Na czym polega fenomen Counter Strike'a?
O co chodzi w CS:GO? Możesz nie lubić tej produkcji. Możesz uważać, że to strata czasu i pieniędzy. Możesz w końcu powiedzieć, że to zabawa dla dzieciaków.
Counter Strike jest produkcją kultową
Jednak nie możesz zaprzeczyć: Counter Strike jest produkcją kultową i jak żadna inna zapisała się w historii światowego e-sportu. Na czym polega fenomen tej, nomen-omen, dziecinnie prostej sieciowej strzelanki? Dlaczego ludzie na całym świecie nie tylko spędzają nad nią nieskończone ilości godzin, inwestują grube pieniądze, ale także kibicują innym graczom i z wypiekami na twarzy śledzą rozgrywki? Jak się to wszystko zaczęło? Jak daleko sięgają korzenie CS’a?
Od Quake'a do Half-life’a
Wszystko zaczęło się od kultowego Quake'a. W czasach informatyki garażowej, każdy zapaleniec mógł stworzyć mody i ulepszenia, a następnie wcielić je w życie. W ten sposób powstało „Navy Seals” - modyfikacja wprowadzona do Quake'a przez Minh „Gooseman’a” Le. Mod wprowadzał nowe mapy, kolejne modele przeciwników i realistyczne zarządzanie amunicją. Pojawiły się też granaty i możliwość uskuteczniania headshotów. Nie brzmi znajomo?
Jakiś czas potem Minh Le zaczyna tworzyć modyfikacje do drugiej odsłony serii- Quake'a II. Tak powstaje Action Quake. Modyfikacja wprowadziła zdecydowanie szybsze tempo do rozgrywki. Każdy z graczy na początku gry otrzymywał nóż i pistolet MK23, pozostały sprzęt można było znaleźć na mapie. Każdy z zawodników zaczynał więc grę na tym samym poziomie - nie ważne czy był starym wyjadaczem, czy nowicjuszem. (Jakby ktoś chciał spróbować swoich sił - serwery Quek’a II nadal działają!)
Wraz z sukcesem drugiego ulepszenia, Minh Le na dobre oddał się produkcji gier. Tym razem zaangażował się w Half-Life’a. Stworzył mod, który ujrzał światło dzienne w 1999 w otwartej becie (Half-Life: Counter-Strike). Do dyspozycji graczy zostały oddane cztery mapy i 9 rodzajów broni. Rozgrywka opierała się na odbijaniu zakładników z rąk terrorystów przez antyterrorystów. Modyfikacja odniosła ogromny sukces - także dzięki graczom, którzy zaczęli tworzyć nowe mapy i zgłaszali najczęstsze błędy. Po roku gra doczekała się aż 16 patch’ów! Właśnie wtedy powstały dwie legendarne mapy - de_train i de_nuke.
Oczywistym stało się, że CS to nie tylko mod do Half-Life’a. Potencjał produkcji zauważyło studio Valve Software i postanowiło wykupić do niej prawa. Counter- strike stał się pełnoprawnym tytułem w 2000 roku. Jednak na swój złoty okres musiał poczekać kolejne trzy lata. Ostatnia edycja, legendarna 1.6 weszła w życie w 2003 roku, szczęśliwie zbiegając się z otwarciem platformy Steam. „Jeden-sześć” wprowadziło dwie nowe bronie, tarcze taktyczną, naprawiło sporo błędów i stało się prawdziwą maszynką do robienia pieniędzy. Niedługo potem narodził się e-sport. Pierwszy turniej CS’a - CPL w Kolonii nagradzał sumą w wysokości prawie 10 tys. dolarów. CS wkroczył na swoją złotą ścieżkę.
W 2004 roku na rynek weszły dwie wersje znanej strzelanki - Condition zero, która okazała się totalną klapą i przeszła bez większego echa, oraz Source, bazujący na nowym silniku Valve. Dla profesjonalnych graczy dodatek nie wniósł w życie zbyt wiele nowości, ale lepszy silnik i drobne zmiany w mechanice rozgrywki zachęciły rzeszę nowych użytkowników do sięgnięcia po tę produkcję.
Z czasem nawet legendarne 1.6 zaczęło nudzić. Przyszedł czas na Counter Strike: Global Offensive.
Początkowo CS:GO było portem konsolowym Source’a. Valve jednak zauważyło jego potencjał i postanowiło przenieść go na pecety. Premiera nowego CS’a odbyła się 21 sierpnia 2012 roku. Zdawało się, że nie jest w stanie uratować marki. Studio jednak poszło po rozum do głowy i z pokorą stosowało się do uwag graczy. Podziałało. Gra zyskała masę nowych użytkowników, a także większe fundusze, głównie na rozwój gry w kierunku e-sportowym.
Prawdziwym hitem okazał się patch wprowadzający skórki do broni. Sprawnie działający system mikropłatności, gracze z całego świata i prężnie rozwijający się rynek e-sporotwy, sprawiły, że CS nie umarł, a rozpoczął drugą złota epokę.
Piękno tkwi w prostocie
Trzeba powiedzieć wprost - żeby zacząć grać w CS:GO potrzeba pięciu minut. Gra jest naprawdę banalnie prosta. Po przejściu trybu deathmatch i gry uproszczonej możemy przejść do sedna sprawy - meczy turniejowych. Zmagania w trybie 5 na 5, 2 frakcje, 30 rund, 7 map. Wygrana przy 16 wygranych rundach. Po połowie zmiana stron. Brzmi prosto? I tak właśnie jest. Żeby zacząć grać nie potrzebujemy wielkich umiejętności. Jednak sytuacja zmienia się, kiedy chcemy wygrywać. Proste mapy i klarowne zasady sprawiają, że mamy dużo miejsca na rozbudowaną taktykę i współpracę z pozostałymi członkami drużyny.
To nie jest gra w której możemy strzelać do byle kogo, byle jak i jakoś to będzie. Każda z frakcji ma do osiągnięcia inny cel, nie zawsze musi to być wybicie przeciwnej drużyny. Jeśli chcesz być dobrym graczem, musisz analizować poczynania przeciwnika, patrzeć jak przebiega kooperacja między członkami drużyny i odliczać czas na mapie, który ma niebagatelne znaczenia. To nie wszystko, nie zapominajmy o pieniądzach.
Elementy ekonomii
Dobry gracz CS:GO to nie tylko strateg ,ale też osoba o odpowiednich umiejętnościach zarządzania funduszami. Ekonomia to jeden z najważniejszych aspektów tej gry. Czasem naprawdę dobre drużyny ponosiły porażki ze względu na słabe zarządzanie dostępnymi środkami. Na początku gry wszyscy są równi i każdy dostaje 800 dolarów. Wbrew pozorom na niewiele to nam wystarczy. Możemy kupić albo lepszy pistolet, albo kamizelkę kuloodporną. Właśnie dlatego pierwsze rundy to tzw. „pistoletówki”.
Pieniążki są przydzielane nie tylko za zwycięstwo lub przegraną, ale także za indywidualne dokonania graczy. Jest to dodatkowa motywacja do tego aby grać jeszcze lepiej, nie tylko drużynowo, ale także indywidualnie, a także mądrze zarządzać swoimi pieniędzmi. Tutaj też ważna jest strategia „robienia zakupów”. Czy odłożyć coś na potem, czy od razu zainwestować w lepszy sprzęt. Z prostej gry zaczyna nam się robić prawdziwy symulator ekonomiczny!
Plantuj paczkę na B!
Fenomen Counter-strike’a rozrósł się do takich rozmiarów, że gracze posługują się swoistym slangiem. Prawdopodobnie kiedy pierwszy raz odpalisz CS’a nie zrozumiesz zbyt wiele, dlatego warto zapoznać się ze słowniczkiem podstawowych zwrotów. Mówisz, że to mało profesjonalne? Ależ skąd! Własny język i krótkie zwięzłe komunikaty budują tę społeczność.
GG, Frag, czy runda eco to słowa, które identyfikują Cię z tym tytułem. Wystarczy spojrzeć na fora, lub posłuchać komentatorów na największych zawodach. Ta gra nie istnieje bez swojego slangu, a to także nadaje jej swoisty charakter i identyfikuje społeczność graczy. Pauperyzacja języka? Może. A może też swoista zachęta, aby zagłębić się w temat?
W grupie raźniej
Wszyscy doskonale wiedzą, że nie ma większej przyjemności niż strzelić tłustego headshota przyjacielowi. Gry kooperacyjne pozwalają na spotkania ze znajomymi bez wychodzenia z domu. Może nie jest to najlepszy sposób na budowanie przyjaźni, ale mimo wszystko jeden z wielu.
Część ze wschodzących drużyn, to po prostu grupy przyjaciół, którzy lubili „popykać” w CS’a. Grając ze znajomymi możesz przetestować różne strategie gry, szkolić się pod określoną rolę na mapie i ostatecznie pokazać ludziom na całym świecie, że jesteście super.
Czasem sytuacja wygląda odwrotnie i grupy graczy, którzy spotkali się losowo na serwerze zostają kumplami w realu. Zresztą to chyba nie powinno dziwić, że facet z którym podkładasz bombę, może stać się kompanem na całe życie.
Byle wbić dwójkę
No właśnie do drugiego poziomu doświadczenia stajesz się pełnoprawnym graczem i możesz korzystać ze wszystkich trybów gry. Zasada jest prosta: im więcej wygrywasz, tym szybciej pniesz się po rankingowej drabince. Od Silver I po Global Elite.
System rankingowy jest dobrze zbilansowany, choć trudno jednoznacznie orzec co jest brane pod uwagę w przyznawaniu rang. Co więcej nie są one przydzielane na stałe, a w zależności od naszego progresu lub regresu na bieżąco aktualizowane. Wygrana z osobami stojącymi wyżej ma większe znaczenie, niż z tymi na podobnym poziomie. Na przyznawaniu odpowiednich tytułów składa się naprawdę wiele zmiennych, co motywuje gracza, nie tylko do grania większej ilości meczy, wygrywania ich, ale także podciągania się w określonych umiejętnościach - wyższej celności, czy skuteczności zabójstw.
Mamo, zostałem sportowcem!
Koledzy z klasy się z Ciebie śmiali na Wfie? Wolałeś zacisze swojego pokoju, niż wyjścia na boisko? Rodzice martwili się kiedy dostałeś pierwszy komputer i nie mogłeś się od niego oderwać?
Czy może koronne „wziąłbyś się za coś, a nie tylko gapisz się w ten ekran”? Dzieciaki, które kiedyś były wyśmiewane, dzisiaj są profesjonalnymi graczami, zarabiają duże pieniądze i zwiedzają świat.
To wszystko za sprawą e-sportu. Nie ma chyba drugiej takiej dyscypliny w której stwierdzenie „od zera, do bohatera” sprawdza się tak często. Za sprawą technologii każdy może spróbować swoich sił w świecie CS:GO. Nie musisz mieć profesjonalnego sprzętu, (nie oszukujmy się, wystarczy przeciętny pecet i trochę dobrej woli) najważniejsze są dobre chęci i wytrwałość. Jeśli masz w sobie zmysł stratega i masę refleksu masz szanse zostać kimś więcej niż przeciętnym graczem.
Co i rusz w e-sporotwym świecie odbywają się turnieje, gdzie do etapu otwartych kwalifikacji może zapisać się każdy. Dzięki potędze internetu nie musisz jechać w określone miejsce, żeby się zmierzyć z innymi. Grasz na własnym komputerze we własnym domu. Tutaj decydują tylko umiejętności.
Profesjonalnych graczy jest coraz więcej. Rośnie ilość sponsorów, organizowanych imprez, a co za tym idzie chętnych wziąć w nich udział. Cybersport jest jedną z najprężniej rozwijających się gałęzi rozrywki. I to głównie za sprawą CS:GO. Gra ze względu na swoją prostotę, łatwy przelicznik punktów i szybką formę rozgrywki stała się idealnym materiałem do zastosowania w e-sportowym świecie. Dużym atutem jest także widowiskowość rozgrywek. Trzeba przyznać, że starcia „Globala” ogląda się naprawdę dobrze, nawet kiedy nie jesteś profesjonalnym graczem.
Nasza duma narodowa
Trzeba szczerze przyznać, że Polacy potrafią grać w CS’a. Możemy być dumni z reprezentujących nas zespołów, ponieważ grają na światowym poziomie. Virtus.pro i Team Kinguin to nie tylko najlepsi z najlepszych i nasi rodacy. To także zwykli ludzie, fajni goście, którzy stali się ogromnym autorytetem dla młodego pokolenia graczy.
Polska stoi także coraz lepiej pod względem organizacji turniejów. Gościmy zawodników podczas Intel Extreme Masters czy Majora. Polskie nazwiska są znane na całym świecie - i cokolwiek by nie mówili przeciwnicy elektronicznej rozrywki - gracze CS’a to nasza duma narodowa.
Nie ma się co dziwić, że przeciętny Kowalski także sięga po ten sam tytuł, a by poczuć emocje, które towarzyszą graczom na największych turniejach na świecie. Co więcej ten Kowalski pewnie w latach 90’ grywał sobie w CS’a w kafejkach internetowych, chociażby z braku dostępności innych tytułów. A teraz ta sama gra, może w trochę odświeżonej odsłonie jest streamowana dla setek tysięcy ludzi na całym świecie. Musicie przyznać, aż się łezka w oku kręci.
Równie patriotycznie wygląda sytuacja na serwerach. Nie trzeba być mistrzem angielskiego, żeby sprawnie brać udział w rozgrywce, bowiem na 90% podczas meczu spotkamy swoich pobratymców. Oczywiście nie zabraknie też sąsiadów z Rosji, czy Ukrainy, dzięki którym nauczymy się pewnie nowego słownictwa, choć nie koniecznie należałoby się nim chwalić pośród filologów.
Easy to play- hard to master
Niewiele jest gier, które tak wiernie oddają sens tego powiedzenia. Możesz posadzić na krześle losową osobę i będzie ona w stanie zagrać mecz, a przy odrobinie szczęścia nawet uda jej się zdobyć fraga. Prostota rozgrywki przyciąga graczy, a jej złożoność zatrzymuje ich na dłużej. Paradoks? Skąd! CS:GO daje nam ogromne możliwości, co więcej musimy się rozwijać jeżeli chcemy zajść naprawdę daleko.
Na szczęście gra sama do tego motywuje, nie tylko sposobem rozgrywki, systemem bonusów i przyznawaniem ranków. Motywuje też całą narosłą dookoła produkcji otoczką. Siadasz w fotelu, odpalasz grę i wiesz, że tak samo robią tysiące ludzi na całym świecie. Setki profesjonalnych graczy, którzy pokochali tę grę tak samo jak ty, a teraz dzięki niej zarabiają.
Nie ma się co dłużej spierać, naukowcy dostarczają nam dowodów na to, że gry komputerowe rozwijają zmysł taktyczny, poprawiają refleks i uczą szybkiego reagowania. Myślę, że nie ma drugiej produkcji, która uczyłaby nas tego tak dobrze, jak właśnie CS:GO.