The Last of Us
Uncharted pokazało jak powinny wyglądać nowoczesne przygodowe gry akcji. Dynamiczne rzuty kamer, sceny niczym z filmu sensacyjnego, pędzące na łeb na szyje tempo i towarzyszące temu wszystkiemu ogromne emocje stały się nowym atrybutem tego gatunku. A że twórcom ze studia Naughty Dog nie brakuje ambicji z każdą kolejną odsłoną przygód Nathana Drake'a poprzeczka wędrowała wyżej i wyżej. Trudno się więc dziwić ekscytacji graczy na wieść o nowym projekcie tego studia. Tym bardziej, że już od pierwszych zapowiedzi zwiastowano nadejście czegoś znacznie poważniejszego niż tylko pompująca adrenalinę akcja. I choć w The Last of Us znalazło się niemal wszystko co do tej pory stworzono dla Nathana Drake'a, to jednak dzięki niebanalnej fabule, świetnie zarysowanym postaciom oraz całej gamie emocji, których próżno szukać w serii Uncharted efekt końcowy jest porażający.
Droga do zatracenia
Świat po apokalipsie. Pandemia tajemniczego grzyba wytrzebiła ludzkość. Niedobitki mieszkają w zamkniętych enklawach, w których twardą ręką rządzi wojsko likwidując nie tylko zarażonych, ale i każdego kto im się sprzeciwi. Brakuje żywności, lekarstw i broni. Słowem - standard. A jednak nie do końca, bo w wizji przedstawionej w The Last of Us upadek ludzkości jest dużo bardziej sugestywny niż w niejednym filmie czy grze. Twórcom udało się bowiem uchwycić zatrważającą ludzką obojętność nieuchronnie prowadzącą do zatracenia człowieczeństwa. Widać ją na każdym kroku podróży, którą odbywamy wspólnie z dwojgiem bohaterów gry. Starszy, doświadczony przez życie i mocno zrezygnowany Joel i 14-letnia Ellie, która urodziła się już w czasach gdy miasta opanowali zmutowani ludzie, to duet niezwykły. Ich wzajemne relacje stanowią kwintesencje The Last of Us. I nie chodzi tu tylko o mechanikę rozgrywki, ale przede wszystkim o dwa osobne, silnie oddziałujące na siebie, świetnie zarysowane charaktery. Podczas wielu toczonych rozmów obserwujemy powolną przemianę bohaterów, którą dzięki znakomitemu dubbingowi (szczególnie w wersji angielskiej) możemy także usłyszeć i poczuć w kolejnych wypowiadanych kwestiach.
Fabuła The Last of Us nie jest jakoś szczególnie odkrywcza. Dość powiedzieć, że nasza para nie wybrała swojego towarzystwa z sympatii. Ich celem jest odnalezienie obozu Świetlików, grupy walczącej z reżimem wojskowym. Droga do nich wiedzie jednak przez tereny opanowane przez zarazę i łowców głów.
Świat chodzących grzybów
Pamiętacie wyludniony Nowy Jork z filmu "Jestem Legendą"? Miasta w The Last of Us wyglądają podobnie. Zarastające roślinnością ulice, walące się budynki, przerdzewiałe bądź spalone już samochody i budząca grozę cisza. Sugestywnie i przerażająco. Jeszcze lepiej przedstawiają się wnętrza budynków, zalane tunele metra czy ciemne korytarze podmiejskich kanałów, w których czasami unosi się śmiertelnie niebezpieczna, żółta chmura zarodników wyrzuconych z grzybów porastających ciała zmarłych zarażonych.
Ten niezwykły świat przemierzamy wcielając się w Joela, niedawnego przemytnika broni. Teraz pełni on rolę stróża i opiekuna Ellie, która pomijając meandry fabularne, radośnie kica sobie wokół nas. Na całe szczęście dziewczyna jest na tyle zaradna, że w większości przypadków daje sobie radę sama. Tak naprawdę nasze zadanie ogranicza się więc do znalezienia drogi i dbanie o własne bezpieczeństwo. A nie jest to wcale takie łatwe.
Na każdym kroku możemy natknąć się na któregoś z zarażonych. Czasami jest ich kilku, czasami starczy jeden abyśmy niezwykle brutalnie rozstali się z tym światem. Najwięcej emocji dostarczają mocno już zmutowani klikacze, którzy namierzają ofiarę posługując się słuchem. Gdy atakują są śmiertelnie niebezpieczni. Nie raz łapałem się na tym, że uruchamiając specjalny tryb skupienia Joela z ciarkami na plecach wytężałem słuch w poszukiwaniu ich złowróżbnego klikania.
Sama walka to połączenie skradania, chowania się za przeszkodami i cichej eliminacji z otwartą wymianą ognia i sporym arsenałem broni. Starcia są dynamiczne, widowiskowe i bardzo brutalne. W dobie wszechogarniającej przemocy roztrzaskiwanie głowy o futrynę czy miażdżenie jej butem może i nie robi już takiego wrażenia co kiedyś, ale fakt, że świadkiem tych mordów jest 14-latka, która z fascynacją w głosie żywo komentuje to co zobaczyła potrafi lekko zszokować.
The Last of Us jest liniowe, a mimo to zupełnie tego nie czuć. Lokacje, które przemierzamy mają wiele różnych odnóg, przejść i pomieszczeń dzięki czemu wydaje się nam, że nie jesteśmy niczym ograniczani. Najczęściej też gra nie sugeruje gdzie dalej pójść i co zrobić. Samemu trzeba więc kluczyć i kombinować (np. znaleźć deskę i przerzucić ją na drugi budynek). Eksploracja przynosi jednak wymierne korzyści w postaci różnych przedmiotów - od składników uproszczonego systemu tworzenia apteczek, bomb i ostrzy, poprzez amunicje i narzędzia potrzebne do ulepszania broni, po listy, mapy i nieśmiertelniki. Co więcej, dzięki temu zbieractwu czuć, że faktycznie walczymy o przetrwanie w świecie dotkniętym apokalipsą.
Last of Us oferuje również rozbudowany i dość unikatowy tryb sieciowy zatytułowany Frakcje. Korzysta on z rozwiązań stworzonych na potrzeby kampanii dla pojedynczego gracza. Mamy tu więc i tryb skupienia, i uproszczony crafting i podobną mechanikę walki. Zabawa w polowanie na zasoby wciąga i sprawia sporą satysfakcję. Niestety, wymaga też doszlifowania umiejętności posługiwania się padem. Przynajmniej, w moim wypadku.:)
Łyżka dziegciu w beczce miodu
Doskonale snuta opowieść traci nieco swojego uroku przez kilka irytujących błędów. Kłopoty sprawia między innymi polska wersja językowa gry, która nie wiedzieć czemu ma przesterowaną głośność kwestii mówionych przez co niejednokrotnie giną one w tle. Ratunkiem jest ręczna zmiana głośności muzyki i efektów albo przełączenie się na wersją angielską. Kolejny problem to błędy przy kolizji obiektów. Niestety nagminne jest przenikanie się postaci. Ellie potrafi także przechodzić przez ściany, albo znaleźć się nagle nad naszą postacią.
Jednak nic nie drażni bardziej niż wybiórcza sztuczna inteligencja, która nie zwraca uwagi na naszych kompanów. Może to i dobrze, bo czasami Ellie nie umie znaleźć sobie miejsca i zamiast ukryć się swobodnie paraduje pod nosem poszukujących nas przeciwników. Przy tej klasie produktu takich wpadek być nie powinno.
Piękne pożegnanie z Playstation 3
Pomimo błędów The Last of Us to gra absolutnie wyjątkowa. Jej twórcom udało się stworzyć jedną z najlepszych opowieści w historii elektronicznej rozrywki - dojrzałą, poważną, niezwykle angażującą i mocno zapadającą w pamięć. To doskonałe zwieńczenie obecnej generacji Playstation, a jednocześnie kolejne wielkie, filmowe doznanie, które przeżyć powinien każdy gracz. A jeśli spróbuje z pewnością tego nie pożałuje!