Microsofcie, nie wciskaj mi Edge’a
Podstępnie i perfidnie – tak Microsoft próbuje wcisnąć nam przeglądarkę Edge. Jeśli to miało nas zachęcić, to… cóż, nie wyszło.
Ostatnia aktualizacja Windows i Microsoft Edge wciskany na siłę
Zwykle narzekamy na to, że aktualizacje Windows 10 przedłużają się w nieskończoność albo kończą się najrozmaitszymi błędami. Czasem jednak wszystko idzie zgodnie z planem i… to wcale nie znaczy, że jest dobrze. Nie chcieliśmy po restarcie zobaczyć otwartego Edge’a wymuszającego dokończenie instalacji. Bez opcji ominięcia czy zrezygnowania.
A taką właśnie sytuację zastaliśmy po ostatniej aktualizacji. Wraz z systemem odpalił się Microsoft Edge z okienkiem bez przycisku „Anuluj” czy „X” w rogu, a jedynie z opcją dokończenia instalacji (no dzięki za daną możliwość!). Jakby tego było mało w oczy rzuca się jeszcze – jakże adekwatne – hasło: „Ty masz kontrolę”. Szkoda, że nie nad tym, co się instaluje.
Chamsko, Microsofcie. Chamsko
Microsoft ma tupet. Szczególnie, że ma za sobą sprawy o monopol. Zresztą w jednej z nich chodziło nawet o przeglądarki internetowe – dlatego też podczas instalacji systemu zaczęło pojawiać się pytanie o to, z jakiego programu do surfowania po sieci chcemy korzystać na swoim komputerze.
Na koniec drobna uwaga: jeśli podobny komunikat pojawi się na twoim ekranie, to możesz zamknąć to okno, wciskając kombinację Alt+F4 – innej możliwości nie ma.
To nie pierwszy raz, kiedy Microsoft próbuje – że tak to łagodnie ujmę – zachęcić nas do Edge’a. Gdy za jego pomocą chcemy pobrać inną przeglądarkę, naszym oczom ukazuje się komunikat, że nie warto. Później jeszcze nieraz widzieliśmy reklamy w tym lub innym miejscu systemowego interfejsu. Ale ta akcja to już przesada.
Źródło: informacja własna