Dyson stworzył „pogromcę Tesli”, ale… co z tego?

Co z tego, że elektryczny samochód Dyson to „pogromca Tesli”, skoro nie wyjedzie na drogi (bo niestety nie wyjedzie)? Ano to z tego, że mimo wszystko może mieć istotny wpływ na rozwój tej gałęzi motoryzacji.

Image

Elektryczny samochód Dyson potrafi zaimponować

Ponad 960 kilometrów na jednym ładowaniu – to właśnie cecha, którą najbardziej imponuje prototypowy samochód elektryczny Dysona – producenta kojarzonego raczej z suszarkami do włosów, odkurzaczami i wentylatorami. To prawie dwa razy tyle, co Tesla Model X, co upoważnia nas do nazywania go jego potencjalnym „pogromcą”. 

Wprawdzie „elektryk” Dysona – znany jako N526 – ani nie osiąga większych prędkości, ani też nie przyspiesza szybciej niż Model X Tesli, ale różnice są na tyle małe, że dla nikogo nie byłby to chyba problem. Konkretnie prototypowe auto rozpędza się do 200 km/h, a „setkę” osiąga po upływie niespełna 5 sekund. To wciąż imponujące wyniki jak na przeszło 2,5-tonową maszynę z 7 miejscami siedzącymi. 

Samochód Dyson N526 nie wyjedzie na drogi, bo to się nie opłaca

Dyson realizował projekt swojego elektrycznego samochodu przez kilka lat. W tym czasie pochłonął on około 500 milionów funtów z osobistego budżetu sir Jamesa Dysona. I choć efekt może się podobać, porzucono wszelkie plany związane z wypuszczeniem auta na rynek. Powodem są olbrzymie straty, z jakimi wiązałoby się sprzedanie każdego egzemplarza – każdy musiałby wygenerować 150 tysięcy funtów, by na siebie zarobić, a taka cena raczej nie zachęcałaby do zakupu. 

Po co więc gadać o tym aucie? Okazuje się, że jest sens. Chodzi o jego akumulator

Sekret samochodu Dyson N526, a konkretnie jego niesamowitego zasięgu, tkwi w wyjątkowym rozwiązaniu, jakim jest półprzewodnikowy akumulator. Wymieniając jego atuty, sir James Dyson, wspomniał o większej efektywności, mniejszych gabarytach, większej gęstości energii i stanowieniu mniejszego zagrożenia w porównaniu do obecnie stosowanych ogniw litowo-jonowych. 

I tu dochodzimy do kluczowej informacji: sir James Dyson jest otwarty na pomysł, by producenci samochodów elektrycznych wykorzystywali jego półprzewodnikowe akumulatory w swoich modelach. Nie są znane zasady, na jakich miałoby się to odbywać i nie wiadomo też, czy firmy będą zainteresowane tym rozwiązaniem. 

Na pewno jednak jest to coś, co warto mieć na uwadze. Wsza ograniczony zasięg pozostaje jednym z podstawowych problemów, uniemożliwiających popularyzację samochodów elektrycznych w wielu częściach świata, ze słabiej rozwiniętą siecią stacji ładowania. 

Źródło: Dyson, The Times, Engadget, informacja własna

Czytaj dalej o samochodach elektrycznych: 

Wybrane dla Ciebie
ZACZEKAJ! ZOBACZ, CO TERAZ JEST NA TOPIE