Razer Ornata Chroma szuka złotego środka
Nie jest łatwo połączyć ze sobą dwa żywioły. Nie wspominając już o zamknięciu ich w wygodną i funkcjonalną formę. Dlatego Razer Ornata Chroma już na wejściu budzi pewien szacunek. Chociażby przez wzgląd na sam pomysł.
Te dwa „żywioły”, o których mowa (a może powiedzmy po prostu trendy, żeby utemperować trochę tę poetyckość), to projektowanie klawiatur w oparciu o technologię membranową i mechaniczne przełączniki. Pierwsza z metod szturmem wzięła firmy i na dobre zadomowiła się w cieniu biurowych komputerów.
Druga z nich zyskała sobie grono wielbicieli wśród graczy. Jak się okazało, dla tej grupy odbiorców bardziej istotna jest precyzja i czas reakcji, a nie bezgłośność lub „miękkie” opadanie klawiszy. Czy jednak znaczy to, że ulubiona strzelanina lub MOBA musi nas ograbiać z przyjemnej w dotyku membrany?
To pytanie już od dłuższego czasu wisiało w powietrzu. Jedni próbowali poprawić parametry klawiatur membranowych, inni „wyciszali” lub „zmiękczali” mechaniki. Razer poszedł trzecią drogą, która zaprowadziła go do kombinowanej mecha-membranowej technologii własnego autorstwa.
Ta zaś znalazła zastosowanie w Razer Ornata Chroma, czyli klawiaturze, która nie tylko chce się popisać osiągami w gamigowym świecie, ale też dba o wygodę użytkownika. I chociaż to model dedykowany graczom, znajdzie w nim coś dla siebie również copywriter, dramatopisarz, stenotypistka, a nawet księgowy mafii.
Specyfikacja techniczna:
- Typ klawiatury: przyciski Mecha-Membranowe Razer
- Profil: średni
- Typ komunikacji: przewodowy
- Klawisze multimedialne: tak
- Dodatkowe funkcjonalności: podświetlenie RGB; anti-ghosting; mocowana magnetycznie podkładka pod nadgarstki
- Wymiary: 463 mm x 154 mm x 31 mm
- Waga: 950 g
Wysoko, ale nie za wysoko
Razer Ornata Chroma prezentuje się bardzo klasycznie, a w związku z tym także przejrzyście. Nie znajdziemy tu żadnych falistych wygibasów, ani innych fajerwerków „dizajnu”. Prosty czarny kształt, równie czarne klawisze i panel z paroma diodami nad klawiaturą numeryczną, który sygnalizuje włączenie „Caps Locka” lub tak zwanego trybu gry.
Natomiast to, co przyciąga uwagę w Razer Ornata Chroma, to wysokość przycisków. Podobnie, jak kryjący się pod nimi mechanizm, tak i one same są efektem swoistego kompromisu. Między czym a czym? Między niziutkimi przyciskami znanymi z klawiatur membranowych (dajmy na to takimi, jakie widujemy w laptopach), a wysokimi klawiszami rasowych mechaników.
Wiadomo, że jak każdemu chce się zrobić dobrze, to łatwo się na tym przejechać i dlatego niektóre kompromisy określamy dosadnie zgniłymi. Stąd też moje powątpiewanie, kiedy po raz pierwszy zobaczyłem Razer Ornata Chroma i jej przyciski, które mogą sprawiać wrażenie nieco spiłowanych.
Prędko jednak przekonałem się, że wbrew pozorom, to rozwiązanie zadziwiająco wygodne. Czas reakcji był porównywalny z rasowymi mechanikami, a moje dłonie i nadgarstki wydawały się bardziej wypoczęte.
Z kolei tak zwany „feeling” był wyjątkowo przyjemny. Trudno wprawdzie do końca rozdzielić zalety tego, co pod maską, od tego, co nad nią, ale jestem przekonany, że wysokość profilu ma tutaj spore znaczenie i idealnie uzupełnia hybrydową technologię Razera.
Z tęczą pod paluchami
Zanim zajrzymy wspólnie pod wspomnianą maskę Razer Ornata Chroma, zatrzymam się jeszcze na chwilę przy tym, co na wierzchu. Mowa o podświetleniu RGB. Niby to już powoli standard w bardziej wyrafinowanych sprzętach dla graczy, ale tym razem prezentuje się on nawet lepiej, niż zwykle.
Wszystko za sprawą dosyć szerokich szczelin między klawiszami, które sprawiają, że bijący z nich blask nie napotyka na swojej drodze żadnych przeszkód. Daje to wrażenie (wybaczcie ten malowniczy opis) świetlnej ramy.
Rzecz jasna, dla niektórych będzie to mankamentem, bo przecież nie każdy preferuje tego typu ozdobniki. Na szczęście Razer Ornata Chroma posiada całą paletę opcji personalizacji, tak żeby każdy mógł dopasować podświetlenie do własnych preferencji.
Jego jasność regulujemy z poziomu klawiatury, natomiast styl podświetlenia modyfikujemy za pomocą programu Razer Synapse. Wśród różnych opcji znajdziemy tu między innymi stałe podświetlenie jednym kolorem, barwną reakcję na naduszenie przycisku, a także – i ten dodatek szczególnie przypadł mi do gustu – imitację ognistego żaru, czyli umiejętne migotanie czerwieni, żółci i pomarańczu.
Możliwości jest więc tutaj całkiem sporo. Pewnie, można to uznać za mało istotny bonus, czy zbędny gadżet, ale powiedzmy wprost – każdy zrobi z tym, co uważa za stosowne, ale w moich oczach podświetlenie RGB Razer Ornata Chroma pozwala niemal idealnie „dopieścić” wygląd urządzenia.
Ten zwierzęcy magnetyzm
Tak oto w całej okazałości wygląda Razer Ornata Chroma… W całej? Zaraz, zaraz, jest coś jeszcze. To podkładka pod nadgarstki, która z jednej strony cechuje się szczególną elegancją, z drugiej zaś została zaprojektowana w dosyć nietypowy sposób.
Jest ona kolejnym dowodem na to, że twórcy Razer Ornata Chroma stawiają na wygodę użytkownika. Tej podkładce daleko do chłodnych plastikowych listewek, jakie dodaje się do innych modeli klawiatur dla graczy.
Wyściełano ją skóropodobną „poduszką”, która doskonale sprawdza się jako amortyzacja dla spoczywających na niej nadgarstków. Co więcej, to zaskakująco przyjemny w dotyku element Razer Ornata Chroma. Trzeba wprawdzie przyzwyczaić się do elastycznego podłoża (zwłaszcza, jeśli wcześniej korzystaliśmy z plastikowych podkładek), ale ten drobny wysiłek się opłaca.
Co ciekawe, ta część Razer Ornata Chroma jest doczepiana do reszty klawiatury nie żadnymi zatrzaskami, ale za pomocą wbudowanych magnesów. To zaś sprawia, że po jej demontażu nie zostają najmniejsze ślady, na przykład pod postacią dwóch ziejących pustką otworów, o które miałyby zahaczyć plastikowe bolce.
Mikroskopijny problem rodzi się w momencie, kiedy lubimy często przesuwać klawiaturę po blacie. Musimy wtedy pamiętać, że podkładka pod nadgarstki lubi zmieniać pozycję względem reszty urządzenia. No, taki już koszt tego nietypowego sposobu montażu. Tym niemniej na ogół sprawdza się on doskonale.
Pół na pół
Czas na gwóźdź programu! Tak, tak, ten hybrydowy gwóźdź, którego celem jest połączenie membranowej wygody z mechaniczną precyzją. Ujmując rzecz w skrócie, każdy przycisk znajduje się na membranowym podłożu, ale jednocześnie posiada wbudowany mikroprzełącznik, który dokładnie określa jego punkt aktywacji.
Cały ten zabieg byłby doskonale zbędny, gdyby w grę nie wchodził tak zwany „feeling”. Dlatego też warto na początek powiedzieć, jak te mieszane klawisze pracują pod palcami. Zdradzę od razu, że zaskoczenia nie będzie. Ale o to w końcu chodziło!
Tak jak zapowiadali twórcy, z jednej strony jest komfortowo i „miękko”, z drugiej zaś precyzyjnie. W pierwszym kontakcie wciskanie klawiszy Razer Ornata Chroma przypomina doznanie dobrze znane wielbicielom MX Cherry Blue. Nie ze względu na sam dotyk, który bardziej przypomina obcowanie z membraną. Chodzi raczej o wyraźny odgłos klikania.
Jednak, ku mojemu zaskoczeniu, nie zawsze jest on słyszalny w jednakowy sposób. Naciskam „d” i rozlega się głośne „klik!”, przeskakuję na „g” i odgłos znika. Ot, zagwozdka! Podobnie zresztą dźwięk naciskanych przycisków zmienia się w zależności od siły i kąta, pod jakim uderzymy w nie palcem.
Na szczęście te akustyczne różnice nie przekładają się na rzetelność działania klawiszy. A w każdym razie ja nie odnotowałem takiej usterki. Wprost przeciwnie – hybrydowa konstrukcja wydaje się być bardzo nośnym pomysłem. Wprawdzie każdy powinien przetestować ją na własnych palcach, żeby sprawdzić, czy to połączenie klikania z miękkością na pewno mu odpowiada. No, ale to już kwestia gustu.
Jeśli chodzi o stronę techniczną, można śmiało powiedzieć, że Razer Ornata Chroma jest po prostu stworzona dla graczy. Za czym, oczywiście, przemawia też 10-klawiszowy anti-ghosting, który chroni nas przed błędnym rejestrowaniem kilku naciśniętych jednocześnie klawiszy. I mimo że producenci jasno o tym zapewniają, postanowiłem na wszelki wypadek przetestować skuteczność tego zabezpieczenia.
Razer Ornata Chroma cechuje się 10-klawiszowym systemem rollover i anti-ghostingiem, który również obejmuje do dziesięciu klawiszy. Często oba te pojęcia określa się wspólnym terminem anti-ghosting. Dość na tym, że w połączeniu zapobiegają one wykrywaniu klawiszy nienaciśniętych oraz zapewniają rejestrację wszystkich przycisków aktywnych. Moje testy wykazały, że Razer Ornata Chroma sprawdza się w tym aspekcie bez zarzutu.
Nagrywaj, świeć, personalizuj
Każda szanująca się klawiatura dla graczy, poza tym, że sama powinna charakteryzować się wysokim poziomem wykonania, nie obejdzie się bez odpowiedniego oprogramowania. Nie inaczej jest w przypadku Razer Ornata Chroma.
Jego cyfrowym zapleczem jest aplikacja Razer Synapse, dobrze znana wszystkim użytkownikom sprzętów spod znaku potrójnego węża. O wygodzie i przejrzystości tego programu nie trzeba chyba nikogo zapewniać, więc przejdę od razu do palety opcji, jakie oddaje on w nasze ręce.
Przede wszystkim to tutaj właśnie możemy zaprogramować wszystkie przyciski Razer Ornata Chroma. Dodatkowo, co wytrawniejsi gracze mogą spiąć pojedyncze funkcje wciskanych klawiszy w łańcuchy makr. Razer Synapse pozwala je skomponować w prosty i intuicyjny sposób. Dostępne jest to także z poziomu klawiatury, ale wtedy wymaga to trochę treningu i przyzwyczajenia.
Kolejne możliwości, jakie oferuje Razer Synapse to zmiana oświetlenia, o której już pisałem, a także ustawienie go dla wielu urządzeń zgodnie z ideą Chroma. Poza tym do naszej dyspozycji oddaje się także opcję konfiguracji tak zwanego „game mode”. Po jego uruchomieniu dezaktywacji ulega klawisz Windows. Oprócz tego możemy też sprawić, żeby ten tryb wyłączał kombinacje „alt + F4” oraz „alt + Tab”.
Krótko mówiąc, personalizować można do woli. A w każdym razie w całkiem sporym zakresie. Razer Synapse jest do tego wprost stworzony i zapewnia dużą funkcjonalność, kiedy zdecydujemy się na zabawę z opcjami.
Po trupach z Ornatą
Przyglądać się czemuś to jedno, zajrzeć do wnętrza tej rzeczy to drugie, ale zrobić z niej użytek to jeszcze coś innego. Dlatego też czas zabrać Razer Ornata Chroma w podróż przez gry, które najlepiej sprawdzają szybkość i precyzję gamingowego sprzętu.
Do tego testu bojowego wybrałem odświeżonego klasyka strzelanin, czyli Call of Duty: Modern Warfare: Remastered, najnowszą odsłonę sieciowej legendy, jaką jest Battlefield 1, oraz godnego reprezentanta gatunku MOBA o znanym chyba wszystkim tytule Heroes of the Storm.
W każdym z tych przypadków Razer Ornata Chroma spisała się na medal. Można by pomyśleć, że membranowa komponenta będzie ograniczała możliwości tej klawiatury, ale ten element został na tyle integralnie wkomponowany w całość, że zdarzało mi się zupełnie zapominać o hybrydowym charakterze Razer Ornata Chroma.
W porównaniu z tym sprzętem niejeden czystej krwi mechanik mógłby nabawić się kompleksu niższości. Zwłaszcza, że „miękkość” wciskanych przycisków, ich średnia wysokość i komfortowa podkładka pod nadgarstki wyznacza tu standard wygody niełatwy do doścignięcia.
Co ciekawe, Razer Ornata Chroma zupełnie nieźle sprawdza się także podczas pracy biurowej. Trochę przeszkadzało mi nierówne klikanie przycisków, ale gdyby przymknąć na to oko (a łatwo to zrobić), wtedy okaże się, że to sprzęt całkiem uniwersalny, choć w pierwszej kolejności dedykowany, rzecz jasna, graczom.
Bez kompromisów, ale z synergią?
Wszyscy znamy porzekadła potępiające kompromisy. Te o dwóch srokach, pieczeniach na jednym ogniu i o tym, że jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego. Ale po drugiej stronie przewija się od czasu do czasu mit o złotym środku. Razer Ornata Chroma udowadnia, że czasami możemy go osiągnąć. A w każdym razie mocno się do niego zbliżyć.
Ostatnimi czasy modne stało się słowo „synergia” i chociaż często jest ono bezmyślnie nadużywane na wszelkie możliwe sposoby, tak w tym przypadku pasuje jak ulał. Synergia, czyli zjawisko, kiedy połączenie elementów składowych daje w efekcie coś jakościowo lepszego, niż tylko suma ich cech. I tak jak dwa plus dwa w tej sytuacji może dać wynik pięć, tak membranowa konstrukcja wzmocniona mechanicznymi przełącznikami równa się: good job!
Ocena końcowa:
- mechaniczna precyzja przy membranowej wygodzie
- średnia wysokość klawiszy
- szybki czas reakcji
- 10-klawiszowy rollover i anti-ghosting
- stylowy wygląd
- komfortowa i magnetycznie mocowana podkładka pod nadgarstki
- podświetlenie RGB
- brak wbudowanego huba USB
- odgłosy naciskanych przycisków i tzw. "feeling" różnią się między poszczególnymi klawiszami
- magnetyczne dołączenie podkładki pod nadgarstki uniemożliwia jej trwałe przymocowanie
- Ergonomia:
dobry plus - Jakość wykonania:
dobry plus - Stylistyka
bardzo dobry - Mechanizm klawiszy:
dobry plus - Możliwości programowania:
dobry - Szybkość reakcji
bardzo dobry - Funkcjonalność
dobry plus