Słońce nie przestaje zaskakiwać. Znów uderzyło znienacka
Chociaż nie widać tego za oknem, to Ziemia zmaga się właśnie z burzą geomagnetyczną. Odpowiedzialny za nią jest potężny rozbłysk, którego ziemskie satelity nie doceniły.
Słońce ma swój gorący czas nie tylko ze względu na porę roku. Przede wszystkim zbliża się do maksimum swojej aktywności, a jego powierzchnia pełna jest plam słonecznych, zdolnych do potężnych rozbłysków. Jednym z ich możliwych skutków są burze słoneczne (solar radiation storm). Takie zjawisko właśnie obserwujemy na Ziemi, ale niezwykła jest jego przyczyna.
Źródło burzy geomagnetycznej
Burze promieniowania słonecznego (geomagnetyczne) występują, kiedy do Ziemi docierają skutki erupcji słonecznej. Oznaczają one dla naszej planety bombardowanie potężnymi zastrzykami naładowanych cząsteczek, przede wszystkim protonów. Są one w stanie przedzierać się aż do atmosfery, ale pole magnetyczne naszej planety kieruje je wtedy w stronę biegunów. W ten sposób skutki burz geomagnetycznych dotykają przede wszystkim rejonów podbiegunowych, które określane są regionami radiacyjnymi.
Tym razem nie jest inaczej, ale mamy do czynienia z burzą o nietypowej genezie. Obecny atak protonów na ziemską atmosferę spowodowała erupcja słoneczna z 28 lipca. Doszło do niej tuż za północno - zachodnią krawędzią Słońca, co nie umknęło ono uwadze okołoziemskich satelit.
Zdarzenie zostało zarejestrowane i skalsyfikowane jako rozbłysk słoneczny klasy M4. Wydawał się być średniakiem, w dodatku bez większego znaczenia dla Ziemi. Rzeczywiście, fale protonów fundowane Ziemi nie są wyjątkowo potężne, ale burza radiacyjna trwa już dwa dni i nie straci na intensywności co najmniej przez dobę. Znaczące jest bowiem miejsce erupcji.
Według spaceweather.com rozbłysk musiał być silniejszy i prawdopodobnie należałoby go klasyfikować jako X. Ocenić tego jednak nie sposób, ponieważ zjawisko wystąpiło w miejscu przyćmionym przez krawędź Słońca. Ziemia ma do czynienia z jego skutkami, ponieważ były to okolice północno - zachodniej krawędzi gwiazdy, która cały czas wiruje.
Tworzy przy tym silne pole magnetyczne, które w tym układzie zadziałało jak zraszacz. Protony uwolnione przez rozbłysk, wystrzeliły w stronę Ziemi wzdłuż linii sił magnetycznych. Nie był to idealnie nacelowany atak, ale zafundował nam długotrwałą burzę radiacyjną klasy S1.
Skutki burzy słonecznej
Burze słoneczne klasyfikuje się według pięciostopniowej skali, w której poziom S1 jest najniższym. Właśnie z takim zjawiskiem mamy do czynienia, ale utrzymuje się ono już od dwóch dni i nie słabnie.
Jego skutki dotyczą przede wszystkim rejonów polarnych, ale trudno je zignorować.
Podczas burzy radiacyjnej protony słoneczne bombardują jonosferę na tyle skutecznie, że znacząco zwiększają jej gęstość wewnątrz kół podbiegunowych. Ma to istotny wpływ na fale radiowe i to właśnie z powodu od wielu godzin na krótkofalówki wokół bieguna północnego nie można liczyć.
Prognozowane burze słoneczne
Trwająca burza radiacyjna nie osłabnie co najmniej do końca miesiąca. Na Słońcu sytuacja jest jednak dynamiczna, a największy wpływ na Ziemian może mieć plama słoneczna AR 3380. Jest ona skierowana w stronę naszej planety i według prognoz może być źródłem rozbłysków klasy M i koronalnego wyrzutu masy.
Prawdopoobnym ich skutkiem mogą być przerwy w dostawie energii elektrycznej i liczone w godzinach, niewielkie burze radiacyjne w rejonach polarnych. Chyba, że źle oceniamy sytuację, a Słońce znowu nas zaskoczy.
Źródło: spaceweather.com, NOAA