google + (strona 83 z 100)

Google Maps od teraz także w wersji offline

Google udostępnił nową wersję mobilnej aplikacji Maps dla systemów Android od wersji 2.1 w górę. Edycja oznaczona numerem 5.7 wśród kilku nowych usprawnień ma między innymi możliwość pobierania map do późniejszego wykorzystywania offline.Korporacja, ułatwiająca swoim oprogramowaniem odnajdywanie lokacji i docieranie z miejsca na miejsce, w końcu zdała sobie sprawę z oczywistych potrzeb użytkowników. Zwyczajną niewygodę stanowiła konieczność dostępu do bezprzewodowego internetu. Od teraz trasę można sprawdzić bez łączenia się z siecią. Oszczędza to zarówno czas oczekiwania, jak i żywotność baterii. To nie koniec zmian, które firma Google wprowadziła wraz z wypuszczeniem aplikacji Maps 5.7. Do ważniejszych opcji można zaliczyć uwzględnienie komunikacji miejskiej przy wytyczaniu pieszej trasy. Póki co system ten działa tylko w większych miastach, jednak możliwe jest dodanie kolejnych lokacji.Tych, którzy dbają o oszczędność akumulatora w smartfonie ucieszy optymalizacja poboru energii. Teraz program zużywa mniej zasobów systemu pozwalając na dłuższą pracę urządzenia. Korzystanie z aplikacji ułatwia też funkcja propozycji wybieranych miejsc spośród tych, których nazwy już wcześniej zostały wpisane. Jeśli więc użytkownikom zdarza się często wybierać te same lokacje, proces ten będzie dla nich bardziej zautomatyzowany.Więcej o usługach Google: Google+: nowa gigantyczna sieć społecznościowa Pliki: Picasa Photo Organizer - katalogowanie i publikowanie zdjęć (wer. 3.8.0 Build 117.43) Google WebRTC odpowiedzią na Skype Microsoftu

Google+: rząd Chin ogranicza dostęp do usług portalu

W ubiegłym tygodniu użytkownicy otrzymali możliwość wypróbowania wersji trial nowego serwisu społecznościowego Google - Google+. Szefowie korporacji dali szansę na zdobycie zaproszenia do testowania witryny użytkownikom z całego świata. Jednak w praktyce nie wszyscy mogli skorzystać z tego udogodnienia.W czwartek ukazał się raport, z którego wynikało, że chiński rząd zablokował dostęp do nowopowstałego portalu. Informacja ta oparta została na przeprowadzonych wcześniej przez stronę Great Wall of China testach. Używając krajowego serwera pingowała ona lokalny dostęp do strony Google z całego świata. Dostępu nie można było uzyskać w Pekinie, Shenzen, Mangolii oraz w dwóch innych chińskich miastach.Odrębny test przeprowadzony został przez Just Ping. Uzyskany rezultat był taki sam. Ostatnie próby wskazują jednak na to, iż użytkownicy zamieszkali w Chinach nie zostali całkowicie odcięci od nowej usługi. Rząd postanowił ją jedynie maksymalnie ograniczyć.Na stronę można się dostać, jednak trwa to niezwykle długo. Jak wynika z założenia władz, internauci mają poczuć się zniechęceni. A kiedy już uznają, że nie warto tracić czasu na oczekiwanie aż strona się załaduje, stracą nią zainteresowanie. Wtedy nie zaistnieje konieczność blokowania czegokolwiek.Czy jednak w rzeczywistości powstrzyma to użytkowników? Czy raczej sprawi, że będą tylko bardziej zainteresowani tym, co tylko pozornie dla nich dostępne? Więcej o cenzurze w Chinach: Chiny: cenzury internetu ciągl dalszy Ocenzurują internet? Europa jak Chiny Chiny: nie będzie oprogramowania cenzurującego

Google+ praktycznie bez limitów na wgrywane zdjęcia

Google+ zachęca do współdzielenia się zdjęciami. Dzięki nowej usłudze użytkownicy Picasa Web Albums mogą bez limitu wgrywać zdjęcia o rozmiarach do 2048 x 2048 pikseli.Usługa Picasa Web Albums na zdjęcia w dowolnym rozmiarze, a w praktyce do 50 megapikseli, daje darmowo jedynie 1 GB miejsca. Wgrywanie zdjęć po przekroczeniu tego limitu skutkuje ich zmniejszeniem do rozmiaru maksymalnie 800 x 800 pikseli (0,64 megapiksela). Tych zdjęć może być nieograniczona liczba, ale nie oszukujmy się - taki rozmiar może być dla wielu osób niewystarczający. Zwłaszcza biorąc pod uwagę rozdzielczości dzisiejszych ekranów, które mogą wyświetlić zdjęcia nawet około 2 megapikselowe (ekrany 1920 x 1200 lub 1600 x 1200 pikseli). A zgromadzenie 1 GB zdjęć to obecnie nietrudne zadanie. Jest jednak recepta na ten problem. Co prawda coś za coś, ale koszt nie wydaje się zbyt wygórowany - trzeba się zapisać do usługi Google+. Darmowa powierzchnia dyskowa przysługująca zdjęciom wgranym do Picasa nie wzrośnie, ale maksymalny rozmiar zdjęć nie naruszających limitu 1 GB wzrośnie z 800 x 800 do 2048 x 2048 pikseli. Czyli do około 4 megapikseli.Można powiedzieć, że dzięki Google+ zyskujemy w pewnym sensie nielimitowaną powierzchnię dyskową dla naszych fotograficznych dzieł. Rozdzielczość 2048 x 2048 pikseli zaspokoi apetyt każdego monitora czy telewizora. Co więcej, wystarczy do wykonania dobrze wyglądających odbitek o rozmiarach w formacie nawet około 18 x 13 centymetrów.Wgrywając poprzez Google+, a nie Picasa, nie musimy martwić się o wyczerpanie skromnego limitu na większe rozmiarem fotki. Google+ przeskaluje je automatycznie. Wprowadzono nawet usługę Google Instant Upload, która pozwala na bieżąco wgrywać zdjęcia ze smartfonu z platformą Android do Google+. Więcej o usługach Google: Google+: nowa gigantyczna sieć społecznościowa Pliki: Picasa Photo Organizer - katalogowanie i publikowanie zdjęć (wer. 3.8.0 Build 117.43) Google WebRTC odpowiedzią na Skype Microsoftu
Karol Żebruń Karol Żebruń

Usługi w chmurze - lista największych wpadek

Office 365, Google+ to tylko niektóre niedawno uruchomione usługi czerpiące korzyści z infrastruktury informatycznejzwanej chmurą. Jednak chmura budzi także wątpliwości co do bezpieczeństwa naszych danych i obawy przed ewentualnymi awariami. Tylko ostatni rok przyniósł kilka poważnych wpadek.Przenosząc obsługę danych do chmury, czyli, mówiąc inaczej, do zewnętrznych instytucji, można pozornie wyeliminować wiele obowiązków. Nie trzeba dbać o rozbudowany system komputerowy, koszty administracji, jak i oprogramowania można zredukować do minimum. Trzeba jednak pamiętać, że nad bezpieczeństwem danych i serwerów, które je przechowują, ktoś musi czuwać. Ktoś inny, a niekoniecznie nieomylny.Awaria usługi zlokalizowanej w chmurze może być znacznie bardziej brzemienna w skutkach niż zakłócenia lokalnego systemu komputerowego. Zapanowanie nad ogromnym, często rozproszonym systemem, jakim niewątpliwie jest chmura, zarówno od strony sprzętowej jak i programowej, to wyzwanie dalece poważniejsze niż zarządzanie małą siecią. Oto lista największych wpadek w historii chmury.Wpadka numer 1 to awaria usług sieciowych Amazon Web Services w kwietniu tego roku. Wszystko zaczęło się od błędu podczas aktualizacji sieci w centrum danych w Północnej Wigrinii. Źle przekierowany na czas prac ruch doprowadził do utraty komunikacji pomiędzy serwerami, a w dalszej konsekwencji przeciążenia sieci i braku miejsca na kopie zapasowe (w chmurze Amazon wszystkie dane są redundantne). Serwery zapętliły się w próbach wykonania takich kopii.Walka z usterką trwała przez 4 dni i przez ten czas około 70 witryn, jak New York Times czy Reddit, było niedostępnych. Ale wypożyczalnia internetowa Netflix radziła sobie mimo to. Recepta? Kluczowe dla działania serwisu dane przechowywane były w innych centrach danych, firma miała także liczne kopie zapasowe poza Amazonem.Numer 2 na naszej liście związany jest z użytkownikami sieci T-Mobile urządzeń marki Sidekick. Awaria na prawie tydzień pozbawiła ich dostępu do poczty e-mail i innych osobistych danych. Co gorsza wielu danych nie udało się odzyskać? Serwery przechowujące dane należały do Microsoftu. Z tej przygody płynie prosta nauka - własne kopie zapasowe są bezcenne.Gmail to usługa e-mail przez wiele osób uznawana za najlepszą na świecie. Ale i ona ma swoje gorsze dni. Ostatnio głośno było o włamaniu się do skrzynek pocztowych ważnych osobistości amerykańskiej administracji, za którym stoją prawdopodobnie chińscy hakerzy. Wpadka numer 3 miała miejsce w lutym tego roku, kiedy to ponad 150 tysięcy użytkowników po zalogowaniu zastało konta wyczyszczone z wszelkich danych. O tym wydarzeniu pisaliśmy szerzej na benchmarku. Google odtworzył w końcu dane z kopii zapasowych, ale zajęło to kilka dni. Dlaczego? Okazało się, że usterka dotknęła licznych kopii tych samych danych, które dla bezpieczeństwa przechowuje Gmail.Następna awaria, numer 4, miała związek z usługą konkurencji Google, czyli Microsoft Hotmail. Podobnie jak w przypadku Gmail, kilkadziesiąt tysięcy kont pocztowych zostało kompletnie wyczyszczonych. Przyczyną był błąd w skrypcie, który miał eliminować fałszywe konta pocztowe. W rzeczywistości skrypt zawierał błąd, który uznał normalne konta za przeznaczone do usunięcia. Całkowita eliminacja problemu trwała około 6 dni.Microsoft Office 365 to niedawno uruchomiona usługa będąca przeniesionym do chmury Office 2010, pocztą Outlook i innymi usługami biznesowymi. Jak na razie wszystko działa dobrze, ale warto pamiętać, że poprzednik - Business Productivity Online Suite - całkiem niedawno,10 maja, miała poważne problemy z poprawnym funkcjonowaniem. Awaria numer 5 objawiała się znacznymi opóźnieniami w przesyłaniu danych, a także problemami z logowaniem się do webowej wersji Outlooka. Przyczyną była zła obsługa nieprawidłowego ruchu pocztowego i problemy z DNSami. Teoretycznie niewielki problem, ale dla biznesowych użytkowników krytyczny.Numer 6 i 7 to awarie systemów biznesowych. Pierwsza z nich dotyczyła płatności on-line PayPal. Choć problemy z dostępem do PayPal, latem 2009 roku, trwały jednie kilka godzin, odbiły się silnym echem w całej społeczności sieciowych sprzedawców. Taka sama, krótkotrwała awaria dotknęła platformę e-biznesowych aplikacji Salesforce.com.Kolejny numer 8 na liście to chmura Intuit obsługująca systemy płatnicze. Powód awarii sprzed roku był bardzo przyziemny - awaria sieci energetycznej. Zdarzyła się ona kilka razy, a jej konsekwencją było uszkodzenie systemów komputerowych. Co gorsza, problem dotyczył nie tylko głównego systemu, ale także zapasowego. Numer 9 to usterka chmury Terremark w marcu 2010 roku. Jedno z centrów danych zlokalizowane w Miami przestało działać, a ponieważ przechowywane w nim dane nie były nigdzie mirrorowane, problem dotknął użytkowników usług Terremark. Ta przygoda pokazuje, że opierając się na chmurze i operując na bardzo ważnych danych nie możemy ograniczać się jedynie do jednej chmury od jednej firmy.Centrum Terremark w MiamiOstatnia awaria - numer 10 - dotyczy firmy Rackspace świadczącej usługi hostingowe. Jej przykład pokazuje, że nawet kilkuminutowa przerwa w działaniu zasilania potrafi wywołać trwające wiele godzin problemy w dostępie do usług. W przypadku Rackspace konieczna była spora finansowa rekompensata w stosunku do klientów.I to już koniec listy, choć z pewnością nie wyczerpujący wszystkich awarii, które miały miejsce. Czy ta lista oznacza, że chmura to jedynie źródło problemów? Odpowiedź brzmi - nie. Infrastruktura komputerowa związana z chmurą jest bardzo skomplikowana i rozbudowana i wymaga szczególnej uwagi. Należy pamiętać, że, zwykle z powodu czynnika ludzkiego, prędzej czy później może nawalić. Nie można być ignorantem i liczyć na to, że chmura zapanuje nad wszystkim, ale tworzyć usługi oparte na chmurze tak, aby były odporne na opisane powyżej awarie. A także na te, których nie da się przewidzieć. Więcej o chmurze i związanych z nią usługach: Google+: nowa gigantyczna sieć społecznościowa Office 365: Microsoft z głową w chmurach ZeroPC - zarządzanie danymi w "chmurze" iCloud, czyli Apple buja w obłokach Pliki: Dropbox - pliki w chmurze (wer. 1.2.12)
Karol Żebruń Karol Żebruń

Oracle żąda 2,6 mld od Google za złamane patenty

Spór pomiędzy Oracle i Google o naruszenie patentów Java zastosowanych w systemie Android, nie ma końca. Niedawno Oracle zażądało od Google wypłacenia gigantycznego odszkodowania.Jakiś czas temu informowaliśmy o sporze pomiędzy firmą Oracle która złożyła pozew o naruszenie praw patentowych wobec firmy Google, która rzekomo miała się dopuścić nielegalnego wykorzystania kodu Java w swojej maszynie wirtualnej Dalvik. Od czasu złożenia wspomnianego wniosku firmom nie udało się zawrzeć polubownego porozumienia dlatego zgodnie z zapowiedziami z ubiegłego miesiąca firma Oracle zażądała rekompensaty za stosowane w systemie Google Android, opatentowane jeszcze przez firmę SUN rozwiązania.W związku z tym prawnicy firmy Oracle wystosowali do Google żądanie zapłaty aż 2,6 mld dolarów za nielegalne wykorzystanie kodu Javy. Jak się okazuje żądana kwota ma stanowić blisko 15% dochodów płynących z reklam w systemie Android. Swoje stanowisko Oracle opiera na opiniach specjalistów, którzy oszacowali, iż firma na nielegalnych praktyce Google straciła od 1,4 do 6,1 mld dolarów. W ubiegłym roku do sądu wpłynął wniosek Oracle w sprawie naruszenia patentów przez Google, jednak jak widać firma Oracle nie zamierza bezczynnie czekać na wynik procesu który jeszcze nawet się nie rozpoczął. Rozpoczęcie procesu zostało zaplanowane dopiero za pół roku - a to my narzekamy na opieszałość polskich sądów. Wypłacenie przez Google odszkodowania zakończyło by trwający już od dłuższego czasu spór, jednak wielu ekspertów zauważa, że na polubowne zakończenie sporu się nie zapowiada i firma Google raczej odrzuci, tak jak w ubiegłym miesiącu żądania Oracle.Zapewne więc cała sprawa znajdzie swój finał w sądzie, jednakże jednego możemy być pewni nawet jeżeli sąd przychyli się do wniosku Oracle czy też koncernu z Mountain View to przegrana strona tak łatwo się nie podda i zapewne będzie próbowała się odwoływać od decyzji sądu - w końcu w grę wchodzą ogromne pieniądze. Więcej o Oracle i Google: Gmail: zhakowano setki kont System Google Android może zniknąć z rynku Google: z Chrome korzysta już co ósmy internauta Google: koniec wsparcia dla starszych przeglądarek Google Wallet - płać smartfonem zamiast kartą Google Chrome OS - czy rzeczywiście bezpieczny?

Apple, Microsoft i inni kupili od Nortel patenty za 4,5 mld

Firmy Apple, EMC, Ericsson, Microsoft, RIM i Sony zrzeszone w specjalnie utworzonym konsorcjum nabyły pateny dotyczące rozwiązań mobilnych i internetowych firmy Nortel Networks Corporation. Suma operacji opiewa na gigantyczną kwotę.Firma Nortel, która w 2009 roku ogłosiła bankructwo, w swoich rękach dzierżyła pokaźną liczbę patentów. Zapędy na patenty zbankrutowanego Nortela miały potentaci rozwiązań mobilnych m.in. RIM, który samodzielnie kilka miesięcy temu oferował za wszystkie patenty sumę 770 milionów dolarów. Jak się okazuje suma ta była dalece od oczekiwanej i ostatecznie oferta została odrzucona. Na przejęciu "spadku" Nortela zależało również firmie Google, która była gotowa wydać na patentowe zakupy blisko miliard dolarów, a dokładniej 900 mln dolarów. Transakcja zakończyła się jednak niepowodzeniem, gdyż do akcji weszło wspomniane już konsorcjum. Konsorcjum zostało zawiązane przez firmy Apple, EMC, Ericsson, Microsoft, RIM i Sony, które wspólnie zaoferowały kwotę wynoszącą aż 4,5 miliarda dolarów. Oferta konsorcjum została przyjęta i wyżej wymienione firmy niebawem staną się właścicielami 6 tys. patentów firmy Nortel, wśród których znalazły się m.in. technologie pozwalające na korzystanie z sieci 4G, usług głosowych w Internecie, sieci optycznych czy też pół przekaźników. Cała transakcja ma się zakończyć 11 sierpnia kiedy to powinna zostać zatwierdzona przez sąd. Więcej o rynku mobilnym: Android Market goni App Store - 4,5 miliarda pobrań Nokia tłumaczy się z systemu MeeGo w N9 Apple: o iPhone 5, iPad 3 i budżetowym smartfonie

Google+: nowa gigantyczna sieć społecznościowa

Google od dawna nie jest już kojarzone wyłącznie z wyszukiwarką, a jej polityka wydaje się dążyć do jednego podstawowego celu – opanować internet. Gigant z Mountain View podbija jedne po drugich kolejne sektory sieci i przyszedł czas, na jednego z najpotężniejszych konkurentów – Facebooka. Długo oczekiwany Google+ jest bardzo funkcjonalnym portalem społecznościowym, który odebrać ma koronę dziełu Marka Zuckerberga… i naprawdę nie jest bez szans. Usługa Google+ została zaprojektowana na zasadzie kręgów społecznych użytkowników, nazwanych +Circles. Użytkownik będzie mógł dzięki temu stworzyć swoją własną sieć kontaktów, dzieląc swoich znajomych na poszczególne kategorie (jak praca, rodzina, koledzy). Pozwoli to udostępniać swoje treści tylko tym osobom, którym chcemy je przedstawić, a nie od razu całej społeczności. Aby nie sprawiało to większego kłopotu, dodawanie i usuwanie kontaktów z poszczególnych grup odbywać będzie się na zasadzie „przeciągnij i upuść”. Jak zapowiada Google, nie będą nakładane żadne ograniczenia jeśli chodzi o ilość i nazewnictwo takich kręgów. Co najważniejsze, Google+ będzie współpracowało z innymi usługami tej korporacji. I tak, do naszego profilu w serwisie będziemy mogli bez najmniejszych problemów dodać znajomych zapisanych w Google Contacts (czyli m.in. tych, których mamy w Gmailu). Zapowiedziano też, że rozważana jest możliwość bezpośredniego importowania ważnych kontaktów z usług firm Microsoft oraz Yahoo. Najprawdopodobniej, co zresztą nie powinno nikogo dziwić, nie będzie jednak możliwości przeniesienia kontaktów z Facebooka, co może być sporym utrudnieniem dla osób, mających sporą ilość znajomych w tym serwisie.Sam import kontaktów z konta Gmail nie daje nam jednak żadnych informacji społecznościowych na temat danego użytkownika, bowiem konto mailowe nie równa się kontu Google+. Kolejną interesującą usługą Google+ będą „iskry” (Sparks). Pozwoli ona na wyszukiwanie, udostępnianie oraz śledzenie tematów z interesujących nas kategorii. Poza ręczną metodą dobierania takich kategorii, Google będzie zbierać informacje i wyświetlać wyniki na podstawie działania w serwisie naszych znajomych i materiałów, przy których kliknęliśmy przycisk „+1”, który jest coraz częściej spotykany i jest odpowiedzią na facebookowe „Lubię to”. Usługa „Hangouts” to już typowa opcja społecznościowa, służąca do prowadzenia rozmów internetowych. Pozwoli ona na przeprowadzanie wideorozmów i jak zapowiada Google ma zdetronizować konkurencyjne komunikatory. Co ważne, metoda ta pozwoli na prowadzenie rozmowy z kilkoma znajomymi jednocześnie (konferencja). Podstrony serwisu Google otrzymały nowy pasek nawigacyjny, utrzymany w odcieniach szarości. Poza zmianą kolorystyczną, po zalogowaniu się na swoje konto Google+, pasek ten znacznie ułatwi kontrolę nad swoim profilem. Otrzymamy dzięki niemu łatwy dostęp do narzędzi oraz funkcji udostępniania treści.Jeżeli jesteśmy już przy udostępnianiu, warto przyjrzeć się tej jakże ważnej i popularnej w serwisach społecznościowych funkcji. Google+ pozwoli na publikowanie i oznaczanie swoich materiałów. Warto też wspomnieć, że serwis będzie wyposażone w edytor online, dzięki któremu zretuszujemy lub w inny sposób poprawimy naszą fotografię. Poza naszymi materiałami w zakładce fotografie, pojawią się tam także zdjęcia, na których zostaliśmy oznaczeni. Google+ będzie też kompatybilne z urządzeniami mobilnymi. Aplikacja przeznaczona na smartfony i tablety pozwoli na umieszczanie informacji, publikowanie materiałów oraz czat i to zarówno z jednym użytkownikiem, jak i grupowy. Takie rozmowy konfernecyjne będą możliwe dzięki usłudze Huddle.Aktualnie, serwis Google+ jest w fazie zamkniętych beta-testów, mających na celu sprawdzenie poprawności działania wszystkich usług nowego portalu społecznościowego. Czy nowy serwis koncernu Google będzie realnym zagrożeniem dla niesamowicie popularnego Facebooka, a może wręcz go przebije, czy jednak podzieli los poprzednich prób wkroczenia w ten sektor giganta z Mountain View (Orkut, Buzz, Wave)? Co sądzicie? Więcej o Google: Android: 500 000 nowych smartfonów dziennie jest aktywowanych Google WebRTC odpowiedzią na Skype Microsoftu System Google Android może zniknąć z rynku Gmail: zhakowano setki kont Google: z Chrome korzysta już co ósmy internauta

Android: 500 000 nowych smartfonów dziennie jest aktywowanych

Andy Rubin, współzałożyciel Androida i osoba, która sprawuje nad nim piecze w Google,podał na swoim twitterze bardzo ciekawe informacje. Dowiedzieliśmy się, że codziennie na całym świecie aktywowanych jest aż 500 tysięcy telefonów z systemem Google Android. Steve Jobs pewnie właśnie zgrzyta zębami i szuka kolejnych dowodów by ponownie deprecjonować wyniki swojego największego konkurenta.Pod koniec ubiegłego roku według Rubina liczba dziennych aktywacji nowych smartfonów z Google Android wynosiła 300 tysięcy. Na odbywającej się w maju konferencji Google I/O mówiło się o 400-stu tysiącach. Dziś jest to już pół miliona aktywacji nowych telefonów dziennie. Według Rubina popularność Androida w chwili obecnej rośnie o około 4.4 % co tydzień. Siedem miesięcy dało zwiększenie liczy dziennych aktywacji aż o 60 procent.Skąd taka popularność? Applerozpoczęło wszystko szałem na swojego iPhone'a, tyle tylko, że każda kolejna generacja jest droga i nie aż tak przystępna dla zwykłego Kowalskiego. Mimo to napędza zainteresowanie smartfonami. Androidpojawił się w momencie, w którym iOS nie miał żadnej alternatywy. Symbiannie miał żadnych szans w walce z systemem Apple, a Windows Mobile ciągle tkwił w erze w której smartfon kojarzył się z luksusem dostępnym dla wybranych. Nie wspominając o tym, że był archaiczny i oporny w użytkowaniu.Androidw chwili obecnej znajduje się na około 100 milionach urządzeń, które dostępne są w ofertach 215 operatorów rozsianych po całym świecie. Podczas wspominanych targów Google I/O podano do publicznej informacji, że Android Market ma w swojej ofercie 200 tysięcy aplikacji, nad którymi pracuje około 450 tysięcy programistów. Tak ogromne liczby są oczywiście spowodowane ilością dostępnych telefonów z Androidem. Praktycznie wszyscy liczący się gracze na rynku posiadają w swojej ofercie telefony wyposażone w system autorstwa Goggle.Za każdym razem po podaniu informacji o liczbie aktywacji urządzeń z Androidem w sieci pojawiają się analizy mówiące, że nie liczby te nie przekładają się na zysk firmy z Mountain View i jest to prawdą. Jednak posiadając około 100 mln telefonów Googlejest niekwestionowanym liderem na rynku mobilnej reklamy, o przychodach z Android Marketu nie wspominając.A czy Wy macie (zamierzacie mieć) telefon z Androidem? A może czekacie na Nokie z WP7? Czy też jesteście posiadaczami iPhone?Więcej o Google Android: Android będzie miał 50% rynku Android Honeycomb 3.1 = supersystem? System Google Android może zniknąć z rynku Android 3.0 - system stworzony dla tabletów Android Market wyprzedził Apple App Store

Pliki: Picasa Photo Organizer - katalogowanie i publikowanie zdjęć (wer. 3.8.0 Build 117.43)

Picasa Photo Organizer to program spod znkau Google, którysłuży do przeglądania, katalogowania i publikowania zdjęć. W najnowszej odsłonie poprawiono importowanie plików ze skanerów oraz tworzeniekopii zapasowych i przywracanie plików.ini. Pobierz: Picasa Photo Organizer 3.8.0 Build 117.43 Rozmiar pliku: 13,6 MB więcej plików » 20 najnowszych plików »sterowniki i narzędzia do kart graficznych »narzędzia CPU »benchmarki, testy »wszystko dla Windows »gry, poprawki, dodatki »multimedia »zobacz wszystkie lub wyszukaj plik »zaproponuj dodanie pliku lub programu Picasa to oprogramowanie, które umożliwia szybkie znajdowanie, edytowanie i udostępnianie wszystkich zdjęć na komputerze. Przy każdym otwarciu organizer automatycznie lokalizuje wszystkie zdjęcia (nawet te zapomniane) i sortuje je w albumy według daty. Z jego pomocą można dowolnie przeciągać i upuszczać albumy i zdjęcia, nadawać własne etykiety, a także tworzyć nowe grupy. Dodatkowo każdy element można zabezpieczyć hasłem.Oferowane przez Picasa Photo Organizer narzędzie do retuszowania pomaga przy usuwaniu niepożądanych elementów fotografii. Z obrazów da się też złożyć krótkie filmy zapisywane w formacie WMV, wzbogacone efektami przejścia i muzyką odtwarzaną w tle. Taki materiał Picasa może eksportować ponadto do serwisu YouTube.Więcej programów graficznych: Blender - tworzenie grafiki trójwymiarowej XnView - uniwersalna przeglądarka i edytor zdjęć Light Image Resizer - bezpłatny edytor grafiki

Google WebRTC odpowiedzią na Skype Microsoftu

Mimo, że dopiero minęła połowa roku, to dla firmy Microsoft był to jeden z ważniejszych okresów w historii. Najpierw nastąpiło zawiązanie bliższej współpracy z firmą Nokia, potem kupno Skype, a w międzyczasie zapowiedź Windows 8 działającego na architekturzeARM. Takie wejście w rynek mobilny nie spodobało się zapewne Google. Nie dziwi zatem fakt, że zamierza ona uderzyć w czuły punkt szefów z Redmond. Google ogłosiło bowiem, że zamierza zintegrować kolejne wersje przeglądarki Chrome z projektem WebRTC, który pozwala na komunikację głosową i wideo w czasie rzeczywistym. Technologia ta opracowywana była przez Global IP Solutions, jednak Google przejęło tą firmę w ubiegłym roku. Wbudowanie w Chrome technologii WebRTC pozwoli na komunikację identyczną jak w Skype, tyle że przez strony internetowe korzystające z HTML 5 i JavaScriptu. Schemat działania usługi WebRTC (kliknij obraz by powiększyć) Oznaczałoby to realne zagrożenie dla niepodzielnej dominacji Skype, tym bardziej że Google nie zamierza ograniczać się jedynie do Chrome. Firma z Moutain View już prowadzi rozmowy z firmami Mozilla i Opera by również ich przeglądarki zawierały w sobie możliwość korzystania z WebRTC – oczywiście bez konieczności uiszczania opłat licencyjnych.Przykład wykorzystania WebRTCZapewne Internet Explorer nie otrzyma możliwości wykorzystania WebRTC. Gdyby technologia ta pojawiła się jedynie w Chrome pozycja Skype nie byłaby aż tak zagrożona, lecz jeśli jednak w grę weszłyby Firefox i Opera ze swoimi użytkownikami, mógłoby to sprawić Microsoftowi problemy.Więcej o Google Chrome: Google Chrome – 20 świetnych wtyczek Pliki: Google Chrome 12 - szybka przeglądarka WWW Google Chrome OS - czy rzeczywiście bezpieczny? Computex: tablet Acer z systemem MeeGo w działaniu

HTC Desire dostanie Androida 2.3 Gingerbread

Firma HTC ogłosiła, że smartfon Desire ma po prostu za mało pamięci, by płynnie działał na nim Android 2.3 oraz oprogramowanie HTC Sense. Oczywiście brak tej nakładki nie wchodził wg firmy w grę, gdyż podobno wszystkim użytkownikom bardzo na niej zależy. Tak więc oficjalnie z powodów czysto technicznych posiadacze Desire mieli zawodolić się Froyo.Po ogłoszeniu tej informacji, przez internet przetoczyła się fala krytyki pod adresem HTC. Niektórzy nawet podejrzewali, że to celowa zagrywka firmy, by zmusić użytkowników do kupowania HTC Desire S. Jednak wczoraj na Facebooku firma poinformowała, że wbrew wcześniejszym informacjom Gingerbread pojawi się jednak na HTC Desire. Podobne oświadczenie wystosował również polski oddział firmy. Nie podano jednak żadnych szczegółów. Zastanawiające jest, jak w jeden dzień udało się pokonać problemy techniczne, nad którymi inżynierowie pracowali już od jakiegoś czasu z marnym skutkiem. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że Desire ma 576 MB RAM oraz 512 MB ROM, natomiast Androida 2.3 można uruchomić nawet na słabszych smartfonach.Niestety nie znamy daty oficjalnej aktualizacji oprogramowania z Androida 2.2 na 2.3. Nie jest jasne również, czy HTC postanowiło zrezygnować z nakładki HTC Sense, czy w jakiś inny sposób obeszło ograniczenia sprzętowe. Oczywiście ciągle mowa o oficjalnej aktualizacji, nieoficjalne modyfikacje oprogramowania pozwalają już od jakiegoś czasu na instalację Androida 2.3 na HTC Desire.Więcej o HTC Desire: HTC: smartfon Evo 3D i tablet Evo View 4G dostępny jeszcze w tym miesiącu Opinia dnia: najcichszy laptop na rynku Gry na smartfona, czyli miniprzegląd GPU w smartfonach HTC Desire S, Wildfire S i Incredible S - HTC odświeża znane modele smartfonów

Chiny: cenzury internetu ciąg dalszy

Chińskie władze postanowiły uniemożliwić wyszukiwanie frazy Zengcheng - nazwy miasta, w którym w weekend rozpoczęły się zamieszki.Wszystko zaczęło się parę dni temu, kiedy służby porządkowe starały się usunąć z ulicy nielegalnych handlarzy. W trakcie interwencji, na ziemię została powalona kobieta w ciąży. To stało się punktem zapalnym dalszych protestów, w których udział wzięło tysiące robotników.Chińskie władze zapewniły, że ciężarnej ofierze nic się nie stało. Równocześnie jednak starają się, aby nikt nie dowiedział się o powstaniu przeciw władzy i skutecznie blokują jakiekolwiek wyszukiwanie Google z użyciem słowa Zengcheng.To nie pierwszy taki przypadek, podobna sytuacja miała miejsce w czasie protestów w Mongolii Wewnętrznej i "Jaśminowej rewolucji". Żeby uniknąć informowania o zajściach i ewentualnego dołączenia do nich, władze starały się odciąć wszelkie źródła informacji o zdarzeniach. Nie dziwi więc też fakt, że w Chinach nie ma dostępu do Facebooka, Twittera czy YouTube. Nie ma chyba wątpliwości, że w kraju w którym jeden z regionów był pozbawiony internetu przez sześć miesięcy, wolność słowa nie istnieje. Jak widać, cenzura jest w stanie pochłonąć i częściowo wstrzymać nawet tak rozległe źródła informacji. Więcej o cenzurze internetu: Ocenzurują internet? Europa jak Chiny? UE chce wirtualnych granic w sieci Iran chce odizolować się od światowego internetu Egipt znowu w sieci

Wybór telefonu zależy od naszego charakteru

Obecnie wiele osób używa telefonów typu smartfon. Niekiedy są one wyposażone w system operacyjny iOS lub Android, a czasami jest to Windows Phone 7 czy Blackberry. Wiele osób sądzi, że wybór telefonu i systemu zależy od naszej osobowości i cech charakteru. Dlatego spróbowaliśmy pokrótce opisać użytkowników każdego z tych smartfonów.AndroidTelefony z systemem Android mają najlepsze podzespoły i najciekawsze specyfikacje. Większość aplikacji jest tu darmowa, jednak za to kuleje prywatność oraz bezpieczeństwo naszych danych, zwłaszcza od czasu gdy spersonalizowane reklamy w smartfonach stały się źródłem ogromnego zysku. Telefony te są przeznaczone głównie dla osób, które lubią majsterkować przy swoim telefonie, czyniąc go maksymalnie spersonalizowanym i niepowtarzalnym. Użytkownik Androida lubi mieć nad wszystkim kontrolę i wybierze tylko taki system, w którym wszystko sam dobierze i dopasuje. BlackBerryBlackberry jest jednym z najlepszych telefonów w tej klasie i często jest kojarzony z biznesem i ogromnymi wpływami. Nie ma w tym nic dziwnego, gdyż takie urządzenie posiada nawet prezydent USA Barack Obama. Większość aplikacji jest tu bardzo praktyczna i ma powiązania z korporacjami. Użytkownik telefonu BlackBerry chce mieć wszystko na swoim miejscu i zdaje sobie sprawę z tego, że życie to nie gra, tylko krótki moment w naszej egzystencji, podczas którego możemy zarabiać pieniądze. Jednak często użytkownicy BlackBerry bardzo lubią mieć drugi telefon, który jest bardziej przystosowany do rozrywki. W końcu każdemu należy się chwila odpoczynku. iPhoneTutaj mamy do czynienia z eleganckim produktem, który ma więcej aplikacji niż jakikolwiek inny system mobilny - są zarówno profesjonalne, jak też czysto rozrywkowe. Użytkownik tego smartfona lubi mieć wielu przyjaciół i wiedzieć co się dzieje. Oprócz tego nie interesuje go technologia, a bardziej wygląd urządzenia. Użytkownik iPhone chce po prostu wiedzieć, że wszystko będzie działać i jest gotów za tą pewność zapłacić spore pieniądze. Gdybyśmy mieli podać jedno słowo, którym określimy posiadacza iPhone'a, będzie to "impreza". Windows Phone 7Najnowszy system operacyjny Microsoft jest znany z tego, że jest bardzo szybki i intuicyjny. Użytkownik tego telefonu nie chce się uczyć obsługi swojego urządzenia, wszystko ma tu po prostu być na swoim miejscu. Osoba ta płaci za jakość wykonania, łatwość obsługi i prosty design. Jest to urządzenie bardziej rozbudowane niż iPhone, mniej rozbudowane niż telefon z systemem Android i bardziej przystosowane do rozrywki niż telefony BlackBerry. SymbianSymbian jest systemem nieco przestarzałym, który jest zainstalowany głównie na starszych telefonach, a był rozwijany przez firmę Nokia - niebawem zastąpiony zostanie przez Windows Phone 7. Z tego powodu użytkownika tego typu smartfonów możemy określić jako ludzi, którzy nie potrzebują wielu aplikacji, a tylko telefonu. Są oni przywiązani do starszych rozwiązań i do marki, którą w tym przypadku jest Nokia. Użytkownik oczekuje, że będzie potrafił obsługiwać ten system, ale nie dlatego, że jest on bardzo intuicyjny. Po prostu ma z nim do czynienia od wielu lat i zdążył się do niego przyzwyczaić. PodsumowanieTutaj nie użyjemy zbyt wielu słów z bardzo prostego powodu - i tak każdy wybierze smartfon, który mu się najbardziej podoba. Jeśli jednak chcemy, by posiadany telefon wpłynął na postrzeganie go przez inne osoby, powinien zapoznać się z poniższą infografiką: Czy zgadzacie się z powyższymi wywodami i zaprezentowaną grafiką? Więcej o smartfonach: Bento Book: Tablet, smartfon i bateria słoneczna Smartfon sterowany przez zginanie Rośnie sprzedaż telefonów

System Google Android może zniknąć z rynku

System operacyjny Google Android może zniknąć z rynku, jeśli jego producent przegra sprawę sądową z firmą Oracle.Firma Oracle złożyła pozew o naruszenie praw patentowych wobec firmy Google. Chodzi o programy i rozwiązania techniczne wykorzystujące język Java w systemie Google Android. Wszystko wiąże się najprawdopodobniej z przejęciem firmy SUN przez Oracle, które było wcześniej wielkim orędownikiem otwartości platformy Java. Wizja zysków zmienia jednak podejście do wcześniejszych deklaracji.Istnieje możliwość porozumienia się firm na zasadzie licencji, ale równocześnie konieczne może być wypłacenie odszkodowania za naruszenie patentów. Smaczku dodaje fakt, że odszkodowanie to może być gigantyczne, co może skłonić Google do porzucenia systemu jedynie po to, by nie płacić ani odszkodowania ani tantiem za licencje. Co więcej, firma Oracle żąda doliczenia, do sum związanych ze sprzedażą czy licencjonowaniem systemów Android, kwot uzyskanych z wyświetlanych w systemie reklam. Argumentem jest także fakt, że pozwana niegdyś przez SUN firma Microsoft zapłaciła 900 milionów dolarów za ochronę platformy Java przed „fragmentacją”. Rozprawy rozpoczną się już za kilka miesięcy i może to być jeden z najgłośniejszych procesów, o naruszenie praw patentowych, w ostatnich latach. Jakie będą rozstrzygnięcia – pokażą następne miesiące lub lata. Może się też okazać, że dominujący obecnie na rynku system dla smartfonów zostanie zastąpiony innym. Gdzie dwóch się bije tam trzeci korzysta - jak myślicie, który system zyska na tej potyczce? Więcej o firmie Google i systemie Android: Gmail: zhakowano setki kont Google: z Chrome korzysta już co ósmy internauta Google: koniec wsparcia dla starszych przeglądarek Google Wallet - płać smartfonem zamiast kartą Google Chrome OS - czy rzeczywiście bezpieczny?

Gmail: zhakowano setki kont

Setki osobistych kont Gmail zostały zhakowane, a wśród ofiar znalazło się wiele wysoko postawionych polityków i dziennikarzy.Według informacji, jakie podała firma Google, atak został przeprowadzony przez organizację z Chin. Co ciekawe, systemy zabezpieczające Gmail nie zostały naruszone, bowiem atak odbył się na zasadzie tzw. phishingu. Polega to na podszywaniu się pod znane i zaufane firmy i wyłudzanie informacji „potrzebnych” jej przedstawicielom. Forma ta jest ostatnimi czasy bardzo popularna, dlatego też należy pamiętać, aby powstrzymywać się od podawania swoich danych poprzez pocztę elektroniczną.W wyniku ataku, chińska organizacja pozyskała setki haseł, co pozwoliło na monitorowanie skrzynek pocztowych ofiar i tym samym śledzenie ich korespondencji. Okazuje się, że użytkownikami, których skrzynki zostały zhakowane są urzędnicy Korei Południowej i innych państw Azji, działacze polityczni i wojskowi, dziennikarze oraz wysocy rangą urzędnicy rządu Stanów Zjednoczonych. Sprawa jest więc bardzo poważna. Atakiem zainteresowała się sekretarz stanu Hillary Clinton i uważając go za bardzo poważny, o całym zajściu poinformowała FBI. Wszczęte już postępowanie wyjaśniające, ma odpowiedzieć na pytanie kto, dla kogo i w jakim celu przeprowadził całą akcję. Więcej o hakerach i Google: Hakerzy ponownie zaatakowali Sony Google: z Chrome korzysta już co ósmy internauta Google: koniec wsparcia dla starszych przeglądarek Microsoft zatrudni 14-letniego hakera z Irlandii Honda zhakowana - dane tysięcy osób wykradzione

Google: z Chrome korzysta już co ósmy internauta

Według danych firmy Net Applications już ponad 12,5% użytkowników Internetu na świecie surfuje po sieci za pomocą przeglądarki Google.Przeglądarka Chrome zyskuje zwolenników w ogromnym tempie – zaledwie w ciągu jednego miesiąca (od kwietnia do maja br.) odsetek korzystających z niego internautów wzrósł z 11,9% do 12,5%.Zdaniem analityków Net Applications tak szybki wzrost popularności jest zasługą m. in. bardzo intensywnej kampanii promocyjnej, jaką prowadzi firma Google, a w którą zaangażowana została m. in. Lady Gaga. Szybko rosnąca popularność Chrome nie oznacza jednak, że Google może spać spokojnie. Co prawda Internet Explorer w ogólnym rozrachunku traci popularność (z 55,1% do 54,3% w analogicznym okresie), to jednak jego najnowsza, dziewiąta wersja została ciepło przyjęta zarówno przez media, jak i użytkowników. W ciągu ostatniego miesiąca odsetek użytkowników IE9 wzrósł z 2,4% do 4,2%.Dane te dotyczą wszystkich platform – firma Microsoft woli jednak podawać dane dotyczące popularności IE9 wyłącznie wśród użytkowników Windows 7. Explorer 9 nie działa bowiem ani pod kontrolą systemu Windows XP, który jest nadal niezwykle popularny, ani na Mac OS, ani na urządzeniach mobilnych. Okazuje się zatem, że z IE9 korzysta ok. 12,2% użytkowników systemu Windows 7.Pozostałe przeglądarki nie odnotowały znaczących skoków popularności. W przypadku przeglądarki Firefox wzrosła ona z 21,6% do 21,7%. Podobny, minimalny wzrost zanotowało Safari – z 7,2% do 7,3%. Opera nadal pozostaje produktem raczej niszowym, którego popularność w dodatku powoli spada – z 2,1% do 2,0%. Więcej o przeglądarkach: Jest stabilna wersja Chrome 11 Firefox 4.0 pobrany 100 milionów razy! Internet Explorer 10 nie zadziała na Viście