Jak wygląda (i co daje) walka z nielegalnym wideo w sieci?

Walczyć z pirackim wideo w Internecie można na różne sposoby. Przede wszystkim można edukować i zachęcać do tego, by korzystać z legalnych źródeł.

Image

Jeden cel, różne sposoby

Internet to niewyczerpane źródło – nie tylko informacji, ale też rozrywki. Ulubioną rozrywką wielu z nas jest natomiast oglądanie filmów. Można (i powinno się) to robić zgodnie z prawem, czyli korzystając z legalnych serwisów VOD (wideo na życzenie). Sieć pełna jest jednak także treści opublikowanych przez osoby, które nie mają praw autorskich do tych dzieł. To między innymi (a może i przede wszystkim) z tego powodu wytwórnie często traktują „internetowców” jako tych złych. Wizerunek zaczyna się jednak zmieniać, bo podejmowane są odpowiednie kroki.

Analizowanie, wykrywanie, usuwanie

W Internecie właściwie każdy może opublikować, co mu się tylko podoba. „Może” w tym znaczeniu, że nie brakuje serwisów, które to umożliwiają. Przy 3,8 mld użytkowników globalnej sieci (a tyle mniej więcej wskazuje obecnie licznik), trudno zapanować nad tym, co pojawia się w Internecie, ale tym, którzy powinni stać na straży, nie można zarzucić, że tego nie robią.

Jeden z najlepszych sposobów na walkę z takimi pirackimi treściami pochodzi – bez większego zaskoczenia – z najpopularniejszego serwisu z wideo w Internecie, którym jest oczywiście YouTube. Mowa konkretnie o systemie Content ID, który (to cytat z oficjalnej strony pomocy) „pozwala właścicielom praw autorskich łatwo rozpoznać swoją zawartość w YouTube i nią zarządzać”.

Jak działa Content ID?

Zasada działania systemu jest prosta. W momencie publikacji filmu w serwisie YouTube jest on mianowicie porównywany z materiałami znajdującymi się w bazie (którą uzupełniają właściciele różnorakich treści). Gdy zostaje wykryta nieprawidłowość, czyli naruszenie praw autorskich, właściciel tych ostatnich może zablokować możliwość oglądania danego filmu – w danym kraju lub na całym świecie. Może też na przykład zacząć na nim zarabiać.

System ContentID (w którego bazie znajduje się już ponad 50 milionów plików referencyjnych) potrafi zidentyfikować cudzą własność – zarówno jeśli jest to dźwięk, jak i wtedy, gdy chodzi o obraz. Jeśli on nic nie wykryje, ale nieodpowiedni film zauważy sam wydawca lub autor, może on oczywiście przesłać zespołowi YouTube powiadomienie o naruszeniu praw autorskich.

Początkowo Content ID nie działał tak, jak powinien, a już podejrzenie wykorzystania cudzych treści skutkowało poważnymi konsekwencjami dla youtuberów. Od wielu miesięcy jednak wszystko przebiega już dużo łagodniej – tak jak powinno: system pozwala chronić prawo autorskie bez uprzykrzania życia twórcom wideo. To ważne, bo taka technologia zdecydowanie jest potrzebna serwisowi, w którym publikowane jest 300 godzin wideo w ciągu każdej… minuty.

Karanie serwisów i karanie użytkowników

Mechanizm „wytwórnia zgłasza – serwis usuwa” jest najczęściej spotykany i stosowany właściwie w każdym serwisie umożliwiającym użytkownikom „wrzucanie” takich lub innych materiałów wideo. To wprawdzie metoda skuteczna, ale czasochłonna. Wytwórnie i stowarzyszenia antypirackie w dodatku twierdzą czasem, że jest to walka z efektami, a nie ze źródłem problemu, którym są serwisy do wymiany treści. 

Trudno jednak wyobrazić sobie sytuację, by takie serwisy miały zniknąć, czasem więc próbuje się „ostrzejszych zagrywek”, które można by zebrać do jednej grupy o nazwie „straszaki”. Jeśli uważnie śledzicie wiadomości, na pewno natknęliście się jakiś rok temu na informację o zarekwirowaniu tysięcy komputerów przez policję – chodziło wtedy właśnie o to, że ich posiadacze weszli w posiadanie nielegalnych kopii filmów (a przede wszystkim również je udostępniali, bo korzystali z torrentów). 

benchmark news

Karami straszeni są też właściciele serwisów, z których użytkownicy korzystają, by udostępniać pirackie wideo… 

Przejście na jasną stronę mocy

Nie ma więc wątpliwości, że w erze coraz prężniej walczących wydawnictw i grup antypirackich, serwisy muszą reagować, by w ogóle móc swobodnie działać. Niektóre zaczynają wręcz przechodzić na „jasną stronę mocy”. Na takie rozwiązanie zdecydował się na przykład BitTorrent. 

Serwis wyraźnie kojarzony z piractwem uruchomił mianowicie własną legalną usługę o nazwie BitTorrent Now. W jej ramach oferuje zarówno legalną muzykę, jak i autorskie produkcje wideo. Tym samym platforma, która była nienawidzona przez twórców, nagle zaczęła być źródłem ich przychodów. Nie trzeba jednak sięgać aż tak daleko… 

CDA/CDA Premium, czyli przykład z polskiego podwórka

CDA.pl to serwis doskonale znany polskim internautom. Nie da się ukryć, że stało się o nim głośno przede wszystkim dlatego, że dało się na nim bez większych problemów obejrzeć starsze i nowsze filmy czy odcinki seriali (niekoniecznie legalnie). Dużym zaskoczeniem dla wielu była więc ubiegłoroczna informacja, że „CDA przechodzi na dobrą stronę”.

Uruchomiona została wówczas usługa CDA Premium – legalna, zawierająca wyłącznie licencjonowane filmy. I mylili się ci, którzy sądzili, że dystrybutorzy będą omijać CDA szerokim łukiem – wręcz przeciwnie, najwyraźniej docenili starania właścicieli, bo dziś spora ich liczba współpracuje z serwisem, na co najlepszym dowodem jest katalog liczący ponad 3600 filmów. Ba, niedawno nawet odbyła się równoczesna premiera kinowa i na CDA Premium.

CDA Premium

O tym, że właściciele CDA robią wiele, by zerwać ze starą etykietą, najlepiej świadczy fakt, że na darmowym CDA coraz trudniej znaleźć nielegalne kopie filmów. Najważniejsze jednak, że to „oczyszczanie” nie odbywa się poprzez ograniczenie swobody użytkowników do umieszczania własnych treści – zamiast tego serwis reaguje na zgłoszenia o naruszeniach praw autorskich. Mało tego – poszedł nawet o krok dalej i udostępnił narzędzia do usuwania pirackich filmów samym dystrybutorom (nie muszą oni niczego zgłaszać – widzą, że ktoś wykorzystuje ich treści i sami na to reagują).

Czy to nie jest spychanie odpowiedzialności? Jarosław Ćwiek, prezes zarządu spółki CwMedia, do której należy CDA, twierdzi, że nie, bo widzi w tym narzędzie uzupełniające, a nie stanowiące podstawę działań antypirackich. Sądząc po statystykach, dystrybutorzy podzielają jego zdanie.

W głowach może rodzić się pytanie, co to wszystko obchodzi zwykłego użytkownika. Dla niego często nie ma znaczenia to, kto wrzucił dany materiał (on chce go obejrzeć, a jeśli jest taka możliwość, to robi to). Rzecz jednak w tym, że w ten sposób odstrasza się wytwórnie, które widzą w Internecie tylko zagrożenie. Tymczasem stanowi on wcale nie mniejszą szansę…

Ilustracja (wejście): JuraiMin/Pixabay (CC0)

Rozmowa z Jarosławem Ćwiekiem

Wspomniany polski serwis jest wzorowym przykładem tego, jak skuteczna i owocna może być walka z pirackimi treściami wideo. Mieliśmy okazję zadać parę pytań na ten temat Jarosławowi Ćwiekowi, prezesowi zarządu spółki CwMedia S.A., będącej właścicielem serwisów CDA.pl i CDA Premium. 

Benchmark.pl: Jakie konkretnie kroki są podejmowane przez CDA w celu zwalczania pirackich treści wideo z serwisu?

Jarosław Ćwiek: CDA.pl stosuje się do przepisów ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną (tzw. USUDE), a co za tym idzie, realizuje wszystkie wymogi jakie ta ustawa nakłada. Najważniejsza jest tu oczywiście procedura „notice and take down”, która nakazuje wydawcy czy właścicielowi strony natychmiastową reakcję w przypadku zauważenia, że jakaś treść narusza czyjeś prawa autorskie. Wprowadziliśmy mechanizmy umożliwiające wszystkim użytkownikom serwisu, nie tylko tym zarejestrowanym, szybkie i łatwe zgłaszanie treści, które według nich są nielegalne. W praktyce wymaga to kliknięcia w link „zgłoś naruszenie”.

W świetle obowiązujących przepisów prawa to działanie wystarczające, ale uznaliśmy, że należy zrobić więcej. Dlatego uruchomiliśmy dla partnerów i dystrybutorów możliwość samodzielnego przeszukiwania i kasowania wszystkich materiałów naruszających prawo autorskie. Z tego narzędzia (direct take down tool) korzystają między innymi Anti-Piracy Protection, Monolith Films, Cyfrowy Polsat, Warner Bros Poland, Telewizja Polska S.A., FOX Group, Kino Świat, Gutek Film, M2 Films, BB Media czy Aurora Films. Mało który podmiot pozwala innym na tak daleko idącą ingerencje we własne zasoby i struktury serwisu.

Czy w planach jest wdrożenie kolejnych rozwiązań do walki z piractwem?

JĆ: Idealne byłoby wprowadzenie mechanizmu na wzór Content ID, co zrobił YouTube. Nota bene YouTube też na początku swej działalności był krytykowany za to samo co my teraz... Niestety nie jest to proste rozwiązanie, a jego wdrożenie jest skomplikowane. YouTube to międzynarodowy gigant mający do dyspozycji olbrzymie możliwości i środki. My nie. Nie znaczy to jednak, że stoimy bezczynnie. Edukujemy użytkowników i zachęcamy do przejścia na model Premium.

Czy (sądząc po Państwa statystykach) środki te są skuteczne? Czy po wprowadzeniu narzędzi liczba nielegalnych treści publikowanych w serwisie rzeczywiście maleje?

JĆ: Skala zjawiska, o które Pan pyta, drastycznie zmalała! Wprowadzone mechanizmy działają i są skuteczne. Obecnie ponad 90 procent treści naruszających prawo autorskie usuwane jest za pomocą narzędzia udostępnionego naszym partnerom i dystrybutorom, czyli wspomnianego „direct take down tool”. Na początku część partnerów twierdziła, że spychamy odpowiedzialność na nich i chcemy, żeby – mówiąc kolokwialnie – odwalali robotę za nas. To oczywiście nie była prawda, bo direct take down tool to nie jest rozwiązanie „zamiast”, ale opcja „dodatkowa”. I bardzo szybko wielu dystrybutorów i wydawców dostrzegło korzyści z tego podejścia.

O tym, jak się poprawiła sytuacja, mówi też raport Google Transparency. Każdy może sprawdzić, ile jest zgłoszeń adresów naruszających prawo autorskie w przypadku CDA.pl, a ile w przypadku innych stron. Oczywiście hipokryzją byłoby twierdzenie, że problemu w ogóle nie ma. Jest, ale on wynika z filozofii działania platform hostingowo-społecznościowych. Robimy jednak wiele, by go zminimalizować i chyba nam się to udaje.

I jeszcze jedno. Mówimy o jednym z największych w Polsce serwisów z treściami wideo, którego miesięcznie odwiedzają miliony internautów, tymczasem skala zgłoszeń we wspomnianym Google Transparency za ostatni okres to nieco ponad sto adresów.

CDA Premium screen
Liczba osób płacących abonament w CDA Premium to już ponad 80 tysięcy. Sam serwis jest drugą siłą na rynku VOD Premium (pod względem liczby odwiedzających).

Udostępniliście więc Państwo narzędzia dystrybutorom. Czy spotkało się to z ciepłym przyjęciem tych ostatnich i pojawiły się jakieś konkretne korzyści?

JĆ: Liczba dystrybutorów, którzy z nami współpracują w ramach CDA Premium, stale rośnie. Tak samo, jak rośnie pula filmów w CDA Premium, których jest już ponad 3600. Mówimy tylko i wyłącznie o filmach pochodzących z legalnych źródeł, pozyskanych na drodze umów z dystrybutorami. Do końca 2017 spółka przekaże partnerom ok. 6 milionów złotych z tytułu opłat licencyjnych. To chyba najlepsza odpowiedź na Pana pytanie. Zdecydowana większość dystrybutorów przestała traktować CDA jak wroga, a zaczęła jak partnera. I to przynosi wszystkim korzyści.

A co z darmowym CDA – czy zniknie albo zmieni formę w przyszłości?

JĆ: CDA.pl nie zniknie, bo CDA.pl to przede wszystkim platforma hostingowo-multimedialna o charakterze społecznościowym. Współpracujemy z większością sieci partnerskich dla twórców wideo, np. Lifetube, Gamellon, EpicMakers (Agora), VideoBrothers czy Grupa ZPR Media. Na mocy umów z tymi podmiotami na CDA.pl jest już grubo ponad sto tysięcy materiałów wideo! Zamknięcie CDA.pl to byłoby klasyczne wylanie dziecka z kąpielą.

Minęło już trochę czasu od premiery CDA Premium. Da się ocenić czy popularność CDA zadziałała na korzyść nowej usługi?

JĆ: I tak i nie. Ci z użytkowników, którzy na CDA.pl szukają tylko filmów i seriali, przechodzą na CDA Premium. A my robimy wiele, by ich do tego zachęcić. Udostępniamy coraz więcej filmów pochodzących od dystrybutorów za przyzwoite pieniądze. I o ile we wrześniu 2016 roku osób płacących abonament w ramach CDA Premium było ok. 20 tysięcy, o tyle rok później, czyli we wrześniu 2017 roku było ich już ponad 80 tysięcy! Jak widać, Polacy nie mają problemu z płaceniem za dostęp do legalnych filmów.

Natomiast nie pomaga o tyle, że znaczna część tzw. środowiska i konkurencji robi co może, żeby przedstawić CDA w niekorzystnym świetle, mówiąc wprost (to cytat z jednej z wypowiedzi z prasy), że CDA Premium urosło „na kradzionym”. To nie ułatwia współpracy. Nie boimy się krytyki, nie mamy też problemu z przyznaniem do błędów, ale chcielibyśmy, żeby nasza działalność była przedstawiana rzetelnie. Jeżeli więc mowa o materiałach naruszających prawa autorskie, to powinno się też powiedzieć, co firma zrobiła i co robi, żeby z tym zjawiskiem walczyć. A robi sporo i efekty są więcej niż widoczne. Na całe szczęście coraz więcej osób i mediów, w tym też takich, których na pewno nie można posądzić o przychylność do nas, dostrzega jednak te nasze starania.

Użytkownicy i media mogą doceniać te starania, ale dlaczego właściwie warto wydać 20 zł właśnie na CDA Premium?

JĆ: To w tym momencie chyba najniższa na rynku miesięczna opłata za dostęp do tak pokaźnego katalogu filmów. I to filmów bardzo zróżnicowanych tematycznie. Każdy znajdzie tu coś dla siebie i każdego miesiąca pojawiają się nowe pozycje. Korzystanie z CDA Premium jest też w pełni bezpieczne. Użytkownik ma 14 dni na sprawdzenie, czy usługa mu odpowiada. Przed upływem tych 14 dni może zrezygnować bez podawania powodu i nie zapłaci ani złotówki. Potem abonament wynosi 19,90 za miesiąc i to wszystko. Nie ma żadnych haczyków, długich okresów trwania umowy i kar za ich zerwanie.

Rozbudowa katalogu filmów, umowy z nowymi dystrybutorami czy zakup licencji bezpośrednio u zagranicznych producentów to nie jedyna nasza aktywność mająca uatrakcyjnić CDA Premium. Już teraz mamy wygodną aplikację na Androida, pracujemy nad wersją na iOS oraz na Smart TV. Nie stoimy w miejscu, przeciwnie.

Dziękuję Panu Jarosławowi Ćwiekowi za odpowiedzi i Panu Wolfgangowi Laskowskiemu za pomoc w realizacji artykułu.

Wybrane dla Ciebie
NIE WYCHODŹ JESZCZE! MAMY COŚ SPECJALNIE DLA CIEBIE