Sony utuczyło się na exclusive'ach, teraz modli się by zniknęły

Siłą każdej konsoli są podobno nie jej mocne obliczeniowe, ale gry, w jakie można na niej zagrać. Skoro tak, to lepiej wypada Xbox Series X czy PlayStation 5? I dlaczego to Microsoft ma lepsze widoki na przyszłość?

Image
Mateusz Tomczak

Sprzedaż konsol. Sony nadal prowadzi, ale Microsoft ma gola kontaktowego

Niby temat pojawia się dość często, ale po pierwsze systematycznie dochodzą kolejne aktualizacje, a po drugie nie wypada nie nadmienić o tym przy omawianym temacie. Pod względem sprzedaży cały czas przewagę ma Sony. Na podstawie danych ujawnianych przez producentów (oficjalne podali póki co tylko Japończycy), sprzedawców oraz szacunków analityków należy zakładać, że do tej pory konsole PlayStation 5 znalazły ponad 21 milionów nabywców, podczas gdy konsole Xbox Series X oraz Xbox Series S trafiły do około 16 milionów graczy.

Jak to oceniać? Niby optymistycznie dla Sony. Sytuacja zdaje się wyglądać nieco inaczej jeśli weźmiemy pod uwagę przewagę, jaką firma ta miała przy poprzedniej generacji. Przypomnijmy, że sprzedaż konsol PlayStation 4 przekroczyła 117 milionów egzemplarzy, co na tle około 55 milionów egzemplarzy konsol Xbox One musi robić wrażenie.

Image
źródło: vgchartz

Zakup Activision Blizzard i Game Pass bolą Sony najbardziej

Przy poprzedniej generacji można było odnieść wrażenie, że każda decyzja Sony jest trafiona, a Microsoft mocno się pogubił. Teraz wydaje się, że mamy odwrotną sytuację. Chociaż same konsole są do siebie bardzo podobne pod względem wydajności i funkcjonalności (o wyglądzie tego powiedzieć już nie można), cała otoczka najnowszej generacji wygląda lepiej u „zielonych”. Nie dla wszystkich, bo największych fanów twierdzących, że PS5 nie odjechało wyłącznie przez słabą dostępność i to nie z winy Sony, bardzo trudno jest zniechęcić, ale w ogólnym rozrachunku Microsoft ma lepszą prasę.

Idzie to poznać także po przekazie, jaki z obydwu stron płynie do mediów. W ostatnich tygodniach Sony w sporej mierze skupia się na mniej lub bardziej otwartym krytykowaniu tego, co robi konkurencja. I dziwnym trafem na celowniku znajdują się przede wszystkim ostatnie zakupy, na jakie wybrał się Microsoft oraz jego usługa, która wedle wielu graczy jest jedną z najlepszych, jakie w ostatnim czasie wprowadzono. Oczywiście chodzi o Game Pass.

O tym, że Microsoft ma spore apetyty przekonaliśmy się jeszcze w 2020 roku kiedy to ogłoszono zakup ZeniMax Media (spółki matki Bethesdy). Koniec końców okazało się to tylko przystawką. W styczniu gruchnęła wiadomość, iż Microsoft przejmuje Activision Blizzard za ogromną kwotę 68,7 mld dolarów. Transakcja była i nadal jest bardzo szeroko komentowana. Trudno się temu dziwić, w końcu mowa o jednym z największych tego typu przejęć w całej branży technologicznej, a jednocześnie wejściu w posiadanie praw do takich marek jak Warcraft, Diablo czy Call of Duty.

Exclusive'y mają dziś znaczenie? Call of Duty by miało

Gdy uda się już doprowadzić omawianą transakcje do końca (ogrom formalności jest chyba nawet trudny do wyobrażenia sobie), Microsoft będzie pod względem przychodów trzecią co do wielkości firmą zajmującą się grami. Za czyimi plecami? Tencent i, no właśnie, Sony.

Widmo dalszego rozrastania się „zielonych” zaczęło chyba do niektórych w Sony docierać i po przespaniu ostatnich miesięcy oraz rozpamiętywaniu sukcesu poprzedniej generacji postanowiono przystąpić do kontrofensywy. Póki co rachitycznej, bo narzekaniem w mediach i rzekomym zatroskaniu o dobro graczy raczej nie ugra się wiele. Przecież i Microsoft i Sony działają, jak każda firma, dla pieniędzy.

Sony nie podoba się przejęcie Activision Blizzard, a Call of Duty japońska firma określa mianem serii, która nie ma i nigdy nie doczeka się konkurencji. Bojąc się utraty dostępu do niej ktoś chyba zapomniał o współpracy przy poprzednich częściach tego cyklu i oferowaniu np. wcześniejszego dostępu i innych korzyści na wyłączność posiadaczom PlayStation. Ba, przecież wymyślono sobie nawet projekt PlayStation Advantage polegający na płaceniu wielu innym producentom za zawartość przygotowywaną tylko dla konsol Sony.

W ostatnich dniach to właśnie Call of Duty znalazło się w centrum uwagi. I jak się okazuje, Sony ma o tej serii naprawdę dobre zdanie. Ba, nie widzi dla niej konkurencji.

„Call of Duty jest tak popularne, że wpływa na wybór konsoli przez użytkowników, a sieć lojalnych użytkowników jest tak zakorzeniona, że ​​nawet gdyby konkurent miał odpowiednio duży budżet na opracowanie podobnego produktu, nie byłby w stanie rywalizować.” - twierdzi Sony

Co można o takich słowach powiedzieć? Cóż, są prawdziwie. Nawet jeśli któraś z odsłon Call of Duty zostanie oceniona nisko, nawet jeśli pojawiają się zarzuty, że to wyłącznie odgrzewanie kotleta, sprzedaż idzie w miliony. Tyle tylko, że Microsoft jasno mówi, że nie zamierza tej serii rezerwować na wyłączność Xbox i PC (póki co nawet nie może, bo wcześniejsze umowy pozostają obowiązujące). Dodatkowo powołuje się na politykę prowadzoną przez Sony. I też ma rację. Co więcej, oskarża Sony o płacenie wydawcom za trzymanie się z daleka od Game Pass.

„Biorąc pod uwagę, że wyłączność była podstawą strategii Sony mającą na celu wzmocnienie jej obecności w branży gier, a Sony jest przecież liderem dystrybucji cyfrowych, obawy Sony dotyczące możliwej wyłączności treści Activision są niespójne. W rzeczywiści zdolność Microsoftu do dalszego rozszerzania katalogu Game Pass została utrudniona przez chęć Sony do zahamowania takiego wzrostu. Sony płaci za »prawa do blokowania«, aby uniemożliwić firmom dodawanie swoich treści do Game Pass i innych konkurencyjnych usług subskrypcyjnych.” - odpowiada Microsoft

Kto powinien wygrać? Najlepiej nikt

Bardzo dobrze, że Microsoft wygrzebał się z marazmu, w jakim pozostawał przy poprzedniej generacji. Aktywność Sony i mniejsze lub większe zaczepki są bardzo jednoznacznie. Czasu nie da się cofnąć, a sukcesu Game Pass umniejszyć. Tak samo jak zaprzeczyć, że Xbox Series X i Xbox Series S wypadają na tle PlayStation 5 zdecydowanie lepiej niż Xbox One w zestawieniu z PlayStation 4.

Monopol z reguły nie jest niczym dobrym, tutaj również nie przyniósłby graczom nic dobrego. Powinniśmy trzymać kciuki za nowe pomysły Sony i wyrównaną rywalizację z rosnącym konkurentem. Bo przecież i baza graczy i potencjał pozostają w gamingowym dziale Sony bardzo duże. Oby jednak owa rywalizacja była jak najbardziej zdrowa.

I tak na koniec do obydwu gryzących się firm - przydałoby się w tym wszystkim zadbać właśnie o gry. W przypadku obydwu firm coraz bardziej zasadne stają się stwierdzenia, że gry na wyłączność to te, które nie pojawiają się na konkurencyjnej konsoli, bo Microsoft od dawna, a Sony coraz chętniej wypuszczają swoje gry także na PC. Całe te przepychanki przypominają jednak trochę polityków zatroskanych o naród i skaczących sobie do gardeł zalewanych później schłodzonym napojem na jednej imprezie. Przed premierą nowych konsol reklamowano ich nadejście takimi produkcjami na wyłączność jak Halo Infinite i Gran Turismo 7, które wydano z rocznym opóźnieniem czy Senua's Saga: Hellblade II i God of War Ragnarök, których nadal nie ma.

Wybrane dla Ciebie
ZANIM WYJDZIESZ... NIE PRZEGAP TEGO, CO CZYTAJĄ INNI!