Titanfall 2 – jak tytan z jasnego nieba

Czekało na niego niewielu, mówiła o nim garstka, sukces wróżyło kilku... Tymczasem Titanfall 2 wkracza na nasze ekrany z impetem, który zwala z nóg.

Titanfall 2 przebija się przez tłum

Listopad rozpieszcza fanów gier FPS. Strzelanina goni strzelaninę i każda z nich stara się na swój sposób wedrzeć do naszych serc. Wielu graczy wyciska już siódme poty z Battlefield 1, a inni delektują się pierwszymi godzinami z Call of Duty: Infinite Warfare. Między premierami obu tych konkurencyjnych gigantów narodziło się stosunkowo ciche dziecko EA, czyli Titanfall 2.

Titanfall 2 - ku zachodzącemu słońcu

Trudno nie nazwać tego tytułu czarnym koniem listopadowego wyścigu strzelanin. O ile Battlefield czy Call of Duty delikatnie mówiąc mają wyrobioną markę, o tyle Titanfall 2 może się co najwyżej pochwalić swoim poprzednikiem, który osiągnął dosyć umiarkowany sukces rynkowy.

Jednak w niczym nie przeszkadza to najnowszej części tej krótkiej (jeszcze?) serii w zafundowaniu nam prawdziwego rollercoastera wirtualnych doznań.

Czysta formalność

Z takiego właśnie powodu odpaliłem kampanię dla pojedynczego gracza w Titanfall 2. Zrobiłem to dla czystej formalności. Przyznaję z ręką na sercu, po tym elemencie gry nie oczekiwałem niczego szczególnego. Koniec końców to tytuł, który stawia na zabawę w sieci, toteż sądziłem, że tryb jednoosobowy będzie co najwyżej rozbudowanym samouczkiem przygotowującym nas do walki z innymi graczami. Oj, jak bardzo się pomyliłem! 

Titanfall 2 -zatrzymani w czasie

Już po kilkunastu minutach porywającej rozgrywki wiedziałem, że nie oderwę się od kampanii Titanfall 2, dopóki nie poślę do piachu ostatniego z przeciwników. I tak właśnie się stało.

Powiedzmy sobie pokrótce, o co chodzi w tej wychwalanej przeze mnie rozgrywce jednoosobowej. Mamy jakichś kosmicznych partyzantów, jakąś złą do szpiku organizację IMC... ICM... YMCA...

Titanfall 2 -twarde lądowanie

No, dobrze, dobrze, Titanfall 2 może i prezentuje nam opowieść czarno-białą jak pierwsze amerykańskie westerny, prostą, niczym fabuła oryginalnych Gwiezdnych Wojen i sprawiającą wrażenie przypadkowego wycinka z o wiele większego uniwersum.

Wszystko to prawda, ale w niczym to nie przeszkadza. Jednowymiarowe postaci i nieco naiwna fabuła nie stanęły na przeszkodzie zapierającej dech w piersiach frajdzie. Od pierwszych chwil spędzonych z Titanfall 2 utożsamiłem się bez reszty z głównym bohaterem, czyli młodym żołnierzem wspomnianego ruchu oporu, który aspiruje do roli pilota jednej z olbrzymich maszyn bojowych zwanych tytanami.

Jego historia, jakkolwiek dziecinna, potrafi naprawdę wciągnąć. Choć bez wątpienia dokładają się do tego projekty poszczególnych etapów, w których daje się wyczuć niekwestionowany geniusz twórców Titanfall 2.

Titanfall 2 - Kane

Niektórych misji nie zapomnę chyba nigdy. W mojej głowie już na zawsze pozostanie potyczka na monstrualnej taśmie produkcyjnej, gdzie ogromne dźwigi składają z gotowych elementów osiedle domków jednorodzinnych, czy też wycieczka w głąb kompleksu badawczego, która rozgrywa się w zasadzie na dwóch mapach jednocześnie (nie zdradzę, jaka sztuczka za tym stoi).

Do tego trzeba jeszcze dorzucić nastrojowe lokacje, w których obfita w egzotyczną florę i faunę dżungla ustępuje miejsca sterylnym laboratoriom, a one zamieniają się w zagracone złomem futurystyczne pola bitew. 

Titanfall 2 -klimatyczne lokacje

Wspomnę też o całym arsenale potężnych pukawek, poprzedzających walki z bossami scenkach, które przywodzą na myśl serię Borderlands, czy też o iście hollywoodzkich sekwencjach akcji. 

No i nie mogę zapomnieć też o fenomenalnej mechanice walk. Być może to właśnie ta ostatnia zasługuje na szczególną uwagę.

Titanfall 2 -walka w tytanie

Ho, ho, ho...

Pamiętacie tę scenę ze Szklanej pułapki, w której terroryści znajdują trupa swojego kolegi z doklejoną wiadomością: „Ho, ho, ho... Now I have a machine gun”? Przypominacie sobie wyraz przerażenia na ich twarzach, kiedy orientują się, że John McClane człowiekiem, który jest w stanie ich wszystkich przechytrzyć i w okamgnieniu wybić do nogi?

W Titanfall 2 naszym przeciwnikom cały czas towarzyszy takie przytłaczające wrażenie, a my czujemy się jak grany przez Willisa zabijaka, który pozostając w cieniu bezustannie szachuje szajkę czarnych charakterów. Przekonałem się o tym już w bardzo klasycznie skonstruowanym, ale i tak zaskakująco ekscytującym tutorialu.

Titanfall 2 -idealne miejsce by skakać po ścianach

Skacząc po ścianach, włączając tryb maskowania, wzbijając się na kilkanaście metrów w powietrze, wykonując wślizgi i materializując się znienacka za plecami naszych wrogów, nieprzerwanie – mówiąc kolokwialnie – robimy ich w balona. Wierzcie mi, to uczucie dominacji jest niesamowicie satysfakcjonujące. A dodatkowo umacniają nas w nim meldunki wrogich żołnierzy, którzy głosem pełnym paniki raportują, że nie mogą nas dopaść.

Titanfall 2 -dziury czasowe

Powiecie pewnie: „Hola, hola! Być może tak jest w kampanii dla pojedynczego gracza, kiedy to wodzimy za nos sztucznie inteligentne boty, ale na pewno inaczej sprawy się mają w potyczkach sieciowych”. Zdrowy rozsądek podpowiada, że tak właśnie powinno być. A jednak nie jest! 

Oczywiście, zdarza się, że w bitwach z innym graczami dostajemy baty i raz po raz oglądamy ujęcia własnych zgonów. Tak jest w każdym sieciowym FPS-ie (o ile nie jesteśmy niepokonanymi profesjonalistami). Ale, co ciekawe, w Titanfall 2 paradoksalnie nie koliduje to z opisywanym przeze mnie uczuciem dominacji.

Titanfall 2 - snajper w akcji
Titanfall 2 - walka w sieci

Po każdym kolejnym niepowodzeniu mamy ochotę znowu ruszyć do walki, żeby tym razem jeszcze szybciej przebiec po murze i znaleźć się na tyłach wrogiego oddziału albo zastawić znacznie wymyślniejszą zasadzkę. 

Bo wiemy, że prędzej czy później za te próby spotka nas upragniona nagroda. Będziemy mogli wreszcie przystawić lufę karabinu do potylicy przeciwnika i wyszeptać mu do ucha najrozkoszniejsze w świecie: „Yippee-ki-yay!”. 

Titanfall 2 -szybka śmierć

Ta szczególna więź

To zaskakujące, że w zasadzie nie powiedzieliśmy sobie jeszcze zbyt wiele o tytanach. A przecież te machiny bojowe stanowią centralny punkt Titanfall 2, i to zarówno w trybie dla jednego gracza, jak i w potyczkach wieloosobowych. 

Być może wynika to z faktu, że nawet piesze perypetie pilotów są wspaniale zaprojektowane i można by mówić o nich bez końca. Ale gdy dodać jeszcze do nich wielkie mechaniczne monstra, robi się nawet ciekawiej. 

Titanfall 2 -dowódca oddziału tytanów

Slogan reklamowy Titanfall 2 brzmi: „Become one”. To nawiązanie do niezwykłej więzi, która w świecie tej gry łączy pilota tytana z jego machiną bojową. I nie jest to jedynie czcze marketingowe gadanie! Tę fuzję da się odczuć na własnej skórze i rzeczywiście czyni ona titanfallowe pole bitwy unikalnym.

Cała kampania dla pojedynczego gracza (wiem, wiem, zajmuje ona dużo miejsca w tej recenzji, ale nie bez powodu) kręci się wokół relacji głównego bohatera z jego tytanem nazywanym krótko BT. 

Ten stalowy wielkolud wdziękiem dorównuje znanemu z kinowego ekranu robotowi Wall-E, a budową może się niemal równać z Transformersami.

Titanfall 2 - atak na bazę wroga

Niezależnie od tego, czy pilotujemy naszego tytana siedząc w jego metalowym wnętrzu czy też współpracujemy z nim, kiedy zaczyna on działać na własną rękę, zawsze polega to na partnerskiej (a nawet przyjacielskiej) interakcji.

Nawet, kiedy naszego kumpla-wielkoluda nie ma w pobliżu i tak nieprzerwanie odczuwamy jego obecność, ponieważ drogą radiową dowcipnie komentuje przebieg naszej misji. 

Titanfall 2 - śladami Andersona

A skoro już mowa o rozmowach z BT, pozwolę sobie przy tej okazji na drobną dygresję i dwa słowa krytyki. Dialogi w Titanfall 2 są niezbyt wyszukane, ale przyjemnie umilają czas, który inaczej byłby wypełniony mało komfortową ciszą. Nie mam więc do nich większych zastrzeżeń. Co innego wybory dialogowe. Rzadko widuje się je w strzelankach i, jak widać, nie bez powodu.

Titanfall 2 - wybory didalogowe

Niezwykle irytowały mnie te momenty, kiedy to w ferworze walki musiałem wczytywać się w wyświetlane na dole ekranu propozycje i główkować, którą z podanych kwestii ma wypowiedzieć mój bohater. 

Co gorsza, wszystkie te wybory mają znaczenie wysoce marginalne, a wyznaczony na ich podjęcie czas sprawia, że możemy przez nieuwagę przeoczyć całkiem zabawny kawałek dialogu. Ten element rozgrywki był dla mnie absolutnie zbędny, a przez to też mocno działający na nerwy.

Tyle na marginesie! I tyle też o kampanii dla pojedynczego gracza. Czas powiedzieć parę słów, jak to wszystko wygląda w trybie wieloosobowym.

Titanfall 2 - starcie sieciowe w toku

Katana i termit

Zwykle w sieciowych FPS-ach mamy do wyboru kilka klas postaci, które różnią się zdolnościami i uzbrojeniem. W Titanfall 2 sprawy mają się podobnie. Z tym, że ten wybór niejako się podwaja, bo oprócz ekwipunku dla naszego pilota, decydujemy się także na jeden z modeli tytanów, który może zostać przyzwany na pole bitwy po osiągnięciu określonej liczby zabójstw.

Titanfall 2 - zestaw pilota

Osobiście najbardziej przypadł mi do gustu Spopielacz, który zasypuje wroga pociskami z płonącym termitem, rzuca mu pod nogi beczki z łatwopalnym gazem i chroni się przed wrogimi atakami za pomocą ognistej tarczy.

Ale to jeden z wielu dostępnych tytanów. Oprócz niego, mamy też między innymi do dyspozycji teleportującego się giganta, który siecze wszystko na swojej drodze olbrzymim mieczem, jak gdyby żywcem wyciętym z serii Final Fantasy. 

Titanfall 2 - różne rodzaje tytanów

Możemy też sięgnąć po jego kumpla z laserową snajperką, która potężnymi salwami przebija pancerze wrogich machin, albo też po napakowanego rakietami tytana, który wzbija się wysoko w powietrze i automatycznie namierza cele znajdujące się w zasięgu wzroku.

Titanfall 2 - nikt nie wyjdzie żywy

Mając to wszystko w głowie, zadajmy sobie pytanie, które pojawiło się już wcześniej: jak w rozgrywkach z innymi graczami przedstawia się ta szczególna więź pilota z jego tytanem? 

Wiemy, że na nasz rozkaz mechaniczny towarzysz zostanie zrzucony w dowolne miejsce pola walki. Dodajmy do tego, że możemy też w dowolnej chwili opuścić naszego tytana.

Titanfall 2 - piechur

Tylko po co porzucać tę machinę, skoro w jej wnętrzu jest tak przytulnie i bezpiecznie? Odpowiem anegdotą. Podczas jednego z meczy rozgrywanego w formule „Do ostatniego tytana” (czytaj: wygrywa ta drużyna, która wyeliminuje wszystkie człapiące pojazdy wroga) mój skład napotkał nie lada problem.

Oto w wąskim przejściu między budynkami ustawił się tytan z karabinem maszynowym w łapie i bronił tego przesmyku, niczym Spartanie Termopil. Tłoczyliśmy się jeden przy drugim, ocierając się o siebie pancerzami i depcząc sobie po metalowych stopach, aż wreszcie doszedłem do wniosku, że trzeba tę patową sytuację rozwiązać inaczej.

Jak mawia stare porzekadło, kiedy partia nie idzie po naszej myśli, warto odłożyć karty i wyciągnąć szachownicę. Ukradkiem katapultowałem się z mojego tytana prosto do znajdującego się nieopodal budynku. 

Na wszelki wypadek włączyłem elektroniczny kamuflaż mojego pilota, przekradłem się do okna wychodzącego na wrogą machinę, po czym zeskoczyłem na jej grzbiet. Wsadzony w metalowe bebechy granat starczył, żeby przeciwnik wyleciał w powietrze.

Tak, wiem, to brzmi jak streszczenie przerywnika filmowego z kampanii dla pojedynczego gracza, ale tak wcale nie jest. Identyczne i podobnie brawurowe akcje są na porządku dziennym w Titanfall 2. To właśnie one sprawiają, że raz po raz wskakujemy i wyskakujemy z naszego tytana, a także uczymy się jak najlepiej łączyć jego umiejętności ze zdolnościami naszego pilota.

Titanfall 2 - zdolność taktyczna pilota

Tytan moich marzeń 

Klasy tytanów, klasy pilotów... Krótko mówiąc, jest w czym wybierać. A dodatkowo każda z nich może być przez nas indywidualnie dopasowana, zmodyfikowana, spersonalizowana - co kto lubi! 

Poza oczywistym wyborem uzbrojenia, talentów i skórek na broń dla naszego pilota, możemy też pobawić się w dobór specjalnych cech naszego tytana, a także pomalować go wedle gustu. Mam na myśli zarówno barwy uzbrojenia, jak i samego pancerza. 

Titanfall 2 - zestaw tytana

Niewiele rzeczy cieszy tak bardzo, jak widok naszego mechanicznego kumpla z indywidualnym wzorem na stalowym torsie, który wylatuje w powietrze razem z wrogim składem, dzięki własnoręcznie przez nas wybranej modyfikacji umożliwiającej autodestrukcję.

Innymi słowy, każdego, kto lubi w sieciówkach dopieścić wizualnie swoją postać i idealnie dopasować jej zdolności do swojego stylu gry, w Titanfall 2 czeka podwójna zabawa.

Titanfall 2 - grafika dziobowa

Jasny ślad na niebie

Na swój sposób Titanfall 2 doskonale dopełnia strzelankową ofertę EA. Wielbiciele ustatkowanej, taktycznej rozgrywki drużynowej sięgną pewnie po Battlefield 1. Natomiast indywidualiści-akrobaci, którzy przede wszystkim lubią imponować błyskawicznym poruszaniem się po polu walki i likwidowaniem przeciwników z niemal nadludzkim refleksem, znajdą wszystko, co lubią, właśnie w drugiej części tytanowych bojów.

Titanfall 2 - oddział tytanów

Co za tym idzie, Titanfall 2 stanowi też poważną konkurencję dla najnowszych odsłon serii Call of Duty. Wprawdzie można mu zarzucić zbyt duże podobieństwo do gier od Activision i klejenie ze sobą wielu elementów innych produkcji, jednak trzeba przy tym pamiętać, że dodaje on też swój własny unikalny motyw. Są nim tytany, które wprowadzają sporo świeżości do mozaikowej rozgrywki.

Tym bardziej szkoda, że EA zapewniło tak słabe zaplecze marketingowe tej produkcji. Koszmarny cover „Bang, bang”, jaki rozbrzmiewa w jednym ze zwiastunów, to stosunkowo małe niedociągnięcie w porównaniu z wyjątkowo niefortunną datą premiery.

Pozostaje jednak mieć nadzieję, że Titanfall 2 mimo wszystko wyjdzie z tej walki zwycięsko. Zwłaszcza, że perspektywa wszystkich nadchodzących DLC dostępnych za darmo (tak jest, nie przejęzyczyłem się!) zachęca do zakupu tej gry. 

Poza tym, trzeba powiedzieć wprost, że to tytuł absolutnie genialny, a każda jego składowa jest dopracowana niemal w stu procentach. I niezależnie od wszystkich spekulacji na temat metod dystrybucji, jedno jest pewne. Titanfall 2 płonie jasną smugą na nieco poszarzałym niebie współczesnych strzelanin.   

Titanfall 2 - tajne zadanie

Ocena końcowa:

  • fenomenalna mechanika walk
  • zapierająca dech w piersiach kampania dla pojedynczego gracza
  • awangardowa rozgrywka z tytanami w roli głównej
  • malownicze mapy (zarówno w trybie jednoosobowym, jak i wieloosobowym)
  • wciskające w fotel mecze sieciowe
  • spora pula modyfikacji i personalizacji postaci oraz tytanów
  • niezła polska lokalizacja
     
  • dziecinnie prosta i trochę za krótka historia opowiadana w trybie jednoosobowym
  • zbędne wybory dialogowe w kampanii dla pojedynczego gracza
  • nieco zbyt wyraźne zapożyczenia z innych gier
  • brak możliwości zmiany dubbingu na wersję oryginalną
     
  • Grafika:
     dobry plus
  • Dźwięk:
     super
  • Grywalność:
     super

Grę do testów dostarczył wydawca - Electronic Arts Polska

Wybrane dla Ciebie
ZANIM WYJDZIESZ... NIE PRZEGAP TEGO, CO CZYTAJĄ INNI!