Lot Starship SN9 - świetna rakieta, ale wciąż bilans startów i lądowań się nie zgadza
Nieoczekiwanie styczniowy lot Starship SN9, kolejnej testowej wersji rakiety SpaceX, został odłożony ze względu na brak zgody na start ze strony FAA. Kilka dni później, zgoda już była i Starship poleciał.
Starship SN9 nie był zagrożeniem dla SN10, ale sam miał ze sobą problem
Start odbył się z platformy, obok której stała, i wciąż stoi, rakieta Starship SN10. Dlatego nie zakłócony już przez FAA lot Starship SN9 miał szansę pokazać, że możliwy jest lot, czego dowiódł Starship SN8, ale także i udane lądowanie, a nawet, że da się je zrealizować w sąsiedztwie innych pojazdów.
Tak leciał i lądował SpaceX Starship SN9
Jak wszystko poszło możecie zobaczyć na poniższym wideo. Wersja dla niecierpliwych zamyka się w trzech zdaniach. Starship SN9 poleciał, pomyślnie osiągnął zakładany pułap, ale w trakcie lądowania zbyt późno próbował się pionizować (rakieta wcześniej swobodnie opadała), wykonał ten manewr zbyt gwałtownie, główny silnik prawdopodobnie w złym momencie ponownie się włączył i bum. Pomimo eksplozji na platformie pozostał Starship SN10. Miejmy nadzieję, że odłamki rozpadającego się SN9 go nie uszkodziły. Wtedy można będzie stwierdzić, że największe zagrożenie Starship stanowi sam dla siebie.
Z nieudanych lądowań trzeba wyciągnąć wnioski i… do trzech razy sztuka
Trudno jednak katastrofę pod koniec lotu uznawać za porażkę, gdyż SpaceX wciąż się uczy, a to co wydarzyło się we wtorek plus dane zarejestrowane podczas lotu, posłuży jako pouczająca lekcja. Miejmy nadzieję, że zadziała zasada do trzech razy sztuka i lot Starship SN10 będzie już udany od samego początku do końca.
Źródło: SpaceX
Czytaj więcej na temat SpaceX i jego przedsięwzięć: