Rozwój robotyki i sztucznej inteligencji nabrał takiego tempa, że rzeczywistość wypełniona wszelkiego rodzaju „myślącymi” z technologicznego punktu widzenia robotami jest właściwie nie do uniknięcia, a nadejście tej ery jest tylko kwestią czasu. Prawdopodobnie już za kilkanaście, a najpóźniej za kilkadziesiąt lat „mechaniczni przyjaciele” będą nam towarzyszyć w dosłownie każdym aspekcie życia. No właśnie, pytanie tylko czy faktycznie „przyjaciele”, czy może jednak wrogowie.
Roboty będą nas wozić do pracy (autonomiczne samochody), będą nas obsługiwać w domu (akcesoria inteligentnego domu), będą uprzyjemniać nam czas (gadżety) i ratować nam życie (roboty medyczne). Najważniejszym pytaniem, jakie często pojawia się podczas przedstawiania tego rodzaju wizji przyszłości jest jednak to, czy roboty przypadkiem nie pozbawią nas pracy i tym samym środków do życia.
Roboty – wrogowie
Andy Haldane, główny ekonomista Banku Anglii przyznał, że obawia się robotów. Już dzisiaj maszyny są w stanie zastąpić człowieka w powtarzających się czynnościach, a dzięki rozwojowi sztucznej inteligencji coraz częściej są one również zdolne do kreatywnego myślenia – „w przeciwieństwie do maszyn z przeszłości, te nowe mogą zastąpić nie tylko ludzkie ręce, ale też mózg” – mówi Haldane.
Według niego, jak również założycielki Webbmedia Group, Amy Webb oraz naukowców z Uniwersytetu Oksfordzkiego już za kilkanaście lat roboty przejmą ponad połowę naszych posad. Dotyczy to przede wszystkim takich zawodów jak: pracownicy bankowi i doradcy finansowi, recepcjoniści, sprzedawcy, kierowcy, strażnicy, kucharze i barmani, marketingowcy, dziennikarze czy prawnicy.
W styczniu Światowe Forum Ekonomiczne opublikowało swój najnowszy raport. Według niego w wyniku powszechnej automatyzacji do 2020 roku pracy pozbawionych zostanie na świecie co najmniej 5 milionów osób. Międzynarodowa Federacja Robotyki natomiast szacuje, że do 2018 roku globalna roczna sprzedaż robotów przemysłowych podwoi się w stosunku do obecnych wartości.
Roboty – między wrogami a przyjaciółmi
Na podstawie przeprowadzonego przez siebie badania naukowcy z VDMA Robotics and Automation Association twierdzą jednak, że nawet największa automatyzacja nie sprawi, że człowiek będzie musiał obawiać się o pracę. Powołując się na przykład Niemiec, sugerują oni, że wręcz przeciwnie – im więcej robotów w zakładach pracy, tym większe zapotrzebowanie na „towarzyszących im” pracowników.
Mało tego, naukowcy z VDMA przedstawiają w swoim raporcie tezę, że wraz ze wzrostem automatyzacji rutynowych czynności coraz większą wartość na rynku pracy będą miały umiejętności i cechy zarezerwowane do rzeczywiście myślących istot (czyt. ludzi), takie jak wiedza, zręczność, kreatywność i myślenie przyczynowo-skutkowe. Być może konieczna będzie poważna reforma systemu edukacji, ale wniosek – według VDMA – może być tylko jeden: rosnące wykorzystanie robotów wpłynie pozytywnie na sytuację człowieka.
„Jeśliby spojrzeć wstecz, zatrudnienie nie spadło z powodu automatyzacji” – powiedział Patrick Schwarzkopf, prezes VDMA. – „Nowe podejście w inteligentnych fabrykach opiera się na sprytnym połączeniu najważniejszych zalet człowieka z najważniejszymi zaletami robotów. Dlatego też nie wydaje mi się, abyśmy wkrótce znaleźli się w sytuacji, w której masowo będziemy tracili pracę”.
Roboty – przyjaciele
Biorąc pod uwagę wszystkie te czynniki można dojść do wniosku, że roboty rzeczywiście mogą być dla człowieka ogromną pomocą. To właśnie one będą mogły przecież w przyszłości podejmować się zadań, które dla człowieka są śmiertelnie niebezpieczne, jak chociażby akcje ratunkowe. I choć rzeczywiście może to oznaczać likwidację wielu miejsc pracy, to z drugiej strony wygeneruje też wiele nowych, w których ludzie będą mogli popisać się swoimi naturalnymi zdolnościami.
Najbardziej optymistyczna z wizji zakłada więc, że w przyszłości roboty zajmą się tym, co może zostać zautomatyzowane, ale czynnik ludzki nie zostanie ani trochę umniejszony – wręcz przeciwnie. Pytanie tylko, na ile można w taki scenariusz wierzyć i czy faktycznie człowiek (w obliczu zysków finansowych) będzie wiedział, kiedy powiedzieć „dość”?
To bez wątpienia trudny temat i pewnie czas pokaże jak się to wszystko potoczy. Zachęcamy jednak do dyskusji w komentarzach.
Źródło: Digital Trends, Engadget, Bloomberg, Webbmedia, VDMA, World Economic Forum, Phys.org, inf. własna