apple (strona 97 z 119)

Niemiecki sąd zakazał sprzedaży Samsunga Galaxy Tab

Firma Samsung ostatnio w kwestii tabletów nie ma łatwego życia. Najpierw po przegranej batalii sądowej w sprawie o naruszenie własności intelektualnej w Australii zakazano sprzedaży tabletu Galaxy Tab 10.1. Teraz podobnie sprawa ma się w Europie. Decyzją niemieckiego sądu koreański producent został uznany winnym naruszeniu własności intelektualnej firmy Apple. Sprawa dotyczy wyglądu tabletu Galaxy Tab 10.1, który rzekomo jest kopią oferowanego przez Apple iPada. Wygląd iPada został bowiem opatentowany i zdaniem amerykanów, firma Samsung przy projektowaniu swojego urządzenia naruszyła ich patenty.W prowadzonym niedawno postępowaniu sądowym firma z "nadgryzionym" jabłuszkiem domagała się wypłaty odszkodowania w wysokości 250 tysięcy dolarów za każde naruszenie patentów. Niemiecki sąd orzekając o winie Samsunga postanowił jednocześnie wprowadzić zakaz sprzedaży urządzeń Samsung Galaxy Tab 10.1. Jako, że cała sprawa przybrała charakter naruszenia własności intelektualnych, a nie patentów zakaz sprzedaży będzie obowiązywał początkowo na terenie Niemiec. Oznacza to, iż wkrótce z Niemieckich sklepowych półek zaczną znikać wspomniane urządzenia. Wyrok, może być też podstawą do przyśpieszenia postępowania w innych krajach UE, w których mało prawdopodobne jest aby zapadły wyroki o innej treści.Firma Samsung postanowiła złożyć odwołanie od niedawnej decyzji sądu, zapowiadając, iż dołoży wszelkich starań aby bronić swoich własności intelektualnych i dowieść swojej niewinności. Niestety postępowanie odwoławcze może potrwać nawet ponad miesiąc, a do tego czasu tablety Samsunga nie będą mogły być sprzedawane. Co z całą pewnością zaowocuje zmniejszeniem się ogólnych zysków ze sprzedaży, biorąc pod uwagę, że Galaxy Tab 10.1 był najszybciej sprzedawanym tabletem od czasu rynkowego debiutu iPada 2. Co ciekawe, firma Samsung o postępowaniu w Niemczech dowiedziała się dopiero po ogłoszeniu wyroku. A więc prawnicy koreańskiej firmy nie mieli nawet okazji obrony swoich racji. Gdyż jak przewidują niemieckie przepisy, wyrok w tego typu sprawach może być ogłoszony zaocznie. Do czasu kolejnych wydarzeń w tej sprawie, Apple pozbyło się groźnego rywala. Jednego jednak możemy być pewni, to nie koniec wojny patentowej pomiędzy Apple i Samsungiem.Więcej o firmach Apple i Samsung: Apple vs. Samsung: spór o podstawkę Smart Cover Apple: rekordowe przychody producenta iPodów Samsung Galaxy Q: ekran 5,5" - smartfon czy tablet Samsung Galaxy S Plus: hit Samsunga po tuningu Apple opatentowało nietypową klawiaturę

Acer Aspire 3951 – konkurent dla MacBooka Air

Koncept ultrabooków Intela początkowo wydawał się interesujący, w końcu bowiem Apple MacBook Air zyskałby realnego konkurenta. Jednak jak się niedawno okazało producenci laptopów dość chłodno przyjęli pomysł na lekkie, mobilne i wydajne laptopy.Dotarliśmy do zdjęć i informacji mówiących o notebooku Acer Aspire 3951, który chce rzucić wyzwanie modelowi Air z Cupertino. Pierwszy rzut oka na Aspire 3951 pozwala ocenić, że laptop jest łudząco podobny do wspomnianej wyżej konstrukcji Apple. Notebook Acera został wyposażony w 13-calowy ekran, a profil urządzenia w najgrubszym miejscu wynosi 13 mm. Oznacza to, że 3951 będzie cieńszy niż MacBook Air, który w najgrubszym miejscu osiąga „aż” 17 mm. Według serwisu Sohoa, wewnątrz aluminiowej konstrukcji znajdzie się procesor Intel Core drugiej generacji, dysk SSD o pojemności 160 GB oraz moduł Bluetooth 4.0. Prócz tego znajdziemy w tym modelu standardowe wyposażenie: moduł WiFi 802.11 b/g/n, czytnik kart pamięci, kamerkę internetową, port USB oraz HDMI. Zainstalowany akumulator pozwoli na 6 godzin pracy, a dzięki specjalnej technologii wybudzanie urządzenia powinno trwać 1,7 sekundy. Według ujawnionych informacji, nowy model Acera trafić ma do sprzedaży jeszcze w październiku tego roku, w cenie mieszczącej się w przedziale 770 – 960 dolarów. Co ciekawe miesiąc temu o laptopie mówiło się w kontekście nowego designu MacBook Air. Wówczas bowiem zdjęcia nie zawierały logotypu Acera. Więcej o smukłych laptopach: Ultracienki MacBook Air nowej generacji Apple: procesory ARM A5 w MacBook Air Pojemne dyski SSD dla MacBook Air Notebook ASUS lepszy niż MacBook Air Ultracienki MacBook Air … popularny w Polsce

ViDock: podłącz zwykłą kartę graficzną do laptopa

Firma VillageTronic wprowadziła do sprzedaży specjalną kieszeń dla zewnętrznej karty graficznej, która dzięki interfejsowi Thunderbolt umożliwia podłączenie jej do laptopów.Zapewne nie raz żałowaliście, że Wasz laptop został wyposażony w bardzo słaby układ graficzny, który nie potrafi zagwarantować odpowiedniej płynności w najnowszych grach. Co prawda na rynku są dostępne laptopy z bardzo wydajnymi kartami graficznymi pokroju Radeona HD 6990M lub GeForce GTX 580M, ale mają one dwie poważne wady. Po pierwsze kosztują kilka tysięcy, a po drugie ważą nawet kilka kilogramów – przykładem jest tutaj Eurocom Phantom 4 o wadze 5,5 kilograma.Rozwiązaniem może być tutaj specjalna „kieszeń” dla desktopowych kart graficznych, którą do swojej oferty wprowadziła firma VillageTronic. Urządzenie o nazwie ViDock umożliwia zamontowanie tradycyjnej karty graficznej ze złączem PCI-Express, a komunikuje się ono z notebookiem za pomocą interfejsu Thunderbolt. Co prawda obecnie złącze Thunderbolt oferują jedynie laptopy Apple MacBook Pro oraz komputery Apple iMac i nowy Mac mini, ale wkrótce powinno się to zmienić i według założeń firmy Intel, większość laptopów będzie wyposażona w przyszłościowy interfejs. Producent oddał do dyspozycji klientów trzy konstrukcje: ViDock 3 - umożliwiające podłączenie karty graficznej o długości 24 cm i poborze energii do 75 W ViDock 4 - umożliwiające podłączenie karty graficznej o długości 31,6 cm i poborze energii do 150 W ViDock 4 Plus - umożliwiające podłączenie karty graficznej o długości 31,6 cm i poborze energii do 225 W
Paweł Maziarz Paweł Maziarz

Foxconn zastąpi pracowników milionem robotów

Firma Foxconn jest największym dostawcą urządzeń dla Apple, oznacza to tyle że to właśnie w fabrykach tej firmy produkowane są flagowe marki firmy Steve'a Jobsa: iPod, iPad i iPhone. Po ubiegłorocznej fali samobójstw wśród pracowników (potwierdzone 12 zgonów i przynajmniej jednen przypadek zapracowania na śmierć) w sieci zawrzało. Sytuacja ta musiała odbić się szerokim echem również wśród szefostwa firmy, które zastanawiało się jak rozwiązać ten problem.Dziś na temat przyszłości firmy wypowiedział się CEO Hon Hai, Terry Gou. Zaznaczmy, że Foxconn jest częścią gigantycznego tajwańskiego koncernu Hon Hai Precision Industry. Prezes przedstawił plany zastąpienia pracowników robotami i to na szeroką skalę. Obecnej w fabrykach Foxconna działa około 10,000 robotów przemysłowych. Plany CEO przewidują zwiększenie tej liczby do 300,000 robotów w ciągu najbliższego roku, oraz przebicie magicznej bariery 1 mln w ciągu najbliższych 3 lat. Są to bardzo ambitne plany, szczególnie biorąc pod uwagę, że obecnie w fabrykach Foxconna zatrudnionych jest około 1.2 miliona pracowników. Na pewno wdrożenie na tak szeroką skalę robotów będzie przedsięwzięciem kosztownym. Wyeliminuje jednak problem samobójstw oraz przemęczania pracowników, a co za tym idzie pozwów składanych przez ich rodziny. Zwiększy się również wydajność pracy. W ubiegłym roku pracownicy Foxconna narzekając na warunki pracy mówili o tym, że pracują jak roboty dzień w dzień robiąc to samo. Jednym z głównych powodów konieczności automatyzacji są również rosnące żądania płacowe chińskich robotników. Wyjścia są dwa, albo automatyzacja albo przeniesienie fabryk do krajów z tańszą siłą roboczą jak Wietnam. Roboty w fabrykach Foxconna miałyby odpowiadać za malowanie, cięcie oraz składanie urządzeń. Wraz z „zatrudnieniem” robotów wzrośnie zapotrzebowanie na wyspecjalizowaną kadrę, obsługującą nowych "pracowników".Więcej o Foxconn: Foxconn: niedroga płyta z Virtu GPU Wybuch w fabryce Foxconn, są ofiary Foxconn: mini-PC z AMD Brazos Foxconn: płyta główna z AMD APU

Zwroty telefonów z Androidem sięgają podobno 30-40% (aktualizacja)

AKTUALIZACJAOkazuje się, że serwis TechCrunch, który był źródłem informacji o gigantycznym procencie zwrotów telefonów z Androidem wprowadził wszystkich w błąd. Tak przynajmniej twierdzi twórca serwisu Pudong Daily, Alex Cateland, były dyrektor w firmach Tom Tom oraz LaCie, a obecnie dyrektor do spraw e-biznesu w DxO Labs. Powołując się na swoje doświadczenie, informuje, że zwroty telefonów z Androidem na poziomie 30-40% są nie możliwe. Gdyby miała miejsce aż tak ogromna liczba zwrotów to żaden producent smartfonów ani żadna sieć komórkowa nie chciała by mieć z tym systemem nic do czynienia. A tacy giganci jak Samsung czy HTC nie wprowadzali by na rynek nowych modeli, ponieważ ozaczałoby to jedynie straty. Według Catelanda sprzedawcy telefonów zaczynają narzekać i domagać się rekompensat gdy zwroty sięgają 5-7%.Tak więc, dziękujemy za Wasza szybką reakcję i przepraszamy za wprowadzenie niektórych z Was w błąd. Informacja wydawała się ciekawa, więc ją opublikowaliśmy zaznaczając że nie są to potwierdzone informacje. Jak się okazało był to błąd, a serwis TechCrunch otrzymuje od nas żółtą kartkę. Pomiędzy Google, a Apple trwa niekończąca się wojna na liczby, oczywiście ze względu na ilość telefonów z dostępnym Androidem wyniki te są korzystniejsze dla firmy z Moutain View. Zarówno pod względem ogólnej ilości sprzedaży jak i dziennych aktywacji nowych urządzeń z Androidem. Jednak po tymi rewelacyjnymi wynikami kryje się pewna niezręczna tajemnica.W sieci zawrzało po tym jak tajemniczy informator powiązany z firmą sprzedającą telefony różnych producentów ogłosił, że aż 30-40 % urządzeń z systemem Android zostaje zwrócona do sklepów. Nie ze względu na usterki, a niesprostanie oczekiwaniom klientów. Wiele osób podobno kupiło telefon z zielonym robocikiem jako tańszą alternatywę od produktów Apple. Jednak zderzenie z rzeczywistością i smartfonami znajomych (iPhone, BlackBerry) sprawia, że klienci zwracają swoje smartfony i sięgają po konkurencyjne konstrukcje. Dla nabywców, którzy na co dzień mają dostęp do komputerów i w jakimś stopniu mają pojęcie o smartfonach, system Android nie stanowi problemu. Gorzej sytuacja wyglądać ma w przypadku zwykłych użytkowników, którzy oczekują najprostszych funkcji podanych w intuicyjny sposób, tak by nie trzeba było niczego konfigurować, a system chodził szybko i stabilnie. A z tym Android ciągle ma problemy. Dlatego wiele firm proponuje swoje nakładki na system, które mają maksymalnie uprościć obsługę, lecz nie zawsze się to udaje.Oczywiście nie można generalizować i stwierdzać, że zwroty na tym poziomie to ogólnoświatowy trend. Warto jednak zaznaczyć, że podczas afery z gubieniem sygnału przez iPhone'a 4 poziom zwrotów urządzenia wynosił zaledwie 1,7%. Jeśli informacje podane przez anonimowego informatora zostałyby potwierdzone, to można by zastanawiać się nad przyszłością smartfonów z popularnym systemem Android. Więcej o Androidzie: Google: darmowa nawigacja GPS dla Androida - relacja Oracle żąda 2,6 mld od Google za złamane patenty Apple, Microsoft i inni kupili od Nortel patenty za 4,5 mld Android Market goni App Store - 4,5 miliarda pobrań

CD w samochodach Forda zastąpi "chmura"

Od jakiegoś czasu daje się zauważyć konsekwentnie postępujący trend polegający na wypieraniu z użycia nośników CD i nie chodzi tu bynajmniej o zastępowanie płytami DVD czy też nowoczesnym standardem Blu-Ray.Zaledwie w ubiegłym tygodniu dowiedzieliśmy, się o rezygnacji firmy Apple z umieszczania w swoich ultra mobilnych notebookach MacBook Air napędów optycznych, a już docieramy do kolejnych. Tym razem z napędem dla płyt kompaktowych żegna się firma... Ford. Firma, będąca jednym z głównych producentów samochodów na świecie, nie zamierza stosować tej samej taktyki co firma z „nadgryzionym” jabłuszkiem, której zdaniem klienci coraz mniej polegają na nośnikach optycznych i przerzucają się na cyfrowe formy dystrybucji wszelkich treści umieszczanych dotychczas na nośnikach CD/DVD.W jednym z wywiadów Sheryl Connelly z firmy Ford Motor Company zapowiedziała, iż firma w której pracuje ma zamiar podążać za obecnie kształtującymi się trendami i chce porzucić montaż napędów optycznych w swoich samochodach. Tym samym wszystkie nowe modele Forda (wszystkie które będą dostępne w sprzedaży w Europie) będą pozbawione napędu optycznego – w tym przypadku odtwarzacza płyt CD.Już niedługo takie odtwarzacze odejdą do lamusaPosunięcie Forda co prawda jest w pewnym sensie zaskakujące, gdyż wciąż wielu ludzi nie wyobraża sobie słuchania muzyki w samochodzie z innego źródła niż płyty kompaktowe, jednak postępująca ewolucja i pęd za nowymi rozwiązaniami czy też technologiami wymusza wprowadzanie pewnych zmian. Przecież kilkanaście lat temu standardem i to nie wszędzie było posiadanie zwykłego odbiornika radiowego, dopiero kilka lat później popularność zaczęły zdobywać tradycyjne analogowe magnetofony kasetowe. Obecnie zdecydowana większość sprzedawanych modeli aut ma już w standardzie wbudowany odtwarzacz płyt CD, a niekiedy jest on wzbogacony o zmieniarkę. Firma Ford po zaprzestaniu montowania w swoich samochodach odtwarzaczy CD, w ich miejsce będzie wstawiała wyłącznie porty magistrali szeregowej USB. Do których będzie można podłączyć wszelkiej maści urządzenia odtwarzające pliki multimedialne, czy też zwykłe pamięci masowe, dyski flash USB czy też zwykłe dyski twarde z interfejsem USB. Już w przypadku nowego modelu Forda Focusa będziemy świadkami wyparcia odtwarzacza płyt CD w samochodach tej firmy, a zastąpi go zwykły odtwarzacz audio obsługujący najpopularniejsze formaty t.j. Mp3 czy też WMA. Jednakże nie będzie to finałowa wersja zmian jakie zamierza wdrożyć Ford. Bowiem jego plany sięgają wdrożenia systemu „infotainment hub” - który będzie elementem chmury. Firma chce zastosować najnowsze dostępne rozwiązanie, o którym ostatnio jest dosyć głośno i to nie tylko ze względu na oferowane korzyści ale również poprzez swoje wady.Już niebawem większość samochodów sprzedanych przez firmę Ford zostanie wyposażone w nową generację komputerów pokładowych, które mają się charakteryzować m.in. obsługą odtwarzaczy audio pracujących w tzw. chmurze i obsługiwały takie usługi jak Spotify czy też Apple iCloud. Aby strumień muzyki został pobrany przez taki odtwarzacz audio niezbędne będzie połączenie z internetem i zalogowanie się do usługi pracującej właśnie we wspomnianej już chmurze.Czy taka przyszłość czeka nośniki CD?O ile w przypadku samej „chmury” można mieć wiele zastrzeżeń płynących czy to z kwestii bezpieczeństwa czy też użyteczności, to nowa wizja muzyki w samochodzie budzi jeszcze inne obawy. Cała procedura połączenia, logowania wybierania listy odtwarzania może powodować pewne utrudnienia, a co gorsza niekiedy w przypadku jazdy może stwarzać realne zagrożenie. Może ale nie musi, gdyż wszystko w gruncie rzeczy i zależy od rozwagi i świadomości kierowcy.Kolejnym negatywnym aspektem wartym odnotowania jest z całą pewnością połączenie internetowe. A to z kolei rodzi pytanie co z odtwarzaniem muzyki kiedy znajdujemy się poza jakimkolwiek zasięgiem bezprzewodowego internetu? Co z sytuacją kiedy wybierzemy się na wycieczkę po bezdrożach, czy też znajdziemy się w podziemnym parkingu oczekując na pasażera? Czy w tunelu lub na promie też będziemy mieli połączenie? Oczywiście jak będzie wyglądał końcowy projekt, tego jeszcze nie wiemy, ale tego typu rozwiązanie z całą pewnością będzie musiało mieć funkcję „offline” w formie odtwarzania plików muzycznych z wewnętrznej lub dołączanej pamięci.Więcej o audio i odtwarzaczach: Onkyo XT-NR1009: mocny amlituner z DTS neo:x Jam Hub - cichy przyjaciel garażowej kapeli Creative stawia na bezprzewodowy dźwięk Boombox do iPhone zasilany energią słoneczną

Apple opatentowało nietypową klawiaturę

Firma Apple złożyła ciekawy wniosek patentowy, który dotyczy nowego typu klawiatur, które całkowicie pozbawione zostaną mechanicznych klawiszy. Według redaktorów serwisu PatentlyApple, którzy dotarli do dokumentów, nowe rozwiązanie firmy z Cupertino nie będzie skierowane do urządzeń z systemem iOS. Nowa klawiatura miałaby więc trafić do MacBooków i iMaców.Oczywiście pełnoprawna klawiatura nie może korzystać z technologii znanych z ekranów dotykowych, z których korzysta iPad czy iPhone. W przypadku urządzeń stacjonarnych liczy się komfort pracy, czas reakcji i dobre odwzorowanie kliknięć podczas szybkiego pisania. W tym celu Apple chce skorzystać z kilku technologii, w tym piezoelektrycznej - polega na rozciąganiu i oddziaływaniu silnego pola elektrycznego na specjalnie przygotowane materiały syntetyczne. Brzmi zawile, ale ze zjawiska tego korzystają najprostsze chociażby zapalniczki czy zapalarki do gazu. Prócz wykorzystania piezoelektryki, Apple planuje również skorzystanie z technologii dotykowego i akustycznego rozpoznawania impulsu. Sama klawiatura ma być płaską, prostą płytką, wzór klawiszy ma być w jakiś sposób nadrukowywany na jej powierzchni. Dokumenty złożone w urzędzie patentowym mówiły również o możliwości podświetlania klawiszy diodami LED oraz funkcji multi-touch.Fakt, że Apple zgłosiło do urzędu patentowego nowy typ klawiatury, nie musi wcale oznaczać, że trafi ona w bliższej bądź dalszej przyszłości do sprzedaży. Cieszy jednak fakt, że Steve Jobs i jego ludzie nie spoczywają na laurach i ciągle próbuje nas czymś zaskakiwać.Więcej o Apple: Apple chce uniezależnić się od Samsunga Do akumulatora MacBooka można się włamać ogonkami Apple: rekordowe przychody producenta iPodów iPad: uważaj na podglądaczy, chroń hasła i dane Apple vs Samsung - spór o podstawkę Smart Cover Smartfony iPhone jak świetliki na mapie Europy

Do akumulatora MacBooka można się włamać

Gdy mowa o włamaniu do systemu komputerowego na myśl przychodzi nam sieć, konto pocztowe czy zwykły laptop. Ale żeby akumulator? Zresztą, jakie niebezpieczeństwo mogłoby rodzić takie włamanie? Okazuje się, że załamanie zabezpieczeń akumulatora jest możliwe, a konsekwencje mogą oznaczać nawet jego zniszczenie, a potencjalnie nawet wysadzenie w powietrze.Mit, że komputery i produkty Apple są w pełni odporne na działanie szkodliwego oprogramowania, stopniowo zanika pod naporem coraz to nowych doniesień o wirusach czy trojanach przeznaczonych na tę platformę. Ale żeby akumulator w laptopach MacBook mógł być źródłem niebezpieczeństwa, tego raczej nie brano pod uwagę. Specjalista od spraw bezpieczeństwa, Charlie Miller informuje, że odkrył słabość akumulatora w MacBookach. Otóż jako obiekt nowoczesnej technologii akumulatory te wyposażone są w mikroprocesory, które kontrolują ich stan (stąd dokładnie wiadomo ile czasu będzie pracować notebook), komunikują się z ładowarką i zapewniają optymalne warunki pracy. Dostęp do mikroprocesora i oprogramowania akumulatorze w MacBooku zabezpieczony jest hasłem. Niestety, nie jest ono unikalne, a osoba, która wejdzie w posiadanie zestawu standardowych haseł, będzie miała szansę uzyskania dostępu do oprogramowania akumulatora i jego podmiany.Charlie Miller wydobył hasła z udostępnionej w 2009 roku łatki, która eliminowała problemy z akumulatorami MacBooków.W efekcie włamywacz może tak zmodyfikować oprogramowanie wewnętrzne akumulatora, że żaden laptop nie będzie mógł z niego już korzystać. Możliwe są także bardziej niepokojące scenariusze jak wysadzenie akumulatora w powietrze. Akumulatory uszkodzone przez Charliego Millera w trakcie testów Teoretycznie akumulator wyposażony jest w zabezpieczenia, sprzętowe i programowe, które uniemożliwiają jego przeładowanie, prowadzące do przegrzania i wybuchu. Ale, jak twierdzi Miller, nie ma rzeczy niemożliwych, bazując swoje stwierdzenie na doświadczeniu jakiego nabył podczas pracy w NSA łamiąc zabezpieczenia innych produktów Apple.Ale po co niszczyć akumulator, jeśli jest inna opcja, równie niebezpieczna dla użytkownika? W oprogramowaniu akumulatora można ukryć szkodliwe oprogramowanie, które będzie w zasadzie nie do wykrycia. A użytkownik notebooka, próbując dociec przyczyn szkód, wymieni dysk, przeinstaluje system, ale nie weźmie pod uwagę zasilania.Choć opisany problem dotyczy akumulatorów stosowanych w komputerach Apple, można podejrzewać, że w przyszłości takie zagrożenia mogą dotyczyć i innych inteligentnych podzespołów komputerowych. Odkrycie dotyczące akumulatorów w MacBookach będzie prezentowane na sierpniowej konferencji Black Hat poświęconej sprawom bezpieczeństwa. Więcej o produktach Apple i związanych z nimi problemami: iPad: uważaj na podglądaczy, chroń hasła i dane Apple: odszkodowanie za niechcianą lokalizację Apple chce opłat za rozwiązania w HTML5 Apple: konfiskata komputera za "wirtualną sztukę" Apple: czy hakerom udało się włamać na serwery?
Karol Żebruń Karol Żebruń

iPad: uważaj na podglądaczy, chroń hasła i dane

Istnieje wielu zwolenników teorii, że najprostsze metody elektronicznych włamań są często najskuteczniejsze. Obok zgadywania haseł i socjotechniki, popularnym sposobem wśród przestępców jest zwyczajne podglądanie wpisywanych kodów, tzw. "shoulder surfing".Pierwsze użycie tej metody jakie przychodzi na myśl, to zerkanie na człowieka wpisującego kod PIN na klawiaturze bankomatu. Dzięki uzyskaniu tej informacji, skradziona później karta przestaje być dla złodzieja bezużytecznym kawałkiem plastiku. Warto więc być uważnym i chociażby wolną ręką zasłaniać klawisze przed widokiem otoczenia. Schemat ten jest wśród elektronicznych przestępców na tyle popularny, że jeden z programistów postanowił go zautomatyzować. Wykorzystując specjalną aplikację, można odczytać wszystko, co pobliski użytkownik napisał za pomocą klawiatury swojego iPada. Włamywacze korzystający z programu nie potrzebują instalować na będących celami maszynach żadnych keyloggerów, wystarczy, że skierują obiektyw w stronę obsługiwanego urządzenia.W przypadku, gdy podglądający przestępcy są zmuszeni do samodzielnego, odgadywania wstukiwanych znaków, często może dojść do pomyłek, zwłaszcza w przypadku haseł nie będących pełnymi słowami. Natomiast stworzona aplikacja ma w swojej pamięci układ klawiatury iPada i obliczając ruchy dłoni na dwóch osiach, jest w stanie odtworzyć wpisywany tekst. Dzięki temu skradzione mogą zostać nie tylko hasła, ale i pełne wiadomości. Warto więc uświadomić sobie, że beztroskie korzystanie ze smartfona czy tabletu w miejscu publicznym nie zapewnia bezpieczeństwa, ani prywatności. Pomóc może jakiekolwiek zasłanianie klawiatury. Dobrym pomysłem jest też rozpostarcie dłoni nad klawiaturą i poruszanie jedynie pojedynczymi palcami.Czy to oznacza, że trzeba coraz bardziej bać się o elektroniczne bezpieczeństwo? Niekoniecznie, wystarczy odrobina rozwagi. Należy też pamiętać, że fakt ukrycia hasła na ekranie pod "gwiazdkami" nie znaczy, że można uzywać prostych fraz czy nazw. Więcej o włamaniach: Brytyjski skandal, hakerskie akcje dziennikarzy LulzSec: wywiad z Sabu - czołowym hakerem grupy Honda zhakowana- dane tysięcy osób wykradzione Hackerzy zaatakowali serwery Nintendo Hakerzy ponownie zaatakowali Sony

Apple vs Samsung - spór o podstawkę Smart Cover

Kolejny spór między Samsungiem i Apple już się rozpoczął. Fanatycy nadgryzionego jabłka oskarżają koreańską firmę o skopiowanie podstawki pod tablet, która jest niezwykle podobna do oryginalnej pokrywy sygnowanej logo Apple i przeznaczonej dla tabletu iPad 2.Co więcej, mają rację, ale tylko częściowo. Obydwa produkty faktycznie są do siebie łudząco podobne i działają identycznie. Po rozłożeniu są pokrywkami chroniącymi ekran, zaś po złożeniu są podstawkami pod tablet. Jednak Samsung nie ma z tym produktem nic wspólnego. Nie został on bowiem wyprodukowany przez Samsunga, a przez do tej pory nieznaną firmę Anymode. Co więcej, ani jedna pokrywa Smart Case nie została jeszcze sprzedana, ani nie otrzymała certyfikatu "Designed for Samsung Mobile", który jest niezbędny do pojawienia się na rynku. Po rozpoczęciu szumu medialnego została wycofana ze sklepu. Sytuacja zatem wygląda na wyjaśnioną, jednak tylko pozornie. Po odpowiedzi Samsunga fani Apple znaleźli powiązania rodzinne między szefostwem Samsunga i firmy Anymode. Ich zdaniem ma to świadczyć o tym, że Samsung chciał wpuścić Smart Cover na rynek.Jak widać, Apple zaczyna być dla niektórych ludzi niemal jak obsesja. Obrażenie produktu z nadgryzionym jabłkiem lub naruszenie patentu często wywołuje większą złość u posiadaczy sprzętu Apple niż u szefostwa samej korporacji. Więcej o Apple: Smartfony iPhone jak świetliki na mapie Europy Apple chce uniezależnić się od Samsunga Apple: odszkodowanie za niechcianą lokalizację Apple: przewody ThunderBolt są za drogie

Zrób to sam: tablet z Windows XP i logo Apple

Od pewnego czasu można zobaczyć w sieci kilkunastominutowe wideo, które pokazuje w przyśpieszeniu dwutygodniowy proces powstawania tabletu. Producentem urządzenia jest zaradny Chińczyk, Liu Xinying, który wykorzystał komponenty między innymi od laptopa.Cała historia przedstawiana jest w mediach przez pryzmat wielkiej miłości mieszkańców Chin dla produktów Apple. My proponujemy spojrzeć na powstawanie tabletu jak na fajną zabawę, zwłaszcza dla osób, które lubią trochę pomajsterkować. I, co nie da się ukryć, mają nieco gotówki lub dostęp do potrzebnych podzespołów.Wideo ma nieco mylący tytuł - DIY IPAD3 (Zrób to sam IPAD3). Gotowy tablet działa pod kontrolą Windows XP, a tylko obudowa ma sugerować producenta. Nagranie pokazuje proces powstawania od projektowania, poprzez wykonywanie obudowy i montaż komponentów, na działającym systemie skończywszy. Historia jest skompresowana w czasie, a w rzeczywistości całość prac zajęła 2 tygodnie. Pierwsza część filmu to budowa tabletu, druga pokazuje działający system. Tablet określany jest jako bardzo gruba wersja prawdziwego iPada, można porównać go również do iMaca, który pozbawiono podstawy.21-letni twórca IPADa twierdzi, że otrzymał już zamówienia na kolejne egzemplarze. Dla porównania, wykonanie samoróbki kosztowało 2000 juanów (około 310 dolarów), podczas gdy iPad 2 sprzedawany jest w cenie od 3700 (wersja 16 GB) do 5300 juanów (wersja 64 GB). Sklep Apple w SzanghajuChiny to ogromny rynek zbytu dla Apple, z 457 milionami internautów i 841 milionami abonentów sieci komórkowej. Popularne tam tak samo jak oryginał klony prawdziwych iPadów, według niektórych źródeł, wykorzystują ekrany LCD produkowane z zamiarem wykorzystania w oryginalnych iPadach. Kontrola jakości odrzuca jednak niektóre z nich, a te trafiają w ręce chińskich producentów. Więcej o tabletach iPad: Apple iPad 2 Wi-Fi 16 GB - zdecydowanie lepszy niż poprzednik iPad: torba z panelem słonecznym naładuje tablet iPad HD z rozdzielczością 2048x1546 w tym roku Na luzie: iPad 2 vs Minigun - film
Karol Żebruń Karol Żebruń

Apple chce opłat za rozwiązania w HTML5

Duże zamieszanie w szeregach konsorcjum W3C wywołało stanowisko Apple. Firma nie chce udostępnić dwóch ważnych opatentowanych technologii bezpłatnie, jak wcześniej ustalili wszyscy członkowie grupy pracującej nad standardem HTML5.Standard HTML5 choć jeszcze nie sfinalizowany budzi od dawna wielkie kontrowersje. W ostatnich latach wiele miejsca w mediach zajmowały opisy „wojen” HTML5 z technologią Adobe Flash. Nikt jednak nie przypuszczał, że otwarty standard, jakim jest HTML, stanie się obiektem sporów patentowych.HTML5 ma przed sobą przyszłość, tylko że w świetle ostatnich wydarzeń rysuje się ona, przynajmniej chwilowo, w ciemnych barwach. Otóż członkowie W3C zawarli porozumienie, w ramach którego prace nad HTML nie będą obciążone żadnymi roszczeniami do wykorzystywanych patentów. Inaczej mówiąc wszelkie rozwiązania należące do danej firmy, a wykorzystane w HTML5, są udostępniane na licencji „royalty-free”.Niestety, Apple, który ostatnio prowadzi niejedną wojnę na rynku mobilnym - między innymi z Samsungiem i HTC - wyłamał się z postanowienia W3C. Firma nie chce udostępnić dwóch rozwiązań za darmo. Dotyczą one specyfikacji Widget Access Request Policy, która określa sposób bezpiecznego pobierania danych przez aplikacje mobilne. Jedno z nich, związane z bezpieczeństwem widgetów, zostało już opatentowane (7,743,336). Drugie (20070101146) czeka na akceptację przez Urząd Patentowy.Jeśli W3C zaakceptowałoby stanowisko Apple, deweloperzy tworzący aplikacje mobilne zmuszeni byliby zapewne do ponoszenia opłat na rzecz firmy z Cupertino.W3C stara się znaleźć wyjście z tej patowej sytuacji. Niestety, pomysł polegający na unieważnieniu patentów jest bardzo trudny do zrealizowania, zwłaszcza jeśli zostały już przyznane. Nieprzyjemna jest sytuacja, iż to Apple, który odgrywa bardzo ważną rolę na rynku mobilnym, przeciwstawił się W3C i storpedował prace nad HTML5. W3C oficjalnie zachęca do poszukiwania wcześniej opisanych rozwiązań, które mogą zastąpić te opatentowane przez Apple.Jak widać Apple za wszelką cenę chce zachować dominującą pozycję na rynku, zwłaszcza amerykańskim. Czyni to jednak bardzo nieelegancko. Oficjalne stanowisko Apple w tej sprawie nie zostało jeszcze ujawnione. Więcej o sporach patentowych i ich konsekwencjach: Apple żąda zakazu sprzedaży smartfonów Samsung Oracle żąda 2,6 mld od Google za złamane patenty Apple będzie płacić Nokii
Karol Żebruń Karol Żebruń

Apple: konfiskata komputera za "wirtualną sztukę"

Kyle McDonald stworzył projekt, którego celem było uchwycenie emocji, pojawiających się na twarzy podczas korzystania z komputera. Uznał, że mogąc zobaczyć samych siebie podczas tej czynności, ludzie będą w stanie wysnuć refleksję na temat ich sposobu wchodzenie w interakcje z maszyną.Artysta zainstalował stworzony przez siebie program na dostępnych klientom komputerach w dwóch nowojorskich punktach Apple. Aplikacja przez trzy dni automatycznie robiła zdjęcia co minutę. Na każdym z nich widoczne są twarze tych, którzy po odwiedzeniu sklepu zdecydowali się na skorzystanie z przeznaczonego do tego sprzętu.Każdego dnia w komputerach przywracane były ustawienia fabryczne, dlatego McDonald codziennie musiał wracać celem reinstalacji swojego programu. Kolekcja zrobionych przez niego zdjęć najpierw znalazła się na blogu Tumblr. Nieco później fotografie można było obejrzeć także odwiedzając wybrane wcześniej przez artystę punkty Apple. Klienci po rozpoczęciu użytkowania komputerów najpierw widzieli zdjęcia samych siebie, a następnie innych ludzi, wpatrujących się w monitory. Na ową wystawę żadna ze sfotografowanych osób nie zareagowała złością, czy oburzeniem. Mimo tego, w czwartkowy poranek Kyle McDonald został obudzonych przez czterech funkcjonariuszy Tajnych Służb Stanów Zjednoczonych (U.S Secret Service). Konfiskacie uległy jego dwa komputery osobiste, pamięci USB oraz iPhone. Został też poinformowany, iż dodatkowo skontaktuje się z nim korporacja Apple.Należy podkreślić, iż przed wprowadzeniem swojego projektu w życie artysta zyskał zgodę na robienie zdjęć od ochrony Apple Store. Sprzeciwu nie wyrazili także klienci. Jak sam twierdzi, gdyby było inaczej nie rozpocząłby przedsięwzięcia. Zaznacza też, iż każdy użytkownik niezadowolony z opublikowania fotografii, mógł poprosić o usunięcie jej z kolekcji. Życzenie to zostałoby od razu spełnione.Pytaniem jest czy doszło do naruszenia jakichkolwiek praw. Sam McDonald jest przekonany, że nie. Więcej o elektronicznych konfliktach: Brytyjski skandal, hakerskie akcje dziennikarzy Afera w e-handlu - 2 tys. e-sklepów pozwane Hakerzy vs hakerzy - LulzSec nie próżnują Honda zhakowana- dane tysięcy osób wykradzione Citibank - jak dokonać włamania?

Przewody HDMI - Mini DisplayPort są nielegalne

Wszystkie przewody mające po jednej stronie męskie złącze HDMI, a po drugiej męskie złącze Mini DisplayPort są nielegalne - tak twierdzi organizacja HDMI.org.Trzeba przyznać, że producenci sprzętu coraz częściej wykorzystują złącza HDMI i DisplayPort. Gdzie możemy je spotkać? Praktycznie wszędzie tam, gdzie mamy do czynienia z przesyłaniem obrazu, a więc w kartach graficznych, telewizorach, kamerach cyfrowych, a nawet w aparatach cyfrowych. Głównymi ich zaletami jest przede wszystkim możliwość przesyłania obrazu w wysokiej rozdzielczości (w tym także w 3D), a równocześnie także wielokanałowego dźwięku.Jest jednak podstawowa różnica między tymi standardami, a dokładniej chodzi tu o licencję. O ile w przypadku DisplayPort licencja zastosowania jest otwarta, to w przypadku HDMI już tak nie jest. Organizacja HDMI.org, nadzorująca prace nad standardem HDMI, poinformowała, że przewody wykorzystujące złącze HDMI i DisplayPort są nielicencjonowane.Dokładniej chodzi tutaj o przewody wyposażone w jedno męskie złącze HDMI oraz drugie, także męskie Mini DisplayPort. Powodem takiej decyzji jest fakt, iż organizacja HDMI.org definiuje kabel HDMI w sposób jednoznaczny – po obu końcach musi mieć złącze HDMI. Dodatkowo wszystkie przewody są sprawdzane pod kątem kompatybilności, a te o które toczy się batalia już nie. Oznacza to więc, że jeżeli specyfikacja nie przewiduje takiego standardu, to kable ze złączami HDMI i mDP są nielegalne i powinny zniknąć ze sklepów.Warto jednak zaznaczyć, że HDMI.org nie odniosło się do przewodów z żeńskim złączem HDMI i męskim Mini DisplayPort. Czyżby zatem te już były legalne? Na całej sprawie może stracić wiele firm, a zwłaszcza Apple, który powszechnie wykorzystuje złącza DisplayPort w swoich MAC'ach. Więcej o akcesoriach: T-shirt naładuje akumulator telefonu i odtwarzacza Na luzie: robot przyrządza śniadanie Logitech: podkładka pod laptopa z touchpadem Beat: komputer treningowy sterowany gestami
Paweł Maziarz Paweł Maziarz

iPad HD z rozdzielczością 2048x1546 w tym roku

Pierwszy iPad uświadomił użytkownikom, że potrzebują tabletów niczym tlenu, iPad 2 tylko utwierdził ich w tym stwierdzeniu i sprzedaje się rewelacyjnie. Urządzenie miało swoją premierę w marcu tego roku, czy nie za szybko na kolejny tablet Apple? Według informacji do których dotarliśmy, nie.Serwis This is my next, który jako pierwszy zapowiedział usługę iMessage tym razem dostarczył informacji odnośnie następcy iPada 2. Nie chodzi tu jednak o całkowicie nowe urządzenie, a o ulepszoną „dwójkę”. Wszystkie podzespoły i wygląd pozostały by bez zmian, jedyną znaczącą i widoczna różnicą byłaby rozdzielczość ekranu. iPad HD (jak ma się nazywać nowy table Apple) zaoferuje swoim posiadaczom rozdzielczość 2048 x 1546.Sprzęt miałby być przeznaczony dla profesjonalistów, którzy zajmują się obróbką zdjęć i filmów. Niewykluczone, że Apple przygotuje specjalne wersje programów Final Cut albo Aperture pod iPada HD. Według wielu źródłem iPad HD miałby być dla drugiej generacji tabletu tym czym MacBook Pro jest dla MacBooka.Oczywiście informacje te nie są potwierdzone, ale w końcu wszyscy kochają plotki. Na początku tego miesiąca pojawiły się informacje, że plany produkcji trafiły już do chińskich producentów sprzętu. Zatem niebawem ma zacząć się produkcja, a sam tablet pojawić ma się na rynku na przełomie września i października. Jeśli te informacje się potwierdzą, to iPada 3 ujrzymy nie prędzej niż w marcu 2012 czyli rok po premierze drugiej generacji.Więcej o Apple iPad: Apple iPad 2 Wi-Fi 16 GB - zdecydowanie lepszy niż poprzednik iPad 2 - premiera - relacja na żywo Apple iPad 2: nowy spot reklamowy Apple iPad najpopularniejszym gadżetem Apple iPad zastąpi w samolocie papierowe instrukcje

Razer: klawiatury dla komputerów Apple

Co prawda komputery Apple Mac nie są maszynami przeznaczonymi dla graczy, jednak mimo to Razer postanowił zaprezentować produkt pasujący właśnie do nich. Są to odświeżone wersje klawiatur BlackWidow, BlackWidow Ultimate oraz Anansi, które od swoich poprzedników różnią się układem klawiszy dopasowanym do komputerów z logiem nadgryzionego jabłka.Klawiatura BlackWidow kosztuje 79,99 euro i charakteryzuje się czasem reakcji 1 ms oraz wydłużonym okresem żywotności. Jej klawisze są w pełni programowalne i nie zabrakło tu też zgodnych ze standardem Apple przycisków multimedialnych oraz pięciu dodatkowych klawiszy, do których możemy przypisać dowolną czynność lub nagrać makro.Klawiatura Razer BlackWidow Ultimate zawiera wszystko to, co opisana wyżej klawiatura oraz pięciostopniowe podświetlenie każdego klawisza, przedłużacz mini jack oraz przedłużacz USB. Jej cena wynosi 129,99 euro.Kolejna konstrukcja, Razer Anansi, została przeznaczona dla fanów gier MMO. Jej cena to 99,99 euro i w zamian za to dostaniemy podświetlenie klawiszy w 16 milionach kolorów, ponad sto programowalnych klawiszy Hypersponse, siedem przycisków obsługiwanych kciukiem, pięć klawiszy dla graczy oraz multimedialne klawisze zgodne z komputerami Apple.Wszystkie klawiatury już są dostępne ogólnoświatowych sklepach i niebawem pojawią się w Polsce. Więcej o peryferiach dla graczy: SteelSeries: oficjalne peryferia do gry Diablo 3 SteelSeries: słuchawki dla fanów MoH Peryferia Razera dla fanów Dragon Age II SteelSeries: słuchawki i podkładka dla graczy

Apple: czy hakerom udało się włamać na serwery?

Takie i podobne pytania kotłują się zapewne w głowach wielu internautów. Jeśli wierzyć informacjom rozpowszechnianym przez grupę hakerską AntiSec, udało się jej złamać zabezpieczenia serwerów Apple i uzyskać informacje o 27 kontach mających rangę administratora.Rok 2011 upływa nam pod znakiem licznych doniesień o włamaniach do teoretycznie silnie strzeżonych systemów komputerowych. Najgłośniejsza była oczywiście awaria sieci PlayStation Network, która na dodatek kosztowała firmę wiele pieniędzy. Łupem hakerów padły także liczne instytucje rządowe, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych.Zazwyczaj jednak hakerzy włamują się nie po to, aby dokonać zniszczeń w systemie czy narazić na szkody materialne właściciela danej sieci, ale po to, aby obnażyć słabość zabezpieczeń i zmobilizować administratorów do ich wyeliminowania.Taki charakter może mieć ogłoszona właśnie przez działających pod sztandarem AntiSec (anti-security) hakerów z grup Anonymous i LulzSecurity (już nieaktywna). Niedzielny wpis na Twitterze sugeruje, że złamano zabezpieczenia serwerów Apple. Wszystko to, jak zapewniają hakerzy, po to, aby pokazać, że i tutaj nie jest najlepiej z bezpieczeństwem.Efektem włamania jest przejęcie haseł do 27 kont administratorskich na serwerach Apple. Dla potwierdzenia prawdziwości informacji we wpisie na Twitterze dołączono link do listy wykradzionych z bazy MySQL nazw użytkowników i zaszyfrowanych oczywiście haseł.Informacja nie została potwierdzona przez zainteresowaną firmę, ale osoby przechowujące dane na serwerach Apple mogą raczej spać spokojnie. Atak nie miał bowiem na celu wywołania szkód finansowych. Więcej o działaniach hakerów: Anonymous i LulzSec: grupy hakerów łączą siły! LulzSec - pokonani w wojnie hakerów? Anonymous: 3 hakerów aresztowanych w Hiszpanii
Karol Żebruń Karol Żebruń