Ryse: Son of Rome (PC) – dobry benchmark dla sprzętu i… tylko tyle

Studiu Crytek od pewnego czasu doskwierają problemy finansowe. Niestety, ich najnowsza propozycja dla graczy komputerowych raczej nic w tej kwestii nie zmieni.

Rzym w odwrocie

W pewnym sensie jest to smutna historia, bo firma, która stworzyła przełomowego pod względem oprawy wizualnej Crysisa może w najbliższym czasie ogłosić upadłość. Oczywiście nikt jeszcze o tym oficjalnie nie mówi, ale pewne jest, że studio ma poważne problemy finansowe. Zapewne z tego powodu producent zdecydował się na wydanie Ryse: Son of Rome na PC. Pierwotnie gra zadebiutowała rok temu jako tytuł wyłącznie dla konsoli Xbox One. Takie posunięcie nie przyniosło zamierzonego efektu. Wyniki sprzedaży nie były satysfakcjonujące. Gracze i recenzenci zgodnie podkreślali, że o ile pod względem wizualnym Ryse prezentuje się doskonale, to sama rozgrywka jest bardzo krótka i niespecjalnie wciągająca. Niestety, dokładnie to samo można powiedzieć o edycji na PC. Oprawa została jeszcze podrasowana względem konsolowego odpowiednika, ale sama rozgrywka jest jego idealną kopią. Wszystko więc wskazuje na to, że zgodnie z przysłowiem – tonący brzytwy się chwyta.

Ryse: Son of Rome wersja na pc

Podstawowym problemem Ryse jest fakt, że gra jest relatywnie krótka, nawet jak na dzisiejsze standardy. Sama zaś rozgrywka bardzo szybko robi się powtarzalna i nudna. Jeśli dołożymy do tego przeciętny tryb gry wieloosobowej to naprawdę trudno uzasadnić zakup tego tytułu pod kątem zabawy. To jest raczej świetna pokazówka możliwości silnika CryEngine, która do pewnego stopnia sprawdzi się w roli benchmarka kart graficznych i tylko tyle. Jest jednak pewien problem w takim założeniu - Ryse: Son of Rome jest sprzedawane jako gra. Wiem, że brzmi to nieco śmiesznie, ale takie w mojej ocenie są fakty.

Ryse: Son of Rome - mury

Fabuła tu w zasadzie nie istnieje, jest za to oklepany i trywialny schemat zemsty oraz walki za ojczyznę ukazany w bardzo pompatyczny sposób. Gdyby nie aspekty wizualne to wszelkie filmiki – przerywniki z pewnością bym pominął, bo tak sztampowego scenariusza to już dawno nie widziałem. Choć to akurat zapewne wynika z faktu, że staram się unikać odgrzewanych kotletów pokroju dwudziestej ósmej części Call of Duty czy dziesiątej odsłony Battlefield.

Ryse: Son of Rome - rzołnieże

Zacznijmy jednak może od początku – w grze wcielamy się w postać Centuriona Mariusa Titusa, któremu barbarzyńskie plemiona podczas ataku na Rzym wymordowały rodzinę. Pojawia się więc motyw zemsty, który jest oczywiście motorem napędowym całej reszty zdarzeń jakie obserwujemy w grze. Jednak jak to ma miejsce praktycznie we wszystkich historiach dotyczących Rzymu wrogów jest dwóch. Ten ostatni oczywiście kryje się w samym sercu Imperium. Jednych i drugich przyjdzie nam oczywiście zatłuc. I właściwie to by było na tyle jeśli chodzi o fabułę. Co zaś tyczy się rozgrywki to jest ona połączeniem walki z przerywnikami filmowymi, które tłumaczą motywację i zachowanie naszego bohatera. Nic wielce odkrywczego, ani interesującego. Nie byłoby w tym może nic złego gdyby nie fakt, że grę można ukończyć w sześć godzin, a już w okolicach połowy tego czasu, w związku z brakiem jakiegokolwiek urozmaicenia staje się niezmiernie nudna. Dla porządku należy odnotować, że pecetowa wersja jest tzw. kompletną edycją (tą samą która ukazała się na Xbox One w momencie polskiej premiery tej konsoli), a więc zawierającą wszystkie dodatki DLC jakie producent do tej pory wydał.

Wrażenia z gry

Nie zrozumcie mnie źle, Ryse to gra bardzo widowiskowa - wszystko tutaj wygląda ładnie, a tzw. ciosy kończące, mimo że nie prezentują się tak soczyście jak w Shadow of Mordor to nadal przykuwają uwagę. System walki jest dość prosty, ale nie powiem żeby mi to jakoś szczególnie przeszkadzało. Wszystko sprowadza się do odpowiedniego wyczucia czasowego, zarówno w kontekście wyprowadzania ataków jak i blokowania czy parowania ciosów. Sama walka to połączenie systemu znanego z Assassin’s Creed i serii Batman. Sprawdza się nieźle, ale cały czas mamy nieodparte wrażenie, że całkiem niedawno gdzieś to już widzieliśmy. I tutaj dochodzimy do kolejnej, dużej bolączki najnowszej gry studia Crytek – kto wpadł na pomysł, aby wydać tę produkcję zaraz po bliźniaczo podobnym (pod względem systemu walki) Shadow of Mordor i krótko przed premierą nowego AC? Taki trochę strzał w kolano, szczególnie, że wspomniany tytuł góruje nad Ryse: Son of Rome niemal pod każdym względem. Poza oprawą oczywiście.

Image

Na tle wspomnianej konkurencji blado wypada również aspekt rozwoju naszego bohatera. Standardowo za wybijanie wrogów otrzymujemy określoną ilość doświadczenia. Po zebraniu danej puli możemy wykupić wybraną umiejętność, a raczej bonus w jednej z czterech podstawowych kategorii. Każdy z nich daję nam pewną przewagę w trakcie walki np. zadajemy większe obrażenia. Dodatkowo użycie tzw. finiszerów skutkuje również chwilowym wzmocnieniem naszego bohatera. Pisząc o ciosach kończących warto wspomnieć, że takowe również można ulepszać / rozbudowywać. Wariacji jest tutaj naprawdę sporo, ale w zasadzie poza aspektem wizualnym niewiele wnoszą one do rozgrywki. I jest to w zasadzie ogólny zarzut do systemu rozwoju postaci - niby ulepszeń jest wiele, ale na koniec dnia w żaden sposób nie rozbudowują one systemu walki.

Image

O zmarnowanym potencjale można również mówić w przypadku trybu zabawy wieloosobowej, który sprowadza się do walki botami na arenie. Jest także możliwość kooperacyjnej rozgrywki dla maksymalnie… dwóch graczy. Są jeszcze rankingi online, możliwość wykupowania przeróżnych dodatków i kilka innych drobiazgów, które jednak nie mają większego wpływu na całokształt tej produkcji. Można zagrać raz czy dwa, ale później zwyczajnie brakuje motywacji, aby powrócić do tego tryby rozgrywki. To samo tyczy się zresztą i samej gry. Sporym mankamentem jest również sztuczna inteligencja, a raczej jej brak. Nasi wrogowie przez znakomitą większość tej krótkiej przygody stanowią zerowe zagrożenie dla zdrowia naszego bohatera. Nawet taka prosta taktyka jak jednoczesne atakowanie kiedy mają przewagę liczebną jest im obca. Na koniec mojego marudzenia wspomnę jeszcze o jednym mankamencie Ryse – całkowita liniowość rozgrywki. Jest tylko jedna droga, lokacje są zamknięte, a do tego jeszcze często bardzo niewielkie. Dlatego też przez grę przemykamy ekspresowo, ale z uczuciem pewnego znużenia.

Image

W taki sposób doszliśmy do jedynej naprawdę mocnej strony najnowszej produkcji studia Crytek – oprawy wizualnej. W tym aspekcie praktycznie wszystko może się tutaj podobać. Jest to z pewnością najładniejsza gra w swojej kategorii. Na mocnym pececie, najnowsza iteracja CryEngine wygląda przepięknie! Postacie zostały wykonane z należytą starannością, a ilość szczegółów na poszczególnych modelach robi wrażenie. Podobnie ma się sprawa tekstur, oświetlenia oraz wygładzania krawędzi. Nie wspominając już o obłędnie wyglądającej florze, która jest swego rodzaju znakiem rozpoznawczym CryEngine. Oczywiście fantastyczna oprawa wizualna niesie za sobą potrzebę posiada naprawdę mocnej konfiguracji, o ile rzecz jasna chcemy „cieszyć” swoje oczy maksymalnymi ustawieniami graficznymi.

Sterowniki, system operacyjny:

  • Windows 7 64-bit
  • Catalyst 14.9.1 Beta
  • GeForce Game Ready 344.48 WHQL

Metodologia testowa:

Przy testach wydajności w Ryse: Son of Rome posłużyłem się trzema gotowymi zestawami ustawień graficznych. Dodatkowo sprawdziłem jak duży wpływ na płynność animacji ma włączenie SSAA. Jako miejsce testowe posłużył mi sam początek czwartego rozdziału. Jest on najbardziej wymagający względem sprzętu ze wszystkich dostępnych, ale zarazem i najładniejszy. Oczywiście w trakcie pomiarów wydajności blokada kl/s byłą wyłączona podobnie jak i synchronizacja pionowa. Warto również odnotować, że w przypadku nadpróbkowania dostępne są dwa poziomy skalowania 1,5x1,5 oraz 2x2. Oczywiście ten drugi jest o wiele bardziej wymagający względem karty graficznej. Niezależnie jednak od tego, który wariant wybierzemy przy włączonym SSAA automatycznie włącza się ograniczenie ilości kl/s do 60. Nie da się tego w żaden sposób wyłączyć. Mając jednak na uwadze uzyskane wyniki nie jest to problem, który będzie jakoś szczególnie uciążliwy. Margines błędu pomiarowego wynosi 1 kl/s.

Analiza wydajności

Piękna oprawa wizualna Ryse: Son of Rome jest okupiona wysokimi wymaganiami sprzętowymi. Szczególnie w odniesieniu do kart graficznych, choć nie tylko. Gra potrafi skorzystać z 8, a 12 wątkowych procesorów. Przekłada się to głównie na nieco wyższą wartość minimalnej ilości kl/s. Rozsądnym kompromisem jest 4-rdzeniowa jednostka Intela pokroju i5, najlepiej podkręcona. Nie zmienia to oczywiście faktu, że najważniejszym elementem względem wydajności w Ryse jest karta graficzna. Gra działa na najnowszej wersji silnika CryEngine, który potrafi wycisnąć ze sprzętu ostatnie soki i świetnie się z nim skaluje. Z jednej strony teoretycznie można się bawić na kilkuletnim pececie w najniższych ustawieniach, a z drugiej w rozdzielczości 4K, o ile posiadamy konfiguracje z dwiema, topowymi kartami graficznymi. Moje testy jasno pokazały, że Ryse zdecydowanie preferuje konstrukcje oparte o architekturę GCN. Co prawda ostatnia łatka podniosła znacząco wydajność w przypadku najnowszych kart Nvidii, to nadal nie są one wstanie dogonić Radeona 290X. Nie ma już jednak tak kuriozalnej sytuacji, gdzie GeForce GTX 970 osiągał wyniki bardzo zbliżone do modelu 280X z obozu czerwonych, a 980 nie mogła dogonić 290.

Image

Pojedynczy Radeon 290X jest wstanie zapewnić nam komfortową zabawę w maksymalnych ustawieniach, a jeśli okazjonalne spadki kl/s do wartości 30+ nam nie przeszkadzają to możemy nawet pokusić się o włączenie SSAA x1,5. Włączenie tej ostatniej opcji nie jest możliwe na karcie GeForce GTX 970, w przypadku której zdarzały się momenty kiedy to Fraps pokazywał 29 klatek na sekundę, a przeciętnie wartość ta oscylowała w okolicach 38. W średnich ustawieniach graficznych pomijając wspomniane konstrukcje, komfortową rozgrywkę (minimalna ilość kl/s powyżej 45) zapewniał tylko Radeon 285. W najniższych dało się w miarę przyjemnie pograć na Radeonie 270X. Warto zauważyć, że GeForce GTX 760 nawet w tych ostatnich nie zapewniał akceptowalnej płynności animacji. Należy również pamiętać, że nie bez znaczenia jest tu ilość VRAM na karcie graficznej. Maksymalna jakość tekstur wymaga konstrukcji z 4 GB. Schodząc oczko niżej wystarczy karta z 2 GB VRAM. Takie wymagania to powoli standard, szczególnie w odniesieniu do produkcji, które są tworzone głównie z myślą o konsolach nowej generacji.

Porównanie ustawień graficznych

Image
Ustawienia wysokie + SSAA 2x2
Image
Ustawienia wysokie
Image
Ustawienia średnie
Image
Ustawienia niskie
Image
Ustawienia wysokie + SSAA 2x2
Image
Ustawienia wysokie
Image
Ustawienia średnie
Image
Ustawienia niskie

PC vs Xbox One

Ryse: Son of Rome jest idealnym przykładem tego jak relatywnie słabe są konsole obecnej generacji w zestawieniu z komputerami. Pierwotnie gra zadebiutowała na Xbox One pod koniec ubiegłego roku. Oferując rozdzielczość 900p przy 30 kl/s. Tyle na papierze. W rzeczywistości konsola ma trudności z utrzymaniem wspomnianych 30 klatek na sekundę. W trakcie bardziej zaognionych potyczek spadki w płynności animacji są doskonale widoczne i dość irytujące. Zupełnie inaczej sprawa wygląda w przypadku PC. W tej odsłonie Ryse, a raczej CryEngine pokazuje prawdziwy pazur oferując wyższą rozdzielczość, ulepszone oświetlenie (SSDO), miękkie cienie, SSAA oraz znacznie mniej restrykcyjny LOD. Różnica między edycjami gry jest dostrzegalna na pierwszy rzut oka. Nie wspominając już o fakcie, że zabawa przy 60+ kl/s jest o wiele przyjemniejsza niż przy konsolowych „do 30”. Jakość identyczną do tej serwowanej przez Xbox One w Ryse: Son of Rome zapewni nam bez problemu kilkuletni komputer i to wcale nie w topowej jak na tamte czasy konfiguracji.

Image

Podsumowanie

Najmocniejszą stroną najnowszej produkcji niemieckiego studia Crytek z całą pewnością jest jej oprawa wizualna. Doprawdy pod tym względem nie ma w zasadzie do czego się przyczepić. Świetne modele postaci, równie dobre tekstury, miękkie cienie i wiele innych efektów zastosowanych w Ryse: Son of Rome pokazuje jak niesamowite są możliwości silnika CryEngine. Optymalizacja gry stoi na całkiem przyzwoitym poziomie, choć najwyższe ustawienia detali zarezerwowane są wyłącznie dla posiadaczy najmocniejszych kart graficznych. Uzyskanie zadowalającej płynności po włączeniu SSAA jest możliwe w zasadzie tylko na Radeonie 290X, ale jeśli ktoś myśli o wyższej rozdzielczości niż 1080p to musi się uzbroić w minimum dwie mocne karty graficzne (SLI/CrossFire).

Niestety, samą grę można nazwać jedynie przeciętną. Bowiem nie licząc wspomnianej już wielokrotnie oprawy wizualnej nie ma tutaj naprawdę nic interesującego. Krótka kampania, płytki tryb zabawy wieloosobowej, powtarzalne walki, trywialna fabuła to w zasadzie główne cechy Ryse: Son of Rome. Reasumując najnowsza produkcja studia Crytek to… świetny benchmark dla sprzętu, ale zaledwie średnia gra.

Wybrane dla Ciebie
ZATRZYMAJ SIĘ NA CHWILĘ… TE ARTYKUŁY WARTO PRZECZYTAĆ