Toshiba Camileo w sportowym rytmie
Marka Camileo jest znana użytkownikom kamer Toshiba. Tym razem jednak na nasz warsztat trafiła nie typowa kamera wideo, a produkt zaliczamy do kategorii kamer sportowych – Toshiba Camileo X-Sports. Dlaczego zainteresowaliśmy się akurat nią?
Nie ulega wątpliwości, że niekwestionowanym królem kamer sportowych, zwłaszcza tych o kształcie przypominającym miniaturowy aparat cyfrowy, są produkty GoPro. Wykorzystywane do granic możliwości pojedynczo i w dużej liczbie przez amatorów ekstremalnych sportów, innowacyjnych filmowców, a nawet operatorów kasowych hollywoodzkich produkcji. I to nie tylko jako dekoracja. Jednak brak rywali prowadzi do stagnacji, a produkt przestaje się rozwijać. Dlatego na rynku zaczęły pojawiać się konkurencyjne produkty, a wśród nich Toshiba Camileo X-Sports.
Kamerka (pozwolimy sobie na takie zdrobnienie z racji rozmiarów urządzenia) Toshiba ma aspiracje do bycia tańszą, ale wcale nie gorszą, alternatywą dla kamer GoPro. Odpowiednikiem Toshiba Camileo X-Sports w rodzinie produktów GoPro jest… teoretycznie model Hero 3+ Black Edition. Z tej samej rozdzielczości sensorem, jednak lepiej obdarzony przez producenta funkcjami wideo (w tym dostępnymi trybami filmowania 4K i 2.7K). Pod innymi względami są to kamery podobne, ale nie da się ukryć, że stworzyły je różne zespoły konstruktorów. Toshiba Camileo X-Sports kosztuje niespełna tysiąc złotych, a za GoPro przyjdzie nam zapłacić co najmniej kilkaset złotych więcej. I to wcale nie jedyny wydatek, bo Toshiba wyposażyła swój produkt w ekran LCD, którego z kolei pozbawiony jest w standardzie produkt GoPro.
Zanim na dobre rozstaniemy się z GoPro i przejdziemy do testów Toshiba Camileo X-Sports, porównajmy specyfikację trzech produktów. Do wspomnianych kamer dołączyliśmy jeszcze świeżutką kamerę BenQ z racji podobnej ceny do Toshiby i wersji Silver Edition GoPro.
Jest powód do zadowolenia
Jak widać, Toshiba Camileo X-Sports nie ma czego się wstydzić. Mamy wszystkie najpotrzebniejsze tryby wideo, począwszy od 1080/60p, poprzez tryb 4:3 o rozdzielczości 1600 x 1200 pikseli, 720/120p, a skończywszy na WXGA z rejestracją w tempie 240 klatek/s. Dostępne są także prędkości rejestracji 24 i 48 kl/s. Mamy wbudowane Wi-Fi, jest ekran LCD, na którym możemy podejrzeć rejestrowany obraz lub wykadrować zdjęcie. Również sama kamera wizualnie może się spodobać. Jest co prawda największa z wymienionych modeli, ale na obronę zapiszemy konieczność umieszczenia przycisków, które pozwalają poruszać się po menu urządzenia wyświetlanym na ekranie LCD.
Zawartość pudełka z Toshibą Camileo X-Sports usatysfakcjonuje większość aktywnych użytkowników. Oprócz kamery i pilota zdalnego sterowania, który zakłada się na przykład na ramię, mamy ładowarkę, obudowę podwodną i komplet najpotrzebniejszych akcesoriów montażowych. W tym uchwyt na ramę kierownicy lub inne elementy roweru, mocowanie statywowe, przedłużkę, uchwyt do kasku i kilka szyn montażowych z przylepcem przeznaczonych do różnych powierzchni. Jedyne czego nam zabrakło to bardziej rozbudowanej instrukcji. Na szczęście jednak szybko przekonaliśmy się, że nie jest ona w zasadzie potrzebna (poza opisem znaczenia komunikatów wyświetlanych przez wielokolorową diodę kamery) , a obsługa jest wygodna i intuicyjna. Czy jednak wystarczająco? O tym jak i o jakości rejestrowanych materiałów przekonacie się z dalszej części recenzji.
Konstrukcja i możliwości
Najpierw przyjrzyjmy się tradycyjnie Toshiba Camileo X-Sports ze wszystkich stron. Korpus kamery został pokryty gumopodobnym materiałem, który jest przyjemny w dotyku, a na dodatek nie brudzi się zbytnio. W przeciwieństwie do ekranu, o czym za chwilę. Połowa przedniego panelu wykonana jest z metalu. Poniżej otworu obiektywu znajdziemy głośniczek. Jak to zwykle bywa w przypadku tego typu kamer, po zainstalowaniu Toshiby Camileo X-Sports w przeźroczystej obudowie podwodnej jakość rejestrowanego dźwięku ulegnie znacznej degradacji. A odgłosy dobiegające z większej odległości, na przykład 3-4 metrów, kompletnie niesłyszalne.
Cały korpus kamery ma kształt prostopadłościanu o wymiarach 73 x 49,5 x 29,5 mm, z wystającym pierścieniem obiektywu i o zaokrąglonych narożnikach, co zwiększa komfort uchwytu.
Na lewej bocznej ściance znajdziemy przycisk włączania i wyłączania kamery (niezależnie od trybu uśpienia).
Na górnej ściance przycisk uruchamiający i zatrzymujący nagrywanie, a także wybudzający kamerę ze stanu uśpienia lub włączający tylny ekran LCD. Ten sam przycisk w trybie fotograficznym pozwala wykonywać zdjęcia. Rozpoczęciu rejestracji towarzyszy dźwięk. Niestety, nie jest on zbyt głośny i po umieszczeniu kamery w obudowie lub z dala od ucha staje się kompletnie niesłyszalny, przez co jego przydatność informacyjna spada do zera. Ponad obiektywem znalazła się dioda sygnalizująca tryb pracy oraz mikrofon.
Prawa ścianka zamocowana jest na zawiasie i uchylana. Pod nią znajdziemy slot na akumulator o pojemności 1050 mAh (mogłaby być większa), złącze miniHDMI, mikroUSB oraz slot na karty pamięci mikroSD. Ładowanie kamerki możliwe jest jedynie po otwarciu tej pokrywy, jednak sama kamera może być użytkowana w trakcie ładowania. Dostęp do złącz jest wygodny, a jedynym mankamentem, zwłaszcza dla osób o dużych palcach, to umieszczenie slotu na kartę pamięci zbyt blisko krawędzi obudowy. Wyjęcie karty sprawiało nam pewne problemy, jednak po opanowaniu techniki jej chwytania procedura stała się dużo prostsza.
Na spodzie obudowy umieszczony został gwint statywowy. Za jego pomocą można przymocować kamerę do statywu lub, co istotne, do dostarczonych uchwytów bez konieczności „ubierania” jej w obudowę podwodną.
Pozostała nam jeszcze tylna ścianka. Większość jej powierzchni zajmuje 2” ekranik o rozdzielczości 320x240 pikseli. Nie jest to zbyt wiele, ale przy tak małej przekątnej nie sprawia zbyt wielkiego dyskomfortu, choć przyzwyczajeni do smartfonowych ideałów chętnie zobaczylibyśmy tu ekran VGA. Znacznie większym problemem jest łatwość z jaką ekran można zabrudzić palcami. Na szczęście daje się go dość łatwo wyczyścić.
Po lewej stronie wyświetlacza znajdują się umieszczone jeden nad drugim wielofunkcyjne przyciski. Dwa najwyżej położone pozwalają zmieniać ustawienia cyfrowego zoomu. Do dyspozycji mamy 10-krotne powiększenie. Szybko jednak przekonaliśmy się, że jest to raczej zbędny bajer, zwłaszcza gdy przekroczymy 2-3 krotne powiększenie. Nie żałujemy jednak tego, bo najważniejszą cechą jest w tym przypadku około 160-stopniowe pole widzenia zapewniane przez obiektyw o ogniskowej 2,97 mm (odpowiednik ogniskowej około 16,7 mm dla pełnej klatki, w danych Exif zdjęć podawana wartość jest dwukrotnie zawyżona).
Trzeci z przycisków włącza podgląd zarejestrowanych materiałów, a dolny aktywuje menu i pozwala na cofanie się w ustawieniach. Pozostałe przyciski w trybie menu służą do przemieszczania się w przód i w tył oraz wybierania/zmiany ustawień. Na pierwszy rzut oka menu wydaje się skomplikowane, ale w praktyce jest dość intuicyjne, co pozwoliło nam szybko opanować całą klawiszologię.
Choć Toshiba Camileo X-Sports nie jest kamerą dedykowaną pracy słabym oświetleniu, to uznaliśmy za istotne sprawdzenie jak obsługuje się ekran i przyciski po ciemku. I tak jak powyżej, kamerkę daje się obsługiwać w przysłowiowe „ciemno” (o ile nie mamy zbyt dużych palców, my nie mieliśmy), jednak podkreślamy, że przyciski nie są w żaden sposób podświetlane. Jasność ekranu zawodzi przy silnym słońcu. Przysłaniając ekran możemy podejrzeć kadr, jednak tak jak w przypadku wielu smartfonów, słoneczny dzień nie sprzyja komfortowemu podglądowi.
Zwracamy uwagę jeszcze na jedną istotną naszym zdaniem cechę - „twardość” przycisków. Toshiba Camileo X-Sports wyposażona została w przyciski, które wymagają pewnego nacisku, by działać. W przypadku samej kamerki nie jest to problemem, nie są to też przyciski, które daje się łatwo nacisnąć przypadkiem. Problem pojawia się po założeniu obudowy podwodnej. Choć jest bardzo dobrze dopasowana (nie zauważyliśmy luzów, choć filmy kazały nam przemyśleć tę sprawę jeszcze raz), to wciskanie przedłużek przycisków na obudowie wymaga już sporej siły. Ten element Toshiba powinna poprawić.
Dodatkowe wyposażenie
Cała konstrukcja Toshiba Camileo X-Sports jest zwarta i nawet bez stosowania dodatkowej ochrony dość odporna na różne nieprzyjemne czynniki. Przypadkowe zachlapanie czy zabrudzenie nie jest wielkim problemem, ale już wkładanie do wody samej kamery skończyłoby się na pewno niemile.
Dlatego w zestawie mamy obudowę podwodną (certyfikowaną do 60 metrów). Umieszczenie i wyjęcie kamery nie sprawia kłopotu, a zatrzask działa pewnie. Nie zauważyliśmy wielkich różnic pomiędzy jakością nagrań z kamery umieszczonej w obudowie i z niej wyjętej. Dlatego gdy zabieramy kamerkę na porządniejszą wyprawę warto umieścić ja na stałe w obudowie. Szybko się przekonamy, że znajdzie się tysiąc okazji, kiedy jakakolwiek ochrona będzie niezbędna.
Dołączony w zestawie pilot oferuje jedynie podstawową funkcjonalność - pozwala na włączanie i zatrzymywanie nagrywania lub fotografowanie. Zakładamy go za pomocą paska z rzepem na ramię, ewentualnie na mankiet kurtki. Dlaczego? Sam pasek jest dość długi i mocowanie w okolicach nadgarstka w tym przypadku nie jest dobrym pomysłem.
Pozostałe elementy montażowe prezentują wysoką jakość wykonania, łączą się i skręcają bez problemów. Zatrzaski i uchwyty działają bardzo pewnie. Aczkolwiek musimy przyznać, że jest to minimum, jeśli chodzi o pewne mocowanie. Problemem jest nie tyle bezpieczeństwo kamery, co podatność elementów ochronnych i mocowania na wibracje, które łatwo przenoszą się na kamerę podczas jazdy na przykład rowerem po dużych nierównościach.
Żal nam jedynie, że producent nie postarał się o choćby jedną przyssawkę w komplecie. Nawet kosztem jednego z przyklejanych uchwytów.
Menu kamery
Wspomnieliśmy o tym, że menu jest łatwe w opanowaniu. Jak jednak ono wygląda? Najlepszą ilustracją jest poniższe, krótkie wideo.
Menu podzielone zostało na cztery części:
- ustawienia ogólne (ustawienia Wi-Fi, ekranu, stabilizacji elektronicznej, mikrofonu, głośnika, zoomu cyfrowego, języka menu - jest Polski, i pozostałe ustawienia dla aparatu)
- ustawienia dla trybu pracy (filmy, zdjęcia, zdjęcia+filmy, filmy poklatkowe, zdjęcia seryjne)
- wybór trybu pracy
- przegląd zarejestrowanych materiałów (są one podzielone według kategorii)
W trybie wideo możemy wybierać pomiędzy rozdzielczościami i szybkością rejestracji materiału. Tryb fotograficzny ma nieco więcej ustawień, oprócz jednej z rozdzielczości, możemy zmienić ISO i włączyć tryb seryjny. Zaskakujące, i wprowadzające nieco zamieszania, jest przeniesienie do ogólnych ustawień opcji dla trybu fotografowania (Auto, Krajobraz, Portret), balansu bieli i korekty ekspozycji (od -2 do +2 EV).
Toshiba Camileo X-Sports może być sterowana również poprzez aplikacje Toshiba Remote dla smartfonów. Mamy dostęp do tych samych funkcji co poprzez menu samej kamery, więc pod tym względem jest w porządku. Mniej spodobała nam się wizualna strona smartfonowego interfejsu, aczkolwiek to kwestia gustu. Zasięg komunikacji (zmierzyliśmy około 8-9 metrów) jest wystarczający, by sterować kamerą z wnętrza pojazdu lub po umieszczeniu jej poza zasięgiem naszych rąk. Opóźnienie jest zauważalne, ale nie wpływa bardzo na komfort pracy z kamerą.
W praktyce i podsumowanie
Okres testowania kamery przypadł na gorące dni czerwca, a zatem mogliśmy sprawdzić jak Toshiba wypada w przypadku długiej pracy w dość wysokiej temperaturze. Sprawdziliśmy kamerę w różnych porach, zarówno słonecznego jak i pochmurnego dnia.
Kamerka waży około 94 gramów i choć nie jest to dużo, to po włożeniu do obudowy i założeniu na kask rowerowy odczujemy tę masę. Dlatego każdy gram mniej w przypadku takich kamer jest na wagę złota.
Czas pracy deklarowany przez producenta nie jest zachęcający. Około 90 minut to troszkę za mało jak na spory rozmiar kamery. Niestety właśnie tyle czasu pracowała nasza kamerka w testowych warunkach. Podkreślamy, że była włączona cały czas nawet w przerwach pomiędzy nagrywaniem filmów (jedynie ekran był wygaszany). W upale pozbawiona odpowiedniej wentylacji potrafiła się dość mocno nagrzać, jednak nie miało to wpływu na rejestrację nagrań.
Duża liczba akcesoriów montażowych oraz pilot zdalnego sterowania pozwala na dopasowanie kamery do różnych potrzeb. Zwracamy tyko uwagę, iż nie ma jednej recepty na instalację, na przykład na rowerze, która minimalizuje drgania. Musimy dojść do optymalnego ustawienia metodą prób i błędów.
Filmowanie
Od razu podkreślamy, że Toshiba Camileo X-Sports to około 2/3 ceny kamer GoPro Hero 3+ Black Edition czy Garmin Virb Elite, z których zwłaszcza ta ostatnia może pochwalić się świetną jakością wideo. Z tej perspektywy jakość filmów z kamery Toshiba rejestrowanych w dobrych warunkach oświetleniowych oceniamy jako dobrą, a jeśli zdecydujemy się na oglądanie ich na przykład na tablecie lub smartfonie czy w oknie przeglądarki, zamiast dużym ekranie telewizora, na dobrą z plusem.
Poniżej prezentujemy przykładowe nagrania z kamery wgrane na YouTube. Ze względu na ograniczenia serwisów tego typu (wgrane filmy są przetwarzane, co czasem skutkuje solidną degradacją jakości obrazu), udostępniamy również bezpośrednie linki do dwóch nagrań w oryginalnej nieprzetworzonej wersji (po wejściu na stronę Flickr.com należy film pobrać). Film numer 1 ma rozmiar 352 MB, a film numer 2 rozmiar 46 MB.
Z racji zastosowania niewielkiego sensora 1/2,3” kłopotliwe staje się tu słabsze oświetlenie. Co prawda kamera radzi sobie całkiem dobrze również w gorszych warunkach, jednak elementem charakterystycznym obrazu stają się artefakty odszumiania. Manifestują się one jako utrata detali na motywach o niewielkim kontraście.
Oprogramowanie kamery nie ingeruje zbyt agresywnie w wyostrzanie obrazu na płaszczyznach, ale w nienaturalny sposób podkreśla krawędzie. Ich zarysy tracą na czystości. Musimy jednakże dodać, że jakość obrazu jest taka sama w całym kadrze, wliczając w to krawędzie - a to liczy się na plus.
Wspomniane wyostrzanie krawędzi, które sprawia, że obraz przypomina akwarelę, można dostrzec nawet na filmach zarejestrowanych przy dobrym oświetleniu. Taka jest jednak charakterystyka obrazu z kamery Toshiba i możliwości optyki. W ogólnym rozrachunku nie uznajemy tego za wielką wadę. Zwłaszcza w przypadku wideo, gdzie istotna jest również płynność obrazu.
Pod tym względem jest dobrze. Filmy są płynne, zwłaszcza w trybie 60 kl./s. Przepływność w trybie 1080/60p wynosi około 25 Mbps, dla 1080/25p około 18 Mbps i tyle samo dla 720/60p. Istotnym elementem, który wpływa na jakość rejestrowanego obrazu, jest stabilizacja kamery. Co prawda Toshiba ma elektroniczną stabilizację, ale tak naprawdę znacznie więcej zyskamy odpowiednio mocując kamerę do środka transportu. Jeśli już musimy zdać się na stabilizację elektroniczną, zwracamy uwagę, że w naszym przypadku lepiej radziła ona sobie w trybie 720p niż 1080p. Czasem jednak nawet i ona na wiele się nie zda, co widać na poniższym filmie.
Cechą nagrań, którą zauważyliśmy jest tendencja do nadawania lekko żółtej dominanty nagraniom dokonywanym w świetle słonecznym. Nie jest to cecha irytująca, jednak zauważalna od razu.
W przypadku trybu WVGA, który pozwala filmować z prędkością 240 (przepływność 20 Mbps) mamy możliwość zarejestrowania ciekawych ujęć. Po spowolnieniu 8-krotnym uzyskamy film 30 kl/s. Na płynność i ogólną jakość nagrań w tym przypadku nie możemy narzekać. W przypadku niektórych nagrań problemem jest przeostrzenie obrazu, przez co nabiera on cyfrowego charakteru, ale nie jest to regułą. Jeśli wystarczy nam 4-krotne spowolnienie, możemy podnieść rozdzielczość do 1280x720 pikseli (zapis 120 kl/s).
Wykonywanie zdjęć to niejako dodana wartość w przypadku kamer sportowych. Toshiba Camileo X-Sports nie ogranicza się jedynie do trybu Auto, aczkolwiek w praktyce działanie dodatkowych funkcji nie dawało lepszych rezultatów niż tryb automatyczny. Pomijamy tu możliwość wykonania korekty ekspozycji, która jest przydatna.
I ponownie, jakość zdjęć w bardzo dużym stopniu zależy od warunków oświetleniowych. Teoretycznie to oczywiste, gdyż dynamika małego sensora nie radzi sobie z dużymi kontrastami, aczkolwiek oczekiwaliśmy nieco lepszych rezultatów. A tak musieliśmy wybrać - albo szczegółowe niebo i dominująca czerń w cieniach, albo wypalone niebo przy dobrze naświetlonej reszcie kadru. Balans bieli działał podobnie jak w przypadku filmów.
Zniekształcenia i aberracje są spodziewaną konsekwencją zastosowania szerokokątnego obiektywu, podobnie jak przy filmach. Podczas fotografowania Toshiba radziła sobie dobrze z kontrolą tych efektów, z wyjątkiem mocno kontrastowych scen.
Ogólną jakość zdjęć oceniamy jako przeciętną, nawet biorąc pod uwagę charakter urządzenia i bardzo szerokie pole widzenia. Na niekorzyść działa dość mocne przetwarzanie, które skutkuje przeostrzonymi detalami i w końcu ich utratą. Gdyby nie towarzyszące temu problemy z dynamiką, które sprawiają, że obraz jest wyblakły (brakuje mu kolorów), ocena zdjęć byłaby wyższa.
W przypadku słabego oświetlenia niewielki rozmiar przetwornika 1/2,3” dokucza dużo dotkliwiej niż podczas filmowania. Dla ISO do około 400 Toshiba jeszcze sobie radzi, ale powyżej tej wartości robi się bardzo nieciekawie. Na zdjęciach zaczynają dominować artefakty przetwarzania, które mocno degradują rozpiętość tonalną, a co za tym idzie, psują kolorystykę zdjęcia. Choć w menu znajdziemy nawet czułości ISO 1600, 3200 i ISO 6400 ich użyteczność w przypadku zdjęć nie jest nawet dyskusyjna.
Podsumowanie i ocena
Poddaliśmy kamerę Toshiba Camileo X-Sports dość surowej ocenie, jednak w myśl zasady, jeśli z wadami da się żyć, to i łatwiej obronić zalety. Dużym plusem dla kamery jest jej cena - choć to nadal spory wydatek, jest jednak dużo atrakcyjniejsza niż w przypadku GoPro przy podobnym wyposażeniu.
Rozmiar kamerki można poczytać na minus, w porównaniu z konkurencją, broni się ona jednak wbudowanym ekranem LCD. Jak wspomnieliśmy jego jakość nie jest rewelacyjna, ale bardzo cieszyła nas możliwość podglądu bez sięgania po smartfon czy wydawania dodatkowych kilkuset złotych na opcjonalny ekran.
Toshiba postarała się o również o atrakcyjny zestaw akcesoriów w standardzie i dobrą jakość wykonania. Żałujemy jedynie mniej wydajnego systemu zasilania (choć w zgodzie ze specyfikacją).
Pod względem jakości tworzonych materiałów również dobrze oceniamy testowaną kamerę. Najsłabszym ogniwem są zdjęcia, jednak w przypadku filmów jest dobrze. Da się oczywiście znaleźć wady w obrazie, ale ponownie przypominamy o niższej cenie niż w przypadku kamer sportowych uznawanych za topowe. Zabawa jaką daje filmowanie bardzo szerokim kątem rekompensuje niedociągnięcia.
Zwracamy uwagę na dobrą kontrolę jakości obrazu w całym kadrze, z którą nie mogą z kolei równać się produkty z segmentu cenowego sporo poniżej 1000 złotych. A także ogromną satysfakcję jaką daje filmowanie przy tak szerokim polu widzenia.
Toshiba uczyniła pierwszy krok ku typowo sportowym kamerom i naszym zdaniem jest to krok w dobrą stronę i udany debiut. Pozostaje nam tylko czekać na kolejne wersje X-Sports, pozbawione wspomnianych przez nas wad. Kamerka jest godna polecenia szczególnie tym osobom, którym zależy na dobrej jakości filmowego obrazu, a nie mogą pozwolić sobie na większy niż 1000 złotych wydatek. W tej cenie dostajemy wszystko co potrzebne, może z wyjątkiem oprogramowania (na płycie znalazły się jedynie wersje próbne aplikacji Magix). Nawet niedawno wprowadzona do sprzedaży kamera BenQ, od producenta, który raczej kojarzony jest z budżetowymi produktami w segmencie aparatów i kamer, kosztuje o 200 złotych więcej.
| Opinia redakcji Toshiba Camile X-Sports | |
| plusy: • szerokie pole widzenia • dobrze wyglądające filmy Full HD i HD • płynny obraz • spora liczba trybów wideo, w tym WVGA 240 kl/s • ekran LCD wbudowany w kamerę • bogate wyposażenie w standardzie • jakość wykonania • intuicyjna obsługa • atrakcyjna cena | |
| minusy: • czas pracy na akumulatorze mógłby być dłuższy • ekran łatwo zbiera odciski palców • bardzo przeciętne zdjęcia (widać artefakty wyostrzania) • nieprzydatna czułość ISO 800 i wyższe w trybie foto • dość ciężko działające przyciski po zamontowaniu w obudowie podwodnej | |
| Orientacyjna cena w dniu publikacji testu: 999 zł | |