Oledyzacja postępuje: LG, Sony w górę, Samsung pikuje

Jeżeli duże koreańskie media trąbią o olbrzymich zmianach na rynku telewizorów, to coś rzeczywiście musi być na rzeczy.

Oledyzacja postępuje: LG, Sony w górę, Samsung pikuje

Na początku pragnę zwrócić uwagę, że poniższy artykuł nie dotyczy całego rynku telewizorów, lecz tylko jego dwóch sektorów: premium i ultra premium. Błędem byłoby zatem wyciąganie pochopnego wniosku o detronizacji lidera telewizorowego rynku, bowiem mowa jest tylko o zmianach w sektorze telewizorów drogich i najdroższych.

Moją analizę podzieliłem na dwie części: fakty i komentarz do nich. Zacznijmy zatem od faktów.

Fakty

Wszystkie dane podaję za Korea Herald, agencją Yonhap oraz firmą IHS.

Udziały w rynku telewizorów „premium” w cenie 6000-10000 zł

Udziały w rynku telewizorów „ultra premium” w cenie powyżej 10000 zł

Dane statystyczne wykazują, że:

Na 100 telewizorów w cenie kilkunastu lub kilkudziesięciu tysięcy złotych, aż 75 to modele LG lub Sony, a tylko 11 ‒ Samsunga.

Jak duża jest to zmiana świadczą dane za rok 2015, w którym to okresie Samsung miał niemal 58% (!) udziału w rynku telewizorów ultra premium, a LG niecałe … 18%. Nie ulega zatem wątpliwości, że zmiany są ogromne. Co jest ich powodem? Analitycy twierdzą, że:

Dominacja Samsunga w sektorze premium zakończyła się z powodu agresywnej promocji telewizorów OLED.

Komentarz

Jak widać z obu wykresów, najwięcej stracił Samsung, a najwięcej zyskało Sony. Swój sukces w bieżącym roku japońska firma zawdzięcza przede wszystkim świetnym produktom. Takie modele jak 55XE9005 czy 55XE9305 stanowią nadal niepokonane wzorce telewizorów 4K HDR w swojej klasie cenowej. Podobnie telewizory OLED z serii A1 ‒ mimo iż wykorzystują wyświetlacze od LG, wnoszą trzy innowacje, których nie znajdziemy u rywali: oryginalną niepowtarzalną, stylistykę obudowy, promieniowanie dźwięku poprzez pobudzanie do drgań powierzchni ekranu oraz, najważniejszą z nich - niezwykle czyste i wolne od szumów odwzorowanie bardzo ciemnych gradientów leżących w pobliżu czerni. To ostatnie osiągnięto dzięki wieloletniemu doświadczeniu w projektowaniu i produkcji profesjonalnych monitorów studyjnych OLED, na przykład BVM-X300. Ten referencyjny monitor wprawił niedawno w zachwyt znanego testera Vincenta Teoh (czytaj: ti-o). Przetestował on wszystkie flagowe telewizory OLED na rok 2017, lecz żaden z nich (nawet Sony A1) nie równał się z monitorem Sony. Teoh wie co mówi i nie jest skłonny do przesady, tak więc nie mija się z prawdą gdy w tytule filmu pisze „The Most BEAUTIFUL Picture Quality I've Ever Seen!!!”. Po naszemu oznacza to dosłownie:

NAJPIĘKNIEJSZA jakość obrazu, jaką kiedykolwiek widziałem

Film, w którym Teoh opisuje swoje wrażenia po teście profesjonalnego OLED-a Sony możecie zobaczyć poniżej (w języku angielskim):

OLED OLED-owi nierówny

Decydując się na OLED-a należy pamiętać, że każdy z producentów tego typu telewizorów ma w zanadrzu coś specjalnego. OLED-y LG mają najbardziej atrakcyjne ceny, najniższe opóźnienie sygnału (input lag) oraz są najjaśniejsze – co jest bardzo ważne przy oglądaniu materiałów HDR. OLED-y Sony są najmniej zaszumione, tj. oferują najczystszy obraz i mają świetną płynność ruchu wolną od mikrozacięć trapiących niektórych rywali. Z kolei OLED-y Panasonica (jak np. 65EZ1000E) oferują najlepsze odwzorowanie barw w ustawieniach fabrycznych i największe możliwości w zakresie profesjonalnej kalibracji. A taki na przykład Philips 55POS9002 ma bardzo dobrze skalkulowaną cenę no i oczywiście system Ambilight, tak ceniony przez niektórych użytkowników.

W związku z tym, nic dziwnego, że mając do wyboru, z jednej strony, 55-calowego OLED-a LG z serii B7 (OLED55B7V) z jego absolutną czernią, nieskończonym kontrastem oraz nieblednącymi pod kątem kolorami, a z drugiej strony 55-calowy telewizor LCD Samsunga z serii Q7 (55Q7F) z kontrastem nie tylko nieporównywalnym do OLED-a, lecz także dużo niższym niż w ubiegłorocznych telewizorach SUHD, klienci decydują się na telewizor z wyświetlaczem organicznym. Dzieje się tak w sytuacji gdy LG 55B7 można już kupić w cenie poniżej 8000 złotych, a QLED-a za około 6500 złotych. Klienci dobrze wiedzą, że żaden, choćby nawet najbardziej zawansowany system lokalnego wygaszania nie jest w stanie dorównać OLED-owej czerni.

telewizor oled lg

Za wyborem OLED-a przemawia także duży wybór modeli różnych marek. Do roku 2016 włącznie decydując się na OLED-a klienci kupowali w zasadzie jeden z modeli LG. W tym roku sytuacja jest diametralnie różna. Choć OLED-y LG nadal dominują, to nie jesteśmy już „skazani” na telewizory organiczne od jednego producenta. Po raz pierwszy w historii mamy naprawdę ogromny wybór. Możemy zdecydować się na OLED-a od Sony, Panasonica, Philipsa czy Banga Olufsena. A na przełomie grudnia i stycznia na rynku mają się pojawić długo wyczekiwane i bardzo atrakcyjnie wycenione OLED-y Toshiby.

Weźmy pod uwagę jeszcze jeden fakt: bardzo duży spadek cen telewizorów OLED. Gdy model LG 55B7 wchodził na rynek, kosztował aż 12999 zł. Obecnie można go kupić w renomowanym sklepie internetowym za niecałe 8000 zł. Oznacza to spadek niemal o 40%. Nic więc dziwnego, że coraz więcej osób, które wcześniej w ogóle nie brały pod uwagę zakupu telewizora OLED za kilkanaście tysięcy złotych, teraz kusi coraz bliższa perspektywa zakupu pierwszego OLED-a 4K.

W tym miejscu pozwolę sobie na małą dygresję i ukłon w stronę użytkowników telewizorów plazmowych, którzy pomału przymierzają się do wymiany wysłużonej plazmy na nowy model. Nie mogę nie wspomnieć, że w pewnym sensie OLED-y są następcami telewizorów plazmowych. To właśnie plazmy przez wiele lat rządziły w sektorze premium i były uważane za wyznacznik telewizorowej jakości obrazu. Gdy z początkiem roku 2013 przestały być produkowane, tak sie dziwnie złożyło, że ich śmierć zbiegła się w czasie z narodzinami OLED-ów. I choć ten „organiczny” następca plazm kosztował na początku nawet 40000 złotych, było oczywistym, że nowa technologia ma naprawdę wiele do zaoferowania.

Obecnie mamy rok 2017. Tak się składa, że w tym właśnie roku mija 30 lat od wynalezienia technologii OLED oraz 4 lata od jej debiutu w telewizorach (pomijam telewizory Sony XEL, które były tylko epizodem). Również w roku 2017 mamy do czynienia z bezprecedensowym wysypem OLED-ów różnych marek, począwszy od Sony, Panasonica, Philipsa, skończywszy na B&O, Grundigu, Toshibie i producentach chińskich (Skyworth, Changhong). Zabrzmi to paradoksalnie, ale w obecnej chwili łatwiej wskazać, który producent nie ma OLED-ów w swojej ofercie, niż który ma. Do OLED-owych "abstynentów" zaliczają się, na przykład, TCL oraz Samsung. Koreański czebol jest liderem rynku telewizorów od 11 lat i choć w ujęciu całościowym palmy pierwszeństwa nie stracił, to w sektorze premium spadł na trzecią pozycję.

Sony A1

Rodzi się pytanie ...

Co zrobi Samsung?

Nie ulega żadnej wątpliwości, że międzynarodowy koncern o ogromnym potencjalne badawczo-rozwojowym i znakomitej kondycji finansowej nie będzie siedzieć i spokojnie patrzeć, aż LG i Sony pospołu z innymi markami zabierają mu lukratywny rynek telewizorów premium. Jedni mówią, że Samsung na dobre wprowadzi technologię micro LED do telewizorów. Inni, że przedstawi nowe, znacznie udoskonalone QLED-y z kropkami kwantowymi przeniesionymi do warstwy filtrów koloru (tzw. QDCF - Quantum Dot Color Filter). Jeszcze inni, że Samsung sam zbuduje nowe konkurencyjne wobec LG panele OLED. A jak będzie naprawdę? Przyznam, że nie wiem, ale odpowiedź na to pytanie możemy poznać już za około 100 dni na targach CES 2018.

Teoretycznie Samsung ma trzy wyjścia:

  1. kontynuować dotychczasową politykę produktową (zignorować rynek i nadal głosić wszem i wobec, ze QLED-y są „the best”),
  2. zrobić „restart” QLED-ów, tzn. istotnie je poprawić i udoskonalić,
  3. udać się do LG i na kolanach błagać o panele OLED.

Opcja numer 3 wydaje się najmniej prawdopodobna. Niecałe dwa lata temu firma LG proponowała Samsungowi wspólne rozwijanie technologii WOLED (czyli OLED-ów RGBW). Samsung wówczas odrzucił tę propozycję. Nawet gdyby teraz producent QLED-ów się zreflektował, przyznał do błędu i pokornie prosił LG o wybaczenie, istnieją małe szanse na to, że LG sprzeda mu te panele. „Dlaczego?” – zapytacie. Otóż nie chodzi tu o jakieś waśnie, urazy, czy anse. Przyczyna jest prozaiczna: z powodu ogromnej popularności OLED-ów w sektorze premium LG nie jest w stanie zaspokoić rosnącego popytu. Na przykład firma Sony zapowiedziała, że w latach 2018-2019 chce kupować od LG nie 300000 paneli rocznie, jak obecnie, lecz co najmniej dwa razy tyle. Oznacza to, że LG będzie musiała istotnie zwiększyć swoje zdolności produkcyjne. Aktualnie LG buduje dwie nowe fabryki OLED-ów: zakład generacji 10,5 w Paju w Korei oraz zakład generacji 8,5 w Chinach. Warto wyjaśnić, że „generacja” oznacza tu wielkość tafli szkła, z której wyrabia się panele – im wyższa generacja, tym większa tafla, tym niższy koszt pojedynczego panelu. I tak, generacja 8,5 została optymalizowana pod panele 55-calowe, podczas gdy 10,5 – pod 65-calowe. Aktualnie LG produkuje panele OLED w fabryce generacji 8,5, co oznacza, że z jednej tafli może wykroić cztery panele 55-calowe albo dwa 65-calowe lub tylko jeden 77-calowy. Po uruchomieniu produkcji w zakładzie 10 generacji LG będzie mogła wykrajać z jednej tafli znacznie więcej, co widać w poniższej tabeli:

liczba paneli z 1 tafli generacja 8,5 generacja 10,5
55-cali 4 6
65-cali 2 4
77-cali 1 2

Przejście na produkcję w zakładzie generacji 10,5 spowoduje spadek cen paneli, zwłaszcza 65-calowych. Jeżeli zatem marzysz o 65-calowym OLED-zie w dobrej cenie, musisz uzbroić się w cierpliwość, bowiem nowa fabryka generacji 10,5 ruszy dopiero w roku 2020. Jest szansa, że stanie się to wcześniej, np. w 2019 roku, ponieważ Sony chce zainwestować w tą fabrykę wspólnie z LG. Koszty wybudowania i wyposażenia fabryki paneli OLED są ogromne i za ten dodatkowy zastrzyk środków finansowych od Sony, LG z pewnością „odwdzięczyłaby się” Japończykom lepszą dostępnością i/lub niższą ceną paneli OLED.

No dobrze, ale wróćmy do pytania „co zrobi Samsung?”, zwłaszcza w okresie najbliższych kilku miesięcy, które ze względu na zwiększoną sprzedaż są tradycyjnie „czasem żniw” dla producentów telewizorów. Wygląda na to, że oprócz promowania znaku towarowego „QLED”, Samsung spróbuje walczyć z OLED-ami na swój własny sposób, między innymi, poprzez:

  • duże obniżki cen QLED-ów,
  • intensywną reklamę i promocję,
  • oferowanie luksusowych akcesoriów w postaci „designerskich” i ultra drogich podstaw („a la Loewe”),
  • gwarancję zadowolenia (możliwość zwrotu telewizora do 30 dni bez podania przyczyn),
  • wypunktowywanie wad i ograniczeń konkurencyjnej technologii.

Przykładem tej ostatniej aktywności jest filmik reklamowy pokazujący różnice pomiędzy telewizorami QLED a OLED po 12 godzinach ciągłego grania.

Tym razem daruję sobie mój własny komentarz. Zamiast niego wybrałem kilka, które znalazłem pod tym właśnie filmem:

This is just ghosting, not burn in, so will disappear.

To tylko obrazy szczątkowe, a nie wypalenia, tak więc to zniknie.

[…]OLED picture will be recovered after certain period of time.

[…]Po pewnym czasie obraz na OLED-zie wróci do normy.

How about a black level test next?

A może by zrobić porównanie poziomu czerni?

OLED is the future....can QLED give infinite contrast ratio? the answer is no..

OLED to przyszłość....czy QLED może mieć nieskończony kontrast? odpowiedź brzmi nie..

A co Wy o tym sądzicie?

Wybrane dla Ciebie
NIE WYCHODŹ JESZCZE! MAMY COŚ SPECJALNIE DLA CIEBIE