Poznaj oblicze nowego kontrolera
Nowy ruchowy kontroler Microsoft Kinect w końcu oficjalnie zawitał w naszej redakcji. Pojawiła się więc okazja, aby przyjrzeć się Kinectowi dokładniej i ocenić czy warto już teraz rozważać jego zakup. Ostatnim razem, opisując nasze pierwsze wrażenia z kontaktu z nową technologią Microsoftu, nie mieliśmy zbyt wielu możliwości przeprowadzenia wnikliwych testów. Teraz to naprawiamy.
Ciekawostka
Pomimo zainteresowania technologią i rozpoczętych negocjacji do nawiązania współpracy nie doszło. Ponoć winne było Apple, które zarzuciło PrimeSense stosami niezbędnych dokumentów, wśród których znalazły się między innymi bardzo rygorystyczne klauzule o zachowaniu poufności. Apple po raz kolejny straciło kurę znoszącą złote jajka, która trafiła do Microsoftu (pierwszą był zakup firmy Bungie Software odpowiedzialnej za stworzenie ikony Xboksa – serii Halo).
Kinect rozebrany na części
O nowym kontrolerze ruchowym Microsoftu było głośno od dobrych kilkunastu miesięcy. Dzięki burzy w mediach chyba każdy gracz choć raz spotkał się ze zdjęciem owego „magicznego” urządzenia. Nie wszystkie jednak prezentowały faktyczne oblicze Kinecta, a jedynie jego wersje testowe. Teraz, gdy premiera już za nami, możemy dokładniej przyjrzeć się jak wygląda ten sprzęt.
Kinect to małe czarne pudełko o wymiarach 25x5,5x3,5 cm osadzone na niewielkiej nóżce. Czarne połyskujące tworzywo i nowoczesna stylistyka świetnie wpisuje się w obecnie trendy panujące w świecie płaskich telewizorów. Dzięki temu urządzenie postawione pod czy na telewizorze (dzięki specjalnej łapce sprzedawanej osobno) niemal wtapia się w otoczenie. A jeśli dodamy do tego nowy model konsoli Xbox 360 S, do którego wzornictwa nawiązuje Kinect, w salonie ląduje świetnie wyglądający multimedialny kombajn.
Przednia część urządzenia oprócz srebrnego napisu Xbox 360 wita nas trzema lśniącymi okręgami kryjącymi serce Kinecta – dwie kamerki (jedna monochromatyczna o niepotwierdzonej rozdzielczości 320x240, a druga – kolorowa o rozdzielczości 640x480) oraz emiter podczerwieni. Za nimi, w aluminiowej klatce znalazła się elektronika odpowiedzialna za przetwarzanie informacji.
Szczegóły konstrukcyjne najnowszy produkt Microsoftu ujawnia dopiero po otwarciu jego obudowy. I tak dowiadujemy się, że na jednym z boków urządzenia umieszczono niewielki wiatraczek, który zasysając powietrze do środka chłodzi jego wnętrze, wyrzucając nadmiar ciepła drugim bokiem.
Kinect wyposażono w aż cztery mikrofony, co służyć ma lepszemu wychwytywaniu głosów otoczenia i właściwym rozdzielaniu wydawanych przez nas poleceń od szumów tła. Dlatego tak ważne okazuje się prawidłowe ustawienie sensora z dala od zewnętrznych źródeł dźwięku.
W podstawce znajduje się mechanizm odpowiedzialny za wychylenia Kinecta i podążanie sensorów za postacią gracza. Wbudowany silnik i dość złożona konstrukcja całego urządzenia wymusza nieco większe zapotrzebowanie na energię elektryczną (ok. 10 W). Dlatego też nowy model konsoli - Xbox 360 S, ma specjalny port Custom USB przeznaczony wyłącznie dla obsługi Kinecta. Starsze wersje Xboksa wymagają użycia dołączonego do zestawu zasilacza sieciowego.
Prawie 3-metrowy kabel wystarczy aby ustawić Kinecta wedle własnego uznania. Nawet specjalny zasilacz sieciowy wyposażony w przelotkę Custom USB – USB może pochwalić się przewodem o długości 280 cm.
Microsoft Kinect – rewolucja na miarę XXI wieku?
Opracowana technologia pozwala śledzić i na bieżąco analizować ruchy osób (maksymalnie 6 naraz), znajdujących się w zasięgu kamery. Przypomina to nieco sesje motion-capture, ale na znacznie mniejszą skalę i przy pomocy skromniejszych środków. Według głównych założeń do właściwej identyfikacji monitorowanego obszaru wymagany jest emiter światła podczerwonego oraz sensor potrafiący odczytać jakiekolwiek zmiany otoczenia. Układ ten potrafi śledzić obiekty oddalone od czujnika od 0,8 do 3,5 metra z dokładnością do 1 cm. Obecnie jednak wartości te pozostają jedynie na papierze.
Mimo że PrimeSense cały czas pracuje nad swoim wynalazkiem, Kinect jest jedyną działającą platformą wykorzystującą tę technologię. Dostosowując ów patent do potrzeb Xboksa, 360 Microsoft wprowadził sporo innowacji. Oprócz emitera światła podczerwonego i kamerki monochromatycznej umożliwiającej wykrywanie głębi pola dodano kamerę RGB służącą do rozpoznawania obrazu i sylwetek użytkowników. Co ciekawe, kamerki zostały wyposażone w duże soczewki i autofocus. Dzięki temu możliwa jest nie tylko obserwacja pomieszczenia, ale również i nagrywanie tego co dzieje się przed sensorem.
Emiter podczerwieni, którego rolę pełni chłodzony ogniwem Peltiera laser o niewielkiej mocy (klasa 1) wysyła wiązkę światła poprzez umieszoną przed nim siatkę dyfrakcyjną. Dzięki temu pomieszczenie, w którym umieszczony jest sensor rozświetlone zostaje tysiącami święcących punkcików służących do obliczania odległości od obiektu. Intensywność światła i wzajemne ustawienie punktów wobec siebie są w tym przypadku kluczowe dla prawidłowego określenia położenia obiektu w trójwymiarowej przestrzeni. Tym właśnie zajmuje się monochromatyczna kamerka umieszczona w Kinect oraz układ PrimeSensor.
Efekt pracy emitera podczerwieni
Rozwiązanie to ma jednak swoje wady. Po pierwsze w ten sposób nie da się uzyskać dużej dokładności śledzenia ruchów poszczególnych elementów ciała człowieka. Im dalej znajduje się obserwowany obiekt, tym mniejsza wydaje się precyzja działania sensora. Po drugie – w ten sposób gromadzona jest ogromna ilość danych. Dlatego Microsoft tworząc własne oprogramowanie zarządzające Kinectem skupił się na 48 ściśle określonych punktach na ciele gracza. To one są śledzone na bieżąco i to ich analiza pozwala przenieść nasze ruchy na trójwymiarowy model prowadzonego przez nas awatara.
Zebrane w ten sposób dane przesyłane są do układu PrimeSense, który zajmuje się jedynie ich wstępnym przetwarzaniem. Reszta pracy zależy od procesora konsoli, gdzie wysyłane są skondensowane informacje o trójwymiarowej mapie obserwowanego pomieszczenia oraz jego kolorowy obraz. Microsoft zdecydował się ograniczyć koszty, eliminując z konstrukcji urządzenia osobny procesor, który miał zajmować się pełną analizą i przetwarzaniem danych.
Schemat działania Kinecta
Ciekawostka
Zdaniem Microsoftu zmiana nazwy była konieczna dla lepszego dotarcia do właściwej grupy docelowej, do której tak naprawdę kierowany jest nowy kontroler. O ile bowiem o Project Natal słyszeli przede wszystkim zapaleni gracze z zainteresowaniem śledzący wydarzenia w branży gier, o tyle zwykli „zjadacze chleba” określani mianem niedzielnych graczy (casual players) nie wiedzieli nic o szykowanej rewolucji Microsoftu. Nowa marka - Kinect - pozwoliła na gigantyczną kampanię reklamową jednoznacznie ukierunkowującą skojarzenia z rodzinną zabawą przed telewizorem.
Wrażenia z gry
Kinect całkiem nieźle radzi sobie w starciu z kontrolerami ruchowymi konkurencji, oferując coś, czego tamte mogą mu tylko pozazdrościć - totalną wolność od jakichkolwiek dodatkowych akcesoriów. Zresztą co tu dużo wyjaśniać, zobaczcie przygotowany przez nas film:
Wbrew utartym twierdzeniom Kinect może sprawić ogromną frajdę nie tylko "niedzielnym graczom", ale wszystkim tym, którzy szukają pogodnej i niekrępującej rozrywki. Oczywiście znacznie zabawniej powygłupiać się przed telewizorem wraz z grupą przyjaciół. :-) I właśnie w czasie takich imprez Kinect sprawdza się wręcz bombowo, zapewniając mnóstwo radości nie tylko osobom grającym, ale także wszystkim, którzy obserwują nasze wygibasy z boku. Zresztą i my możemy się z siebie pośmiać, bo większość z dostępnych gier w czasie zabawy robi nam zdjęcia lub filmuje to, co dzieje się przed ekranem.
| Istotne fakty Na potrzeby Kinecta Microsoft zmodernizował znane już menu Xboksa. Wyświetlane ikony zyskały prostsze kształty, a ilość zakładek została ograniczona do minimum. Nic jednak nie zginęło. Po prostu część z opcji przesunięto nieco głębiej, stawiając na minimalizm przy pierwszym kontakcie z dashboardem konsoli. Dodatkowo w menu znalazła się całkowicie nowa pozycja – Kinect Hub uruchamiany kilkukrotnym machnięciem dłonią lub komendą głosową (niestety w języku angielskim). Kinect Hub to uproszczone menu, po którym poruszamy się wykonując w powietrzu odpowiednie gesty. Wygląda to fantastycznie, choć do tego co widzieliśmy w Raporcie Mniejszości droga jeszcze daleka. |
Ogromną zaletą kontrolera Kinect jest również jego bardzo prosta konfiguracja. Proces przygotowania sprzętu do działania przeprowadzamy tylko raz. W jego trakcie ustalany jest poziom hałasu tła, odległość od głośników i właściwe ustawienie kąta nachylenia sensora w celu dostosowania go do wzrostu graczy (ewentualne modyfikacje tego parametru dokonywane są „w locie” dzięki wbudowanemu silniczkowi). I choć producent podaje, że każda zmiana położenia Kinecta czy też przeniesienia go w inne miejsce wymaga ponownej rekalibracji, w praktyce okazuje się to niepotrzebne. Raz ustawione urządzenie działa sprawnie niezależnie od oświetlenia i warunków panujących w pokoju. Ważne jest tylko zachowanie odpowiedniej ilości wolnego miejsca.
| Istotne fakty Technologia Kinect pozwala również na identyfikację użytkownika. W tym celu trzeba jednak urządzenie odpowiednio skalibrować. Proces ten przeprowadzany jest niezależnie od dostosowywania ustawień sensora do pomieszczenia, w którym będzie odbywała się gra. Co więcej, wymaga ona parokrotnego uruchomienia w zmiennych warunkach oświetleniowych. Docelowo konsola będzie w stanie rozpoznać nas gdy tylko wejdziemy w obszar skanowany przez włączonego Kinecta. |
W ten sposób dochodzimy do największej bolączki kontrolera Microsoftu, jakim są ogromne wymagania przestrzenne. Optymalna odległość pomiędzy Kinectem a graczem wynosi 2 metry, co w porównaniu do konkurencyjnego Playstation Move jest wartością wręcz niebotyczną. Przynajmniej w polskich warunkach lokalowych. Co więcej, przy dołączeniu się do zabawy drugiej osoby apetyt kontrolera na wolne miejsce przed telewizorem rośnie o co najmniej dodatkowe pół metra. Nie można również zapominać o zachowaniu swobody poruszania się w obszarze wokół nas.
Najlepiej więc dysponować przestrzenią 2 na 2,5 metra, bo starczy to zarówno na zabawę w pojedynkę, jak i z kolegą czy koleżanką. Oczywiście nieco inaczej przedstawia się sytuacja w momencie oddania Kinecta „w ręce” naszych pociech. Wówczas dochodzą o dziwo dodatkowe ograniczenia wynikające prawdopodobnie z oprogramowania sensora. Urządzenie nie potrafi właściwie rozpoznać dzieciaków o wzroście poniżej 110-120 cm. Co ciekawe, ustawienie Kinecta daleko od krawędzi stołu - w taki sposób, że sensor nie jest w stanie zobaczyć naszych nóg w całości - skutkuje jedynie przekłamaniami w wyświetlanym zachowaniu naszego awatara (urządzeniu wydaje się, że klęczymy).
Sporą wadą Kinecta, podobnie zresztą jak i innych ruchowych kontrolerów, jest dość szybkie znużenie zabawą. Tu nie da się robić wielogodzinnych sesji przed telewizorem. Zresztą nie po to ten sprzęt został stworzony. Kinect ma zapewnić rozrywkę na kilkadziesiąt minut dziennie i trzeba to jasno powiedzieć - w tej roli sprawdza się dobrze.
Ciekawostka
Wśród dodatkowych usług jakie znalazły się w menu konsoli z myślą o przyszłych posiadaczach nowego kontrolera na czoło wysuwa się komunikator Video Kinect. Umożliwia on prowadzenie rozmów wideo z innymi graczami posiadającymi złoty abonament Xbox Live. Co w nim ciekawego? Technologia automatycznie rozpoznaje naszą twarz i do niej dostosowuje obraz. Dzięki temu nasz rozmówca widzi tylko nas, a nie cały nasz pokój. W momencie przyłączenia się do dyskusji jednego z naszych domowników urządzenie stara się uchwycić obie twarze, cały czas pilnując ograniczenia widoczności naszego otoczenia.
Tytuły startowe
Podobnie jak to miało miejsce w przypadku ruchowego kontrolera Sony, także Kinect nie zaskakuje ani ilością, ani też jakością gier startowych. Choć Microsoftowi wraz z twórcami gier udało się przygotować na premierę Kinecta całkiem niezłą listę tytułów, to jednak nie sposób oprzeć się wrażeniu, że większość z tych produkcji powstawała w nadmiernym pośpiechu. I nie chodzi tylko o problemy z właściwym wykrywaniem naszych ruchów czy sławne opóźnienia pomiędzy tym co robimy, a tym co widzimy na ekranie. Powielanie cudzych pomysłów to największa bolączka obecnej generacji gier przeznaczonych na Kinecta. Wydaje się, że producenci jak na razie jedynie testują możliwości nowej technologii.
Poniżej przedstawiamy pierwsze, naszym zdaniem najciekawsze tytuły, które wraz z Kinectem znalazły się na półkach sklepowych. Dodatkowo prezentujemy także dwie ciekawie zapowiadające się produkcje, które powstają specjalnie z myślą o nowej technologii.
Kinect Adventures
O Kinect Adventures głośno było jeszcze przed oficjalną premierą nowego kontrolera Microsoftu. Wszystko za sprawą pierwszych pokazów realnych możliwości nowej technologii, które miały miejsce podczas tegorocznych targów E3. Zestaw imprezowych mini-gier takich jakie oferuje właśnie ta produkcja świetnie się do tego nadawał. I choć spływ gumową tratwą rwącym potokiem, przebijanie baniek w stanie nieważkości, zatykanie przecieków w szklanym akwarium umieszczonym na dnie oceanu czy wyścigi drezyn na torze przeszkód nie są w stanie utrzymać długo naszego zainteresowania to jednak pierwsze godziny spędzone z Kinect Adventures potrafią dostarczyć niezapomnianych wrażeń i mnóstwa dobrej zabawy. Szczególnie jeśli dysponujemy tylko tym tytułem co jest bardzo prawdopodobne zważywszy na fakt, iż jest on dołączany do każdego egzemplarza Kinecta. I trudno się dziwić skoro produkcja ta, pomimo drobnych wad stanowi doskonałą prezentację niezwykle obiecujących możliwości nowej technologii.
Kinect Sports
Czym byłby ruchowy kontroler bez zestawu sportowych mini-gier. Nintendo ma swoje Wii Sports, którym podbiło świat. Sony - nieco bardziej poważne i realistyczne Sports Champions, które miało pokazać ogrom możliwości magicznej różdżki Playstation Move. Teraz do tego grona dołącza Microsoft z własną wizją tego typu produkcji. Kinect Sports to całkiem udane połączenie obu wyżej wymienionych tytułów oferujące pokaźną liczbę realistycznie oddanych konkurencji. Mamy tu więc tenis stołowy, boks, piłkę plażową, kręgle, zawody lekkoatletyczne, a nawet piłkę nożną. Wzorem Nintendo gracze wcielają się tu w postać xboxowych awatarów pozwalając na zabawę zarówno w pojedynkę jak i przeciwko sobie (1 na 1). I choć wydawałoby się, że tego typu gier było już mnóstwo Kinect Sports potrafi bardzo pozytywnie zaskoczyć. Odpowiedzialne za ten tytuł legendarne już studio Rare mocno się starało, aby wyeksponować najlepsze cechy sterowania przy pomocy Kinecta. I wiecie co? To naprawdę im się udało. Jeśli rozważacie zakup Kinecta ten tytuł powinien znaleźć się na Waszej liście zakupów.
Kinectimals
Kinectimals to idealny prezent dla najmłodszych graczy. Zabawa z wirtualnymi zwierzakami takimi jak małe tygryski, lewki, pantery, rysie i inne niezwykle urokliwe kociaki potrafi oczarować największych malkontentów. Niestety nie jest to zasługa schematu rozgrywki, a raczej niezwykle barwnej i pozytywnie nastrajającej oprawy graficznej. Tropikalna wyspa, na której toczy się akcja gry pełna jest przeróżnych zakamarków, torów przeszkód i innych wyzwań, które możemy pokonywać wraz z naszymi podopiecznymi. Zabawa w czochranie tygryska i uczenie go niezliczonej ilości sztuczek takich jak choćby stawanie na tylnych łapach, salta czy udawanie martwego w tak naturalny sposób wykorzystuje możliwości Kinecta, że nie trudno zrozumieć fascynacje dzieci opisywanym tytułem. Podskoki, przysiady, a nawet kładzenie się na podłodze są tu na porządku dziennym. Czy może być lepsza rekomendacja dla produkcji przeznaczonej dla dzieci niż radość naszych pociech?
Dance Central
Jednym z najlepszych tytułów startowych sensora Kinect jest produkcja studia Harmonix odpowiedzialnego dotąd za uznaną serię gier muzycznych. Twórcy Rock Banda zaserwowali nam tym razem nieco inną formę rozrywki. Dance Central to gra, która próbuje zrobić z nas tancerzy. Uczymy się więc kolejnych układów do ponad 30 znanych utworów takich jak choćby „Poker Face” Lady Gagi czy „I know you want me” Pitbulla. Kinect sprawdza się w tej roli po prostu świetnie. Pozwala bowiem na bardzo precyzyjne odwzorowanie naszych ruchów umiejętnie ukrywając fakt lekkich opóźnień. Dzięki temu tańczenie przed telewizorem dostarcza nie tylko świetnej zabawy, ale również odpowiedniej dawki humoru. Szczególnie gdy oglądamy nagraną przez Kinecta powtórkę z naszych wygibasów. Jak dobrze, że konsola nigdzie tego nie wysyła.:)
Kinect Joy Ride
Szumnie zapowiadanym wyścigom, w których kierujemy samochodami trzymając w rękach wyimaginowaną kierownicę daleko może do ideału, ale radości płynącej z zabawy odmówić jej z pewnością nie można. Dzięki zabawnemu podejściu do tematu pojedynki samochodowe, kaskaderskie ewolucje czy tricki polegające na przyjmowaniu takich samych szalonych pozycji jakie wskazuje nam konsola potrafią rozruszać nie tylko dzieci. Schematem rozgrywki i oprawą graficzną Kinect Joy Ride nie odbiega zbytnio od przyjętego przez Microsoft stylu. Mocne kolory, liczne uproszczenia zabawy i nasze awatary w roli kierowców wyścigowych – tak krótko można scharakteryzować ten tytuł. Najważniejszy jest przecież sposób sterowania. Niestety, w tym aspekcie nie jest już aż tak różowo. Sensor co prawda właściwie rozpoznaje nasze ruchy, ale jest ich stosunkowo mało. Gracz prowadzi samochody kręcąc fikcyjną kierownicą, wychyla się do przodu i na boki, aby wymusić wykonanie konkretnych akrobacji czy też przyjmuje określone postawy, które mają uruchomić określone triki. I to byłoby na tyle. Nie mamy wpływu ani na przyspieszanie (poza dopalaczem) ani hamowanie. Gorzej, że opóźnienie między naszymi ruchami, a tym co wyczynia nasz awatar na torze jest zauważalne i w późniejszych etapach gry może powodować frustracje. Dla kogo więc przeznaczony jest Kinect Joy Ride? Z pewnością nie dla zapalonych graczy. Jeśli jednak macie własne pociechy to produkcja ta jest idealną propozycją na wspólne giercowanie.
Child of Eden
Najnowszy projekt absolutnie wyjątkowego twórcy – Tetsuyi Mizuguchiego odpowiedzialnego dotąd za takie hity jak Rez czy Lumines zapowiada się wprost rewelacyjnie. Niezwykłe połączenie gry muzyczno-rytmicznej ze strzelaniną już teraz poraża nas i atakuje nasze zmysły swoją niekonwencjonalną oprawą graficzną. Zresztą taki właśnie cel przyświeca tej produkcji. Twórca Child of Eden pragnie wywołać u graczy stan synestezji, w którym doświadczenia jednego zmysłu wywołują doświadczenia charakterystyczne dla innych zmysłów. Jak tego dokona? Oczywiście z pomocą Kinecta. Sterowanie grą wyglądać będzie mniej więcej tak jak na przedstawionym poniżej zwiastunie tegoż tytułu.
Star Wars Kinect (tytuł roboczy)
Jak najlepiej sprzedać technologię ruchowej kontroli gier? Tworząc produkcje osadzoną w jednym z najpopularniejszych uniwersów – Gwiezdnych Wojen. Bo czy może być coś lepszego od pomachania wyimaginowanym mieczem świetlnym czy udawania używania Mocy Jedi? Chyba nie. A tak na poważnie – Star Wars to jedna z tych marek, która potrafi podciągnąć sprzedaż niemalże wszystkiego – od kubków począwszy, a na tosterach skończywszy. Trudno się więc dziwić, że Microsoft tak mocno zabiegał w LucasArts o tytuł wykorzystujący możliwości Kinecta. I udało się czego dowodem był pokaz bardzo wczesnej wersji gry na tegorocznych targach E3. Oczywiście nie obyło się bez skandalu, gdy dociekliwi gracze dostrzegli, że postać Jedi na ekranie wyprzedza ruchy prezentera. Nie zmienia to jednak faktu, że Star Wars Kinect zapowiada się niezwykle obiecująco i może nieźle namieszać na rynku gier ruchowych. Poczekamy, zobaczymy.
Podsumowanie
Pomimo sporych wymagań przestrzennych i ograniczeń wynikających najprawdopodobniej z wczesnej wersji oprogramowania (widoczne w niektórych grach opóźnienia) Kinect zrobił na nas naprawdę dobre wrażenie, zostawiając daleko w tyle to, co oferuje Nintendo Wii.
Ewentualne starcie z Playstation Move trudno uznać jednak za rozstrzygnięte. Owszem, na razie możliwości Kinecta biją na głowę zabawkę Sony. Trzeba jednak pamiętać, że japoński gigant już zapowiedział wzbogacenie swojej technologii o rozpoznawanie ruchów całego ciała za pomocą kamerki PS Eye oraz komunikację głosową. Gra wykorzystująca pierwszą z wymienionych funkcjonalności już pojawiła się na Playstation Network (Kung-Fu Live). Daleko jej jednak do jakości oferowanej przez kontroler Microsoftu.
Oczywiście w całej gamie tytułów przeznaczonych na nowy ruchowy kontroler Xboksa 360 także zdarzają się "robaczywi". Najwyraźniej sprawne wykorzystanie możliwości Kinecta dla części twórców okazało się wyzwaniem ponad ich siły. Szkoda, bo niektóre z tych produkcji zapowiadały się bardzo obiecująco. Jednym z takich projektów okazał się ubisoftowy Fighters Uncaged, który poległ na totalnie niedopracowanym sterowaniu.
W technologii zaprezentowanej przez Kinecta bezapelacyjnie drzemie duży potencjał, który w niedalekiej przyszłości łatwo będzie można udoskonalić. Nie dość, że majstrują przy niej komputerowi zapaleńcy, osiągając przy tym całkiem niespodziewane rezultaty, to jeszcze Microsoft nieustannie zapewnia, że cały czas pracuje nad podniesieniem jakości działania swojego nowego kontrolera.
Co więcej, już teraz w mediach przebąkuje się o polepszeniu precyzji Kinecta poprzez dokładniejsze odwzorowanie ruchów gracza. W jaki sposób? Dzięki podniesieniu rozdzielczości zastosowanych kamerek i przyspieszeniu procesu przetwarzania informacji. Nie pytajcie jednak jak naprawdę Microsoft zamierza to zrobić, dysponując już ustaloną konfiguracją urządzenia (ponoć kamerki mają sztucznie ograniczoną rozdzielczość). I choć nie wiadomo czy i kiedy to nastąpi, jedno jest pewne – machina ruszyła i nic nie jest w stanie jej teraz zatrzymać. Ciekawe jak to się skończy.