Ten tydzień rozpoczął się od trzęsienia Ziemi, kiedy, ku zaskoczeniu wszystkich, Microsoft obwieścił, że właśnie stał się właścicielem LinkedIn. Jeszcze większe zdziwienie wywoła kwota transakcji. Na początku roku media biznesowe informowały o dramatycznej sytuacji serwisu. Akcje LinkedIn spadły o 40% Dlaczego gigant z Redmond przeznaczył 26 miliardów na zakup serwisu z kapitałem nie przekraczającym 15 milionów, który do tego ostatnio nie radził sobie najlepiej?
Wiedza to potęga
Przejmując LinkedIn Microsoft stał się właścicielem bazy biznesowej, zawierającej 433 miliony użytkowników, w tym 105 milionów aktywnych użytkowników, wśród których znajdują się największe nazwiska biznesu. Biorąc pod uwagę charakter portalu, jasne jest, że dla producenta Windowsa to doskonały kanał sprzedaży dla biznesu. To dużo cenniejsza grupa niż użytkownicy Snapchata.
Na łamach serwisu pojawiło się 7 milionów aktywnych ofert pracy. Dodatkowo LinkedIn oferuje firmom wyjątkowy model sprzedażowy i rekrutacyjny. Krótko mówiąc, portal zawiera szczegółowe informacje na temat struktur największych przedsiębiorstw. Czy o to chodziło Microsoftowi? Z drugiej strony, świadomość, że portal stał się częścią Giganta z Redmont może stać się poważną blokadą w jego rozwoju. Część komentatorów zwraca uwagę, że aktywni dotąd na łamach LinkedIn konkurenci Microsoftu po prostu przestaną z niego korzystać.
LinkedIn ma także potencjał jako narzędzie integrujące narzędzia biznesowe. Produkty dla firm od dawna są oczkiem w głowie Microsoftu. Z każdą kolejną wersją poszczególne aplikacje coraz bardziej przypominają jednolity system, w którym programy biurowe, chmura i komunikacja są nierozerwalnie połączone. Łatwo wyobrazić sobie w tej układance LinkedIn, przez który pracownicy dzielą się plikami, umawiają spotkania i kontaktują z innymi firmami. Nie wymaga to zachęcania użytkowników do poznania nowej sieci - oni wszyscy już tam są!
Tym razem się uda?
Po informacji o zmianie właściciela LinkedIn odzyskał swoją pozycję na giełdzie. Akcje zdrożały o 46,8%. Microsoft liczy także, że wartość portalu wzrośnie pod jego skrzydłami. Za tym zakupem musi stać dopracowana w najmniejszym szczególe strategia. To nie tylko najwięky w historii wydatek Microsoftu.
Trzeba pamiętać, że firma nie miała dużo szczęścia pod tym względem. Opiewająca na 7 miliardów dolarów umowa z Nokią okazała się kompletną klapą, która ostatecznie kosztowała 7,6 miliarda dolarów. Nie powiodło się także kosztujące 6,2 miliarda dolarów przejęcie serwisu ogłoszeniowego aQuantive. O to pasmo porażek obwinia się Steve’a Ballmera. Microsoft pod wodzą Satyi Nadelli ma być zupełnie innym przedsiębiorstwem.
Ta z pozoru szalona decyzja sprawia, że prognozowanie przyszłości Microsoftu staje się niezwykle trudne. Niezależnie od tego czy nabycie LinkedIn się opłaci, Microsoft to przetrwa. Pytanie czy to samo można powiedzieć o LinkedIn?