Producent póki co wprowadził do sprzedaży 1800 takich urządzeń, które pojawiły się na tajwańskim rynku. Biorąc pod uwagę, że w sklepach sprzedało się niemal 300 sztuk i cała sprawa ma dość regionalnych zasięg, można by stwierdzić, że nie jest to dla nas szokująca informacja. Ciekawe jest jednak to, jak w procesie produkcyjnym udało się przemycić trojana, który na pewno nie pojawił się przez przypadek.
Co ważne, część urządzeń trafiło do administracji tajwańskiej. Tajwańczycy są przekonani, że odpowiedzialność za powstałą sytuację ponosi rząd chiński, który zaciekle monitoruje poczynania Tajwanu również przy wykorzystaniu Internetu. Producent błyskawicznie podjął się rozwiązania wszelkich niejasności związanych z aferą.