Od początku roku miałem okazję przetestować już trzy inne podejścia do technologii podświetlenia RGB w telewizorach. Po zawodzie, jaki dostarczył Hisense, umiarkowanym pokazie możliwości TCL (choć w ich przypadku przynajmniej nie była to wiodąca na ten rok technologia) oraz całkiem udanym pokazie siły Samsunga, przyszedł czas na test "Prawdziwego RGB", jako że w ten sposób (True RGB) Sony określa swoją technologię.
Pierwszy kontakt z tymi wyświetlaczami miałem już blisko rok temu podczas IFA 2025, a potem jeszcze w tym roku na ekskluzywnym pokazie w ramach ogłoszenia nowej serii w Londynie, ale to wszystko były pokazy w warunkach kontrolowanych przez producenta, co zwykle nie jest zbyt miarodajne.
Śmiało mogą konkurować z telewizorami OLED. Sony Bravia 9 II i Bravia 7 II imponują możliwościami
Nie ukrywałem jednak, przy żadnej z tych okazji, że nowa technologia Sony robi na mnie wrażenie i że nie mogę doczekać się testów na moich warunkach. Doczekałem się i teraz was zapraszam do niniejszej recenzji, jako że najprawdopodobniej dotyczy ona najlepszego telewizora w 2026 r.
W tym artykule:
- Sony BRAVIA 9 II zachwyca już od pierwszego spojrzenia
- Złącza to jedyna słaba strona Sony BRAVIA 9 II
- Szybki Google TV i nowoczesny pilot
- Sony BRAVIA 9 II zachwyca idealną powłoką ekranu
- Sony BRAVIA 9 II dostarcza najpiękniejszy obraz w niemal każdej sytuacji
- Sony BRAVIA 9 II idealnie pasuje do konsoli
- Sony BRAVIA 9 II brzmi dobrze nawet bez soundbara i… go nie potrzebuje!
- Pobór energii jest niewspółmierny do osiągów - w pozytywnym znaczeniu
- Czy to wszystko uzasadnia cenę Sony BRAVIA 9 II?
Sony BRAVIA 9 II zachwyca już od pierwszego spojrzenia
Telewizor zapakowano w niepozorny, ale świetnie go zabezpieczający karton z ekologicznej tektury. W zestawie z telewizorem dostajemy centralnie mocowaną nóżkę, która to składa się z podstawy z litego metalu, również metalowych i częściowo chromowanych łączników oraz specjalnej, częściowo przeźroczystej, wkładki wypełniającej przestrzeń między wspornikami. To patent wyraźnie inspirowany lustrem w stopie telewizorów z wysokiego segmentu Samsunga, tylko że wykonany w sumie lepiej. Efekt lewitacji panelu uzyskano poprzez iluzję optyczną sprawiającą, że nie widać ani nóg, ani kabli zwisających z telewizora, ale widać tło za telewizorem. To subiektywnie lepsze rozwiązanie niż lustro odbijające często nas samych i muszę przyznać, że przynajmniej mnie samemu się podoba.
Konstrukcja panelu jest bardzo solidna - metalowa i ozdobnie frezowana rama otacza cały ekran, a od frontu jej szerokość to zaledwie 2 mm (aktywna część ekranu zaczyna się po 8 mm od krawędzi - typowo dla segmentu premium, ale nie rekordowo). Ogólnie Sony BRAVIA 9 II jest smukły, choć nie idzie w tej kwestii na kompromisy po stronie jakości wykonania, jak robią to jego konkurenci. Nieco ponad 4 cm szerokości to nadal super wynik, a jednocześnie plastik na plecach się nie wygina i głośniki wbudowane w telewizor mają odpowiednią kubaturę, aby dobrze zagrać. Większa szerokość wynika też z bardziej rozbudowanego systemu chłodzenia, który pozwala dłużej utrzymywać szczytową jasność, ale do tego jeszcze wrócę przy omawianiu testów.
Ku memu zaskoczeniu Sony odeszło od wzoru w kwadraty na plecach swojego flagowego modelu (przejście na centralną podstawę też zalicza się do tych radykalnych zmian). Plecy telewizora nie są teraz aż tak "reprezentacyjne", zwłaszcza że zrezygnowano z maskownic złączy. Nie oznacza to, że wygląda źle - wręcz przeciwnie - prezentuje się bardziej technicznie i przez to solidniej. Liczne perforacje ułatwiają konwencjonalny przepływ powietrza, a przewody z panelu ze złączami można schować w dodatkowej maskownicy montowanej na centralnej podstawie.
Złącza to jedyna słaba strona Sony BRAVIA 9 II
Sony od wielu lat trzyma się tego samego zestawu złączy, co obecnie dosłownie nie przystoi do tej klasy sprzętu. Na tylnym panelu znajdziemy co prawda cztery złącza HDMI, ale tylko dwa z nich oferują pełną przepustowość HDMI 2.1 (48 Gbps), aby móc wykorzystać wyższe niż 60 Hz odświeżanie w rozdzielczości 4K. Co gorsza, jedno z tych złączy odpowiedzialne jest też za obsługę eARC (zwrotny kanał audio), zatem po podłączeniu soundbara lub wzmacniacza możemy podpiąć już tylko jedną konsolę. Co więcej, sam panel limitowany jest przez Sony do 120 Hz, podczas gdy u konkurencji standardem jest 144 Hz, a wyższe modele dostają 165 Hz lub 240 Hz, co pozwala wykorzystać z ich pomocą potencjał dzisiejszych PC i laptopów z generatorami klatek.
Obecne są też dwa złącza USB, ale żadne z nich nie jest we współczesnym standardzie (USB typu C), ani też nie są one wyprowadzone bardziej wygodnie na bok obudowy. Złącze RJ45 do podłączenia przewodu sieciowego to też archaiczny Fast Ethernet (100 Mbps), ale tutaj na pochwałę zasługuje obecność świeżego Wi-Fi 6E z obsługą trzech zakresów (w tym 6 GHz) oraz równie aktualnego Bluetooth 5.3. Jest też optyczne wyjście audio (minijack), które alternatywnie pełni funkcję wejścia sygnału dla głośnika centralnego - to unikatowa cecha telewizorów Sony, że mogą pełnić rolę takiego głośnika w zewnętrznym systemie kina domowego. Finalnie jest też złącze na karty rozszerzeń (Common Interface 1.4+) wyprowadzone bliżej środka pleców.
Szybki Google TV i nowoczesny pilot
Pierwsze uruchomienie telewizora odpala dosyć rozbudowany, ale dobrze opisany proces pierwszej konfiguracji. Można go znacznie przyspieszyć wykorzystując aplikację Google w telefonie, ale ostatecznie i tak proces trzeba dokończyć na telewizorze - warto tutaj od razu dezaktywować tryb ekologiczny oraz przeprowadzić kalibrację nagłośnienia względem naszego pomieszczenia. Po około pięciu minutach telewizor jest gotowy do użycia i jeżeli wcześniej już używaliście telewizora z systemem Google (lub dawniej Android TV), to bez problemu się tutaj odnajdziecie. Menu działa szybko i jest czytelne, a panel ustawień jest bardzo dobrze opisany - bardziej zaawansowane funkcje mają nawet ilustracje pokazujące efekt ich działania. Nadal istnieje tutaj pewien dualizm zawsze obecny w telewizorach z Google TV - nakładka Sony obsługuje większość funkcji - panel gracza, panel ekologiczny i też zupełnie nowy panel My Cinema - ale pod spodem czeka na nas klasyczne menu ustawień Google TV.
Nowość w postaci wspomnianego My Cinema to zasadniczo pakiet trzech spersonalizowanych zestawów ustawień telewizora - obrazu i dźwięku - które możemy szybko przełączać, aby lepiej dopasować obraz do sytuacji i treści. Profile są trzy:
- Wersja Reżyserska - tutaj większość ustawień obrazu jest zablokowana na profilu profesjonalnym - możemy sterować jasnością (lub zostawić ją na automacie) i dobrać ustawienia dźwięku pod siebie.
- Dzień - ten profil daje do wyboru cztery tryby obrazu - Standardowy Jasny, Standardowy Film, Profesjonalny oraz IMAX Enhanced, a do tego dalej możemy regulować ustawienia dźwięku.
- Dialogi - to specjalny profil, który domyślnie mocniej podbija ścieżkę dialogową w filmach - tu też można dobrać profil obrazu pod siebie, ale też tylko spośród tych kilku bardziej wiernie oddających kolory.
Jako że mamy tu do czynienia z systemem Google TV, to niemal każda aplikacja jest dostępna - wyjątki to Apple Music oraz kilka aplikacji od grania w chmurze, w tym XBox App (choć wiodący w tej kwestii GeForce NOW też oferuje dużo niższą jakość obrazu na Google TV niż na telewizorach LG i Samsung). Od strony VOD (wideo na żądanie) to z kolei Sony ma przewagę - nie tylko dlatego, że wszystkie aplikacje są tu dostępne, ale jest też własna platforma Sony - BRAVIA Core. Pod względem jakości obrazu to niekwestionowany lider w branży, a kupując telewizor dostajemy dostęp na 24 miesiące subskrypcji oraz dziesięć kuponów na filmy, których subskrypcja nie obejmuje (są dostępne tylko w formie wypożyczenia). To realnie bardzo duża wartość dodana w przypadku telewizora Sony.
Do sterowania telewizorem mamy kilka opcji - najbardziej podstawowa to bezprzewodowy pilot. Ten komunikuje się przez podczerwień oraz Bluetooth, posiada automatyczne podświetlenie wszystkich przycisków i wbudowany akumulator, który ładujemy poprzez USB-C. Warto Sony pochwalić za to, że jako chyba jedyny znany mi producent telewizorów dostarczył w zestawie przewód USB-C, którym pilota można naładować. Pilot bardzo dobrze leży w dłoni, a tworzywo, z jakiego został wykonany, jest faktycznie solidne i przynajmniej nie próbuje udawać czegoś więcej (np. aluminium), jak to bywa u innych producentów. Na plus trzeba zaliczyć dwie rzeczy: przycisk "ulubione", który uruchamia przez nas wybraną aplikację, oraz głośnik wbudowany w pilota, który pozwala go zlokalizować przy pomocy przycisku wbudowanego w sam telewizor.
Tu też warto zaznaczyć, że w samym telewizorze też jest wbudowany mikrofon z fizycznym przełącznikiem zasilania ukrytym w dolnej krawędzi. Mikrofon jest obecny, jako że sterować możemy też poleceniami głosowymi, ale nie oczekujcie, że odezwie się do was Gemini - przynajmniej jeszcze nie teraz i nie w naszym kraju. Na polecenia te odpowiada klasyczny asystent Google, zatem uzyskamy odpowiedzi na proste pytania albo zostaniemy przekierowani do wyników wyszukiwania danego pytania na YouTube. Można sterować samym telewizorem, ale nie jest to specjalnie wygodne i precyzyjne. Jest też aplikacja mobilna na wypadek, gdybyśmy zgubili pilota.
Sony BRAVIA 9 II zachwyca idealną powłoką ekranu
Już podczas przygotowań do testów i porównań z innymi telewizorami dostrzegłem, jak dobrze wypada nowa powłoka ekranu. Tak się bowiem składa, że Sony też dołączyło do grona producentów, którzy pozwalają cieszyć się wyświetlaną treścią również za dnia i flagowa BRAVIA 9 II jest matowa. Ale jako że to Sony, to gdy już wchodzi w jakieś rozwiązanie, to realizuje je perfekcyjnie i muszę przyznać, że nie tyle zrównali się z dotychczas wiodącymi na rynku powłokami Samsunga, co nawet w pewnych aspektach je przewyższyli. Światło słoneczne jest idealnie rozpraszane, ale pomimo tego czerń pozostaje bardziej czarna niż na Micro RGB Samsunga (lub tym bardziej QD-OLED, które mają czerń wpadającą w czerwień).
To jednak nie koniec niespodzianek - Sony w przypadku BRAVIA 9 II nadal stosuje panel LCD typu VA - to optymalny wybór z uwagi na wysoki kontrast natywny i szerokie pokrycie gamutu kolorów, ale zwykle oznacza kompromis w kwestii kątów widzenia. Tymczasem tutaj zapomniano ten kompromis aktywować i telewizor wygląda rewelacyjnie nawet oglądany pod bardzo dużym kątem 45-50 st. (jego konkurenci zwykle zaczynają się poddawać przy 25-30 st. a przy tych 45 st. ledwo co już widać).
To poziom, jaki oferują obecnie najlepsze LCD z panelami IPS (w których brakuje kontrastu) oraz podstawowe panele OLED. Dopiero najlepsze w tej kwestii i faktycznie całkowicie niewrażliwe na kąt, pod jakim na nie patrzymy, panele QD-OLED mają tu delikatną przewagę, ale też nie na tyle dużą, aby miało to znaczenie w codziennym użytkowaniu. Z jednym tylko wyjątkiem - w BRAVIA 9 II pod tym większym kątem widzenia uwydatnia się (w negatywnym tego słowa znaczeniu) praca systemu podświetlenia, co pogarsza odbiór ciemniejszych scen. Choć trzeba oddać Sony, że i tak radzi sobie z tym nieźle i w tej kwestii tylko nieliczne i ekstremalnie drogie telewizory z dziesiątkami tysięcy stref wygaszania wypadają nieco lepiej.
Sony BRAVIA 9 II dostarcza najpiękniejszy obraz w niemal każdej sytuacji
Testy obrazu rozpocząłem od sprawdzenia tego, o czym obecnie mówi się najgłośniej - zdolności do reprodukcji kolorów na poziomie najszerszego filmowego gamutu BT.2020. Tutaj nieodzowne okazały się jak zwykle pomiary wykonane z pomocą aplikacji Portrait Displays Calman Studio. Pomiary na planszach syntetycznych wykazały, że Sony BRAVIA 9 II zbliża się do 90 proc. takiego pokrycia, ale, co ważniejsze, nie zmienia się ono po przejściu do tego samego testu, ale wykonanego na tle prawdziwego filmu - to zaledwie kilka procent spadku. Dla treści HDR te odczyty spadają do 80 proc., co nadal jest wyśmienitym rezultatem. Nie są to jednak wyniki "aż tak wysokie", jak u konkurencji, jak chociażby u wcześniej testowanego Samsung Micro RGB, przy czym mówimy nadal o pomiarach obszaru o powierzchni 5 proc. całego telewizora, a to dużo. To moment, w którym trzeba spojrzeć poza plansze testowe i faktycznie porównać do siebie różne telewizory.
Porównałem zatem dziś testowanego Sony BRAVIA 9 II z dotychczas najlepszym telewizorem z podświetleniem RGB, jakiego miałem okazję testować (Samsung R95H), oraz z tak ogólnie znacznie lepiej wypadającym QD-OLED (Samsung S95F) - wszystkie modele na ustawieniach filmowych, w których oferują pełnię swojego potencjału. BRAVIA 9 II w niemal każdej scenie dawała zdecydowanie najlepszy obraz, oferując dużo większe nasycenie barw niż Micro RGB i nie gorsze lub nawet nieco lepsze niż QD-OLED. Wynika to wprost z precyzji zarządzania kolorowym podświetleniem, które zdaje się nigdy nie przełączać na zwykły kolor biały i nawet pojedyncze diody dobierają kolor, tak aby utrzymać wysokie nasycenie. Dodatkowo na telewizorze Sony najlepiej prezentowały się gradienty, zatem przejścia pomiędzy różnymi odcieniami (to w szczególności bolączka paneli OLED).
Największą różnicę - w szczególności względem krytykowanego za ten aspekt Micro RGB, ale również względem zwyczajnie limitowanego technologicznie QD-OLED - odnotowałem w kontekście jasności. Już nawet nie mówię o ogólnej (uśrednionej) jasności sceny, w kwestii której Sony dominowało nad rywalami, ale też o tak zwanych highlightach (jaskrawych punktach sceny). Tutaj warto odnieść się ponownie do testów syntetycznych, ale też testów w faktycznych filmach - szczytowa jasność Sony BRAVIA 9 II przekracza 4000 nitów dla testu przy 4-5 proc. powierzchni ekranu, co stawia go znacznie ponad pozostałymi w tym roku testowanymi modelami z podświetleniem RGB, ale również powyżej możliwości zeszłorocznych paneli OLED. Co istotne, nie ma tu algorytmu, który by agresywnie ograniczał tę jasność i dopiero po pięciu minutach odnotowałem delikatny spadek. Pełnoekranowa jasność to blisko 1000 nitów, o których panele OLED jeszcze długie lata będą mogły tylko marzyć.
Jeszcze ważniejsze jest to, że ta wysoka jasność nie dotyczy tylko plansz testowych - w prawdziwych filmach masterowanych do 4000 nitów (to branżowy standard) bez problemu uzyskujemy 3000-3500 nitów jasności - to absolutna deklasacja paneli niemal całej konkurencji (wyjątkiem są tutaj tegoroczne SQD LED od TCL, ale to jak na ironię wcale nie jest tańsza alternatywa…). Ku mojemu zaskoczeniu na tym nie skończył się pokaz siły Sony - bliższa obserwacja realnych i bardzo trudnych scen z filmów wykazała, że nawet mikrokontrast wypada tutaj na poziomie zbliżonym do QD-OLEDa! To dosłownie święty graal technologii LCD i Sony właśnie po niego sięga, jakby to nic nie znaczyło. W wielu scenach pod tym względem to BRAVIA 9 II przewyższała panel organiczny i tylko w tych ekstremalnych (jak błyszczące gwiazdy na czarnym niebie) panel QD-OLED utrzymał bardzo delikatne, ale jednak prowadzenie (choć za dnia to na telewizorze Sony wspomniana czerń nieba była czarniejsza).
Dużo tutaj też pomaga kwestia fabrycznej kalibracji, która w przypadku Sony jest po prostu dobra już po wyjęciu z pudełka i to niezależnie od przestrzeni kolorów, z jaką pracujemy. Testowany egzemplarz miał lekko słabszą reprezentację czerwieni, ale na tyle nieznacznie, że nie jest to do wychwycenia gołym okiem. Krzywa EOTF (wierność odwzorowania poziomu jasności) przebiega bardzo równo, choć w niemal całości jest "ciut" rozjaśniona, co owocuje lepszym dostrzeganiem detali w ciemnych scenach i mnie osobiście się spodobało z uwagi na konsekwencję tego zabiegu. Odcienie skóry odwzorowywane są perfekcyjnie - to w sumie już znak rozpoznawczy Sony, ale warto to podkreślić.
Co by nie było, że tylko słodzę - Sony nadal pozostaje nieugięte w kwestii wsparcia HDR10+ - alternatywnego dla Dolby Vision standardu HDR z metadanymi. Oznacza to, że część treści będzie zbijana do HDR10 (podstawowy standard HDR) i przez to np. limitowana do 1000 nitów (bez aktywacji dynamicznego mapowania). Nie są to liczne sytuacje, ale mimo wszystko występują. Ostatecznie jednak odpowiednio ręcznie wyregulowane ustawienia przy tej klasy panelu dają bardzo dobry efekt nawet na zwykłym HDR10. Pochwalić też można równomierność pracy podświetlenia - gołym okiem nie wychwycicie różnic nawet na całkowicie jednolitych planszach.
Sony BRAVIA 9 II idealnie pasuje do konsoli
Dobra kalibracja obrazu utrzymuje się również po wykryciu PC lub konsoli i automatycznym przejściu na tryb gry. Mamy w nim bardzo zaawansowany panel gracza (również z możliwością zmiany proporcji wyświetlanego ekranu) i opóźnienia, które potrafią zejść do 5-6 ms (input lag), z małym tylko zastrzeżeniem - to opóźnienia procesowania, do których trzeba jeszcze doliczyć czas reakcji podświetlenia. To jest bardzo szybko, co widać w dynamicznych scenach z filmów czy też relacji sportowych, ale w grach generowane przez nie kolejne 20 ms opóźnienia wpływa już na wrażenia z gry. Dobra wiadomość jest taka, że można wyłączyć lokalne wygaszanie i wtedy ten problem znika (ale tracimy też na kontraście i kolorach).
Podświetlenie tak samo wpływa na czas reakcji pikseli i obraz się wyraźnie rozmywa podczas bardzo szybkiego ruchu, jaki można generować np. sterując postacią w grze z pomocą myszki. Jeżeli sterujemy padem, to trudno ten efekt wywołać, a w ostateczności tutaj też pomaga dezaktywacja strefowego wygaszania. Jeżeli do tego dodamy już wspomniane odświeżanie na poziomie maksymalnie 120 Hz, to jawi się dosyć czytelny obraz sytuacji - Sony BRAVIA 9 II to telewizor dobry do okazjonalnego grania na konsoli, ale nie ma szans w starciu z panelami OLED, jeżeli chodzi o bardziej kompetytywne granie lub granie na podpiętym do niego PC lub laptopie.
Sony BRAVIA 9 II brzmi dobrze nawet bez soundbara i… go nie potrzebuje!
Sony podeszło dosyć zachowawczo do kwestii nagłośnienia - dostajemy układ 2.2.2, zatem stereo z dwoma przetwornikami niskotonowymi i dwoma głośnikami efektowymi (Atmos) skierowane w sufit. Łącznie osiem przetworników (kanały przednie są dwudrożne i wysokotonowe tweetery wyprowadzono z boku obudowy) o sumarycznej mocy 80 W pozwala wygenerować natężenie dźwięku przekraczające 95 dBA, ale w praktyce pełen zakres pasma przenoszenia (50-20 000 Hz) udaje się wytworzyć przy zaledwie 80-85 dBA, co jest wynikiem dobrym jak na telewizor. Potem zaczyna zanikać już niskie pasmo i czuć, że brakuje prawdziwego subwoofera.
Pod względem przestrzenności dźwięku przednia scena jest bardzo dobrze zarysowana i czuć, jak dźwięk nas obejmuje. Po aktywacji wirtualnego dźwięku przestrzennego da się też nieco odczuć emulowane kanały tylne, ale w tym przypadku też przydałyby się fizyczne głośniki. Czy to oznacza, że i tak trzeba dokupić cały soundbar z subwooferem i satelitami? Otóż nie! Tak się składa, że mam na podorędziu Sony Sub 9 (SA-SW9) oraz głośniki tylne (SA-RS8) i do Sony BRAVIA 9 II można takie dodatkowe głośniki podpiąć bez konieczności posiadania soundbara (jak miało to miejsce wcześniej). Oczywiście sprawdziłem, jak to gra i jestem iście pod wrażeniem, bo faktycznie niczego więcej nie potrzeba, aby poczuć się jak w kinie. Choć dodam też, że nie jest to tania zabawa, bo taki zestaw (subwoofer i dwie satelity) kosztuje więcej niż cały system 11.1.4 od chociażby Samsunga… No ale jednak nie mamy tej niezbyt atrakcyjnej zwykle belki pod telewizorem 🙂
Pobór energii jest niewspółmierny do osiągów - w pozytywnym znaczeniu
Ostatnie testy dotyczyły poboru energii i w tym przypadku Sony też zaskakuje pozytywnie - telewizor o przekątnej 65 cali i generujący 4000 nitów jasności zadowala się zwykle poborem poniżej 200 W. Tutaj ponownie kłania się poziom dopracowania systemu podświetlenia - to, że uzyskujemy nieskończony kontrast, oznacza, że telewizor nie marnuje energii na rozświetlanie elementów, których nie powinien rozświetlać. Szczytowy pobór dla pełnoekranowej bieli to 220 W, ale w większości filmów oglądanych w profilach filmowych będziecie rozpływać się nad jakością obrazu, a pobór będzie oscylował w okolicy 160-180 W. Jeżeli jesteście gotowi poświęcić nieco jakości obrazu np. w przypadku bardziej codziennych treści, jak kanały informacyjne czy też tryb Ambient (owszem - można wyświetlać sobie obrazy, gdy telewizora nie używamy), to pobór ten może spaść nawet do 80-90 W.
Czy to wszystko uzasadnia cenę Sony BRAVIA 9 II?
O tym, że Sony BRAVIA 9 II powtórzy sukces swojego poprzednika (swoją drogą w moim odczuciu sukces wówczas uzyskany na wyrost), jest praktycznie pewne. To jeden z tych telewizorów, które na nowo podnoszą poprzeczkę tak wysoko, że cała branża kolejne lata stara się jej sprostać. Na tle innych w tym roku testowanych przeze mnie telewizorów z podświetleniem RGB faktycznie daje to wrażenie, że to jedyny model z prawdziwym RGB - zgodnie z nazwą technologii True RGB. Jeszcze bardziej jednak zaimponowało mi to, że zrównuje się lub nawet pokonuje panele OLED na polu, na którym miało to być niemożliwe. Czy to oznacza, że teraz każdy kupi sobie BRAVIA 9 II?
Sony testowany przeze mnie model o przekątnej 65" wyceniło na 14 tys. zł, co jest bardzo wysoką kwotą jak za taką przekątną. Choć nie aż tak oderwaną od rzeczywistości, jak Micro RGB R95H w przypadku Samsunga (16 tys. zł), zwłaszcza mając na uwadze przewagę technologiczną, jaką oferuje Sony. Niemniej już za połowę tej kwoty (ok. 7 tys. zł) możecie kupić wyśmienite panele QD-OLED ze średniego segmentu (np. zeszłorocznego Samsunga S90F), które oczywiście na każdym polu ustępują testowanej dziś BRAVIA 9 II, ale nie na tyle, aby dla typowego widza uzasadnić dwukrotnie wyższą cenę flagowca Sony. Wychodzi na to, że BRAVIA 9 (II) pozostaje telewizorem dla prawdziwych kinomaniaków i entuzjastów uczty dla oczu. Różnica w tym roku jest taka, że faktycznie uważam, iż warto postawić na BRAVIA 9 II, jeżeli nas na to stać, bo mimo wszystko różnice widać gołym okiem.
Testowany Sony BRAVIA 9 II wyróżniam za całokształt odznaczeniem Super Produktu, ale też dodatkowo za Super Jakość wykonania, Design oraz Innowacyjne podejście do sterowania podświetleniem:
Warto kupić Sony BRAVIA 9 II jeżeli:
- szukamy telewizora z obrazem idealnym w każdym calu
- zależy nam na perfekcyjnym obrazie niezależnie od warunków oświetleniowych
- potrzebujemy wszechstronności systemu Google TV
- zależy nam na przyzwoitym nagłośnieniu fabrycznym i łatwej jego rozbudowie
- granie ograniczamy do kanapowego posiedzenia z Playstation
Nie warto kupować Sony BRAVIA 9 II jeżeli:
- nie mamy wysokich oczekiwań względem obrazu
- kierujemy się głównie opłacalnością zakupu
- lubimy grać w chmurze lub podpinamy PC/laptopa do telewizora
Produkt do przeprowadzenia testu został użyczony przez firmę Sony. Firma użyczająca nie miała wpływu na treść ani wglądu w nią przed publikacją. Jest to niezależna recenzja dziennikarska.