Starship SN9 nie był zagrożeniem dla SN10, ale sam miał ze sobą problem
Start odbył się z platformy, obok której stała, i wciąż stoi, rakieta Starship SN10. Dlatego nie zakłócony już przez FAA lot Starship SN9 miał szansę pokazać, że możliwy jest lot, czego dowiódł Starship SN8, ale także i udane lądowanie, a nawet, że da się je zrealizować w sąsiedztwie innych pojazdów.
Tak leciał i lądował SpaceX Starship SN9
Jak wszystko poszło możecie zobaczyć na poniższym wideo. Wersja dla niecierpliwych zamyka się w trzech zdaniach. Starship SN9 poleciał, pomyślnie osiągnął zakładany pułap, ale w trakcie lądowania zbyt późno próbował się pionizować (rakieta wcześniej swobodnie opadała), wykonał ten manewr zbyt gwałtownie, główny silnik prawdopodobnie w złym momencie ponownie się włączył i bum. Pomimo eksplozji na platformie pozostał Starship SN10. Miejmy nadzieję, że odłamki rozpadającego się SN9 go nie uszkodziły. Wtedy można będzie stwierdzić, że największe zagrożenie Starship stanowi sam dla siebie.
Z nieudanych lądowań trzeba wyciągnąć wnioski i… do trzech razy sztuka
Trudno jednak katastrofę pod koniec lotu uznawać za porażkę, gdyż SpaceX wciąż się uczy, a to co wydarzyło się we wtorek plus dane zarejestrowane podczas lotu, posłuży jako pouczająca lekcja. Miejmy nadzieję, że zadziała zasada do trzech razy sztuka i lot Starship SN10 będzie już udany od samego początku do końca.
Źródło: SpaceX
Czytaj więcej na temat SpaceX i jego przedsięwzięć: