Wygląd i specyfikacja
Seria niewielkich rozmiarami komputerów dla graczy od MSI rozwija się naprawdę nieźle. Testowałem już kilka urządzeń sygnowanych marką Nightblade i za każdym razem byłem pozytwnie zaskoczony dużymi możliwościami, jakie kryją się w kompaktowych obudowach. Tym razem dostałem do testów model wyposażony w naprawdę mocną konfigurację - procesor Intel Core i5-6400 oraz grafikę Nvidia Geforce GTX 970.
Taki zestaw gwarantuje płynną rozgrywkę praktycznie we wszystkie najnowsze tytuły. Standardową procedurę testową znacznie jednak tym razem wzbogaciłem. Wraz z Nightbladem otrzymałem bowiem kompletny zestaw HTC Vive, czyli najbardziej zaawansowanych gogli rzeczywistości wirtualnej. MSI gwarantuje, że Nightblade w tej konfiguracji bez problemu poradzi sobie z obsługą wymagających aplikacji VR i mogę już teraz zdradzić, że jest tak w istocie. O testach gogli HTC napiszę więcej w dalszej części artykułu, zacznę od klasycznych testów wydajnościowych samego komputera.
Specyfikacja techniczna MSI Nightblade MI2C-086XEU:
| Model | MSI Nightblade MI2C-086XEU |
| Cena w dniu testu | 3999 zł (wersja z Windows 10 - 4399 zł) |
| Gwarancja | 2 lata w serwisie zewnętrznym |
| System operacyjny | brak |
| Procesor | » Intel Core i5 6400 » 4 rdzenie/4 wątki » 2,7 GHz, Turbo 3,3 GHz, 6MB cache » technologia 14 nm, TDP 65W |
| Pamięć | » RAM: 8 GB, DDR4, 2133 MHz » max: 32 GB RAM |
| Karta graficzna | » zintegrowana karta graficzna: Intel HD 530 » Nvidia Geforce GTX 970 OC |
| Dysk twardy | » HDD: 1000 GB model: WD-WCC6Y5HLALDJ |
| Płyta główna - chipset | Intel B150 |
| Płyta główna | MSI MS-B090 |
| Chłodzenie | Exclusive Silent Storm Cooling |
| Zasilacz | 350 W, 80 Plus Bronze |
| Napęd optyczny | Slim Type Super Multi DVD+/-RW |
| Karta dźwiękowa | Realtek ALC1150 |
| Karta sieciowa | Realtek 8111H |
| Komunikacja bezprzewodowa | » Wi-Fi 802.11a/b/g/n/ac » Bluetooth 4.2 |
| Złącza przód | » 1x USB 2.0 » 1x USB 3.1 (typ C) » mikrofonowe » słuchawkowe |
| Złącza tył | » 4x USB 3.0 » 2x USB 2.0 » RJ45 » HDMI » Display Port » PS/2 » S/PDIF » gniazda audio |
| Wymiary | 341 x 235 x 128 mm |
| Waga | 8 kg |
Wygląd i jakość wykonania
Jeśli czytałeś już wcześniejsze recenzje komputerów z serii Nightblade, to będziesz doskonale wiedzieć czego się spodziewać po modelu MI2C-086XEU. Charakterystyczna, zwarta konstrukcja, czerwono-czarna stylistyka ze smoczym logo MSI, solidne materiały (tworzywo sztuczne i stal), tak w najkrótszy sposób można opisać jego wygląd.
Jak się okazuje rozmiar ma znaczenie, chociaż w przypadku Nightblade tę zasadę należy rozumieć inaczej niż zazwyczaj - czyli im mniej tym lepiej. Obudowa mierzy 341 x 235 x 128, a jej waga to zaledwie 8 kg. Czy można go w takim razie nazwać mobilnym pecetem? Czemu nie - jeśli wybieramy się na LAN party, to Nightblade wydaje się optymalnym komputerem do tego celu.
W przedniej części obudowy mamy do dyspozycji kilka przydatnych portów. Są umieszczone po prawej stronie. Skorzystać możemy ze złącza USB 3.1 typ C, USB 2.0 oraz gniazdo słuchawkowe i mikrofonowe. Właśnie tutaj jest także przycisk zasilania.
W tylnej części znajdudą się pozostałe porty. Do dyspozycji mamy standardowy zestaw: kilka portów USB (2.0 i 3.0), wyjścia wideo, złącza audio i gniazdo sieciowe.
Jak wspomniałem wcześniej, ta konfiguracja Nightblade wyposażona jest w kartę graficzna Nvidia Geforce GTX 970 OC. Daje to spory komfort i pewność, że nowe, wymagające tytuły będą działać na tym sprzęcie płynnie.
Układ chłodzenia to Silent Storm Cooling. Dobra kultura pracy, stosunkowo cichy szum wirujących wentylatorów oraz wydajność w odprowadzaniu ciepła - to jego najbardziej istotne cechy.
Nightblade MI obsługuje dwa klasyczne 3,5-calowe dyski oraz jeden 2,5-calowy. Dostęp do komponentów jest ułatwiony.
Na następnych stronach znajdziesz testy wydajności, kultury pracy komputera oraz test gogli HTC Vive.
Wydajność ogólna i w grach
To, co najważniejsze, to oczywiście testy wydajności tego niewielkiego rozmiarami komputera. Możliwości Nightblade sprawdziłem zarówno na klasycznych benchmarkach jak i w kilku popularnych grach.
Zacznijmy od procesora. MSI Nightblade MI2C-086XEU wyposażono w układ Intel Core i5-6400. To czterordzeniowy procesor o bazowym taktowaniu 2.7 GHz, które w trybie Turbo zwiększa się do 3.3 GHz. Procesor został wykonany w 14-nanometrowym procesie technologicznym i cechuje się TDP na poziomie 65 W. W teście Cinebench 11.5 uzyskałem wynik 6.0 pkt. Gwarantuje to płynną pracę z wymagającymi aplikacjami, czy grami.
Kolejny sprawdzian to PCMark 8. Osiągnięte wyniki są (jak można było oczekiwać) znacznie wyższe od uzyskanych w poprzednio testowanym MSI Nightblade MI-037EU.
Kolejny benchmark to 3D Mark, który sprawdza wydajność graficzną komputer. W teście Fire Strike Nightblade uzyskał wynik 9300 pkt., a w trybie Fire Strike Extreme prawie 5000 pkt. Test Fire Strike Ultra to wynik 2600 pkt. To bardzo dobre wyniki gwarantujące poziom mocy obliczeniowej wystarczającej do tego aby poradzić sobie z grami.
Ok, czas przejść do najważniejszego elementu testów, czyli sprawdzenia jak wygląda wydajność Nightblade w grach. Wybrałem następujące tytuły: Rise of the Tomb Raider, Far Cry Primal, The Division i Wiedźmina 3.
Rise of the Tomb Raider
| 1920x1080, bardzo wysokie | 58 45 |
| 1920x1080, wysokie | 89 72 |
| średnie klatki na sekundę minimalne klatki na sekundę |
The Division
| 1920x1080, ultrawysokie | 53 46 |
| 1920x1080, wysokie | 69 57 |
| 1920x1080, średnie | 90 81 |
| średnie klatki na sekundę minimalne klatki na sekundę |
Far Cry Primal
| 1920x1080, ultra | 56 44 |
| 1920x1080, bardzo wysokie | 64 52 |
| 1920x1080, wysokie | 75 58 |
| średnie klatki na sekundę minimalne klatki na sekundę |
Wiedźmin 3: Dziki Gon
| 1920x1080, ultra | 44 38 |
| 1920x1080, wysokie | 53 48 |
| 1920x1080, średnie | 60 60 |
| średnie klatki na sekundę minimalne klatki na sekundę |
Ocena końcowa:
- kompaktowe rozmiary obudowy
- jakość wykonania i stylistyka
- wysoka wydajność
- dobra kultura pracy
- duża liczba złącz
- łatwy dostęp do komponentów
- wsparcie dla DirectX 12
- konfiguracja wystarczająca dla obsługi HTC VIVE
- w tej cenie można samodzielnie złożyć wydajniejszy komputer
Na następnej stronie znajdziesz recenzję i wrażenia z testowania gogli HTC VIVE.
Jak to wygląda
Najważniejszy element całego zestawu to oczywiście gogle. W górnej części headestu umieszczono liczne przewody za pomocą których podłączymy je do komputera. Wskazówka - szczególnie na początku przygody z HTC Vive trzeba dość ostrożnie się poruszać, żeby się w nie nie zaplątać. Po jakimś czasie przychodzi to już naturalnie.
Widoczne na zdjęciu zagłębienia to sensory odczytujące nasze położenie i ruchy wykonywane w trakcie rozgrywki. W dolnej części widać także przednią kamerę.
Nie zabrakło także wyjścia audio 3,5 mm. Można skorzystać ze słuchawek lub jeśli mamy zestaw kina domowego podłączyć się pod zewnętrzne głośniki. Odpowiednio długi kabel znajduje się w zestawie.
Gogle szczelnie przylegają do twarzy, dzięki czemu w pełni zakrywają dopływ światła. Headset jest wygodny i stosunkowo lekki, więc nie czuje się jego ciężaru nawet po dłuższej zabawie. Wnętrze gogli jest dość ciasne, przez co osoby noszące okulary (w tym niżej podpisany) będą musiały je zdjąć - gogle Sony Playstation VR wypadają pod tym względem znacznie lepiej.
Zauważyłem również, że stosunkowo szybko głowa zaczyna się się pocić. Szczelna konstrukcja gogli powstrzymuje bowiem nie tylko światło, ale i powietrze od dostania się do środka. Dlatego po dziesięciu minutach intensywnej walki z kosmitami na czole pojawią się krople potu. Cyrkulacja powietrza wewnątrz HTC Vive to zdecydowanie element, na którym trzeba będzie jeszcze popracować.
Oprócz gogli otrzymujemy dwa bezprzewodowe kontrolery. To one będą naszymi dłońmi / mieczami / pistoletami i czym tylko jeszcze możęmy sobie wyobrazić (a właściwie, co zaproponują nam twórcy aplikacji i gier). Kształt kontrolerów może wydawać się nieco dziwny, ale ma to swoje uzasadnienie - w górnej, okrągłej części rozmieszczono sensory odczytujące wykonywane ruchy.
Wymachiwanie kontrolerami to oczywiście nie wszystko, co można z nimi zrobić. Duży trackpad, klawisz systemowy, spust oraz przyciski na uchwycie. W zależności od uruchomionego programu spełniać będą one różne funkcje np. strzelania, przeładowywania broni, chwytania przedmiotów, poruszania się itp.
Kontrolery są wygodne, lekkie i błyskawicznie opanowuje się sterowanie za ich pomocą. Wbudowane akumulatory wystarczają na kilkanaście godzin rozgrywki.
Specyfikacja techniczna HTC Vive
- Technologia wyświetlania: OLED
- Rozdzielczość: 2160 x 1200 (1080 x 1200 dla każdego oka)
- Częstotlwiość odświeżania: 90 Hz
- Pole widzenia: 110 stopni
- Czujniki: laserowe czujniki przestrzeni (maksymalny obszar 4,6 x 4,6 metra), żyroskop, akcelerometr, przednia kamera
- Złącza: HDMI, USB 2.0, USB 3.0, audio
- Kontrolery: 2x SteamVR (możliwość korzystania z zwykłych padów)
- Waga: 555 g
- Wymagania sprzętowe: Intel Core i5, Nvidia Geforce GTX 970 / Radeon R9 280, 4 GB RAM
- Cena: 899 euro
Konfiguracja i przygotowanie pomieszczenia
Nie będę udawał, że było inaczej - kiedy dostałem do testów to pokaźnych rozmiarów pudło, po którego otwarciu moim oczom ukazał się gąszcz kabli, przewodów, przejściówek, ładowarek i Bóg wie, czego jeszcze, miałem spore wątpliwości, czy aby na pewno poradzę sobie ze sprawnym rozstawieniem tego majdanu.
Na szczęście rzeczywistość okazała się znacznie bardziej przyjazna, niż początkowo sądziłem. Zajęła mi co prawda nieco czasu, ale kolejne kroki były na tyle jednoznaczne i dobrze wyjaśnione, że autorzy instrukcji z Ikei mogliby być dumni. Ale po kolei.
Najlepiej zacząć od uporządkowania pomieszczenia. Minimalna przestrzeń niezbędna do zabawy, to 2 x 1,6 metra, ale jeśli jest to możliwe, to dobrze postarać się o więcej (maksymalnie może być too 4,6 x 4,6 m), aby w pełni wykorzystać potencjał gogli i czuć się swobodniej w wirtualnym świecie.
Jeśli już pokój mamy gotowy, to proponuję rozpocząć od rozstawienia dwóch czujników laserowych. Muszą się one znajdować naprzeciwko siebie i być lekko skierowane w dół. W ten sposób pokrywają one wiązką światła cały obszar, po którym będziemy się poruszać. W zestawie znajdują się specjalne uchwyty, za pomocą których można je zamontować na stałe na ścianie. Ja wykorzystałem dwa statywy (na dole znajduje się gwint do jego przykręcenia) - polecam to rozwiązanie. Trzeba też zapewnić im zasilanie.
Kolejny krok to podłączenie gogli to komputera. Do tego potrzebna jest przejściówka - do portów oznaczonych pomarańczowym kolorem podłączamy przewody z headsetu, a z drugiej strony - z komputera (potrzebne jest wolne złącze HDMI i USB). Przejściówka także wymaga zasilania.
Pora na konfigurację urządzenia. Po zalogowaniu się na konto Steam i uruchomieniu aplikacji SteamVR proces konfiguracyjny powinien automatycznie się rozpocząć. Poszczególne kroki są jednoznacznie opisane i obejmują "obrysowanie" dostępnej przestrzeni w pokoju za pomocą bezprzewodowych kontrolerów i wyznacznie płaszczyzny podłogi. Po przejściu tego etapu można w końcu rozpocząć zabawę.
Na następnej stronie znajdziesz moje wrażenia z kolejnych gier i aplikacji, które miałem przyjemność testować.
Wrażenia z wirtualnej rzeczywistości
A co jeśli powiedziałbym Ci, że to co widzisz, to tylko sen i ułuda? A jeśli nie można go odróżnić od rzeczywistości, to skąd wiedzieć, co jest realne, a co nie?
Ten cytat z Matrixa chodzi mi po głowie od chwili, kiedy zacząłem testy gogli HTC Vive. Imersja w wirtualnym świecie jaką one zapewniają jest bowiem tak intensywnym doświadczeniem, że nawet pomimo pewnych ograniczeń technicznych (o których jeszcze opowiem) i niedoskonałości graficznych jest niesamowita. I każe się zastanowić, czy wizja z kultowego filmu braci (obecnie sióstr) Wachowskich nie jest przypadkiem bliższa niż mogłoby się wydawać.
Na szczęście na razie musimy podłączać się do podtrzymujących życie kapsuł. W zupełności wystarczy wydajny komputer. Taki jak testowany MSI Nightblade MI2C. Spełnia on wymagania stawiane przez HTC - ma wydajny procesor Intel Core i5 oraz grafikę Nvidia Geforce GTX 970. Cały zestaw - Nightblade i Vive prezentuje się doskonale, nieprawdaż? Ale zostawmy technikalia i rozpocznijmy zabawę.
The Lab
Po rozstawieniu sprzętu najpierw uruchomiłem przygotowaną przez Valve aplikację The Lab. Jest to zestaw krótkich gier i demonstracji, idealnych na początek. Po szybkim zaznajomieniu się z interfejsem i sterowaniem po wirtualnym laboratorium przeniosłem się na górski szczyt. Wrażenie jakie robi ten widok jest naprawdę niesamowite. Potęguje je fakt, że można się w tej przestrzeni poruszać, swobodnie rozglądać, podejść do krawędzi i spojrzeć w dół - chociaż jeśli ktoś ma lęk wysokości, to gwarantuję, że nie przyjdzie mu to łatwo. Mimo świadomości, że jest to tylko iluzja, to złudzenie jest tak przekonujące, że mózg ostrzega nas przed wykonaniem kroku w przepaść.
Naszym towarzyszem jest w tym miejscu pocieszny robo-pies. Można go pogłaskać, rzucić patyk, po który on ochoczo pobiegnie. W ramach ciekawostki dodam tylko, że każdy (absolutnie KAŻDY), komu pokazałem to demo chciał się przekonać, co się stanie jeśli rzuci się patyk w przepaść. Czy piesek rzuci się za nią, czy nie? Pozostawię was w niepewności :)
The Brookhaven Experiment
Następna w kolejce była demonstracyjna wersja The Brookhaven Experiment. Tym razem lądujemy pośrodku pustkowia, w środku nocy słysząc mocno niepokojące odgłosy dobiegające z oddali. W rękach trzymamy latarkę i pistolet, co musi nam wystarczyć, żeby przetrwać jak najdłużej w zaimprowizowanym obozowisku. A łatwo nie będzie. Szybko bowiem okazuje się, że staliśmy się obiektem westchniem hordy potworów, które są bardzo zaborcze w okazywaniu swoich uczuć i nie potrafią zrozumieć, że to dopiero pierwsza randka. Jedyny argument jaki do nich przemawia, to kulka w głowę.
W grze trzeba być czujnym. Mieć oczy dookoła głowy i nieustannie sprawdzać, czy za naszymi plecami nie czai się kolejny zombiak. Moment, w którym spoglądając za siebie zobaczymy znajdującego się metr od nas obrzydliwca potrafi naprawdę mocno przerazić. Polecam!
Space Pirate Trainer
Jeśli kogoś nie bawią horrorowe klimaty, to klasyczna strzelanka powinna przypaść mu do gustu. W Space Pirate Trainer dostajemy do rąk dwa solidne pistolety (lub opcjonalnie zestaw pistolet + tarcza) i ruszamy do boju. A bój to będzie nie lada. Zmierzyć nam się przyjdzie z nadlatującymi falami dronów. Nie straszne nam jednak takie przeszkody. Zasady? Proste - strzelać jak najwięcej i przeżyć jak najdłużej. Warto przy tym aktywnie unikać laserowych pocisków.
W tej grze naprawdę trzeba się intensywnie poruszać, schylać, odchylać i uważać, żeby nie zaplątać się w kable. To właśnie na tym tytule moi redakcyjni koledzy spędzili najwięcej czasu.
Vertigo
Jeszcze więcej ruchu czeka nas w Veritgo. Tutaj też będziemy strzelać do nadlatujących dronów, ale unikanie strzałów wymaga od nas jeszcze większego zaangażowania. Trzeba się bowiem dodatkowo chować za niewielką osłoną i uważać aby nie dopuścić wrogów zbyt blisko. Czujność wskazana - zbliżają się z czterech stron i z każdą chwilą jest ich więcej i więcej. Zabawa więcej niż przednia, nawet pomimo tego, że grafika jest dużo słabsza niż w Space Pirate - osobiście frajdę miałem tutaj o wiele większą.
Budget Cuts
Przykładem tego, że grafika w grach nie jest najważniejsza, a liczy się pomysł i grywalność jest Budget Cuts. Do dyspozycji miałem wprawdzie tylko demo, ale wciągnęło mnie od razu. To zarazem dużo bardziej skomplikowany i zaawansowany tytuł. Nie sprowadza się wyłącznie do strzelania i unikania pocisków. To skradanka pełną gębą, która świetnie pokazuje możliwości drzemiące w VR. Celem gry jest przedarcie się przez niekończące się biura i złożenie aplikacji o pracę. Innymi słowy jest to symulator Mordoru na Domaniewskiej. Biuro strzeżone jest przez mordercze roboty zdolne do zabicia nas jednym strzałem, więc dobrym rozwiązaniem będzie pozostawanie poza zasięgiem ich wzroku.
Nie jesteśmy na szczęście bezbronii. Jeśli dobrze się rozejrzymy to w zakamarkach biurek (otwieranie i zaglądanie do szuflad nigdy nie było przyjemniejsze) znajdziemy różne ostre przedmioty np. noże i nożyczki, którymi można miotać w bezduszne maszyny. Do przemieszczania się służy nam specjalny gadżet, rodzaj teleportu z podglądem Live View. Na czym to polega? Już tłumaczę, celujemy w miejsce, w którym chcielibyśmy się znaleźć i naciskamy spust. W tym momencie otwiera się swoisty portal, przez który możemy rozejrzeć się w nowym otoczeniu. Jeśli nic nam nie zagraża, nie ma żadnych robotów w pobliżu to możemy się tam spokojnie przeteleportować. Brzmi skomplikowanie? Może i tak, ale w praktyce sprawdza się bez zarzutu.
W grze przyjdzie nam wędrować przez kolejne pokoje, wychylać się ostrożnie zza drzwi aby zajrzeć do kolejnego pomieszczenia, przeciskać się przez kanały wentylacyjne (tutaj będzie trzeba się schylić), słowem - czeka nas całkiem niezła zabawa. Budget Cuts mimo swojej mocno umownej grafiki wciąga w swój świat naprawdę mocno.
Project Cars
Nie mogłem sobie też odmówić przyjemności sprawdzenia "prawdziwej gry". Skąd to określenie? Wcześniej omawiane tytuły to gry stworzone z myślą o goglach VR. Project Cars powstał jako normalny tytuł, do którego dodano opcję gry w tym trybie. Zacny pomysł milordzie chciałoby się zakrzyknąć. I właśnie taki entuzjastyczny okrzyk wydałem, kiedy po uruchomieniu gry przeniosłem się na tor i rozejrzałem wokół. Poczułem się jakbym faktycznie brał udział w wyścigu. Wrażenie to psuł nieco dzierżony w mojej ręce pad (nie miałem akurat w redakcji dostępu do kierownicy) ale i tak było dobrze.
Okazało się jednak, że dość szybko mój błędnik zaczął kampanię na rzecz uwolnienia mnie z wcześniej spożytego posiłku, przez co nie mogłem zbyt pograć zbyt długo. Winą za to ponosi sam charakter rozgrywki. Ciało po prostu zaczęło się buntować w momencie kiedy umysł "widział" przemieszczanie się z dużą prędkością, a ciało "czuło", że jest cały czas w tym samym miejscu. W pozostałych grach rozgrywka toczona jest "na stojąco", a nasz ruch ma dokładne odzwierciedlenie w rzeczywistości wirtualnej. W Project Cars gra toczy się "na siedząco" przez co szybko pojawia się efekt choroby lokomocyjnej. Być może po jakimś czasie można się do tego przyzwyczaić, ale mi się to nie udało (inne osoby potwierdziły moje wrażenia). Ewentualnym rozwiązaniem może być zażycie aviomarinu, ale przyznam szczerze, że nie go nie próbowałem, więc nie gwarantuję skuteczności.
The Gallery - Episode 1: Call of the Starseed
Na koniec jeszcze jeden tytuł, który zrobił na mnie spore wrażenie, chociaż nie miałem okazji pobawić się nim dłużej (kolejka do testów HTC Vive była długa i mój czas na testy niestety dobiegał końca). The Gallery to przygodówka, w której lądujemy na tajemniczej wyspie i musimy jej tajemnicę rozwikłać. Oryginalnie, prawda? Nie przejmowałbym się jednak szczegółami, tylko wrażeniami jakich ten tytuł dostarcza.
A dostarcza ich wiele, bowiem jest to jedna z lepiej wyglądających gier VR. Jest dobrze przemyślana i zaprojektowana, dzięki czemu aż chce się grać. Tutaj także przyjdzie nam się poruszać po klimatycznych lokacjach, przeszukiwać zakamarki w poszukiwaniu przydatnych przedmiotów i sposóbów na przejście dalej. Napotkamy też inne postaci, ale nie chciałbym zdradzać zbyt wiele. Dodam tylko, że jest na co popatrzeć.
Słowo na koniec
Jak słusznie zauważył mój redakcyjny kolega, gogle HTC przywracają tę szczerą, prawdziwą radość z grania - na tym samym poziomie intensywności co w dzieciństwie kiedy przy pierwszych komputerach spędzało się długie godziny błagając rodziców i jeszcze 10 minut. Tutaj jest podobnie. Wciąż chce się więcej o więcej. Nawet najprostsze interakcje takie jak podnoszenie przedmiotów, otwieranie skrzyń i strzelanie do przeciwników dają takie pokłady frajdy, że człowiek z miejsca staje się 15 lat młodszy.
Niech zresztą przemówi obraz.
HTC Vive cieszy jak dźwięk samochodu z lodami wjeżdżającego na osiedle – niech to posłuży za najlepszą rekomendację.
Ocena końcowa:
- niesamowite wrażenia z rozgrywki
- najbardziej zaawansowane doświadczenie VR
- intuicyjne sterowanie
- świetna jakość wykonania sprzętu
- rozstawienie zestawu i konfiguracja łatwe...
- ...ale czasochłonne
- spora ilość przewodów i kabli
- wysoka cena zestawu (plus koszt mocnego komputera)