Afera związana z ujawnieniem przez Edwarda Snowdena, tajnego amerykańskiego programu szpiegowskiego PRISM odbiła się na całym świecie szerokim echem. Sprawiło to, że znacząco ucierpiało zaufanie do dużych dostawców usług internetowych z USA, a także do samych władz. Jak się jednak okazuje, skala inwigilacji może nie być taka wysoka, jak zapowiadano. Z opublikowanego przez agencję NSA dokumentu wynika, że monitorują oni jedynie 1,6% ruchu w internecie.
Niedawno w Stanach Zjednoczonych odbyła się konferencja prasowa prezydenta USA, na której stwierdził, że władze dokładnie kontrolują działania agencji wywiadowczych, a także od jakiegoś czasu planowały ujawnić bardziej szczegółowe informacje odnośnie skali filtrowanych przez nie danych.
Chociaż z wystąpieniem prezydenta USA w zasadzie trudno polemizować, to jednak jedna kwestia budzi małe kontrowersje. Otóż wynika z niego, że politycy znali skalę działań NSA, a jednak jak zapewniała część kongresmenów po wybuchu afery PRISM, byli oni zaskoczeni działaniami, jakie prowadzą agencje wywiadowcze, a dopiero po nadzwyczajnym posiedzeniu komisji bezpieczeństwa narodowego, poznali część istotnych faktów.
Po posiedzeniu, jak zapewniała w mediach kongresmen Loretta Sanchez, wszyscy byli niemalże przerażeni tym, co usłyszeli na spotkaniu, a to, co ujawnił Snowden to zaledwie wierzchołek góry lodowej. W ostatnim czasie głośno było także o zamknięciu serwisu Lavabit, z którego korzystał Edward Snowden z uwagi na wysoki poziom szyfrowania danych.
Wracając jednak do głównego tematu, agencja NSA ujawniła niedawno dokumenty opisujące działania agencji wywiadowczych – oczywiście te, które można było ujawnić. Jak się okazuje, zdaniem NSA każdego dnia w sieci pojawia się 1826 petabajtów danych, z czego ich agencja kontroluje jedynie 1,6%. Dodatkowo jedynie 0,025% spośród wspomnianych 1,6% danych zostaje zakwalifikowana do sprawdzenia, a jedynie 0,00004% jest faktycznie sprawdzanych.
Z informacji przekazanych przez NSA wynika, że co prawda agencje wywiadowcze szpiegują użytkowników sieci, to jednak skala tego zjawiska jest niewielka, a w zasadzie niemalże marginalna. Jednak jak wskazuje wielu ekspertów, informacje opublikowane przez NSA wcale nie muszą być wiarygodne, otóż mogą one dotyczyć tylko i wyłączenia jawnych programów pozyskiwania informacji, bez uwzględniania tych utajnionych jak PRISM, czy nawet Xkeyscore.
Jak jest faktycznie? Zapewne prędko się nie dowiemy.
Źródło: NSA, Engadget, Dziennik Interneutów, blogs.walkerart (foto), dailywires (foto)