Nintendo Switch – świat oszalał

Preordery Nintendo Switch rozeszły się na pniu, analitycy roztaczają wizję cudnej sprzedaży, a gracze toną w zachwytach. Czy szklanka wody wytrzyma tę burzę?

Pstryk, Nintendo Switch!

Nintendo znów jest na fali. Najpierw Pokemon Go (który tak naprawdę nie do końca był Nintendo), potem Super Mario Run, a teraz nowa konsola. Zapowiadane na kolejną, po Nintendo Wii i WiiU, rewolucje - Nintendo Switch okazało się czymś pośrednim między konsolą przenośną, a stacjonarną. Można bawić się nią bowiem zarówno mobilnie, i to w 2 osoby (dzięki odłączanym od „tabletu” kontrolerom), jak w domowym zaciszu, na telewizorze, korzystając ze specjalnej stacji dokującej.

I choć innowacyjności temu rozwiązaniu odmówić nie sposób, to jednak mam wrażenie, że w obecnych czasach to trochę za mało by przyciągnąć tłumy graczy. Nie mówię tu o fanach Nintendo, bo  Ci łykną wszystko co im wielkie „N” podsunie. Wiem, bo sam to przeżywałem przez ostatnie 20 lat.

W tym czasie przez moje ręce przewinęło się między innymi Nintendo 64, Gamecube, 3DS, Wii i WiiU, za każdym razem skutecznie drenując portfel, gdy tylko na widoku pojawiła się jakaś perełka. I wiecie co? Nie żałuje ani jednej wydanej złotówki, bo gry Nintendo to klasa sama w sobie. Tak świeżych pomysłów na rozgrywkę nie znajdziecie na żadnych innych platformach. 

Nintendo Switch - gracze Nintendo

Kłopot w tym, że w dobie coraz wydajniejszych smartfonów przenośna konsola, którą można podłączyć do TV (dla lepiej wyglądających gier), nie jawi się jakoś szczególnie atrakcyjnie. A już z pewnością nie jest to objawienie pokroju Nintendo Wii, w którym z miejsca zakochały się miliony.

Nintendo Switch - konsola przenośno-stacjonarna

Powiecie pewnie – zaraz, zaraz, przecież to gry stanowią o sile danej platformy, a sam mówiłem, że tych od Nintendo, pod względem grywalności, nie da się porównać z niczym innym. A i owszem, tylko że na starcie Switch nie ma za bardzo czym się pochwalić. 

Jedyna prawdziwa perełka - The Legend of Zelda: Breath of the Wild, jak wielkim hitem by nie była, sama nie udźwignie tej premiery. Szczególnie, przy cenie gry sięgającej niemal 250 zł i niemałej kwocie, którą trzeba będzie położyć za samą konsolę. O dodatkowych akcesoriach już nawet nie wspominam. 

I to wszystko za sprzęt mobilny o dość ograniczonych możliwościach, i to zarówno graficznych, jak i funkcjonalnych. Próżno w niej bowiem szukać takiego choćby Netflixa, streamingu gier na Twitcha i Youtube’a, modnego obecnie HDR’u czy też nawet prostego systemu osiągnieć (to wciąż niepewne).

Nintendo Switch - The Legend of Zelda: Breath of the Wild

Niektórzy powiedzą, że grafika w grach nie jest najważniejsza, a konsola ma być przede wszystkim konsolą, a nie kombajnem multimedialnym. Ale skoro tak to czy tego typu zabawy nie oferują nam już  posiadane przez nas smartfony? 

Jasne, oprawa wizualna oferowana przez Nintendo Switch stoi na znacznie wyższym poziomie. I to już w trybie przenośnym. Daleko jej jednak do tego co oferuje Playstation 4 czy Xbox One. 

W sieci pojawiły się co prawda spekulacje jakoby ujawniona specyfikacja techniczna, z czterordzeniowych układem NVIDIA Tegra ARM Cortex-A57 opartym na architekturze Maxwell, była fałszywa, bo Nintendo w tajemnicy szykuje dla Switcha Pascala. Oznaczałoby to znaczne zwiększenie możliwości konsolki. 

Moim zdaniem jednak wszystkie te rewelacje brzmią trochę jak zaklinanie rzeczywistości. Japoński gigant od zawsze podkreślał, że nie ma zamiaru ścigać się na teraflopy. Poza tym jaki cel miałoby ukrywanie takiego asa w rękawie gdy zamierza się podbić rynek, a na karku siedzą nerwowi inwestorzy.

Ponoć nie można stawiać Nintendo Switch obok Playstation 4 czy Xbox One, bo zupełnie inny sprzęt. Przynajmniej tak twierdzą zagorzali fani wąsatego hydraulika. Zgodziłbym się z tym, gdyby Nintendo trzymało się tylko autorskich produkcji, a przecież ich nowa konsola ma otrzymać wsparcie szeregu mniejszych i większych deweloperów. 

Dzięki temu na Nintendo Switch mamy zobaczyć porty Skyrima, Steep, nowej FIFY czy Minecrafta.  A to nie koniec, bo lista partnerów, którą chwali się japoński gigant, cały czas się wydłuża. 

Skyrim na Nintendo Switch

Pytanie tylko jak długo ten trend się będzie utrzymywał, bo jeśli dobrze pamiętam, podobnie było w przypadku Wii – najpierw branżowe tuzy rozwodziły się nad niesamowitością tej konsoli zapowiadając kolejne tytuły, a potem jeden po drugim odpadały, gdy sprzedaż okazywała się marna. Mam spore obawy, że teraz może być podobnie.

Dlaczego? Bo wszystko w Nintendo Switch wydaje się jakieś takie niedopowiedziane.  Nie ustające spekulacje wokół specyfikacji technicznej, spore widełki jeśli chodzi o czas pracy na baterii (od 2 do 6h), brak informacji czy konta z 3DS i WiiU da się powiązać z nową konsolą czy nie do końca jasna sytuacja z płatną usługą sieciową (co dokładnie będzie obejmować) to tylko kilka tego przykładów. A przecież do premiery zostało nieco ponad miesiąc.

Jeszcze większe wątpliwości nachodzą mnie gdy czytam o „bonusach”, które na wzór Xbox Live Gold czy PS+ mają być dodawane do płatnego abonamentu. Wiem, wiem, to rzecz niesłychana dla graczy pecetowych, ale na konsolach już się przyjęło. Nie za bardzo rozumiem tylko podejście Nintendo do tego tematu, bo zamiast w miarę nowych tytułów na Switchu "dostaniemy" jedną bądź dwie gry retro z NES lub SNES. "Dostaniemy", ale tylko na miesiąc.

Tak, tak, na miesiąc. A co potem? Nic, gra znów stanie się na nas dostępna, o ile za nią zapłacimy. Przyznacie chyba, że to trochę biednie wygląda. Taka wersja demo produkcji retro na „podkręcenie apetytu”.

Jak dla mnie osobiście wszystko to przemawia na niekorzyść Nintendo Switch. I choć mocno cieszyłem się na jej nadejście tak teraz mój entuzjazm mocno osytygł. Szczególnie, że pamiętam równie szumne początki Wii i WiiU. Wiadomo jak się to później skończyło. Widać jednak, że graczy zupełnie to nie zraża, bo wystarczyły 2 godziny by wyczerpać pulę zamówień przedpremierowych na Nintendo Switch w Amazonie i w innych zagranicznych sklepach internetowych. 

Co więcej, analitycy już przewidują 40 mln sprzedanych konsol do końca 2020 roku. To dużo. Bardzo dużo jeśli za wyznacznik sukcesu przyjąć wyniki osiągnięte przez konkurencyjne konsole – Playstation 4 i Xbox One. Dla przypomnienia, na początku stycznia 2017 roku Sony pochwaliło się, że od dnia premiery PS4 sprzedało się „już” w ilości 50 mln egzemplarzy.

Cóż, zapewne tak działa magia Nintendo….i Splatoon 2, Mario Kart 8 Deluxe, Super Mario Odyssey, Xenoblade Chronicles 2  i całej masy gier retro. Ale tak swoją drogą, jak długo można jechać na nostalgii?

Nintendo Switch - Super Mario Odyssey
Wybrane dla Ciebie
NIE WYCHODŹ JESZCZE! MAMY COŚ SPECJALNIE DLA CIEBIE