Premiera kart GeForce RTX oczami gracza
GeForce RTX - taką nazwę nosić będą nowe kart NVIDII, które mają przynieść prawdziwą rewolucję. Czy faktycznie przyniosą? Wiele wskazuje, że tak choć jako gracz nie jestem przekonany, że będzie ona tak spektakularna jak początkowo mogłoby się wydawać.
GeForce RTX na scenie
Na tę premierę wielu pecetowych pasjonatów czekało od dawna. Wszak spekulacji o NVIDIA GeForce RTX trochę było. Ostatecznie nową rodzinę kart bazujących na układach graficznych Turing poznaliśmy przed kilkoma godzinami podczas konferencji GeForce Gaming Celebration.
Mnie osobiście udało się znaleźć na widowni tego wydarzenia, a później także za jego kulisami. Stąd też chciałbym podzielić się z Wami moimi wrażeniami, jak odebrałem ów show, jako zapalony gracz.
To ważne, bo patrząc na reakcje zebranej publiczności spora większość z nich była mocno „wkręcona” w technologie. Stąd zapewne „achy” i „ochy” przy każdym wykresie czy schemacie działania nowych układów.
Zabawa w odbicia….
….i odbicia odbić. A potem jeszcze odbić odbić odbić. Jasne, upraszczam teraz całą konferencję, ale mniej więcej tak ją odebrałem siedząc na widowni. Czy wyglądało to źle? Bynajmniej, założenia są świetne. Gorzej z prezentacjami.
Dla mnie, jako gracza liczy się to co otrzymam kupując nową kartę graficzną. Dodajmy, że za wcale nie takie małe pieniądze, patrząc na pierwsze preordery. I tu robi się już troszkę gorzej. Bo o ile animacja z Phasmą, a później – Project Sol, prezentowały się genialnie, o tyle pokazy gier nie robiły już tak kolosalnego wrażenia.
Nie zrozumcie mnie źle, te wszystkie prezentacje odbić wyglądały naprawdę nieźle, szczególnie w Battlefield V (kwestię samej jakości oprawy graficznej w tej grze pomijam, bo nie wiemy wciąż czy i jak zostanie to poprawione w finalnym kodzie).
Powiedzmy sobie jednak szczerze – ilu z Was będzie miało czas podczas dynamicznej wymiany ognia by zaglądać w oczy żołnierza, spoglądać na rozbłyskującą ogniem karoserię samochodu czy robić maślane oczy na widok nadlatującego pocisku V-1, który za moment rozświetli wybuchem wszystkie okoliczne domy.
OK, ten ostatni efekt wyglądał naprawdę spektakularnie, tylko czy to wystarczy by sobie uzasadnić zakup GeForce RTX?
Nie mniejsze wątpliwości mam w przypadku Shadow of the Tomb Raider, którą dane mi zobaczyć wcześniej, na początku sierpnia, także na Xbox One X. Bo o ile podczas prezentacji na scenie konferencji NVIDIA wiele rzeczy dało się zauważyć od razu, po „włączeniu” RTX i sztucznym umieszczaniu kamery nad pożądanymi obiektami, o tyle już później, w czasie udostępnionego mi kawałka już normalnej gry, tak widowiskowych różnic jakoś nie potrafiłem dostrzec.
Przyglądając się z kolei kolejnym prezentacjom, w tym krótkiemu filmowi z Metro: Exodus, zacząłem się zastanawiać jak ta technologia będzie współgrać z HDR, bo niektóre sceny aż prosiły się o dodanie tego efektu np. stół oświetlony wyłącznie światłem z okna.
Pytanie czy jesteśmy w stanie te wszystkie „odbiciowe” bajery i bardziej realistyczne cienie zauważyć i docenić w czasie normalnej gry.
Pasjonaci pecetów pewnie teraz się żachną że chyba jestem ślepy, ale ja po prostu mam obawy czy to aby nie są takie efekty, które po pierwszym zachwycie giną w czasie dalszej zabawy jak 3D podczas seansu filmowego.
Pozostaje mieć nadzieje, że z wydajnością GeForce RTX będzie lepiej. Wszak Jensen Huang, prezes NVIDII, podczas krótkiego fragmentu starusieńkiego dema Inflitrator, stwierdził, że żadna z wcześniejszych kart nie potrafiła osiągnąć w 4k takiego wyniku co RTX. Cóż, pożyjemy, zobaczymy.
A tak swoją drogą , ciekawe czy nadejście GeForce RTX oznaczać będzie spadek cen pozostałych kart? Jak myślicie?