Samochód ma być już tylko środkiem transportu

Samochód to pojazd, który pozwala w komfortowych warunkach dostać się z punktu A do punktu B, a nie maszyna stworzona po to, by uszczęśliwiać kierowcę. A przynajmniej tak ma to wyglądać w przyszłości – dla naszego bezpieczeństwa.

Image

Przeciwnicy samokierujących się samochodów często argumentują swoją postawę tym, że odbierze się im przyjemność z jazdy. Przynajmniej część z nich na pewno więc ucieszyła się na wieść o wypadku autonomicznego pojazdu Volvo i Ubera – nie tyle z samego zdarzenia, co z faktu, że w efekcie wstrzymano rozwój tej technologii. Okazuje się jednak, że te osoby wcale nie mają się z czego cieszyć.

Nawet bowiem jeśli samokierujące się auta nigdy nie staną się standardem, nie będzie można uchronić się przed definiowaniem samochodu jako wyłącznie środka transportu, a nie maszyny do sprawiania przyjemności kierowcy. Dowód? Władze Unii Europejskiej rozważają wprowadzenie przepisów, które niejako w miejsce samokierujących się samochodów wprowadzają samochody samorządzące się.

Chodzi mianowicie o Intelligent Speed Assistance, w skrócie ISA. Jest to oprogramowanie, które dzięki obrazowi z kamer obserwujących drogę przed maską i informacjom z nawigacji satelitarnej, wiedzą jaka maksymalna prędkość jest dozwolona na danym odcinku drogi i (obniżając moc silnika) nie pozwalają rozpędzić samochodu ponad ustanowiony limit.

Powszechne wprowadzenie instalowanego już w niektórych pojazdach systemu ISA zostało zaproponowane przez ETSC (czyli Europejską Radę Bezpieczeństwa Transportu) na początku 2016 roku. Temat ten powraca co kilka-kilkanaście miesięcy i teraz głośno mówi się, że oprogramowanie może stać się standardem w nowych samochodach poruszających się po drogach na terytorium Unii Europejskiej, a więc również w Polsce. 

Eksperci (nie tylko ci unijni) zwracają uwagę na to, że nieodpowiednia prędkość jest jedną z najczęstszych przyczyn kolizji i wypadków drogowych. Przeniesienie odpowiedzialności za dostosowywanie prędkości na oprogramowanie ma więc pomóc w zmniejszeniu liczby ofiar. Bez wątpienia jest to argument, który należy brać pod uwagę.

Nie można jednak równocześnie pominąć tego, że limity prędkości bywają źle dostosowane, jak również tego, że bywają sytuacje wyjątkowe, w których od tego, czy pojedzie się szybciej niż pozwalają znaki, zależy ludzkie życie. Gdyby zaś wprowadzić system ISA jako opcjonalny (to znaczy: możliwy do wyłączenia w trakcie jazdy – tak jak ma to miejsce obecnie), prawdopodobnie nie miałoby to żadnego sensu i jedynym osiągniętym efektem byłby wzrost cen tych tańszych samochodów. A co wy sądzicie na ten temat?

Źródło: ETSC, GeekWeek, World Highways. Foto: DanielReche/Pixabay (CC0)

Wybrane dla Ciebie
MOŻE JESZCZE JEDEN ARTYKUŁ? ZOBACZ CO POLECAMY