Smartfony mogą być jeszcze droższe. Dlaczego chcą dowalić nowy podatek?

Opłata reprograficzna jako nowy podatek od smartfonów? O planach jego wprowadzenia słyszymy od lat, ale nigdy nie byliśmy tego tak blisko. Czy to ma jednak w ogóle sens i jakiekolwiek podstawy?

Image

Nowy podatek od smartfonów – temat wraca jak bumerang

Stracimy my, stracą producenci, stracą dystrybutorzy i straci cała branża. Rząd zapewnia, że za to zyskają artyści, ale czy na pewno? Nowy podatek od smartfonów – a w zasadzie pomysł objęcia ich opłatą reprograficzną – nie przez przypadek wzbudza olbrzymie kontrowersje. Ale zacznijmy od początku… 

Co to jest opłata reprograficzna?

Opłata reprograficzna jest narzędziem mającym chronić artystów przed stratami finansowymi. Uzyskane dzięki niej pieniądze trafiają do nich, jako rekompensata za kopiowanie utworów na własny użytek przez nabywców ich dzieł. Wiecie – chodzi o sytuację, gdy na przykład zgrywacie piosenki na płyty zamiast kupić fizyczny egzemplarz. Jest doliczana do urządzeń i nośników umożliwiających tworzenie takich kopii. 

smartfony foto

Jak sytuacja wygląda teraz? 

Opłatą reprograficzną są objęte przeznaczone do kopiowania treści urządzenia (np. kopiarki i nagrywarki) oraz nośniki (np. płyty CD i DVD). W zależności od typu jej wysokość waha się między 1 a 3 proc. ceny produktu.

A jak ma wyglądać po zmianach? 

Opłatą reprograficzną mają zostać objęte także smartfony i tablety. Wysokość nie została jeszcze podana, ale najprawdopodobniej będzie wyższa niż 3 proc. Według wcześniejszych doniesień miała sięgać aż 6 proc., ale minister kultury Piotr Gliński zdementował te informacje, mówiąc, że będzie niższa. O ile niższa? Tego już nie zdradził. 

Są powody, by być za, są powody, by być przeciw 

Oprócz ministra Piotra Glińskiego, za objęciem opłatą reprograficzną smartfonów i tabletów opowiedzieli się także artyści ze stowarzyszenia „Razem dla Kultury” oraz sam ZAiKS, mający reprezentować interesy twórców. Jedni i drudzy zwracają uwagę na to, że będzie to cenna pomoc finansowa dla polskiej kultury i zabezpieczenie, jakiego potrzeba było od dawna.

Dzięki pieniądzom z opłaty reprograficznej ma być możliwe także utworzenie funduszu ubezpieczeniowego dla artystów, dzięki któremu mogliby oni otrzymywać pieniądze w sytuacjach takich jak epidemia, uniemożliwiających im występowanie i ograniczających przychody ze sprzedaży dzieł. Brzmi sensownie, prawda? 

kasety nagrania

Dlaczego więc pojawiają się głosy krytyki? Wynikają one głównie z faktu, że oznacza to kolejny wzrost cen smartfonów. Są to tymczasem urządzenia, bez których właściwie nie da się już normalnie funkcjonować. Ale jeszcze istotniejsze jest to, że możliwość kopiowania treści jest w ich przypadku jedną z najmniej istotnych funkcji. 

Głośno o tym, że jest przeciw, mówi także prezes sklepu Komputronik.pl, Wojciech Buczkowski. Według niego fakt, że (nawet jeśli nazwany inaczej, to jednak) „podatek” będzie zasilał budżet prywatnych firm (takich jak ZAiKS), które to dopiero w następnej kolejce będą przekazywać pieniądze artystom, rodzi pole do nadużyć, a nieraz już głośno było o ich dyskusyjnych „inwestycjach”. 

Wszystko jednak sprowadza się do odpowiedzi na to pytanie… 

Czy smartfony podrożeją? O ile wzrosną ceny urządzeń?

Jeżeli smartfony rzeczywiście zostaną objęte opłatą reprograficzną w wysokości około 6 proc., to – jak nietrudno policzyć – ceny tańszych modeli, dajmy na to: do 1000 złotych, wzrosną o kilkadziesiąt złotych, ale już flagowce mogą podrożeć nawet o kilkaset złotych. Już teraz wszak trzeba za nie zapłacić kilka tysięcy złotych. 

pusty portfel

Artyści z „Razem dla Kultury” twierdzą, że opłata nie obciąży budżetu państwa oraz, że nie obciąży budżetów polskich konsumentów. Naiwnym byłoby jednak raczej twierdzenie, że producenci nie przerzucą tych dodatkowych kosztów na nabywców ich urządzeń. Nawet jeśli nie powiedzą tego wprost. 

Ale to nie koniec. Jak podał wspomniany tu już Buczkowski, sprzedawcy elektroniki operują na marżach na poziomie 0,5-1 proc., więc wprowadzenie tego podatku mogłoby uderzyć nie tylko w samych klientów, ale też w sklepy oraz dystrybutorów urządzeń, a przez to i w państwo. Przedstawił nawet wizję, w której polski rynek zostanie opanowany przez zagraniczne podmioty obracające smartfonami i innym sprzętem tego typu z ominięciem opłaty reprograficznej. 

Buczkowski przewiduje również wzrost szarej strefy oraz upadek niektórych firm albo przynajmniej zakończenie przez nie działalności w naszym kraju. 

Czy te pieniądze na pewno trafią do artystów? 

Pieniędzmi z tytułu opłaty reprograficznej od smartfonów dysponować mają różne firmy. Wśród nich znajdzie się ZAiKS, czyli polska organizacja odpowiedzialna za zarządzanie prawami autorskimi. Choć istnienie takiego podmiotu wydaje się niezwykle istotne, od lat nie milkną kontrowersje. Krytycy zarzucają stowarzyszeniu niesprawiedliwe wypłacanie wynagrodzeń artystom, to znaczy zbyt wysokie koszty własne.

Wspominaliśmy też o dyskusyjnych „inwestycjach”, takich jak słynny zakup pałacu w Jankowicach. Wprawdzie ZAiKS tłumaczy go dobrem branży artystycznej, ale znów były to pieniądze, które nie trafiły do kieszeni twórców. Oczywiście ZAiKS i inni mogą faktycznie przekazać większość pieniędzy artystom, ale nie jest to kwestia w stu procentach wyjaśniona. 

Jedna i druga strona ma swoje argumenty. I to mocne argumenty, dlatego też sprawa ta budzi tak duże kontrowersje. Budzi też spore emocje, co nie dziwi, bo chodzi przecież o nasze pieniądze. Po której stronie sporu wy się opowiadacie? Jesteście za wprowadzeniem tego podatku?

Czytaj dalej i kup póki nie podrożały: 

Wybrane dla Ciebie
ZANIM WYJDZIESZ... NIE PRZEGAP TEGO, CO CZYTAJĄ INNI!