Olympus E 300
W poprzednim teście napisałem, że następnym moim aparatem będzie lustrzanka cyfrowa, czyli dSLR (digital Single Lens Reflex). Dzięki uprzejmości Olympus Polska mam okazję przekonać się, czy warto zainwestować i sprawić sobie właśnie lustrzankę. Do testów otrzymałem model E-300 - "uproszczoną" wersję flagowego modelu firmy, czyli Olympusa E-1. W teście skupię się nie tylko na samym aparacie, jego wadach i zaletach, chciałbym także pokazać, gdzie tkwią różnice w stosunku do aparatów nie lustrzanych i finalnie chcę się sam przekonać, czy lustrzanka jest warta dodatkowych pieniążków.
Jednak najpierw trzeba przybliżyć sam system 4/3, zwany także Standardem 4/3 lub E-Systemem.
Jest to opracowany wspólnie z Kodakiem (do których później przyłączyły się firmy Fujifilm i Sigma) nowy sposób rozumienia fotografii cyfrowej. Dotychczas lustrzanki cyfrowe korzystały z wielu rozwiązań swoich analogowych poprzedników. Mam tu na myśli nie tylko obiektywy, ale także ogólny zamysł konstrukcji aparatu. Można z uproszczeniem powiedzieć, że dSLR'y to analogi, w których zamiast filmu zastosowano matryce, przy zachowaniu zalet technologii cyfrowej.
Jednak Olympus wraz z wymienionymi firmami poszedł inną drogą. Stworzono nowy standard budowy lustrzanek cyfrowych. Pierwszym elementem jest matryca -zdecydowano się na zastosowanie sensora o przekątnej 2-krotnie mniejszej niż klatka filmu 35mm. Oznacza to, że przelicznik rzeczywistej ogniskowej (crop factor) wynosi dokładnie 2x tyle, co ogniskowa nominalna obiektywu (przelicznik ten np. w Canonach 300D, 350D, 20D wynosi 1.6, co oznacza, że zastosowana tam matryca jest fizycznie nieco większa, niż w E-300).
Kolejnym posunięciem było stworzenie obiektywów dostosowanych do nowej matrycy. Twórcy Systemu 4/3 zmienili konstrukcję optyki tak, aby w pełni wykorzystać ją do celów fotografii cyfrowej. Zmniejszono o około 2 razy prześwit obiektywu (czyli pole przenoszenia obrazu). Mogli sobie na to pozwolić, ponieważ matryca jest dwa razy mniejsza od filmu, więc po co robić duże szkła - uzyskano zwarte, mniejsze obiektywy, zachowując świetną jakość obrazu. System jest dość nowy, czyli dostępność szkieł nie jest jeszcze pełna, ale możemy spodziewać się wkrótce obiektywów o dużych ogniskowych przy dobrej jasności i stosunkowo niedużych wymiarach (pierwsze na świecie obiektywy typu zoom ze stałym światłem f/2.0).
Na matrycę pada dokładnie to, co widzi obiektyw, ale co ważniejsze - pod kątem prostym. Dlaczego to takie ważne? Otóż matryca to zbiór elementów światłoczułych (fotodiod), umieszczonych w niewielkich zagłębieniach. Jeśli światło pada pod innym kątem niż prosty, występuje utrata jego mocy i równomierności. Nie trzeba wiele tłumaczyć - tworzy to po prostu gorszy efekt. Kolejną zaletą szkieł "cyfrowych" jest dostosowanie ich zdolności do odwzorowania szczegółów dokładnie do możliwości matrycy.
Trzeba wyraźnie zaznaczyć, że inni producenci także robią obiektywy dostosowane do techniki cyfrowej (seria EF-S Canona czy DX Nikona), jednak najdalej poszedł właśnie Olympus.
Rozpisałem się o nowym standardzie, a tu przecież trzeba testować aparat, tak więc do dzieła. Postanowiłem napisać test podobnie, jak poprzednie. Będę starał się wszędzie tam, gdzie to możliwe, zwracać uwagę na różnice w stosunku do kompaktów czy hybryd oraz wskażę oczywiście wady i zalety - zarówno samego aparatu jak i ogólnie lustrzanek cyfrowych.
Pierwsze wrażenie
Pierwsze, co rzuca się w oczy po wyjęciu korpusu z pudełka to jego charakterystyczny kształt. E-300 wygląda inaczej niż inne lustrzanki, jest niższy, ale szerszy od konkurencji. Taki układ zawdzięcza temu, że nie posiada klasycznego pryzmatu, który kieruje obraz z matówki do wizjera. Zastąpiono go tutaj układem luster, umieszczonych z boku aparatu, za pośrednictwem których widzimy w wizjerze obraz przekazywany przez obiektyw. Taka konstrukcja nie powoduje pogorszenia funkcjonalności aparatu oraz jego "uchwytu". Minusem zastosowania luster zamiast pryzmatu jest nieco ciemniejszy obraz w wizjerze i niepełne pokrycie (około 95%) kadru, ale nie przeszkadza to podczas pracy.
Korpus bardzo dobrze leży w dłoni, uchwyt jest pewny i nie ma mowy o wyślizgiwaniu się aparatu, nawet podczas długiej sesji. Plastik użyty do jego budowy jest bardzo dobrej jakości, a warstwa antypoślizgowa dodatkowo polepsza trzymanie aparatu. Nie musimy się także martwić o delikatność urządzenia. Nasz Olympus jest chroniony przez metalowe warstwy, ukryte na spodzie i górze korpusu, pod tworzywem. Klapki zabezpieczające gniazdo pamięci i złącza aparatu są także porządnie zrobione i łatwo się otwierają.
Jednym zdaniem można powiedzieć, że korpus jest bardzo solidny, pewny w uchwycie i bardzo dobrze wykonany. Zapowiada się niezły aparat.
Parametry techniczne
Lista danych technicznych jest bardzo długa, podam poniżej najistotniejsze cechy, natomiast pełna ich lista dostępna jest na stronie producenta.
- Matryca : CCD typu 4/3 FFT (Full Frame Transfer) 8.89 Mp (8.0 megapikseli efektywnych)
- Wymiary : 17.4 x 13.1mm
- Pamięć : Compact Flash Typ I / II oraz Microdrive
- Dostępne rozdzielczości : 3264 x 2448, 3200 x 2400, 2560 x 1920, 1600 x 1200, 1024 x 768, 640 x 480
- Formaty zapisu : JPEG, TIFF (8 bit RGB), RAW (12 bit), RAW + JPEG
- Obiektywy : ZUIKO Digital, zgodne z Systemem 4/3
- Migawka : P: 1/4000 - 2 sek, S, A oraz M: 1/4000 - 60 sek, Bulb do 8 min.
- Tryby ekspozycji : Automatyka programowa (P), Priorytet migawki (S), Priorytet przysłony (A), Manual (M), Programy tematyczne
- Pomiar ekspozycji : 3-strefowy pomiar wielosegmentowy TTL, przy całkowicie otwartej przysłonie, Digital ESP (zakres EV 1 - 20), centralnie-ważony, uśredniony (zakres EV 1 - 20), punktowy (2% pola, zakres EV 3 - 17)
- Pomiar ostrości : Pojedynczy AF, ciągły AF, ustawienie ręczne (MF)
- Autofocus : Detekcja fazowa TTL, zakres EV 3 - 17 (dla ISO 100), 3 punkty pomiaru ostrości, z wyborem automatycznym lub ręcznym, wspomaganie pomiaru ostrości przez lampę błyskową i Manual focus
- Czułość : Auto (ISO 100 - 400), Manual ISO 100 / 200 / 400 /800 / 1600
- Zdjęcia seryjne : 3 kl/sek do 3 zdjęć w serii (TIFF, RAW)
- Waga : ok. 600g sam korpus, przeszło 900g z baterią i obiektywem 14-45mm F3.4-5.6.
Główne cechy aparatu
Optyka - mamy kolejną różnicę w stosunku do kompaktów. Proszę zauważyć, że nie napisałem obiektyw, tylko optyka - w przypadku lustrzanki opiszę cechy optyki, a nie jednego, niewymiennego obiektywu. Dużo miejsca poświęciłem obiektywom na wstępie tekstu, podam tutaj następne fakty.
Po pierwsze obiektywy Zuiko Digital mają zaimplementowany algorytm, który pozwala na zniwelowanie szkodliwego efektu zniekształcania obrazu przy ujęciach szerokokątnych. Mówiąc inaczej, dzięki zastosowaniu dedykowanego szkła, aparat potrafi "prostować" zdjęcia. Flagowy model E-1 robił to bardzo dobrze. Jego młodszy brat radzi sobie nieco gorzej, jednak w nowej wersji oprogramowania do E-300 różnice te zostały zmniejszone. Trzeba pamiętać o tym, że obiektyw sprzedawany razem z aparatem, w tzw. wersji "KIT" to podstawowe i tanie szkło, które jednak jest i tak bardzo dobre, zdecydowanie lepsze, niż w aparatach konkurencji. Pojawia się tutaj następna, ogromna zaleta aparatów lustrzanych: możemy zmienić obiektyw. Jeśli nie chcemy korzystać z podstawowego szkła, zawsze możemy kupić sam korpus i wybrać coś z oferty obiektywów wyższej klasy, i to nie tylko z produktów Olympusa, ale także np. firmy Sigma.
Kolejną cechą optyki jest mechanizm manualnego ustawiania ostrości. W testowanym aparacie ręczne ustawianie ostrości odbywa się za pośrednictwem silniczka, wbudowanego w obiektyw. Sadziłem, że to niedobry pomysł, pamiętając niedokładne mechanizmy kompaktów. Jednak w tej klasie sprzętu nie ma mowy o wpadce z brakiem precyzji. Ustawianie manualne to cała przyjemność, wszystko pracuje lekko i bardzo dokładnie, brawo!
Testowałem aparat z podstawowym obiektywem, modelem EZ 14-45mm F3.5-5.6 . Bardzo dobrze rysuje obraz, ostro, choć nie za ostro, jak to czasami ma miejsce w tańszych aparatach. Może nie jest demonem jasności czy zakresu zoom
zoom minimalny
zoom maksymalny
ale jak na "pierwsze" szkło jest zupełnie wystarczający. Inaczej sprawa przedstawia się w przypadku, kiedy zdecydujemy się na zakup E-300 w komplecie z dwoma obiektywami. Drugi "długi" obiektyw dysponuje zakresem pokrywającym ogniskową 80-300 mm (dla filmu 35mm). Maksymalne zbliżenie jest bardzo imponujące.
zoom max z obiektywem 80-300 mm
Właściwie na tym, że w lustrzankach można wymieniać obiektywy, zakończył się już proces "samoprzekonywania" mnie do zrezygnowania z kompaktów czy hybryd, ale przecież to nie koniec cech i funkcji E-300. Badam dalej :
Sensor CCD - przy omówieniu matrycy od razu pojawia się kolejna różnica i ogromna zaleta lustrzanek. Cyfrowe aparaty fotograficzne mają znacznie większe powierzchniowo matryce. Na zdjęciu poniżej
widzimy od lewej standardową, 5-7MP matryce, stosowaną w kompaktach, pośrodku sensor doskonałego poprzednika obecnej serii E, modelu E-20N, po prawej matryca Olympusa E-300. Różnica jest ogromna, a jaki ma to wpływ na jakość zdjęć, pokażę w dalszej części testu. Wspomniałem już na początku, że matrycę tę stworzył Kodak i nazywa ją FFT KODAK KAF-8300CE CCD. Parę słów teraz o pewnej innowacji zastosowanej w tym przetworniku, mam na myśli Full Frame Tranfer (FFT). Jest to bardzo sprytna technologia, polegająca na zwiększeniu powierzchni aktywnej elementów światłoczułych przez ułożenie pasów przesyłu danych pod fotodiodami, a nie jak ma to miejsce w innych matrycach, obok rzędów pikseli. Daje to większą dynamikę sensora, oraz szybszy transfer i mniejsze szumy. Ten ultranowoczesny sensor oddzielony jest od świata filtrem barw podstawowych (RGB) oraz filtrem zmiękczającym, co daje lepszą jakość obrazu docierającego do elementów światłoczułych i chroni przed szkodliwym efektem mory.
Zmorą konstruktorów (a jeszcze bardziej użytkowników) lustrzanek jest kurz na matrycy. Proszę pamiętać, że każdorazowa wymiana obiektywu to równocześnie możliwość dostania się do środka aparatu cząsteczek kurzu, które po otwarciu migawki przedostają się na matrycę (w aparatach nielustrzanych nie występuje ten problem).
Olympus stworzył świetny system niwelujący skutki tego zjawiska. Zastosowano tu "filtr ultradźwiękowy", SSWF (SuperSonicWaveFilter), umieszczając go między migawką a sensorem. Każde uruchomienie aparatu powoduje wprowadzenie filtru w mikrodrgania (ok. 220,000 razy/sekundę), które po prostu wpływają na ruch powietrza wokół sensora - drobinki kurzu spadają z jego powierzchni, przyklejając się do specjalnej taśmy umieszczonej poniżej. Brzmi niesamowicie, ale tak jest naprawdę. Proces czyszczenia CCD można wywołać też ręcznie z poziomu MENU. Magiczna, niebieska dioda na górze korpusu sygnalizuje nam działanie opisanego filtru ultradźwiękowego.
Autofocus - automatyczny pomiar ostrości odbywa się poprzez obiektyw. Dysponujemy w przypadku E-300 trzema czujnikami, umieszczonymi w części centralnej. Czujnik środkowy ma układ krzyżowy, co pozwala na lepsze działanie w przypadku elementów zawierających linie poziome czy pionowe - w takich sytuacjach zwykłe punkty pomiarowe często się gubią. Aktywny w danej chwili czujnik jest podświetlony w wizjerze na czerwono. Do zalet systemu AF można zaliczyć możliwość wyboru aktywnego punktu pomiaru oraz bardzo przyzwoitą szybkość działania.
Dysponujemy trzema trybami pracy systemu AF - pojedynczy pomiar, uaktywniany po naciśnięciu do połowy spustu, tryb ciągły, w którym aparat cały czas mierzy ostrość, oraz oczywiście manualny, o cechach którego pisałem przy okazji opisywania obiektywu. Jednak największą zaletą systemu ustawiania ostrości jest połączenie automatyki z możliwością ręcznej korekcji. Jest to niesamowicie wygodny i doskonały sposób pomiaru ostrości. Automatyka pracuje, ustawia nam ostrość, ale w każdej chwili możemy dokonać ręcznej korekcji - za taką możliwość należą się słowa uznania dla inżynierów Olympusa. Canon oraz Nikon podobne rozwiązanie stosują w swoich droższych obiektywach.
Jakby tego było mało, aparat pozwala na wprowadzenie priorytetu migawki przed ostrością - czyli zdjęcie zostanie wykonane nawet w przypadku braku ostrości.
Niestety, są również wady systemu AF. Po pierwsze 3 czujniki to w dzisiejszych czasach stanowczo za mało, konkurencja dysponuje pięcioma (Nikon D70) czy nawet siedmioma czujnikami AF (Canon 350D). Po drugie rozwiązanie wspomagania pomiaru ostrości w trudnych warunkach oświetleniowych mnie osobiście się nie podoba. Producent wykorzystuje tutaj serię krótkich błysków (stroboskop) wbudowanej lampy błyskowej - jest to sposób mało dyskretny i nie nadaje się do fotografowania ludzi, którzy zostają "przestraszeni" serią błysków i nienaturalnie wychodzą na zdjęciach. Tutaj znacznie lepiej sprawdza się dedykowana lampka wspomagająca AF w Nikonie D70.
System AF generalnie sprawdza się bardzo dobrze, a możliwość ręcznej korekcji jest tak przydatnym pomysłem, że niweluje opisane wady.
Wizjer - to kolejny element, który odróżnia lustrzanki od innych aparatów. W kompaktach mieliśmy do czynienia z wizjerem optycznym, w hybrydach umieszczony jest dodatkowy wyświetlacz LCD.
W lustrzankach cyfrowych wizjer jest jedynym miejscem, gdzie dokonujemy kadrowania. Jest to istotna różnica w stosunku do aparatów nie lustrzanych. Nie możemy kadrować obserwując obraz na LCD. Czy to wada? Nie, to po prostu cecha lustrzanek, na razie tak musi być. Istnieje co prawda jeden model lustrzanki cyfrowej, oferujący kadrowanie na LCD (Fuji S3 Pro), ale obraz jest czarno biały, wyświetlany maksymalnie przez 30 sekund i nie można w trakcie kadrowania zrobić zdjęcia, więc jest to raczej gadżet i zapowiedź przyszłych prac konstruktorów. Wracając do wizjera - widzimy 95% kadru, obraz jest wystarczająco jasny i wyraźny. Po prawej stronie znajduje się wyświetlacz, na którym cały czas możemy kontrolować najistotniejsze parametry zdjęcia. Na matówce widzimy obszar centralnego pomiaru światła oraz 3 punkty AF. Wizjer posiada możliwość korekcji dioptrii, także osoby noszące okulary nie muszą się martwić.
Inne cechy aparatu
Lampa błyskowa - wbudowana lampa błyskowa podnosi się poprzez naciśnięcie przycisku z tyłu aparatu. Ma średnią moc (liczba przewodnia 11 przy ISO 100), pracuje w wielu programach, w tym synchronizacji z długimi czasami na pierwszą lub drugą kurtynę migawki - wyjaśniałem to w poprzednich testach.
Dużą zaletą jest opracowany przez Olympusa mechanizm podnoszenia lampy. Po pierwsze unosi się wysoko, a po drugie jest przesunięta w stronę obiektywu, co w sumie daje brak efektu zaciemnienia obrazu przez końcówkę obiektywu - świetne rozwiązanie. Niestety, lampa wykorzystywana jest także do wspomagania autofocusa, o czym pisałem wcześniej. Umieszczenie lampki obok sanek mocowania zewnętrznej lampy błyskowej pozwala na stosowanie jednocześnie dwóch lamp, to bardzo dobry pomysł otwierający ciekawe możliwości oświetlania sceny. Także czas synchronizacji, wynoszący 1/180s jest na wysokim poziomie. Wbudowana lampa błyskowa to kolejna, mocna strona E-300.
Monitor LCD - nasz aparat nie posiada niestety górnego wyświetlacza, w związku z tym monitor LCD jest jedynym miejscem, w którym wyświetlane są wszystkie informacje oraz obsługiwane jest MENU.
LCD ma wielkość 1.8" i wysoką rozdzielczość (134,000 punktów). Obraz jest bardzo ostry i wyraźny, a dzięki nowej technologii Advanced Super View, pozwala również na pracę w ostrym słońcu. Obsługiwany właśnie parametr zdjęcia jest podświetlany na zielono i regulowany pokrętłem funkcyjnym, umieszczonym pod głównym, na górze korpusu. W pierwszej chwili zastosowana kolorystyka wydaje się nieco smutna, jednak szybko docenimy stonowane, ciemne barwy na naszym TFT, chociażby dlatego, że wyglądają bardzo profesjonalnie : A poważnie mówiąc, lustrzanka cyfrowa to narzędzie do wykonywania zdjęć, a nie pokaz możliwości kolorystycznych, także brak tematów MENU i stonowane barwy są jak najbardziej pożądane.
Tryby pracy - Olympus E-300 jak przystało na lustrzankę oferuje dużą ilość trybów kontroli ekspozycji. Na głównym pokrętle znajdziemy aż 10 pozycji: poczynając od półautomatycznych preselekcji czasu czy przysłony, poprzez pełen manual i tryb programowy (przy tym ustawieniu możemy swobodnie regulować parę czas-przysłona i jest to bardzo duża zaleta aparatu). Następnie przechodzimy to 5 trybów tematycznych, czyli portret, krajobraz, makro, sport i sceny nocne. Na końcu mamy do dyspozycji, po ustawieniu pokrętła na pozycję SCENE, 14 zaimplementowanych w pamięci aparatu trybów pracy na każdą okazję (5 pokrywa się z wcześniej podanymi). W nich to konstruktorzy aparatu wpisali tysiące przykładowych sytuacji zdjęciowych, które automatyka aparatu stosuje do wykonania zdjęcia, posiłkując się oczywiście informacjami z obiektywu - ilość światła, odległość, ostrość. Nasz testowany model jest jak widać doskonałym narzędziem dla zaawansowanego fotografika, który korzysta z ustawień manualnych bądź półautomatycznych, ale także początkujący użytkownik poradzi sobie z jego obsługą i wykona dobre zdjęcie, na początku przy pomocy automatyki.
Pomiar ekspozycji - zaawansowany aparat nie może obejść się bez dobrego pomiaru światła, tak też jest tutaj. System radzi sobie świetnie, w każdych warunkach. W większości sytuacji poradzi sobie doskonale pomiar matrycowy ESP, który zbiera informacje z całego kadru i decyduje o wartości ekspozycji. Nawet w tak trudnych warunkach jak na zdjęciu poniżej
nieźle sobie dał radę. Źródło światła jest za drzewami, z przodu ciemno, a jednak pomiar jest prawidłowy - niebo nie jest przepalone, a i w cieniach coś widać. Możemy skorzystać jeszcze z pomiaru centralnie-ważonego i punktowego, czyli mamy wszystko, co potrzeba do prawidłowego naświetlenia zdjęcia. Co bardzo ważne: sposób pomiaru wybieramy pokrętłem, rozwiązanie szybkie i bardzo wygodne, słowa pochwały dla E-300.
Testowany model jest przebogaty w funkcje i możliwości ustawień, nie sposób wymienić tu nawet połowy z nich, żeby nie zanudzać. Jeszcze o niektórych udogodnieniach opowiem przy okazji omawiania jakości zdjęć, pora teraz zająć się samą obsługą tego cacka.
Ergonomia i obsługa
Wspomniałem na początku o niecodziennym kształcie aparatu. Jest niski i szeroki, jednak zupełnie nie przeszkadza to w jego trzymaniu. Również obsługa i ergonomia nie ucierpiały na tym. Lustrzanki cyfrowe z reguły wymagają pewnej wprawy w posługiwaniu się przyciskami, a właściwie funkcjami aparatu ukrytymi pod nimi. Często użytkownik, który radził sobie z kompaktami zupełnie nie może się odnaleźć w obsłudze lustrzanki. Wynika to z odmiennej filozofii obsługi (chociażby podgląd, kadrowanie) oraz z tego, że dSLR'y nastawione są na jakość zdjęć, szybkość i wygodę zmian parametrów ekspozycji.
Jednak konstruktorom E-300 udało się pogodzić profil lustrzanki z prostotą obsługi kompaktów. Przez cały czas testu nie musiałem ani razu zaglądać do instrukcji, wystarczyła znajomość poruszania się po poprzednich, testowanych aparatach kompaktowych czy hybrydach. To ogromna zaleta tego aparatu, nie straszy on potencjalnych nabywców przesadną mnogością przycisków czy pokręteł. Zaawansowane funkcje są dostępne w MENU, co niektórzy mogą uznać za wadę. Moim zdaniem to sensowne posunięcie, postaram się to wyjaśnić.
Rozmieszczenie przycisków i pokręteł funkcyjnych - Olympus zdążył nas już przyzwyczaić do sporej dbałości o wzorową ergonomię obsługi. Przyciski, ich funkcjonalność i rozmieszczenie od razu mi się spodobały, wręcz zachęcają do zabawy z parametrami zdjęcia. Na górze pokrętło funkcyjne, a pod nim włącznik aparatu - prosto i wygodnie. Konstruktorzy więcej miejsca po prostu nie mieli, ze względu na obecność lampy obok gorącej stopki - coś za coś, wygoda stosowania równocześnie dwóch lamp w zamian za brak pokręteł, czy chociażby dodatkowego, górnego wyświetlacza LCD (to niestety wada aparatu). Przechodząc na tył korpusu widzimy bardzo czytelnie opisane, duże przyciski oraz spory ekran. Po lewej jego stronie pięć przycisków odpowiadających za pracę lampy, ustawienie balansu bieli, rozdzielczości zdjęcia, kasowania pliku z karty pamięci oraz pracy LCD. Po prawej stronie wielofunkcyjny nawigator, który w trybie rejestracji ma przypisane istotne funkcje - pomiar światła, tryb AF, wielkość ISO i kompensacja ekspozycji. Nad nim włączanie MENU, przejście do trybu przeglądania zdjęć, a w prawym narożniku przycisk blokady ekspozycji i wybór czujnika pomiaru AF.
Sami widzicie, że wszystko, co potrzebne to kontroli nad zdjęciem znajduje się bezpośrednio pod przyciskami, nie trzeba zagłębiać się w MENU, aby ustawić podstawowe parametry kadru - za to należą się duże słowa uznania, ten aparat jest bardzo prosty i niesamowicie intuicyjny w obsłudze. Nie trzeba się martwić, każdy sobie poradzi.
MENU aparatu - pod przyciskiem MENU kryje się wszystko to, czego nie dało się włączyć bezpośrednio na korpusie. Dodatkowe (inne niż maksymalne) rozdzielczości zdjęcia, stopnie kompresji JPG (świetna sprawa-możemy ustalić, jak "mocno" oprogramowanie aparatu będzie kompresowało zdjęcia), regulacja kontrastu, nasycenia, ostrości itd. Na uwagę zasługują bardzo duże możliwości ingerencji w balans bieli.
Po za standardowymi ustawieniami (słońce, chmury, lampa błyskowa), mamy możliwość ustalenia indywidualnych wartości temperatury barw, w stopniach Kelvina. To bardzo duża zaleta, którą docenią zaawansowani fotograficy, nie ufający do końca automatyce. To oczywiście nie wszystko. Zagłębiając się dalej w MENU znajdziemy ustawienia dotyczące pracy lampy błyskowej, jasności LCD, obsługi karty pamięci (format, nazwy plików) itd. Trudno tutaj opisać wszystkie funkcję, zresztą po to jest instrukcja obsługi. Wspomnę tylko o pewnych ciekawostkach, które świadczą o możliwościach ingerencji w aparat. Możemy np. ustalić kierunek ustawiania ostrości przy kręceniu pierścieniem na obiektywie, wywołać diagnostykę matrycy, która szuka ewentualnych "hot pixeli". Do ciekawostek MENU trzeba zaliczyć tekstowy opis (niestety po angielsku) zdefiniowanych 14 trybów pracy automatycznej. O niektórych funkcjach aparaty wspomnę jeszcze przy omawianiu jakości zdjęć i możliwościach aparatu w tym względzie.
Jakość zdjęć
Dochodzimy do sedna sprawy, czyli tego, czym najbardziej różni się lustrzanka od kompaktów, a więc do zdecydowanie lepszej jakości zdjęć. Znaczna część kupujących lustrzanki cyfrowe to dotychczasowi użytkownicy lustrzanek analogowych, którzy nie chcą rezygnować z jakości swoich odbitek. Kupując cyfrową lustrzankę chcą dostać produkt, który ma większość zalet techniki cyfrowej, nie pogarszając przy tym znacząco jakości odbitek. Czy Olympus E-300 spełnia te wymagania?
Wspomniałem już, ze wielkość matrycy jest dwukrotnie mniejsza od klatki filmu 35mm. W tekście pojawiła się też informacja, że w Canonie 300D matryca jest nieco większa. Poniżej mamy zdjęcie wykonane właśnie 300D i obok to samo w wersji E-300 - jakość jest porównywalna,
Canon 300DOlympus E-300
... Canon ma większą matrycę, ale mniejszą ilość pikseli. Niedawno pojawiła się najnowsza propozycja Canona, czyli model 350D dysponujący matrycą 8MP, o większych wymiarach niż w E-300. Prawdopodobnie jakość zdjęć będzie lepsza, ale 350D jest droższy od Olympusa. Inna temperatura barw na prezentowanych zdjęciach wynika z różnego oświetlenia słonecznego.
Reasumując - Olympus E-300 może z powodzeniem konkurować z amatorskimi lustrzankami innych producentów. Jedyną różnicą w jakości zdjęć będą większe szumy w E-300, wynika to oczywiście z mniejszych wymiarów matrycy. Poniżej zdjęcia przy różnych wartościach ISO.
Widać wyraźnie, że do wartości ISO400 jest bardzo dobrze, szumy matrycy są niewielkie. ISO 800 i 1600 już szumią, nie jest to co prawda wynik dyskwalifikujący, ale sam producent sugeruje, żeby tych czułości używać tylko w sytuacjach, kiedy innego sposobu na prawidłowe naświetlenie nie ma. Świadczy o tym fakt, że dwie najwyższe wartości ISO dostępne są dopiero po uaktywnieniu w MENU specjalnej opcji. Zalecam więc trzymajmy się zakresu 100 - 400, który najczęściej jest zupełnie wystarczający. Chciałbym też wyraźnie zaznaczyć, że szumy, które generuje E-300 są na przyzwoitym poziomie, jak na lustrzankę, natomiast absolutnie rewelacyjne w porównaniu z aparatami kompaktowymi. Można to zapisać jednym zdaniem - jeśli szumów nie ma być, trzeba kupić lustrzankę.
Nie tylko ilość szumów świadczy o jakości matrycy. Niesłychanie istotne jest odwzorowanie barw, szczegółów, czy zdjęcia są zrównoważone tonalnie i kontrastowo. W tych dziedzinach produkt Olympusa to wysoka klasa światowa. Popatrzcie na zdjęcie poniżej, ile detali widać, nawet odnóże mrówki się załapało.
Tu właśnie najistotniejszą rolę gra optyka i ilość pikseli. Jest bardzo dobrze, choć to przecież tani obiektyw podstawowy. Przy zastosowaniu szkieł wyższej klasy będzie jeszcze lepiej.
Czytając inne opracowania na temat E-300 spotkałem się z opinią, iż aparat słabo radzi sobie z szarościami i cieniami. Moje doświadczenia nie potwierdzają tej opinii. Poniżej bardzo szary krajobraz
w którym żadnych przekłamań nie ma. Również z dobrym doświetleniem cieni (lub z "przepalonym" niebem) można sobie poradzić w naszym aparacie. Ma on zaimplementowaną specjalną funkcję, która pomaga w prawidłowym naświetleniu trudnych kadrów. Widać to dobrze na fotkach poniżej. Na pierwszej parametry kadru dobrane zostały do prawidłowego pokazania drzewa, niestety niebo jest przepalone i giną szczegóły. Następne zdjęcie jest zrobione przy użycie w/w funkcji.
cienie cienie+
Automatyka nieco przyciemniła cały kadr, jednak nie zgubiła szczegółów na drzewie, a pojawiły się szczegóły na jasnym tle. Oczywiście można ten sam efekt uzyskać poprzez ręczne kompensowanie kadru, ale jakże czasem wygodniej i szybciej jest skorzystać z automatu.
Parę słów teraz o różnych efektach, które możemy zastosować w procesie naświetlania kadru. Myślę tutaj o regulacji nasycenia barw, ostrości czy kontrastu. Poniżej przedstawiam efekty działania tych funkcji. Pierwszy kadr jest "czysty", bez ingerencji aparatu, następne to dodatnie i ujemne nasycenie, kontrast i ostrość. Nie zawsze stosuje się te efekty, jednak dobrze że są.
normalne
- nasycenie -
nasycenie +
- kontrast -
kontrast +
Wspomniałem nieco wcześniej o bardzo bogatych możliwościach regulacji balansu bieli. Nasz aparat oferuje jeszcze jedną, bardzo przydatną w tej dziedzinie funkcję. Jest to bracketing balansu bieli, czyli postępujące po sobie zdjęcia, naświetlone z różną (cieplejszą i zimniejszą) temperaturą barw. Pierwsze zdjęcie jest naświetlone wg wskazań aparatu, a następne z ustalonym wcześniej skokiem. To bardzo mądre rozwiązanie, kiedy zależy nam najbardziej na jakości odwzorowania barw, a nie na miejscu na karcie pamięci (w końcu zamiast jednego robimy serię zdjęć). Ustawiłem najmniejszy skok temperatury a i tak już widać różnicę (choć niewielką), na drugim zdjęciu barwy są cieplejsze, na trzecim zimniejsze.
Niestety aparat wykazuje też pewne wady (a który ich nie ma?), choć są one niewielkie. Po pierwsze automatyczny balans bieli potrafi się pogubić w trudniejszym kadrze, szczególnie mieszanym, gdzie występuje silne światło i cień. Na zdjęciu poniżej mamy taki przykład. Automatyka uznała, że jest słońce i w cieniach pojawił się niepożądany, fioletowy odcień
Po drugie, sprzedawany z korpusem, podstawowy obiektyw potrafi zaskoczyć zarówno dystorsją beczkowatą przy ujęciu szerokokątnym, jak i widoczną aberracją chromatyczną. Pamiętajmy jednak, że mamy do czynienia z lustrzanką, zmieniamy obiektyw na lepszy i błędy znikają, tego właściciele kompaktów zrobić nie mogą.
Podsumowując omawianie jakości zdjęć mogę powiedzieć, że produkt Olympusa jest mistrzem koloru, dynamiki obrazu i palety barw. Szeroka gama możliwości ingerencji w sposób naświetlenia kadru gwarantuje, przy odrobinie wiedzy, rewelacyjne rezultaty. Ilość szczegółów rejestrowanych przez matrycę jest doskonała, a prostota obsługi nawet zaawansowanych funkcji, zachęca do korzystania z dobrodziejstw techniki cyfrowej. Nie ustrzeżono się drobnych wad optyki, zauważyłem też pogorszenie jakości przy zbyt słabym naświetleniu kadru, ale nie psuje to ogólnego, bardzo dobrego wrażenia.
Podsumowanie
Co można powiedzieć o Olympusie E-300 w paru zdaniach ? Na pewno jest to aparat z wysokiej półki, doskonale zaprojektowany, z wieloma przemyślanymi rozwiązaniami nie dostępnymi u konkurencji. Oferuje wszystkie zalety lustrzanki cyfrowej, dokłada prostotę obsługi oraz świetne możliwości ingerencji w kadr i ustawione parametry.
Korpus, przyciski i MENU to wzór ergonomii, zachęcający do zabawy ze zdjęciem, a solidność jego wykonania przywodzi na myśl czołg :)
E-300 z dodawaną w standardzie osłoną przeciwsłoneczną
Jakość zdjęć jest bardzo dobra, porównywalna z konkurencyjnymi, 6MP lustrzankami. Proszę pamiętać, że ten model wszedł do produkcji pół roku po Canonie 300D i tuż po Nikonie D70 - do nich więc można go spokojnie porównywać. Przewaga nad Canonem to przede wszystkim nie okrojone funkcje, lepsza lampa, prostsza obsługa, więcej trybów pracy, wyższa rozdzielczość. Przewaga nad Nikonem objawia się w mniejszym efekcie mory, większej rozdzielczości oraz tańszymi obiektywami. Jest jednak od D70 wolniejszy i ma gorszy system AF od obu konkurentów.
Nowość Canona, model D350, jest pozbawiony wymienionych wad i prawdopodobnie stanie na podium wyżej niż nasz Olympus, ale trzeba za to zapłacić.
Dla kogo jest przeznaczony E-300? Wg mnie będą z niego zadowoleni niedawni właściciele kompaktów czy hybryd, gdyż dostaną wraz z nim świetną jakość zdjęć, wygodę obsługi i możliwości wymiennej optyki, a to wszystko przy niewielkiej różnicy w cenie. Również wszyscy Ci, którzy chcą kupić lustrzankę jako swój pierwszy aparat cyfrowy, mogą spokojnie wybrać nasz model - dostaną w zamian wszystkie zalety techniki cyfrowej i nie zgubią się w gąszczu skomplikowanych ustawień.
Za:
| Przeciw:
|
Na koniec jeszcze jedno. Poprzednio testowany aparat, Minolta A200 znalazł nowego właściciela i trzeba było sprawić sobie nowego "cyfraka". Zdjęcia aparatu, które są zamieszczone w tym teście to mój nowy nabytek :) Tak , właśnie taki zakupiłem. Dlaczego zapytacie, skoro wyszedł właśnie nowy Canon, a Nikon unowocześnił swojego D70? Odpowiedź jest prosta. Oba konkurencyjne modele, w zestawie z podstawowymi obiektywami, które są gorsze od produktu Olympusa, kosztują więcej, niż E-300 z dwoma obiektywami ! Nieco lepsza jakość obrazu w Canonie czy szybsza praca Nikona nie są w stanie dorównać temu, czym jest drugi, długi obiektyw. Za te pieniążki nie ma aktualnie nic lepszego... wg mnie oczywiście :)