedostatek. Miałem jednak nadzieję, że gdy głośniki się właściwie wygrzeją oraz pokombinuję z Equalizerem będzie lepiej.
Podniesienie basu niemal na maxa, oraz wysokich tonów do czwórki poprawiło sytuację, po jakimś czasie usłyszeć można było także poprawę dźwięku przez samo „wygrzanie”.
Konfiguracja Bass 8, Treble 4:
Sprawdzała się dobrze przy stosunkowo cichym odsłuchu, a także zarówno cichym jak i głośnym graniu niektórych piosenek popowych. Niskie tony przy cichym słuchaniu były dobrze słyszalne, średnie jak i wysokie tony były wyraźne i niezagłuszone.
Niestety podnoszenie basu z poziomu pilota sprawiało także wyraźne podbicie tonów średnich, co przy głośniejszym odsłuchu piosenek „rockowych”(Guano Apes, Korn, Limp Bizkit…) oraz wielu innych bardzo doskwierało. Poza tym w przypadku mojego rozłożenia kolumn, lewa robiła się dużo bardziej słyszalna niż prawa, gdy siedziałem przy biurku.
Wyzerowałem więc ustawienia wzmacniacza w kolumnach i zacząłem majstrować przy sterownikach karty dźwiękowej. Efekty ustawienia jak na obrazku poniżej są zadowalające.
Uderzenia w bębny są mocne, czuć stópkę (np. w wielu piosenkach Limp Bizkit: Head for the barricade, My generation, Just like this). Muszę przyznać, że byłem w kilku sklepach typu „nie dla głupków”, słuchałem wielu zestawów, zarówno drogich jak i tanich (miniwieże, 5.1, ale nie prawdziwych kolumn stereo) i żaden z testowanych produktów nie zagrał prawidłowo wielu partii perkusyjnych. Tak samo dobrze radzi sobie gitarą basową, która w wielu zestawach z subwooferem brzmi bardzo nieładnie. Średnie tony, mimo znacznego osadzenia, są wyraźne i z pewnością nie zostały zagłuszane. Na ustawieniach domyślnych były one zbyt krzykliwe, a przypomnę, że ludzkie ucho najbardziej czułe jest właśnie w tym paśmie. Talerze perkusji może nie brzmią idealnie, jest trochę syczenia, ale nie mogę im wiele zarzucić, są i tak czyste jak na moje ucho.
Gdy podkręcę pokrętło do 45, przy biurku robi się trochę nieznośnie za względu na bliskość kolumn. Gdy się jednak położę na łóżku (a więc głowa poniżej kolumn, większa odległość od nich), wszystko nabiera innego brzmienia, a bas dostaje dodatkowej potęgi. Uderza mocniej, ale nie zagłusza innych pasm.
W piosence Armin van Buuren – Who is watching zarówno gitara jak i wokal są wyraźne i czyste, a bas nie denerwuje, jak to często ma miejsce w przypadku kiepskich subwooferów.
Metallica – Nothing else matters również stanowi poezję dla uszu. Podobnie zresztą charakterystyczny, zachrypnięty głos Joe Cockera czy kobiecy Sandry Nasic, Mari Carey czy też Vondy Shepherd.
Wypróbowałem na nich także jazzu, niestety niewiele mogę w tym temacie powiedzieć. Myślę, że fani takiej muzyki nie powinni narzekać, zwłaszcza, że jest to najtańszy model Microlaba z serii Solo.
W muzyce klasycznej radzą sobie dobrze. Bardzo ładnie brzmi Metallica – Master of puppets przy akompaniamencie symfonii. Podobnie utwory z płyty Perfect Symfonicznie. Przy słuchaniu Niepokonanych ciarki potrafią przejść po plecach. Typowo orkiestrowe kompozycje również są ładnie zagrane. Tutaj niestety także nie jestem w stanie szczegółowiej określić jakości poszczególnych instrumentów, żaden dźwięk jednak nie denerwuje. Muzyka przyjemnie roznosi się po pokoju. Ścieżka przewodnia serii filmów o Piratach z Karaibów brzmi genialnie, membrana wychylała się jak w żadnym innym utworze.
Jest naprawdę niewiele piosenek, w których głośniki radzą sobie nieco gorzej niż zwykle, lecz nadal zadowalająco. Najgorzej moim zdaniem radzą sobie z basem w 50 cent – Candy Shop.Jeśli ktoś natomiast słucha np. JaRule powinien być zadowolony. Bas w tych kolumnach może nie schodzi bardzo nisko, jego zaletą natomiast jest dynamiczność.
Brakuje jednak najniższego pasma i bardzo niskich uderzeń, jakie słyszę przy kilku piosenkach na logitechach X-530. Zwłaszcza w muzyce imprezowej/klubowej. Zagorzałym słuchaczom techno, elektro, house i rapu proponowałbym jednak albo Microlaby Solo 6C lub 7C, albo jakiś zestaw 2.1.
Jestem pewien, że gdybym miał je lepiej rozstawione, wrażenia z odsłuchu byłyby lepsze, przez dokładniejsza stereofonię. Teraz muszę to stymulować w sterownikach karty muzycznej. Wpływ na jakość słyszanego dźwięku ma także różno poziomowość kolumn. Najlepiej więc dysponować dużym biurkiem lub szeroką półką, tak by kolumny były równo i symetrycznie oddalone od odbiorcy, a głośniki wysokotonowe powinny być na wysokości uszu.
W filmach również sprawują się bez zarzutu, zarówno tych ze świetną jakością audio (blueray) i jak tych skompresowanych. Wszelkiego rodzaju uderzenia i eksplozje brzmią mocno i naturalnie, a dialogi są dobrze wyeksponowane. Oczywiście brakuje przestrzeni, z jaką mamy do czynienia przy zestawie 5.1, to jednak jest rekompensowane przez naturalny, nieprzesterowany, niewpadający w rezonans bas, przez co jego „fale” są słyszane dużo lepiej niż na Logitechach X-530. Jedyne, co zaczyna trzeszczeć, to szyba w oknie, a to psuje końcowy efekt. Zwłaszcza w czasie słuchania muzyki.
W grach sytuacja przedstawia się bardzo podobnie do tej z filmów. Dźwiękom nie brakuje wyrazu i jakości. Dobrze poradziły sobie w czasie multiplayerowej rozgrywki w Call of Duty 4, mimo systemu 2.0 można było nawet usłyszeć trochę tyłu. Myślę, że jeśli priorytetem są gry lub filmy z dobrą jakością dźwięku wielokanałowego lepiej poradziłby sobie dobry zestaw 5.1, który będzie należycie rozstawiony wokół słuchacza. Ja bądź, co bądź najczęściej gram na słuchawkach.
Moc zestawu jest wystarczająca, może jej jednak zabraknąć w większym pokoju, jeśli ktoś chciałby zrobić konkretną imprezę. Z biegiem czasu ucho by się przyzwyczaiło i podkręcana byłaby głośność, aż do maksimum. Poziomu „beatu” jak w dyskotekach byśmy na pewno nie osiągnęli, nie powinno być jednak źle. Martwiłbym się jednak o ich wytrzymałość.