War Thunder - podniebna poezja!

Jeśli śmigać po niebie podczas II Wojny Światowej, to tylko w War Thunder. Silnik tej darmowej ptaszyny czasem zarzęzi, ale obecnie i tak nie ma sobie równych.

War Thunder

Chociaż zdrowy rozsądek nakazywałby rozpocząć tę recenzję od zgrabnego nawiązania do World of Warplanes, jak i przygotować szereg porównań pomiędzy tytułem twórców World of Tanks a nowym dzieckiem studia Gaijin Entertainment, nie mam zamiaru uciec się do tego zabiegu. Mógłbym zestawić ze sobą oprawę graficzną, ilość dostępnych w obydwóch darmowych produkcjach maszyn, model lotu czy też system awansowania. Mógłbym wreszcie porównać ilość frajdy, jaką wycisnąć można z każdego meczu zarówno w jednym, jak i drugim tytule. Mógłbym, ale nie zrobię tego – bo chociaż wspomniane powyżej gry łączy tak wiele, jakościowa przepaść pomiędzy World of Warplanes a War Thunder w moim osobistym mniemaniu wymyka się wszelkiej klasyfikacji i próbom zestawień.

War Thunder - recenzja gry

Pioruny ogniste, siarczyste!

Powiedzmy sobie szczerze – to się nie mogło nie udać. Jeśli ojcowie takich tytułów jak Wings of Prey: Skrzydła Chwały, IL-2 Sturmovik czy Birds of Steel biorą się za nową produkcję z samolotami w roli głównej, swoje doświadczenie przerzucając na pole darmowych sieciówek, potrzeba tu chyba klątwy bądź serii zbiorowych nieszczęść, by coś poszło nie tak. Będący obecnie w fazie otwartej bety War Thunder potwierdza, iż takie scenariusze śmiało wsadzić można między bajki, bo panowie jak znali się na swoim fachu, tak znają się na nim dalej. Darmowe latanie maszynami z okresu II Wojny Światowej po prostu jeszcze nigdy nie smakowało tak dobrze.I chociaż w cieście tym znajdzie się trochę zakalcu, błędem byłoby nie skusić się na kawałek. Albo i osiem.

War Thunder - screen z gry

Zabawę zaczynamy tu dość tradycyjnie – od utworzeniu konta i zassania na dysk naszych pecetów kilku zdrowych gigabajtów danych. Dalej jest równie standardowo – dostajemy dwa modele samolotów za „frajer”, zaś gra sugeruje zapoznanie się z zaimplementowanymi samouczkami. Dzięki nim dość bezboleśnie uczymy się wszystkich podstawowych manewrów przydatnych na polu bitwy, przy okazji doświadczając na własne oczy kunsztu oprawy graficznej War Thundera oraz miodności obecnego tutaj modelu lotu. Zaprawdę powiadam wam – takiej grafiki, takich promieni słońca przedzierających się przez chmury i tak genialnie odwzorowanych lasów i miast poniżej życzyłbym sobie w każdym symulatorze lotu, i to nie tylko tym z kategorii darmowych.

Image

A skoro już przy symulacji jesteśmy, War Thunder pod swoimi skrzydłami kryje aż trzy sposoby na pilotowanie tutejszych maszyn. Mój ukochany tryb zręcznościowy pozwala na totalnie bezstresowe opanowanie samolotu przy pomocy najzwyklejszej tarczy i miecza każdego pecetowego gracza, a więc klawiatury i myszki. Bez niewygodnej ociężałości, z pełnym wspomaganiem, nielimitowaną amunicją i szeregiem dodatkowych znaczników w interfejsie, nasz „flig” przecina nieboskłon niczym gorący nóż masło, pozwalając nam w pełni skupić się na zabawie płynącej z rozgrywki. Jeśli jednak ktoś gardzi tak niewyszukaną prostotą, w kolejce czekają jeszcze dwa tryby – realistyczny i historyczny. W tym pierwszym wszelkie udogodnienia trybu zręcznościowego znikają za horyzontem, a my zmagamy się tu nie tylko z ograniczoną widocznością (strzelamy i zrzucamy bomby bardziej „na czuja”), ale i również z koniecznością ciągłego korygowania toru lotu maszyny czy też potrzebą lądowań, w celu uzupełnienia amunicji i paliwa. Tryb historyczny to już w ogóle „hardkor” po całości, bo gracz ląduje tu w kabinie pilota, wyposażony jedynie w skromną możliwość okręcania swoją i tak już obciążoną nadmiarem rzeczy do kontrolowania głową. Kilka przycisków do ustawień silnika, dwa rodzaje mieszanki paliwa czy odczuwalne zmiany w sterowności wraz ze zmniejszaniem się liczby bomb i amunicji na pokładzie – panie, czego tutaj nie ma!

Image

Warto przy tym zaznaczyć, iż każdy z opisanych powyżej trybów to zawsze bitwy do 32 graczy, jednak już na nieco odmiennych zasadach. O ile w „zręcznościówce” po niebie poruszać mogą się samoloty każdej z dostępnych w grze nacji (USA, ZSRR, Japonia, Wielka Brytania i Niemcy), o tyle tryb realistyczny i historyczny z góry narzucają nam starcia konkretnych narodowości. Co więcej, w trybie historycznym bierzemy udział w rekonstrukcji najbardziej pamiętnych starć II Wojny Światowej - od bitwy o Anglię po bombardowanie Pearl Harbor. Na przeciwników zabawy w sieci czeka zaś dynamiczny szereg misji single player, wszystkich samotnych wilków witając z serdecznie otwartymi ramionami. W nim, na podstawie z góry określonych ustawień (stronnictwa, model lotu, samoloty danego poziomu), zabawić możemy się na identycznych zasadach co w trybie historycznym. Zawartości do ogarnięcia jest tu więc na „dzień dobry” całkiem sporo, a nie wspomniałem jeszcze nawet o misjach kooperacyjnych. Dokładnie tak. War Thunder również je ma.

Image

Free 2 Play…

Co osobiście bardzo przypadło mi do gustu, to możliwość doboru zestawu maszyn na konkretną misję, dzięki czemu War Thunder nie zmusza nas do oglądania „hangaru” za każdym razem, gdy pilotowany samolot w słupie dymu i ognia roztrzaska się o ziemię. Aeroplanów na akcję możemy zabrać nawet 9, jeśli tylko starczy nam kabony na ich zakup i wyszkolenie załogi. No i nie decydujemy się na zabawę w symulator, bo tam latadło jest zawsze tylko jedno. Kolejne jednostki odblokowujemy pilotując samoloty przynależące do ich rodziny (czytaj: samolot USA „rodzi” samoloty z USA), a awans na wyższy poziom to często prezent w postaci 2 a nawet i 3 z różnych „gałęzi” – bombowców, szturmowców, czy myśliwców przechwytujących, i to niezależnie od typu pilotowanej maszynerii. Tak na moje oko, do 6 poziomu awansowanie śmiga jak marzenie, co jednak nie oznacza, że dalej pieniądze na nowy samolot ciułamy przez pół roku. Przede wszystkim liczą się tu umiejętności, zaś konieczność sięgnięcia po portfel majaczy gdzieś na drugim planie.

Image

Motyw załogi w grze także zasługuje na osobny akapit, bo jej rozwój jest tu w zasadzie ważniejszy niż szastanie forsą na nowy sprzęt. Wraz z pozyskiwaniem coraz to większego doświadczenia w boju naszych chłopaków szkolimy w szeregu wymyślnych umiejętności, takich jak celność, wytrzymałość czy nawet odporność na przeciążenia podczas lotu. Umiejętności jest tu cała masa, a załogę dodatkowo wyspecjalizować można w obsłudze konkretnego modelu samolotu. Asy przestworzy, obsługujące swoje ukochane dzieciątko, niejednokrotnie złoją żółtodziobów w samolocie nawet o 6 czy 7 poziomów wyższym niż ich ulubieniec. Samoloty również nie muszą śmigać po niebie w podstawowym wyposażeniu, bo i modyfikacji do nich samych tutaj nie brakuje – włącznie z rozmaitymi pasami amunicji, różniącymi się skutecznością zależną od obiektu, do którego zdecydujemy się pruć jak szaleni.

Image

Ta mnogość możliwości, ścieżek rozwoju jak i ukryta głębia War Thundera to według mnie największa siła tej darmowej produkcji, a przecież nie dotarliśmy nawet do miejsca, w którym zaczyna się właściwe mięsko. Kiedy sam pierwszy raz znalazłem się wśród wojennej zawieruchy, za wszelką cenę starałem się ustrzelić innych graczy „tańczących”po niebie, dziwując się przy tym dlaczego tak wielu z nich ma mnie absolutnie gdzieś. Trzeba w tym miejscu bowiem zrozumieć, iż wymiana ognia pomiędzy pilotami niekoniecznie stanowić musi gwóźdź programu danej sesji. Zaryzykuję stwierdzenie, iż kluczem do czerpania jak największej przyjemności z gry w War Thundera jest umiejętność odnalezienia swojego miejsca w drużynie – czy to w roli łowcy bombowców, myśliwców, pilota kasującego stanowiska artylerii przeciwlotniczej czy też konwojów. War Thunder to tak właściwie teatr wojenny pełną gębą, na chwilę obecną ukazujący pole bitwy jedynie z perspektywy pilota. Z niecierpliwością czekam więc na premierę rozszerzenia wprowadzającego siły lądowe (a w przyszłości może i nawet wodne?),by totalnie zatracić się w tej swoistej wariacji Battlefielda 1942, pozbawionego akurat niewiele interesującej mnie piechoty.

…Pay 2 Win?

Pytaniem numer jeden wciąż pozostaje kwestia konieczności wyskakiwania z realnej waluty, a raczej nacisk wywierany przez grę na grającego by ten wreszcie zdecydował się sięgnąć po swój pękający w szwach portfel. W War Thunder ci bardziej niecierpliwi gracze mogą posiłkować się prawdziwymi pieniędzmi w celu zakupu doświadczenia dla pilotów bądź uzyskania dostępu do samolotów klasy Premium. Pierwsze skrzypce jednak w dalszym ciągu grać będą naszezdolności i system dobierający pilotów według poziomu posiadanych maszyn. Co prawda ten drugi wciąż potrafi władować nas w niezły bajzel (czytaj - grupę wymiataczy o wyższym poziomie niż nasz), jednak sama gra nie oferuje potężniejszej amunicji bądź kaemów o zwiększonej szybkostrzelności, mogących ułatwić nam zestrzelenie.

Image

Co jednak najbardziej wygrało moje serce przy okazji gry w War Thundera, to fakt, iż nie o liczbę zestrzeleń tak naprawdę tutaj chodzi. Produkcja Gaijin Entertainment potrafi dostarczyć naprawdę nieprzyzwoitą porcję pozytywnych wrażeń i zabawy bez konieczności ciągłego oglądania wybuchających w powietrzu samolotów wroga, dając mi możliwość awansowania na kolejne poziomy pełniąc na polu bitwy rolę typowego wsparcia. Przejmowałem lotniska z gracją kołując na nich swoją maszyną, kasowałem pancerniki majestatycznie przecinające fale i bombardowałem instalacje wroga i ani przez moment nie odniosłem wrażenia, że gra usilnie stara się wydobyć ze mnie mój numer konta bankowego. Bardziej sam gdzieś tam w środku czułem, że twórcom warto byłoby odpalić nieco grosza, bo pracę wkładaną w tytuł czuć tu za każdym razem, gdy koła samolotu żegnają się z pasem startowym. W tym miejscu szczerze trzymam również kciuki za to, by ten wspomniany wysiłek odnaleźć można było także w nadchodzących Siłach Lądowych, a w przyszłości może i w dodatku wprowadzającym starcia statków. Moc i potencjał jest bowiem w War Thunder przepotężny!

Wybrane dla Ciebie
ZACZEKAJ! ZOBACZ, CO TERAZ JEST NA TOPIE