Poważna kolizja autonomicznej „taksówki” Ubera, testy wstrzymane
Za kolizję nie odpowiada jednak Uber - na razie systemowi jazdy autonomicznej nie można więc zbyt wiele zarzucić.
W wielu różnych miejscach na świecie trwają obecnie testy samokierujących się samochodów. Technologie jazdy autonomicznej mają pewnego dnia być dostępne dla wszystkich, ale najpierw pojawić mają się w roli taksówek bez kierowców – bezpieczniejszych, tańszych i zawsze jeżdżących wcześniej ustaloną trasą.
Sporo się jednak mówi o tym, czy faktycznie będą one „bezpieczne”. Teraz, za sprawą Ubera (choć nie do końca z jego winy) temat powraca.
Autonomiczna taksówka Ubera wylądowała na boku
Kilkadziesiąt godzin temu w Arizonie doszło do poważnie wyglądającego zdarzenia, w którym udział brał luksusowy SUV marki Volvo – model XC90, który jest wykorzystywany przez firmę Uber do testów autonomicznych technologii. Samochód brał udział w kolizji i zatrzymał się na boku.
Uber niewinny, ale testy wstrzymane
Przeciwnicy samokierujących się aut mogliby więc krzyknąć: „a nie mówiliśmy?!”. Mogliby, gdyby nie fakt, ze do zdarzenia doprowadził nie system, lecz kierowca drugiego samochodu.
Choć to nie Uber zawinił, w ciągu ostatniego miesiąca nie było żadnych innych incydentów, a do tego w tym niedawnym nikomu nic się nie stało, rzecznik firmy ujawnił w rozmowie z Bloombergiem, że testy autonomicznych samochodów tak w Arizonie, jak i w Pittsburghu zostają wstrzymane do odwołania.
Dlaczego? Ponieważ – zdaniem rzecznika – nawet jeśli nie z powodu samokierującego się auta, do tego zdarzenia w ogóle nie powinno dojść. Prężniej rozwijane będą więc najpewniej mechanizmy wykrywania zagrożeń, a za jakiś czas testy zostaną wznowione.
Nie koniec problemów
Trzeba w tym miejscu przypomnieć, że na tym problemy Ubera wcale się kończą. Wszak niedawno firma Google oskarżyła go o wykorzystywanie systemu jazdy autonomicznej, którego elementy powstać miały w oparciu o wykradzione pomysły i projekty.
Konkretnie miałyby to być technologie rozwijane przez Waymo – firmę, która należy do spółki-matki Google, czyli Alphabetu, a którą opuścił jakiś czas temu Anthony Levandowski – człowiek, odpowiedzialny za start-up Otto, opracowujący systemy dla… Ubera właśnie.
Pomimo że Uber jest niewinny, na pewno ostatnie zdarzenie nie zadziała na jego korzyść. Nie pomoże też w przekonaniu nieprzekonanych o tym, że autonomiczne taksówki faktycznie mogą być dobrym rozwiązaniem. Przed firmami, które będą prowadziły kampanie marketingowe na ich rzecz, z pewnością jest więc trudne zadanie. Wizja bezpiecznego transportu drogowego zdaje się zaś niestety oddalać.
Źródło: TechSpot, Bloomberg. Foto: Fresco News via Twitter