Jaka jest najważniejsza cecha serii, w której chwytaliśmy za plastikowy kontroler i wygrywaliśmy znane piosenki? Prawdopodobnie fakt, że nie było konieczne posiadanie rozwiniętego słuchu muzycznego, znajomości nut i umiejętność chwytania akordów rozciągniętych po rozległych partiach gryfu. Co, jeśli przełożyć zwykłą zabawę na naukę gry na prawdziwej gitarze?
Do końca nie wiadomo jak wyglądać będzie sama zabawa - czy będą to uproszczone linie melodyczne, czy oryginalne riffy, które będziemy musieli opanować tak dobrze, jak muzyk występujący na scenie. W tym drugim przypadku nasuwa się pytanie - po co tworzyć grę? Czy adeptom "wiosła" nie będzie łatwiej po prostu uczyć się z dostępnych w Internecie tabulatur bez konieczności kupowania płytek z programem? Fakt, nie ma wtedy efektów wizualnych i nabijania "high score", ale w tym przypadku istota - granie na gitarze - jest zachowana.
Kolejnym problemem może okazać się też sprzęt. Do Rocksmith ma być dodana specjalna przejściówka umożliwiająca połączenie instrumentu z komputerem lub konsolą. Wydawca prowadzi też negocjacje z takimi firmami jak Gibson - chodzi o to, żeby markowe gitary były dołączane do zestawu. Trzeba jednak przyznać, że średniej klasy sprzęt to wydatek rzędu co najmniej półtora tysiąca złotych. Żeby uniknąć zaporowej ceny gry prawdopodobnie dostaniemy chińskie podróbki z niechlujnie nabitymi progami lub rozstrajające się po paru kawałkach.
Czy warto? Ciężko powiedzieć, sam sposób prowadzenia rozgrywki musiałby być naprawdę innowacyjny, żeby przekonać potencjalnych nabywców do zabawy. Gra ukaże się we wrześniu, miejmy nadzieję na szczegółowe trailery przedstawiające gameplay.
Źródło: hollywoodreporter