Nowy MacBook Pro to raczej komputer stacjonarny (i niekoniecznie do biznesu)

To prawdopodobnie największa wpadka Apple od lat. Słowom krytyki nie ma końca, ale trudno się temu dziwić.

Image

Nowy MacBook Pro – nie inaczej zresztą jak w przypadku poprzednich generacji – to laptop promowany przez Apple jako doskonały sprzęt mobilny przeznaczony przede wszystkim do zastosowań biznesowych. Okazuje się jednak, że ani zastosowania biznesowe, ani też mobilność nie są jego mocnymi stronami. I choć nie zamierzamy pastwić się nad czymś, co bez wątpienia można nazwać jedną z największych ostatnio wpadek giganta z Cupertino, to niestety lub stety jest to bardzo wdzięczny temat, a czasem nie warto milczeć. Na wstępie jednak trzeba podkreślić: tekst nie jest (wyłącznie) opinią autora, lecz streszczeniem komentarzy, od których sieć dosłownie pęka w szwach.

Jedno słowo i wszystko jasne: przejściówki

Najbardziej kontrowersyjną decyzją Apple było wyeliminowanie większości portów z nowego MacBooka Pro. W efekcie, chcąc cieszyć się możliwością podpięcia przewodu Ethernet, urządzenia z USB-A, karty pamięci SD czy też monitora lub projektora VGA albo HDMI, należy liczyć się ze sporym wydatkiem. Trzeba bowiem kupić przejściówkę, a właściwie przejściówki, których komplet był początkowo wyceniony na 1285 zł. Początkowo, ponieważ Apple przygniecione krytyką zdecydowało się jednak na obniżenie cen. Wciąż jednak zakup poszczególnych adapterów to koszt co najmniej 100 złotych. 

Ceny przejściówek to jednak w sferze biznesowej mały problem. Zdecydowanie większym jest sam fakt konieczności noszenia tychże przejściówek ze sobą. Co bowiem z tego, że nowy MacBook jest cieniutki, leciutki i ultramobilny, skoro wraz z nim taszczyć musimy torbę adapterów. Te potrzebne są nawet po to, by podpiąć pendrive’a. Tym samym jedna z największych zalet przenośnych komputerów brzmi tutaj raczej jak żart. 

Problem goni problem

Youtuber Louis Rossmann opublikował niedawno 2,5-godzinny materiał wideo, w którym dokładnie przyjrzał się nowemu MacBookowi. Pochwalił między innymi bardzo dobry touchpad oraz nieźle grające głośniki. Na tym jednak plusy się kończą. Oberwało się przede wszystkim słabej wydajności (szczególnie jak na tę półkę cenową). Najciekawiej (choć może niekoniecznie jest to najbardziej odpowiednie słowo) przedstawiają się jednak liczne problemy laptopa.

Kilka przykładów z brzegu: podłączenie mikroskopu = wyłączenie Wi-Fi; podłączenie dwóch urządzeń przez hub = brak energii dla jednego z nich; podłączenie przewodu HDMI = migotanie obrazu; uruchomienie nieco bardziej wymagających aplikacji = wzrost temperatury nawet powyżej 80 stopni Celsjusza. Jeśli chcecie zobaczyć więcej takich smaczków, obejrzyjcie wideo poniżej:

Słowem podsumowania

Wygląda na to, że biznesowy laptop MacBook Pro w rzeczywistości swoją charakterystyką przypomina komputer stacjonarny. Jego mobilność stoi pod ogromnym znakiem zapytania, szczególnie ze względu na przejściówki. Migotanie obrazu przy połączeniu przez HDMI również nie napawa optymizmem. Do tego dochodzi jeszcze kiepska wydajność i przegrzewanie się, które w zastosowaniach profesjonalnych nie powinny mieć miejsca. Szkoda, tym bardziej że poprzedni MacBook Pro był konstrukcją więcej niż udaną. 

Źródło: The Verge, The NextWeb, Reddit, YouTube (Louis Rossmann)

Wybrane dla Ciebie
ZACZEKAJ! ZOBACZ, CO TERAZ JEST NA TOPIE