Zaczęło się od ministra zdrowia, który upublicznił informacje na temat tego, jakie leki przepisał „sobie” jeden z lekarzy. Przypłacił to utratą stanowiska, równocześnie jednak do opinii publicznej wysłany został sygnał, że dostęp do informacji o receptach może być niewłaściwie chroniony. Okazało się, że rzeczywiście tak jest.
Nieograniczony dostęp do recept Polaków. Wystarczył PESEL
Jak wynika z ustaleń dziennikarzy Faktów TVN, przez kilka tygodni lekarze mieli praktycznie nieograniczony dostęp do historii recept wszystkich pacjentów w Polsce. Dokładniej mówiąc, każda osoba, która miała dostęp do platformy gabinet.gov.pl, mogła wprowadzić dowolny numer PESEL i uzyskać informacje o receptach danej osoby.
Informacje, które można było uzyskać w ten sposób, obejmowały listy leków, daty wystawiania recept oraz status (czy leki zostały zakupione, czy też nie). Dodatkowo, można było uzyskać aktualne adresy zamieszkania pacjentów. Wszystko to z powodu pola „zgoda pozyskana od pacjenta lub sytuacja zagrożenia życia”, które pojawiło się w systemie po wprowadzeniu nowych przepisów dot. recept na leki psychotropowe i opioidowe.
W reakcji na te doniesienia, Ministerstwo Zdrowia zdecydowało się na tymczasowe zablokowanie dostępu do tych danych. Treść oświadczenia została opublikowana między innymi na platformie X (dawniej Twitter):
Źródło: Ministerstwo Zdrowia, Naczelna Izba Lekarska