Mocne pecetowe granie czyli moja przygoda z Creative Sound BlasterX AE-5

Nostalgia to potężna rzecz. Mnie wystarczyło pojawienie się w redakcji Creative Sound BlasterX AE-5 bym, wiedziony dobrymi wspomnieniami, zapragnął przetestować tę kartę dźwiękową. Po kilku tygodniach świetnej zabawy mogę zaś powiedzieć jedno – „Wow, chyba czas na zmianę”.

Creative Sound BlaserX AE-5 - test karty w grach

Sam już nie pamiętam kiedy zapakowałem do pudełka swojego ostatniego Sound Blastera X-Fi Titanium Fatal1ty i zawierzyłem rozwiązaniom audio wbudowanym w płyty główne ASUS ROG (bo takie ostatnio przewijają się przez mój komputer). Dość powiedzieć, że już na tyle długo gram na integrze, że chyba przyzwyczaiłem się już do generowanego przez nią brzmienia w grach. Nie oznacza to jednak wcale, że nie chciałbym podkręcić swoich wrażeń słuchowych. 

Gdy więc nadarzyła się okazja i w redakcji zagościły dwie karty firmy Creative – zewnętrzny Sound BlasterX G6 (jego recenzję mogliście niedawno u nas przeczytać) oraz wewnętrzny Sound BlasterX AE-5 (którego test pojawił się na łamach Benchmarka rok temu), po  prostu żal było z takiej okazji nie skorzystać. 

Odezwała się we mnie mocno skrywana potrzeba sprawdzenia czy „integra” na mojej płycie ASUS ROG Maximus VIII Formula  faktycznie wyrabia się z dostarczeniem mi możliwe najlepszych wrażeń słuchowych. 

I cóż, wynik starcia SupremeFX 2015 vs Creative Sound BlasterX AE-5 był raczej do przewidzenia. Nie spodziewałem się jednak, że różnica w grach będzie aż tak kolosalna. Ech, gdzie ja miałem uszy przez te ostatnie lata.

Creative Sound BlasterX AE-5 - pudełko
Kliknij by powiększyć zdjęcie!

Niech stanie się światłość

Opisując własne doświadczenia z Creative Sound BlasterX AE-5 nie da się pominąć pierwszego wrażenia jakie wywołuje ta karta, zaraz po wyciągnięciu jej z pudełka, nawet jeśli za moment i tak wyląduje ona we wnętrzu komputera. 

Jak już zapewne wiecie, Creative Sound Blaster AE-5 to pierwsza wewnętrzna karta dźwiękowa z podświetleniem RGB. Jest to też pierwsza nowa konstrukcja tego producenta od dobrych kilku lat. Zadbano więc o to by wyglądała na tyle interesująco, by każdy chciał choć przez chwilę przyjrzeć się jej bliżej. 

Creative Sound BlasterX AE-5 - podświetlane logo na grzbiecie karty
Creative Sound BlasterX AE-5 - widok przedniej pokrywy

Nie da się zaprzeczyć, że na metalowej pokrywie karty podświetlony napis Sound BlasterX wygląda kozacko. Podobnie jak owe dwa boczne paski systemu Aurora Reactive. Podświetlenie można sobie oczywiście dowolnie ustawić z poziomu aplikacji Sound Blaster Connect 3, pobawić się kolorkami, efektami, kierunkiem ruchu i szybkością zmian. Mnie jednak już po paru minutach zaczęło dręczyć pytanie – po co to wszystko?

Gdyby jeszcze była opcja synchronizacji podświetlenia z odtwarzaną muzyką to zrobiłbym sporo, by tylko móc cieszyć się tą opcją. Pewnie nawet przeniósłbym komputer z podwyższenia na podłodze wprost na biurko i ustawił okienkiem w stronę wejścia do mojego pokoju. Ba, postarałbym się pewnie nawet wyprowadzić ów dodatkowa taśma z programowalnymi diodami LED (która znalazła w pudełku z kartą) poza obudowę i być może przylepiłbym go z tyłu monitora. 

Wówczas mógłby być prawdziwy czad,  a tak całe to podświetlenie bawiło mnie może z kilka minut, a potem najzwyczajniej w świecie o nim zapomniałem. No ale z pewnością znajdą się osoby, dla których porządne oświetlenie „budy”, szczególnie tej stojącej na biurku to podstawa. 

Dla mnie osobiście ważniejsze było to co usłyszę w głośnikach i słuchawkach po uruchomieniu Battlefield 5, Heroes of the Storm, The Long Journey Home, My Memory of Us czy choćby Fortnite’a. I tu dopiero Creative Sound BlasterX AE-5 faktycznie pokazał pazury.

Creative Sound BlasterX AE-5 - Sound Blaster Connect - opcje zmiany podświetlenia
Opcje zabawy podświetleniem w Sound Blaster Connect

Jest moc, jest przestrzeń

Odkąd zainstalowałem w komputerze nową kartę Creative’a praktycznie w każdej uruchamianej grze odkrywałem dodatkową głębie. Czasami różnice były dość subtelne, a czasami zaskakiwały tak potężnie że wydawało się jakby grał w zupełnie inną grę. 

Nie da jednak ukryć, że ogromna w tym zasługa oprogramowania Sound Blaster Connect 3, w którym znalazło się niemal wszystko o czym tylko można sobie zamarzyć – od regulacji dźwięku przestrzennego i poprawy czystości brzmienia, poprzez mocniejsze basy i uwydatnianie dialogów, po  cały szereg profili przygotowanych na różne okazje. 

Nie mogło też oczywiście zabraknąć opcji stworzenia własnego profilu, dostosowanego do danej gry i posiadanych głośników bądź słuchawek. W przypadku tych ostatnich jesteśmy nawet w stanie nieco podrasować dość przeciętne brzmiące modele. Swój pełen potencjał Sound BlasterX AE-5 ujawnia jednak na słuchawkach z wyższej półki. Nie na darmo na karcie umieszczono dwa osobne wzmacniacze słuchawkowe Xamp, gdzie każdy z kanałów wzmacniany jest indywidualnie. Wystarczy zresztą spojrzeć na specyfikację techniczną by stwierdzić, że w tym aspekcie Creative naprawdę się przyłożył.

Creative Sound BlasterX AE-5 - gniazda

Specyfikacja techniczna:

  • Procesor dźwięku: Sound Core3D
  • Układ DAC: Sabre 32 Ultra (ESS ES9016K2M)
  • Maksymalne próbkowanie natywne: 32bit/384kHz
  • Dynamika (DNR): 122 dB
  • Wzmacniacz słuchawkowy: Xamp Discrete
  • Impedancja obsługiwanych słuchawek: 16 – 600Ω (przy wyjściowej impedancji na poziomie 1Ω)
  • Dodatkowe funkcje: niezależne wyjście słuchawkowe, podświetlenie RBG (system Aurora Reactive), taśma LED w komplecie
Creative Sound BlasterX AE-5 - napis na przedniej pokrywie

To co mi się podoba w Sound Blaster Connect to  drobiazgowość instalacji głośników. Oprócz wybrania pasującej nam konfiguracji (5.1, Stereo, Bezpośredni, Słuchawki 7.1 i Direct HP) mamy tu możliwość określenia typów głośnika (komputer stacjonarny, półkowe, wieża bądź własne ustawienia użytkownika), a także dokładnej ich kalibracji w przestrzeni. Dzięki temu mogłem ustawić właściwe odległości od poszczególnych głośników i zwiększyć głośność tych leżących nieco dalej. Dało to nadzwyczaj dobry efekt końcowy.

Z kolei miłą ciekawostką jest funkcja Scout 2.0, w skład której wchodzą tryb Scout oraz powiązany z dedykowana aplikacją mobilną – Scout Radar. Ten drugi w zamyśle twórców wyświetlać ma na wymownym radarze pozycje przeciwników na podstawie generowanych przez nich dźwięków. I byłoby to niezłym patentem…gdyby faktycznie dobrze działało. No ale wychodzi to raczek średnio, także dlatego że „radar” zbiera inne odgłosy dochodzące z tła. 

Creative Sound BlasterX AE-5 - panel główny Sound Blaster Connect
Creative Sound BlasterX AE-5 - opcje zmiany rejestrowanego głosu w Sound Blaster Connect

I chyba nawet lepiej, że tak to wygląda, bo po pierwsze to nie wyobrażam sobie emocjonującej gry, w czasie której co chwilę spoglądałbym na umieszczony poniżej monitora telefon, a po drugie – czuję w kościach, że za chwilę pojawiłyby się zarzuty, że takie wspomaganie się w grze to oszukiwanie. 

Na tle tego rozwiązania znacznie lepiej wypada tryb Scout, który podbija niektóre dźwięki tak aby mocniej wyróżnić je z otoczenia. Dzięki temu mamy lepiej słyszeć skradającego się wroga, jego kroki bądź prowadzone rozmowy. O dziwo, działa to całkiem nieźle, choć nie na przewagę w sieciowych  potyczkach w Call of Duty: Black Ops 4 bądź Battlefield 5 nie ma raczej co liczyć. Po prostu za dużo tam się dzieje i wyłapywanie takich odgłosów, choć jest możliwe, to w ogniu walki (o ile gdzieś nie „kampimy”) przestajemy aż zwracać na to uwagę.

Creative Sound BlasterX AE-5 - karta z kablem

Najważniejsze są jednak ogólne wrażenia odsłuchowe. I cóż mogę powiedzieć, po dobrych kilkudziesięciu godzinach zabawy czuje się wręcz oczarowany. Przez ekran przewinęły mi się najróżniejsze gry - od strzelanin pokroju wspomnianego Battlefielda 5, poprzez MOBĘ Blizzarda– Heores of the Storm, aż po strategię i indyczki takie jak choćby Two Point Hospital, Far: Lone Sails czy Return of the Obra Dinn. Wszędzie czułem, że brzmienie jest pełniejsze, a jego jakość znacznie lepsza.

Dźwięk, owszem, jest głośniejszy, ale absolutnie niczego mu nie brakuje. Nic tu się nie zlewa, nic nie odstaje. Separacja jest wprost znakomita. Cała scena dźwiękowa wydaje się szersza, bogatsza, a przede wszystkim czystsza od tego co wcześniej doświadczyłem na integrze.

W czasie mojej zabawy ani razu nie pojawiły się zniekształcenia, choć muszę zaznaczyć, że nie bawiłem się w wyprowadzanie kabla do przedniego panelu audio. Po prostu i tak zawsze korzystam z gniazd umieszczonych z tyłu karty.

Creative Sound BlasterX AE-5 - złącze molex

Sound BlasterX AE-5? Biorę trzy!

Oczywiście żartuje, choć nie ukrywam, że karta Creative’a zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie. Zdaje sobie sprawę z tego, że nie jest to sprzęt tani i zainteresowani będą nim pewnie w większości audiofile próbujący osiągnąć dźwiękową nirwanę. Niełatwo obecnie zmusić pecetowych graczy, by dołożyli coś więcej do swoich komputerów poza nową grafiką, gdy przyjdzie na to pora. Wiem, bo sam tak miałem.

A jednak te niemal 3 tygodnie zabawy z grami i Sound BlasterX AE-5 sprawiły, że zacząłem się zastanawiać dlaczego w ogóle zrezygnowałem z mojego dawnego X-Fi Fatal1ty i zamiast niego postawiłem na układ wbudowany w płytę główną. Czy to faktycznie wygoda czy zwykłe niedopatrzenie? Trudno teraz jednoznacznie stwierdzić.

Jedno wiem na pewno - dzięki Creative Sound BlasterX AE-5 znów poczułem potrzebę modernizacji mojego komputera. I coś mi się widzi, że tym razem bez wewnętrznej karty dźwiękowej się nie obejdzie.

Creative Sound BlasterX AE-5 - karta na czarnym tle
Wybrane dla Ciebie
ZANIM WYJDZIESZ... NIE PRZEGAP TEGO, CO CZYTAJĄ INNI!