Geneza Obcego
Wygląd zewnętrzy? Kompozycja licznych, ludzkich fobii – humanoidalna sylwetka, brak oczu, masywny ogon zakończony żądłem, proces przepoczwarzania się na wzór owadów, żrąca substancja płynąca w żyłach i lepka ślina, zwiększająca swoją gęstość zaraz po opuszczeniu organizmu. Wysokość - od 7 do 8 stóp, masa dochodząca do nieco ponad 180 kilogramów – oczywiście w przypadku egzemplarza stworzonego na bazie ludzkiego nosiciela, ale też nie Królowej, bo te z czasem potrafią osiągać nawet i 30 metrów wysokości. Do tego sposób rozmnażania ocierający się o oralny gwałt, ale i też żerujący na strachu przed ciążą. Głównie męskim strachu.
Każdy, kto ostatnie 35 lat nie spędził gdzieś w górach Afganistanu, z pewnością wie, do czego najlepiej podczepić jest powyższy opis. Alien, Obcy bądź też Ksenomorf (z gr. kseonos + morphe – obcy kształt), to w dniu dzisiejszym jedna z najbardziej rozpoznawalnych ikon popkultury pozaziemskiego pochodzenia. Często opisywany jako organizm idealny, w ciągu kilku ostatnich dekad w zbiorowej świadomości zapisał się jako nieustępliwa, bezlitosna i inteligenta bestia, na nasze szczęście funkcjonująca wyłącznie w obrębie filmów, książek oraz komiksów. No i gier, którym już za chwilę dogłębnie się przyjrzymy.
Zanim jednak to nastąpi, opis historii Obcego (growej lub niegrowej) po prostu nie może obejść się bez wyróżnienia prawdziwego ojca kultowej maszkary. Bo choć w „Alienowym” uniwersum prawdziwa geneza budzącego postrach Ksenomorfa po dziś dzień nie jest do końca znana, w naszym świecie, idea tego nieustępliwego drapieżnika narodziła się w roku 1977. To właśnie wtedy światło dzienne ujrzał Necronomicon, a więc zbiór prac szwajcarskiego malarza surrealistycznego, Hansa Rudolfa Gigera. I to właśnie na jego kartach Ridley Scott zobaczył gwiazdę swojego przyszłego megahitu.
Czy też dorastający Giger faktycznie lubił oddawać się za młodu swoim pasjom, m. in. w postaci konstrukcji sztyletów w jednym z pokojów swojego rodzinnego domu, który to zupełnie przypadkiem pozbawiony był okien (pokój, nie cały dom) – wnikać już nie będę. Nie dziwię się jednak, iż takie historie dla wielu stanowią bardzo wygodne wytłumaczenie źródła inspiracji jego mrocznych i raczej nieszablonowych prac, najczęściej prezentujących post-apokaliptyczną przyszłość bez nadziei. W niej, poza dominacją tworzyw sztucznych i stali, jest też człowiek – zniewolony przez technologię i żyjący z nią w na swój sposób odpychającej symbiozie, dając tym samym początek biomechanicznej idei życia w przyszłości.
Nie dziwota zatem, iż potencjał tego designu w pełni wykorzystać postanowili twórcy nadchodzącego wówczas Aliena, na terenie naszego kraju znanego szerzej jako Ósmy Pasażer Nostromo. Iskra pojawiła się w momencie, w którym to Daniel Thomas O’Bannon – przyszły jeszcze autor scenariusza do wspomnianego filmu – spotkał się z Gigerem na planie filmu Diuna. Artysta nie omieszkał wówczas zaprezentować swoich prac lubującemu się w horrorach scenarzyście, a te już same zrobiły za niego resztę roboty. W finale historii, Diuna pozwoliła O’Bannonowi na uzyskanie statusu bezdomnego, a gdy spłukany artysta zaczął pisać pierwszy skrypt do Obcego sypiając na kanapie u swojego przyjaciela, dobrze wiedział już, kto będzie projektować gwiazdę jego nadchodzącego show.
Do tej idei z równie wielkim entuzjazmem podszedł później sam Scott, z miejsca wybierając zaprezentowanego powyżej Necronoma IV jako główną bazę dla ostatecznej wersji Obcego. W ten sposób, po lekkich modyfikacjach w postaci usunięcia oczu czy członka z końca głowy, powstał Alien, jakiego znamy do dziś dzień. Chociaż może nie do końca, bo ewolucja opisywanej poczwary nie zakończyła się na pierwszym filmie z jej udziałem. Wartą odnotowania zmianą jest pomysł Gigera z roku 1990, by na potrzeby trzeciej części filmu stworzyć bardziej agresywną, poruszającą się wyłącznie na czterech kończynach, niemal zwierzęcą formę Obcego. Nowy Alien w oczach autora miał być bardziej zgrabny i elegancki, na swój sposób przywodząc na myśl polującą, czarną panterę. Giger bardzo intensywnie oddał się temu projektowi, twórcom trzeciej części filmu prezentując nie tylko szkice w skali 1:1, ale i również kompletną rzeźbę. Każda z tych prac została jednak odrzucona, a na srebrnym ekranie fani ujrzeli projekt stworzony przez panów Woodruffa i Gillisa, a więc pracowników Amalgamated Dynamics, Inc. – firmy specjalizującej się w produkcji efektów specjalnych. To, że kilka osób obraziło się wtedy na siebie pisać mi już raczej nie trzeba. Ot, cena romansu z Hollywood.
Tak czy inaczej, ojciec wizualizacji wielu elementów świata Obcego jest tak naprawdę tylko jeden. Giger na potrzeby rosłego uniwersum nakreślił bowiem nie tylko wygląd ostatniej formy Aliena, ale i również nie mniej słynnego Facehuggera czy Chestburstera, a więc dopiero co wyskakującą z klaty nosiciela, wężową formę Obcego. Entuzjaści jego stylu z pewnością docenią również zaprojektowany przez rękę mistrza stojak na mikrofon dla wokalisty zespołu Korn, unikatową serię gitar Ibanez, czy też otwarte przez niego bary, których to dwóch reprezentantów odwiedzać można do dziś dzień. I to na swój sposób smutne, że lwia część świata o wkładzie artysty w proces kreacji tej chyba najstraszniejszej z pozaziemskich istot dowiedziała się głównie za sprawą jego śmierci, mającej miejsce 12 maja bieżącego roku.
Nie tylko filmy, czyli Obcy w grach
Co ciekawe, dorobek Hansa Rudolfa Gigera, za pomocą którego utalentowany i niewątpliwie oryginalny artysta żyć może już wiecznie i zasiada w Science Fiction and Fantasy Hall of Fame od roku 2013, obejmuje także branżę grową. Kto kojarzy dzisiaj jeszcze Cyberdreams (I Have No Mouth, and I Must Scream), ten z pewnością miło wspomina rok 1992 i wydany wtedy przez nich Dark Seed – a więc mroczny, psychologiczny horror w konwencji gry przygodowej z gatunku point’n’click, „ilustrowany” ręką samego ojca Obcego. To właśnie za sprawą H.R. Gigera Dark Seed dał się zapamiętać jako jedna z pierwszych przygodówek wykorzystujących grafikę w wysokiej rozdzielczości (640 x 400 pikseli, które Giger wymagał), uzyskał status jednej z najstraszniejszych gier w historii i dwa lata później dorobił się nie gorszej kontynuacji.
Jeśli chodzi zaś o Obcego i gry z jego udziałem – cóż, tu historia jest nieco bardziej skomplikowana. Przekrój tej pełnej wzlotów i upadków podróży prezentujemy Wam poniżej, z listy prawie 40 tytułów opatrzonych logo Obcego (z okazyjnymi występami Predatora) wybierając te najlepsze, najciekawsze i… najgorsze. Do której z wymienionych kategorii załapie się ogrywany właśnie przez nas Obcy: Izolacja – tego dowiedzcie się już wkrótce, w pełnej recenzji wspomnianego tytułu. Tymczasem, zabawmy się w małą podróż w czasie.
Alien vs Predator
Data premiery: 1994
Platforma: CPS-2 (automat do gry)
Naszą listę najciekawszo-najlepszo-najgorszych gier z udziałem Obcego otwieramy produkcją na wskroś dla tej postaci nietypową. Stworzony wyłącznie dla automatów Alien vs Predator z roku 1994 to bowiem chodzona bijatyka 2D, w której przy pomocy dwóch dostępnych Predatorów i ludzkich wojowników pierzemy mordy dziesiątek Ksenomorfów biegających po ulicach San Drad, stanu Kalifornia. Brzmi jak szaleństwo i tak też wygląda, jednak w żadnym wypadku nie klasyfikuje tej produkcji jako jednej z najgorszych. Ciekawa i świetna? Jak dla mnie – na pewno!
Alien vs Predator
Data premiery: 1994
Platforma: Atari Jaguar
Tytuł ten sam, rok wydania również – platforma i dostępna na nią gra zupełnie jednak inna. Stworzona przez Rebellion produkcja nie była bowiem bijatyką 2D, a FPS’em z krwi i kości, oddającym nam w ręce postać Obcego, niestrudzonego Łowcy – Predatora i malutkiego w tym zestawieniu Colonial Marine. I o ile rozgrywka pochodzącymi z kosmosu istotami była raczej średnia, horror serwowany przez błądzącego po korytarzach żołnierza był już pierwszorzędny. Ponadto, gra cechowała się niesamowicie wysokim poziomem trudności. Samo znalezienie karabinu było wydarzeniem nie z tej ziemi, a amunicja zdecydowanie nie walała się po kątach. W próbie obcowania z tym tytułem chociażby od zaraz przeszkadzać może jednak oprawa audiowizualna, dość odstająca od dzisiejszych standardów. Ale drzewiej – grało się.
Aliens vs Predator
Data premiery: 1999
Platforma: PC
Chociaż „jaguarowe”, potrójne zmagania Obcych, ludzi i Predatorów ukazały się wcześniej, konflikt ten w przypadku większości z graczy kojarzy się dopiero z wydanym w roku 1999 Aliens vs Predator. I trudno się dziwić, bo gra naprawdę zawojowała, kończąc ze średnią ocen rzędu 84% na GameRankings. Chwalono ją głównie za dopracowaną i zróżnicowaną rozgrywkę oraz świetne zbalansowanie postaci, a w roku 2010 AvP doczekał się nawet odświeżenia w formie edycji 2000 Classic. Ba – sami twórcy udostępnili fanom kod źródłowy, by ci bez krępacji mogli już dbać o swoje dzieciątko i modyfikować, ile tylko dusza zapragnie. Klasyk i niesamowity sukces, w dwa lata później zastąpiony już nie tak wspaniałą kontynuacją.
Alien Trilogy
Data premiery: 1996
Platforma: PlayStation, Sega Saturn, MS-DOS
Nie był rewolucyjny, brakowało mu porządnej narracji a miejscami zbyt wiele podkradał od Dooma – mimo to, Alien Trilogy wciąż wspominam jednak jako jeden z najlepszych shooterów mojego dzieciństwa. I chociaż oczy sporo mydli mi teraz sentyment i fakt, że w dniu jego premiery miałem sześć lat (przez co zdecydowanie nie powinienem był w niego grać i trząsłem portkami na każdym kroku), średnia ocen oscylująca na poziomie 77% udowadnia, iż Alien Trilogy nieźle bronił się nie tylko w oczach odkrywającego gry, przyszłego ucznia podstawówki. Do dziś dzień klimat w nim tak gęsty, że siekierą można kroić.
Aliens vs Predator: Extiction
Data premiery: 2003
Platforma: PS2, Xbox
Obcy kontra Predator jako RTS? I to wyłącznie na konsole? Chyba nawet z aktywowanym trybem niepoprawnego optymisty nie powiedziałbym, że „może coś z tego wyjdzie”. Co prawda tytuł dorobił się średniej w okolicach 66 % i w najlepszym przypadku całkiem znośnie przepisywał założenia uniwersum na płaszczyznę gry strategicznej, jednak kilka dodatkowych miesięcy w produkcji zdecydowanie wyszłoby mu na dobre. Wciąż, pomimo braku ostatecznych szlifów (i mojego umiarkowanego entuzjazmu względem tego tytułu), Extiction znalazł rzeszę swoich oddanych fanów. Jednak czy poza nimi ktoś o tej grze jeszcze dzisiaj pamięta?
Alien Resurrection
Data premiery: 2000
Platforma: PlayStation
Podobnie jak i w przypadku Trylogii Obcego, moją drugą przygodę z Ksenomorfem na PlayStation wspominam bardzo ciepło. Może również i w tym miejscu nie wnikajmy jak wiele z tych wspomnień znajduje się obecnie za gęstą mgłą i nie zerkajmy na średnią ocen, przez które to planowany port na PC nigdy się nie ukazał. Ważne, że jako jedna z pierwszych gier Rezurekcja nauczyła mnie korzystać z obydwóch analogów jednocześnie (jeden do poruszania się, drugi do obracania kamerą), co dzisiaj może w temacie sterowania jest już standardem, wtedy jednak – to było coś. I tak swoją drogą, Alien Resurrection to jeden z tych nielicznych przypadków, w których gra na kinowej licencji okazuje się być lepsza od samego pierwowzoru. Powiedzmy, że spóźniona o 3 lata data premiery nie ma z tym nic wspólnego.
Aliens vs Predator
Data premiery: 2010
Platforma: PC, PS3, Xbox 360
Chyba pierwszy mój przypadek autentycznego nagrzania się na tytuł z serii AvP i z miejsca pierwszy… może nie do końca zawód, ale też i nie euforia. Kuty w pocie czoła przez twórców pierwowzoru Aliens vs Predator z roku 2010 niestety nie dorósł do oczekiwań ciągle bawiących się oryginałem fanów. Może i nie stanowił takiej wtopy jak wydany 9 lat wcześniej Aliens vs Predator II: Primal Hunt i sprzedał się naprawdę nieźle, to fakt. Ciągle jednak wielu miłośników klasycznego starcia słynnego już trio niesmak w ustach czuje do dziś. Z potrójnej kampanii ponownie najlepiej broniła się jeżąca włos na plecach wyprawa ludzkim Marine, w chwilę później nudząc nas na śmierć Predatorem i Obcym o raczej niewykorzystanym potencjale. Tryb rozgrywki wieloosobowej również pozostawiał wiele do życzenia, głównie ze względu na dość umowne zbalansowanie każdej z trzech występujących tu „ras”.
Aliens Infestation
Data premiery: 2011
Platforma: Nintendo DS.
Po szlaku przetartym przez Obcego-bijatykę raczej nic was już nie zaskoczy – dlatego też z przyjemnością przedstawiamy wam Obcego z konsoli Mario i spółki, w dodatku czerpiącego z rozgrywkowego dorobku takich serii jak Castlevania i Metroid. Najciekawszym elementem Aliens Infestation zdecydowanie była jednak możliwość personalizacji naszego oddziału, jak i widmo permanentnej śmierci każdego z żołnierzy, jeśli tylko nasze dowódcze umiejętności okazały się być niewystarczające. Między innymi dlatego tę nie tak odległą pod względem premiery produkcję sprawdzić dzisiaj warto, a jej całkiem pozytywny odbiór (77%), chyba najlepiej o tym świadczy.
Aliens: Colonial Marines
Data premiery: 2013
Platformy: PC, PS3, Xbox 360
Jest i on. Najczarniejsza, bo najmłodsza owca w rodzinie, pierwszy, bo najnowszy do bicia. Nie ma co ukrywać – na barkach Aliens: Colonial Marines spoczywała kompletna nadzieja wszystkich fanów growej wersji Obcego na przywrócenie jej dawnej świetności i jak widać, był to ciężar nie do uniesienia. Zdarzyło się, że ktoś w swej opinii na temat gry pochwalił jej ścieżkę dźwiękową, design poziomów czy dostępne uzbrojenie, szybko jednak umiarkowane pochwały deptane były przez hordy „nieco” bardziej negatywnych opinii. Przekłamana przez kampanię reklamową oprawa graficzna, kiepskie A.I., jeszcze gorszy tryb kooperacji i liczne błędy – to główni i najczęściej pojawiający się reprezentanci listy zarzutów wobec tej produkcji. Można powiedzieć, iż szok związany z odbiorem Colonial Marines na zawsze pogrzebał nadzieje fanów na powrót co najmniej dobrej gry osadzonej w uniwersum Obcego. Bo jeśli ten, tak cudownie zapowiadający się projekt nie przyniósł oczekiwanych efektów, cóż przyniesie?
Przed Obcym: Izolacją stoi więc naprawdę trudne zadanie. Czy uda mu się przekonać do siebie graczy? Z drugiej strony, najnowsza gra z Ksenomorfem i córką Ripley w roli głównej zdaje się podążać zupełnie inną ścieżką niż zdradziecki Marine, o czym pisaliśmy już przy okazji zapowiedzi Izolacji. Czy jednak ta droga nie okaże się być w finale zwodnicza, dowiecie się już wkrótce – z naszej recenzji tego niewątpliwie intrygującego tytułu.