Sherlock Holmes: The Devil's Daughter – diabelski eksperyment z Baker Street

Słynny detektyw powraca w Sherlock Holmes: The Devil's Daughter. Dziewiąta część jego cyfrowych przygód to niespotykany eksperyment z klasyczną formułą.

Sherlock Holmes: The Devil's Daughter, czyli Frankenstein z fajką w zębach

Gry przygodowe różne mają oblicza, a studio Frogwares, twórcy cyfrowych przygód Sherlocka Holmesa, przetestowało chyba każde z nich. Jednak dopiero dziewiąta część serii, Sherlock Holmes: The Devil's Daughter, miała być prawdziwie rewolucyjna. Głównie z tego względu, że wykracza ona poza klasyczne ramy gatunku wprowadzając pełne akcji sekwencje zręcznościowe.

Sherlock Holmes: The Devil

Niestety, choć potencjał był ogromny, efekt końcowy przypomina monstrum Frankensteina. Wprawdzie Sherlock Holmes: The Devil's Daughter wciąż dostarcza sporo rozrywki, ale to raczej połatane z niepasujących do siebie kawałków cielsko, a nie idealnie funkcjonujący organizm.

Obserwować, ale nie patrzeć

Zacznijmy od warstwy wizualnej, bo przecież ona jako pierwsza rzuca się w oczy. Tym razem czyni to wyjątkowo agresywnie i bynajmniej nie w dobrym tego słowa znaczeniu. Żeby więc wstępnie oczyścić atmosferę, powiedzmy od wejścia dwa słowa o grafice w Sherlock Holmes: The Devil's Daughter.

W telegraficznym skrócie wypada ona dosyć słabo. Modele postaci są siermiężne, a lokacje – mimo że zachowują nastrój wiktoriańskiego Londynu, - to szara papka rozmazana na bryłach kamienic. Przynajmniej tak to wygląda w testowanej przeze mnie wersji na Playstation 4.

Sherlock Holmes: The Devil

Gdzieniegdzie trafi się perełka, taka jak domostwo doświadczonego przez los archeologa, ale niestety są one rzadkością. Zresztą nawet to osiągnięcie zawdzięczamy raczej pomysłowości projektantów lokacji, a nie speców od czysto technicznych aspektów warstwy wizualnej.

Na domiar złego zdarza się, że gra traci płynność (w każdym razie w wersji na PlayStation 4), a gdzieniegdzie powolne otwieranie drzwi przez Holmesa prawdopodobnie maskuje doładowywanie się lokacji.

Sherlock Holmes: The Devil

Tyle o grafice! W końcu stare porzekadło mówi, że ona schodzi na dalszy plan, kiedy grywalność znajduje się na odpowiednim poziomie. Jak więc sprawy się mają w przypadku tej ostatniej? Może ona zrekompensuje nam pewną brzydotę Sherlock Holmes: The Devil's Daughter.

Sherlock Holmes: The Devil

Ciemna strona kartki

Początki mojej przygody z Sherlock Holmes: The Devil's Daughter były wyjątkowo trudne. Do tego stopnia, że miałem ochotę rzucić padem i zająć się czymkolwiek innym, nawet jeśli miałoby to być bezmyślne gapienie się przez okno na grupki zombiaków kolekcjonujących pokemony.

Jednak, nie chwaląc się, wytrzymałem te początkowe, męczące chwile. A wierzcie mi, było co wytrzymywać! Pierwsza z pięciu spraw, jakie mamy okazję rozwiązać w najnowszej części przygód detektywa z Baker Street, zaczyna się w sposób tak sztampowy, jak to tylko możliwe.

Sherlock Holmes: The Devil

Zarośnięty brudem chłopiec z szemranej dzielnicy Londynu zwraca się po pomoc do Sherlocka Holmesa, ponieważ ojciec malucha zaginął w tajemniczych okolicznościach. Nie tylko słynny detektyw-konsultant, ale i ja spragniony byłem kryminalnej układanki, więc bezzwłocznie skierowałem swoje kroki do kamienicy w Whitechapel.

Sherlock Holmes: The Devil

Po pobieżnym przeszukaniu zapuszczonego mieszkanka, podczas którego największą zagadką było zapalenie świeczki, udało mi się ustalić, że w lokalnym pubie pewien enigmatyczny dżentelmen rekrutuje londyńską biedotę do bliżej nieokreślonej pracy.

Dalsze śledztwo zaowocowało znalezieniem kartki, na której widniała nazwa poszukiwanego lokalu. Chciałem więc ruszyć do tego miejsca, żeby znaleźć podejrzanego mężczyznę, ale wtedy zorientowałem się, że w moim dzienniku wciąż widnieje zadanie przeszukania mieszkania małego chłopca i jego ojca.

Sherlock Holmes: The Devil

Zostałem więc na miejscu, sądząc, że przegapiłem jakiś kluczowy dowód w sprawie. Raz jeszcze obszukałem całą kawalerkę, ale nawet przy użyciu wiktoriańskiego odpowiednika wiedźmińskich zmysłów niczego nowego nie udało mi się znaleźć.

W akcie desperacji ponownie chwyciłem kartkę, na której widniała nazwa pubu i tym razem obróciłem ją na drugą stronę. Holmes zauważył, że wcześniej była ona przyklejona do ściany, a mój dziennik zasygnalizował wreszcie wykonanie powierzonego mi zadania.

Sherlock Holmes: The Devil

Dodam, że ślady kleju znalezione na wspomnianym kawałku papieru nie miały najmniejszego znaczenia w kontekście dalszego rozwoju opowieści. A zatem jedyną winą z mojej strony było to, że nie postąpiłem zgodnie z oczekiwaniami twórców. To już podpada pod utrudnianie śledztwa!

Dalej było równie monotonnie i absurdalnie. Niezbyt atrakcyjna mini-gierka pozwoliła mi podsłuchać parę osób w pubie, a następnie przejąłem kontrolę nad młodocianym żebrakiem (kumplem Holmesa), żeby śledzić dżentelmena od specjalnej fuchy.

Sherlock Holmes: The Devil

Ten fragment Sherlock Holmes: The Devil's Daughter przypominał z kolei ubogą krewną Assasin's Creed. Wskaźnik u góry ekranu sygnalizował stopień, w jakim śledzony przeze mnie człowiek domyśla się moich niecnych zamiarów, a wielkie napisy wskazywały skrzynie, za którymi mogę się schować po drodze.

Nie były to fajerwerki rozrywki, ale przez krótką chwilę ta sekwencja dawała trochę frajdy. Problemy zaczęły się w momencie, kiedy musiałem znaleźć alternatywną drogę, bo podążanie za celem główną ulicą nie było dalej możliwe. 

Sherlock Holmes: The Devil

Sterowany przeze mnie chłopaczek wbiegł do jednej z kamienic i... zapadł się pod ziemię. To, oczywiście, jeden z kilku bugów, jakie napotkałem w grze. Z litości dla twórców przejdźmy nad nim do porządku dziennego.

Jeszcze raz więc wbiegłem do tego samego domu i... tym razem spotkałem się ze szczególnym rodzajem logiki, który zresztą nie jest tak rzadko spotykany w Sherlock Holmes: The Devil's Daughter. Ale to zasługuje na opis w oddzielnym fragmencie tekstu.

Sherlock Holmes: The Devil

To elementarne, mój drogi Watsonie!

Podążajmy dalej za tym przykładem z początku Sherlock Holmes: The Devil's Daughter, kiedy to małoletni pomocnik detektywa szuka sposobu na śledzenie tajemniczego mężczyzny z pubu. Po wejściu do jednej z kamienic napotykamy pana w sile wieku, który ruga swojego podopiecznego za to, że tamten nie wyszorował komina.

Sherlock Holmes: The Devil

Nasz mały bohater w mig chwyta się tej możliwości i proponuje, że sam usunie z przewodu nadmiar sadzy. I tutaj następuje kolejna mini-gra, w której wspinamy się w górę komina zeskrobując po drodze brud z jego ścianek. Sęk w tym, że nikt nie zgasił ognia płonącego na palenisku, a więc w każdej chwili możemy się zaczadzić.

W tym momencie pojawiły się we mnie wątpliwości, dlaczego muszę zeskrobywać brud, zamiast nieprzerwanie piąć się w górę komina, skoro priorytetem jest wdrapanie się na dach. A po drugie, nawet przy uwzględnieniu parszywego charakteru kamienicznika, dokonywanie takiej konserwacji przy rozpalonym ogniu to zwyczajna głupota!

Sherlock Holmes: The Devil

Jak już wspomniałem, takich nielogiczności nie brakuje w Sherlock Holmes: The Devil's Daughter, choć gdzieniegdzie przybierają one nieco łagodniejszą formę. 

Dajmy na to w dalszej części gry spotykamy się z przykładem nieziemskiej wprost dedukcji, kiedy to Holmes po zajrzeniu do wnętrza modelu piramidy Majów, doznaje niemal mistycznego oświecenia na temat losów pewnej archeologicznej ekspedycji sprzed lat.

Sherlock Holmes: The Devil
Sherlock Holmes: The Devil

Krótko mówiąc, czasami efekciarstwo i próba wplecenia na siłę elementów zręcznościowych czy też dodatkowych zagadek bierze górę nad logiką. A przecież ta ostatnia powinna być priorytetem, kiedy w grę wchodzą przygody Sherlocka Holmesa.

Zabił lokaj... albo ktoś inny

Jest jednak pewien element Sherlock Holmes: The Devil's Daughter, który idealnie wpasowuje się w ramy zdrowego rozsądku i stanowi on największą zaletę tego tytułu. Chodzi o ekran dedukcji, na którym łączymy zebrane wskazówki w spójne wnioskowanie.

Sherlock Holmes: The Devil

Żeby nie błądzić w abstrakcyjnych rozmyślaniach, raz jeszcze sięgnijmy po przykład. W jednym z londyńskich klubów sportowych doszło do morderstwa. Podejrzanych było zaledwie kilku, a ja po krótkim śledztwie wskazałem winnego. Następnie dokonałem moralnego wyboru (to kolejny całkiem ciekawy element rozgrywki), zgodnie z którym postanowiłem cisnąć gagatka w bezwzględne łapy policyjnego aparatu.

Sherlock Holmes: The Devil

Jednak coś nie pasowało w tej całej układance. Twórcy Sherlock Holmes: The Devil's Daughter bez słowa pozwolili mi na takie zakończenie sprawy, ale ja sam nie byłem usatysfakcjonowany. Po weryfikacji mojego śledztwa (jest to możliwe zawsze, kiedy wydajemy werdykt) okazało się, że znalazłem zaledwie połowę dowodów.

Sherlock Holmes: The Devil

Cofnąłem więc moją decyzję i postanowiłem pogrzebać głębiej. Jak się okazało, dalsze dochodzenie wprowadziło do gry zupełnie nowe lokacje oraz postaci, a także doprowadziło mnie do naprawdę niesamowitego i nieoczekiwanego finału.

Prawdę powiedziawszy, nie spodziewałem się tak dużej swobody w łączeniu ze sobą faktów, a co za tym idzie również możliwości popełnienia aż tak kardynalnego błędu. 

To zaskoczenie było uczuciem absolutnie niezwykłym, bo oto doświadczyłem na własnych barkach ciężaru odpowiedzialności za tok opowieści, której stałem się uczestnikiem. 

Barszczyk czy grzybowa?

Choć Sherlock Holmes: The Devil's Daughter wygląda mało atrakcyjnie i posiada całą masę błędów, koniec końców potrafi zauroczyć opowieściami jak gdyby żywcem wyciętymi z tomu prozy Conan Doyle'a.

To tytuł, któremu trzeba dać trochę czasu, żeby nabrał rumieńców, a także przymknąć oko na to, że kieruje się on niekiedy raczej wewnętrzną logiką, niż prawidłami rządzącymi naszym realnym światem.

Sherlock Holmes: The Devil

Ponadto ilość atrakcji czasami negatywnie odciska się na ich jakości, a możliwość pominięcia fragmentów zręcznościowych, a nawet niektórych zagadek wprowadza wrażenie, że to tytuł sklecony z opcjonalnych wyzwań.

Tym niemniej warto policzyć na plus twórcom Sherlock Holmes: The Devil's Daughter, że starali się stworzyć całą masę urozmaiceń, jakie rzadko widujemy w grach przygodowych. Od sprawdzania informacji w archiwum Sherlocka Holmesa, przez możliwość charakteryzacji naszego bohatera czy też sterowanie myśliwskim psiakiem, aż po strzelanie do przeciwników z rewolweru Watsona.

Sherlock Holmes: The Devil

Utrzymany w neurologicznej estetyce ekran wnioskowania to z kolei żelazny fundament tej produkcji, a zarazem jej absolutny atut. To tutaj spędzamy sporo czasu na główkowaniu i testowaniu różnych możliwości. 

To też miejsce, gdzie poprawna dedukcja staje się dla nas nagrodą za brnięcie przez kolejne mniej lub bardziej pasjonujące wyzwania. Wprawdzie widywałem już podobne rozwiązania w innych tytułach, ale tutaj w prezentuje się to nad wyraz dobrze.

Sherlock Holmes: The Devil

Można powiedzieć, że Sherlock Holmes: The Devil's Daughter to karkołomna próba połączenia w całość elementów zaczerpniętych z wielu różnych gatunków. 

Niestety, zamysł przerósł siły ekipy z Frogware i całość wyszła bardzo nierówno. Choć za rozmach tego przedsięwzięcia należą się twórcom spore oklaski, trudno oprzeć się wrażeniu, że w ugotowanym przez nich barszczu znalazło się zbyt wiele grzybów.

Sherlock Holmes: The Devil

Ocena końcowa:

  • klimat dziewiętnastowiecznego Londynu
  • motywy umiejętnie zaczerpnięte z prozy Conan Doyle'a
  • interesujące rozwiązania fabularne
  • system łączenia ze sobą wskazówek i wybory moralne
  • elementy zręcznościowe niekiedy ożywiają akcje
  • wiele ciekawych lokacji i postaci
  • odważna próba modyfikacji klasycznych, przygodówkowych elementów rozgrywki
     
  • siermiężna grafika (w wydaniu konsolowym)
  • gdzieniegdzie "martwe" lokacje zaludnione równie "martwymi" postaciami
  • niekiedy dialogi bywają drewniane lub niejasne
  • momentami uderzający brak logiki
  • mini-gry często wprowadzane na siłę
  • błędy techniczne
     
  • Grafika:
    dostateczny
  • Dźwięk:
     dobry
  • Grywalność:
     dostateczny plus
Wybrane dla Ciebie
MOŻE JESZCZE JEDEN ARTYKUŁ? ZOBACZ CO POLECAMY