Nowy pomysł na abonament RTV? Wywrócić wszystko do góry nogami

Nie zarejestrujesz, znaczy że masz telewizor. Prezes zarządu TVP, Jacek Kurski, chce, by rejestrować trzeba było brak telewizora.

Image

„Jak poprawić ściągalność abonamentu radiowo-telewizyjnego?” – to pytanie zdają się zadawać sobie władze TVP i władze państwa od wielu już lat. Propozycji było już kilka, ale jak dotąd żadna nie zdała egzaminu. Ostatnia zaś – zamiana na powszechną opłatę audiowizualną – okazała się niezgodna z prawem i trzeba się było z pomysłu wycofać, zanim w ogóle wprowadziło się go w życie. Nasze władze, a konkretnie Jacek Kurski we własnej osobie ma nową koncepcję.

Koncepcja polega na wywróceniu wszystkiego do góry nogami. O co chodzi? Obecnie jest tak, że obywatel posiadający w swoim domu działający odbiornik telewizyjny lub radiowy musi pójść na pocztę i go zarejestrować (ma na to 14 dni od daty kupna). Z tego ostatniego obowiązku niewielu się jednak wywiązuje, o czym najlepiej świadczy fakt, że około 10 mln gospodarstw domowych korzysta z platform satelitarnych lub kablowych, a tylko 2,5 mln ma zarejestrowany odbiornik. 

Pomysłem Jacka Kurskiego na uzdrowienie systemu jest więc wprowadzenie obowiązku rejestracji braku odbiornika. Tak, dobrze czytacie. Z założenia więc każdy ma być posiadaczem telewizora, a tylko brak odbiornika będzie trzeba zgłaszać na poczcie. Taki wniosek byłby natomiast weryfikowany (to zaś ma odstraszyć nieuczciwych obywateli, chcących się wymigać od płacenia obowiązkowego abonamentu). Kontrola zakończona wykryciem oszustwa (także już dzisiaj) może natomiast zakończyć się karą grzywny w wysokości 681 złotych.

Jacek Kurski chce także obniżenia abonamentu do poziomu 12-15 złotych miesięcznie. Dzięki poprawie ściągalności, budżet narodowych mediów ma jednak każdego roku zyskiwać 2 miliardy złotych. To – zdaniem prezesa zarządu TVP – wystarczająca rekompensata za ograniczenia względem komercyjnych nadawców, takich jak Polsat czy TVN, a konkretnie: braku możliwości emitowania reklam w trakcie programów ani pobierania opłat za obecność w pakietach satelitarnych i kablowych.

Pozostaje tylko pytanie, czy nie istnieje przypadkiem różnica pomiędzy płaceniem za usługę, którą się dobrowolnie zamówiło, a uiszczaniem abonamentu za produkt, którego się nie chce. Patrząc po opiniach w sieci, większość osób taką różnicę dostrzega. Pan Kurski jednak – jak widać – nie.

Źródło: Gazeta, Radio Zet, Money

Wybrane dla Ciebie
MOŻE JESZCZE JEDEN ARTYKUŁ? ZOBACZ CO POLECAMY