I rzeczywiście, choć konflikt serwisu z wydawcami książek wywołał liczne spory doktrynalne wśród naszych czytelników, rację miała większość. RapidShare nie może odpowiadać za to, co wgrywają jego użytkownicy - to po ich stronie spoczywa odpowiedzialność za naruszanie praw autorskich. Z tym stanowiskiem zgodził się sąd apelacyjny w Düsseldorfie.
Przypomnijmy, że prawnicy serwisu wygrali w zasadzie ostatnim rzutem na taśmę. Do tej pory wyroki sądów były jednoznaczne - to RapidShare ponosi odpowiedzialność za piracenie. Autorzy strony podjęli już nawet całą serię kroków zgodnych z wyrokami sądów. Zaczęli kasować nielegalne pliki, blokować konta użytkownikom i powoli przygotowywać ich na rychłe przekształcenie się w ostoję praworządności.
RapidShareGate w benchmark.pl:
Nie wiadomo jednak czy serwis w pełni powróci do swojej dawnej polityki. Choć sprawa została wygrana, bacznie będą mu się przyglądać organy prawa na całym świecie. Co więcej, w minionych tygodniach stracił wielu użytkowników, którzy powoli przenosili się do konkurencji.
Swoją drogą można pozazdrosić tempa pracy niemieckich sądów, łącznie z apelacjami "uwinęli się" w dwa miesiące...
Źródło: TorrentFreak